Jesień, a wraz z nią zbliża się definitywnie koniec sezonu, który oddaje nam czas, do niedawna jeszcze idący na winklowanie — samemu albo z kumplami. I szybko pojawia się pytanie: co z nim zrobić? Zdjęcia z tegorocznych wyjazdów obejrzane. Nie raz. Sezon z kumplami obgadany od pierwszego wyjazdu po ostatni. A do wiosny trzeba jakoś dotrwać. Może jakiś film? Tyle że liczba powtórek na głównych kanałach potrafi zmęczyć nawet wytrwałego kinomana. Postanowiłem więc przekopać internety i poszukać czegoś o motocyklach, z motocyklami i dla motocyklistów. Tak, żebyśmy dojechali do kolejnego sezonu. W końcu jakieś zajęcie trzeba mieć, zwłaszcza gdy motocykl stoi pod przysłowiową kołderką.
Co więc obejrzeć? Uprzedzam lojalnie: nie wszystko z proponowanej listy, nie tylko dzisiejszej, to arcydzieła, ale de gustibus non est disputandum. Kilka z tych filmów to zdecydowane kino klasy B — ale i tak biorę to na klatę i obejrzę każdy z nich. Kryterium jest jedno: muszą być w nim motocykle, bo o to przecież chodzi.
Jakiś klucz na dekady…
Przeglądając pierwsze z odnalezionych tytułów, musiałem przyjąć jakiś klucz do ich pogrupowania. Jedynym rozsądnym podziałem jest ten na dekady: od najstarszych po te, które trafiły na srebrny, albo mały, ekran całkiem niedawno.
I w ten sposób zaczyna się nasza wspólna, filmowa przygoda w tej zbędnej przerwie pomiędzy sezonami — nazwijmy ją „Terapią zajęciową”. W pierwszej części lata 50. i 60. XX w. Po obejrzeniu wszystkich sześciu tytułów zobaczyłem, co je łączy: to moment, w którym ukształtował się wizerunek motocyklisty. Zaczynamy.
1. Dziki – The Wild One – 1953

Tak jak w słynnym początku Ewangelii według Świętego Jana (J 1,1) — „Na początku było słowo” — tak na początku naszej podróży musi znaleźć się Dziki (The Wild One, 1953, reż. László Benedek). I żeby było jasne: oczywistym jest, że zanim przysiadłem do oglądania tego filmu, widziałem już kilka nowszych produkcji. Ale dopiero po zobaczeniu Dzikiego zrozumiałem, że stanowi on swoisty wzorzec z Sèvres dla tego gatunku filmów. Zdałem sobie też sprawę z tego, jak wielu późniejszych twórców czerpało ze schedy Dzikiego.
Warto wiedzieć, że jego scenariusz powstał bezpośrednio na podstawie opowiadania „The Cyclists’ Raid” (Najazd motocyklistów) autorstwa Franka Rooneya, opublikowanego w styczniu 1951 roku na łamach Harper’s Magazine. Co ciekawe, sam tekst opowiadania był inspirowany głośnym artykułem prasowym oraz fotoreportażem z magazynu „Life” z 1947 roku. Zatem faktycznie „na początku było słowo”. Tekst ten opisywał tak zwany Hollister riot — zlot motocyklowy w kalifornijskim miasteczku Hollister, który w mediach, według źródeł, został mocno ubarwiony i przedstawiony jako brutalne przejęcie miasta przez buntowników. Do żadnego z tych tekstów nie dotarłem, a jaki faktyczny przebieg miały wydarzenia w Hollister, też już raczej się nie dowiemy.
Sam film z perspektywy czasu, zwłaszcza obecnego tempa życia, a co za tym idzie i naszych oczekiwań względem rozrywek, może nieco trącać myszką, ale nie możemy odebrać mu miana primus inter pares kina motocyklowego. Do tego Marlon Brando i Lee Marvin — i już chyba powoli wszystko się układa, a my zaczynamy rozumieć, że ten film uformował w popkulturze mit zbuntowanego amerykańskiego motocyklisty. A co więcej, stał się symbolem kalifornijskiej kultury motocyklowej tamtych lat. Dlatego ave, Dziki.
Nawiasem mówiąc, sam jestem ciekawy, jakie motocykle widzieliście w tym filmie — czekam na komentarze.
A żebyście nie szukali za długo: https://www.cda.pl/video/292876546e
2. Scorpio Rising – 1963

Drugi, na proponowanej przeze mnie liście, jest Scorpio Rising (1963, reż. Kenneth Anger). To krótki, bo zaledwie trzydziestominutowy film, który pod względem szeroko pojętej formy kojarzy mi się z Psem andaluzyjskim. Chwilę musiałem się zastanawiać, jak go w ogóle zaszufladkować. To, co przyszło mi do głowy, to neoawangardowy happening filmowy. Można go określić też inaczej: trzydzieści minut eksperymentu o kulturze bikerów, bez fabuły, za to z obrazami, które potem rozkradło pół kina.
Czy warto to zobaczyć? Jeśli lubisz filmy, które trzeba sobie poukładać w głowie, chcesz poszerzać horyzonty, a do tego masz już jakiś bagaż wiedzy, który pozwoli ci odnajdywać i interpretować środki stylistyczne — to tak, ten film jest dla ciebie. Jeżeli tego nie czujesz, to nie problem, w tym zestawieniu i tak znajdziesz coś dla siebie. Ale zmierzenie się z nim chociażby dla podkładu muzycznego może być ciekawym doświadczeniem.
I tak jak wcześniej: https://www.youtube.com/watch?v=oEL0XEN0Idc
3. The Wild Angels – 1966

Trzeci film z dzisiejszego zestawienia to The Wild Angels (1966, reż. Roger Corman). Trzynaście lat różnicy między tym filmem, a otwierającym dzisiejsze zestawienie Dzikim naprawdę widać. Ponadto jest on uważany za ten, który już na oścież otworzył całą falę kina o gangach motocyklowych.
Ujęcia, dynamika akcji i muzyka. Tu już pierwsze minuty zwiastują, co cię czeka — oczy szerzej się otwierają, pojawia się gęsia skórka, tętno i oddech przyspieszają, a ty w napięciu czekasz, co będzie za chwilę. Przedstawiana historia też została uszyta całkiem spoko. Do tego Peter Fonda, o którym w dzisiejszym zestawieniu jeszcze będzie, i Nancy Sinatra, która poza tym, że była córką Franka Sinatry, zajmowała się również śpiewaniem. Ci z was, którzy lubią starsze piosenki, znają ją z hitu „These Boots Are Made for Walkin'” czy nagranego z ojcem „Somethin’ Stupid”, ale też z innych, wartych posłuchania.
Trochę czasu zajęło mi znalezienie tego filmu w czeluściach internetów. Mam przypuszczenie — i podkreślam, że to tylko przypuszczenie — że ta pozycja nie jest aż tak powszechnie dostępna z jednego powodu: nieustannie przewijających się symboli pewnej ideologii propagowanej przez niespełnionego akwarelistę z Braunau, który głównie krzykiem i burzliwą gestykulacją podbił sporą część Europy. Być może film mógłby więc zostać potraktowany jako forma propagowania tejże ideologii. Choć prozaiczniejsze wyjaśnienie też się nasuwa: po prostu brak polskiej dystrybucji. A jakie są prawdziwe przyczyny? Tu wasza opinia może wnieść coś ciekawego. Zwłaszcza jeżeli wiecie coś więcej na temat dziesiątej muzy i tego filmu.
Jak wyżej, link: https://ok.ru/video/4336679389723
4. Hells Angels on Wheels – 1967

Na miejscu numer cztery znajduje się Hells Angels on Wheels (1967, reż. Richard Rush). W tym przypadku szukanie linku było zdecydowanie łatwiejsze. Z pomocą przyszedł mi portal z przyciskiem play na czerwonym tle.
Szukając jakichś informacji na jego temat, znalazłem określenie: „klasyczne kino klasy B, ciekawe głównie dlatego, że gra w nim młody Jack Nicholson”. Nie zraziło mnie to jednak, bo sam Mistrz, Quentin Tarantino, od zawsze otwarcie deklaruje ogromną miłość do kina klasy B. Wielokrotnie powtarzał publicznie, że to właśnie te brutalne, niszowe i tanie filmy z lat 60. i 70. ukształtowały jego unikalny styl. Wziąłem więc głęboki wdech i odpaliłem Hells Angels on Wheels. Po seansie poczułem, że twórcy mieli silną inspirację filmem z pozycji numer trzy, czyli The Wild Angels. Chyba nawet tak silną, że niewiele od siebie dorzucili — ale to już niech każdy z was oceni indywidualnie.
Link: https://www.youtube.com/watch?v=K_TspgXRbMg
5. Dziewczyna na motocyklu – 1968

Ja tymczasem zapraszam Was na piąty w zestawieniu film — Dziewczyna na motocyklu (1968, reż. Jack Cardiff). Long story short: Marianne Faithfull jedzie na motocyklu przez Europę do Alaina Delona. I na tym można by zakończyć, ale jest w tym filmie więcej. Może chociażby fakt, że w gąszczu produkcji rodem z USA o tematyce motocyklowej nareszcie wybił się jakiś akcent ze starego kontynentu? A może to historia kobiety na motocyklu w tamtych czasach tak przykuła uwagę? Nie znałem odpowiedzi na te pytania przed seansem, dlatego tym chętniej włączyłem film.
Po obejrzeniu doszedłem do wniosku, że jest to zdecydowanie kino drogi o lekkim zabarwieniu erotycznym. Ten drugi człon koresponduje chyba z czasami, w których sam film powstał. Z drugiej jednak strony historia zagłębia się we wspomnienia bohaterki, jej doświadczenia i przemyślenia na temat własnego życia. Figurujący w tytule motocykl jest jej prezentem ślubnym od… Jak kończy się ten drogowo-psychologiczny mariaż o zabarwieniu erotycznym, powinniście zobaczyć już sami.
Link do filmu: https://www.cda.pl/video/21608769b3
6. Easy Rider – 1969

Po szybkiej, acz gorącej, zimowej scenerii wyprawy do Europy wracamy na nowy kontynent, a tam znany wszem i wobec Easy Rider (1969, reż. Dennis Hopper). Swobodny jeździec, bo tak na język polski został przetłumaczony oryginalny tytuł, to film, który stanowi kolejny kamień milowy w ramach gatunku, jaki nas interesuje. Ale i on może zostać zamknięty w jednym zdaniu: dwa choppery, Ameryka i zakończenie, którego się nie zapomina. Może, ale czy tak traktuje się legendę?
Po obejrzeniu opisanych dotychczas filmów nasuwa mi się myśl, że Easy Rider jest najwyższą formą ewolucji kina motocyklowego opisywanych dziś dekad. Poza muzyką, która w popkulturze funkcjonuje do dziś, zdjęcia z filmu nadal urzekają pięknem i głębią — nie tylko widoków, ale też bohaterów historii. Do tego dialogi. Traktując je po łebkach, można odnieść wrażenie, że to najczęściej po prostu bełkot, ale czy tak jest na pewno? No i to zakończenie.
Zobaczcie sami: https://www.cda.pl/video/151229945d
Niespodzianka na koniec
Easy Rider zakończył nasze zestawienie filmów motocyklowych z lat 50. i 60. XX w. Kolejne propozycje, tym razem z następnej dekady, przygotuję dla Was w listopadzie. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam udanych seansów. Na koniec mam dla was coś specjalnego:
https://open.spotify.com/playlist/1cbISBgqzmnLJsukf7wZL3?si=5201ef7fd151445d
C.D.N.
