_SLIDERNajwiększy błąd motocyklistów może kosztować życie...

Największy błąd motocyklistów może kosztować życie… [Słowo na niedzielę, felieton]

-

Tekst, który właśnie czytacie, powstawał w czeluściach mojego umysłu już od dawna. Od nieco krótszego czasu był też gotowy, ale przekornie czekałem z jego publikacją, aż skończy się czerwiec. Czerwiec, gdyby ktoś nie wiedział, jest obchodzony na świecie jako Międzynarodowy Miesiąc Świadomości Zdrowia Psychicznego Mężczyzn. Media społecznościowe zapełniają się wtedy zielonymi wstążkami, fundacje robią webinary, a korporacje wrzucają grafiki z hasłem, że „warto rozmawiać”. A potem przychodzi lipiec … i wszyscy wracają do nierozmawiania, a banery informujące o akcji znikają na kolejny rok.

Tekst: Michał Gessler

Dlatego na przekór temu wszystkiemu wrzucam wam ten tekst teraz, kiedy kampania się skończyła, bo dbanie o siebie to nie jest akcja. Inicjatywy tego typu mają ramy czasowe ich trwania, patronaty i hasztagi. Zdrowie ich nie ma. W kalendarzu męskiego zdrowia są dwa duże, międzynarodowe punkty: listopadowy Movember, który wystartował w Australii w 2003 roku i od tego czasu każe milionom facetów zapuszczać wąsy, żeby sprowokować rozmowę o raku prostaty, raku jąder i zdrowiu psychicznym oraz czerwcowy Międzynarodowy Miesiąc Zdrowia Psychicznego Mężczyzn. Oczywiście znajdziemy jeszcze kilka innych, ale nie o to w tym tekście chodzi. Obie akcje są potrzebne i obie mają ten sam problem: trwają chwilę. Motocykl nie psuje się wyłącznie w listopadzie albo w czerwcu. Ciało też nie.

Zbadam się, bo tak teraz wypada

Ale dlaczego właściwie kampanie jak te wskazane wyżej oraz inne trwają określony czas? Akcja tworzy normę sytuacyjną: skoro wszyscy wokół zapuszczają wąsy i wrzucają zdjęcia, to i ja się zbadam, bo tak teraz wypada. Problem w tym, że norma sytuacyjna znika razem z sytuacją. Pierwszego grudnia wąsy idą, albo i nie, pod maszynkę, a razem z nimi, albo bez nich, cała motywacja do badań.

Trwałą zmianę robi się inaczej: nie przez poczucie, że wypada, tylko przez nawyk, czyli coś, co dzieje się bez udziału motywacji – tak jak np. zapinanie kasku. Nikt z nas nie zapina kasku, bo akurat trwa miesiąc świadomości urazów głowy. Zapinamy go, bo ręka sama idzie do DD. I dokładnie o to samo chodzi z badaniami.

I żeby nie było, ten tekst jest dla facetów o facetach i dla kobiet o facetach. Bo jeżeli Czytelniczki mają w domu, w garażu, albo na grupie wyjazdowej jakiegoś swojego faceta, to ten tekst jest także dla Pań. Hm…, może nawet bardziej, bo statystycznie to Panie zapisują nas do lekarza.

Motocyklista wydaje krocie na bezpieczeństwo, ale się nie bada

Znam ten mechanizm, chciałoby się powiedzieć, z autopsji. Środowisko motocyklowe wydaje na bezpieczeństwo kwoty, które budzą respekt. Kask z karbonu za trzy i pół tysiąca, bo homologacja ECE 22.06 i o sto gramów lżejszy. Kamizelka z poduszką powietrzną, bo elektronika zareaguje na upadek szybciej niż my. Kombinezon, rękawice z suwakami bezpieczeństwa, buty z usztywnieniami i innymi wodotryskami. Wszystko słusznie. Jeździmy, ryzyko jest realne, sprzęt działa. Tylko że ten sam człowiek, który potrafi godzinę opowiadać o różnicy między wkładką EPS jednogęstościową a wielogęstościową, ostatnią morfologię robił pięć lat temu, przy okazji, kiedy HR’ka nie chciała go dopuścić do pracy bez pieczątki, bo badania medycyny pracy były już średnio ważne.

Rukka FLEXO-R i FLEXORINA – nowa generacja turystycznej odzieży motocyklowej premium  | Artykuł – Motovoyager

To nie jest głupota. To psychologia. Sprzęt kupujemy przeciwko ryzyku, które widzimy: asfalt, barierka, pan w SUV-ie skręcający bez kierunkowskazu. Zakup daje natychmiastowe poczucie kontroli, a przy okazji dopaminę, o której jeszcze pewnie kiedyś wam napiszę.
Badanie działa odwrotnie. Nie daje kontroli, tylko konfrontuje z czymś, czego nie widać i na co, jak nam się wydaje, nie mamy wpływu. Wynik mógłby coś powiedzieć. Wolimy więc nie pytać. Ten mechanizm to unikanie i jest strategią regulacji lęku, która działa znakomicie. Doraźnie. Długoterminowo działa jak jazda z zapaloną kontrolką oleju, ale po zaklejeniu jej taśmą izolacyjną, żeby nie drażniła.

„Nie chodzę do lekarzy, bo jeszcze by coś znaleźli”

Widziałem to kiedyś na parkingu, na krajowej piątce gdzieś między Jelenią Górą, a Szklarską Porębą, w wersji niemal laboratoryjnej. Facet w sprzęcie, którego łączna wartość przekraczała wartość mojego pierwszego motocykla, drugiego zresztą też, opowiadał, jak kamizelka z poduszką uratowała jego znajomemu obojczyk. Mówił o tym z precyzją inżyniera: siły, wektory, milisekundy zadziałania. Ktoś z grupy zapytał go półżartem, kiedy ostatnio był u lekarza. Zapadła cisza…, tak wiecie, jaka zapada, gdy ktoś przy świątecznym stole zapyta np. o zarobki. Potem padło rozbrajające: „Nie chodzę, bo jeszcze by coś znaleźli”. Wszyscy się zaśmiali, ja też. A chwilę później, w drodze powrotnej dotarło do mnie, że usłyszałem właśnie najuczciwszą definicję męskiej profilaktyki, jaką znam: nie badam się, żeby być zdrowym. Logika bez zarzutu, o ile przyjmiemy, że choroba niezdiagnozowana nie istnieje. Niestety, medycyna od dłuższego czasu twierdzi inaczej.

Kobiety żyją dłużej, bo rzadziej spadają z gałęzi

Kobiety w Polsce żyją prawie osiem lat dłużej od nas. Popularne wyjaśnienie ewolucyjne głosi, że to dlatego, iż pierwotnie nie chodziły na polowania ani domyślnie, po drzewach, więc rzadziej spadały z mamuta i z gałęzi. Coś w tym jest, bo mężczyźni faktycznie częściej giną z przyczyn, które statystyka oględnie nazywa zewnętrznymi. Biologia też robi swoje: estrogeny chronią układ krążenia, a zapasowy chromosom X to coś w rodzaju drugiej mapy w bagażniku. Ale ani ewolucja, ani biologia nie tłumaczą wszystkiego.

Z pomocą, przynajmniej w części, przychodzi coś znacznie bardziej prozaicznego. Kobiety są od małego oswajane z lekarzem. Potem, w okresie dojrzewania, wchodzą w rutynę wizyt, która już nigdy się nie kończy: ginekolog, cytologia, badania w ciąży, mammografia… Kontakt z medycyną jest wpleciony w ich życiorysy jak przeglądy w książkę serwisową. One mają to we krwi, dosłownie i w przenośni, bo tę krew regularnie oddają do badania. My mamy (niestety) inaczej. Dla większości facetów ostatnim obowiązkowym kontaktem z lekarzem była komisja wojskowa albo medycyna pracy. Potem organizm przechodzi na model eksploatacji do awarii. A do lekarza idzie się wtedy, kiedy coś już nie tylko boli, ale przestaje działać.

Trzydzieści cztery stopnie w cieniu, czyli nie tylko motocyklista staje się gorszy… [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

Incydent najlepiej przeczekać

A teraz wróćmy pamięcią na chwilę do poprzedniego akapitu i zobaczmy jak to się ma do nas, do chłopaków. Nas w tym czasie (kiedy dziewczynki oswajano z lekarzami) trenowano
w kierunku dokładnie przeciwnym. Małego chłopca do lekarza prowadzi się wtedy, kiedy coś jest złamane, rozcięte albo gorączka nie przechodzi po domowych sposobach, czyli wtedy, kiedy awaria już nastąpiła. Wizyta u lekarza nie jest rutyną, jest incydentem, a incydent, jak wiadomo, najlepiej przeczekać. Do tego dochodzi cały program wychowawczy w pigułce: chłopaki nie płaczą, nie przesadzaj, rozchodzi się… Każde z tych zdań osobno brzmi niewinnie. Razem jednak układają się w instrukcję obsługi, w której rozdział o sygnałach ostrzegawczych pominięto podczas jej pisania, albo celowo usunięto. Potem ten chłopiec ma czterdzieści pięć lat, kłujący ból w klatce piersiowej i to samo oprogramowanie: nie przesadzaj, rozejdzie się… Statystyki zgonów sercowo-naczyniowych pokazują, jak często się nie rozchodzi.

Mężczyźni powinni uczyć się od kobiet dbania o siebie

Wniosek jest niewygodny, więc napiszę go wprost: powinniśmy uczyć się od kobiet dbania o siebie. Nie jest to kwestia honoru, ani rywalizacji płci. Jest to kwestia benchmarku. Jeżeli obok nas żyje populacja, która robi coś systematycznie i żyje osiem lat dłużej, to upieranie się, że nasz sposób jest lepszy, co najmniej mija się z faktami.

Badaj jądra

Teraz konkret, bo w końcu powinien nastąpić. Samobadanie jąder: raz w miesiącu, najlepiej po ciepłym prysznicu, dwie minuty. Tylko nie zabawa sprzętem, a realne badanie – jeżeli nie wiesz jak to zrobić, informacje znajdziesz w sieci. Traktujcie to jak sprawdzanie ciśnienia w oponach, tyle że częściej niż przed sezonem. Rak jądra jest najczęstszym nowotworem złośliwym u młodych mężczyzn i jednocześnie jednym z najwyższą wyleczalnością (mam nadzieję, że jest takie słowo), pod warunkiem, że zostanie wykryty wcześnie. Wcześnie, czyli przez was, nie przez przypadek.

Mierz ciśnienie

Dalej: ciśnienie krwi, raz na jakiś czas, choćby w aptece.

Morfologia

Raz w roku morfologia, lipidogram, glukoza, czyli pakiet w cenie zbliżonej do jednego tankowania do pełna.

Prostata

Po pięćdziesiątce, a przy obciążeniu rodzinnym wcześniej, rozmowa z lekarzem o PSA i prostacie.

Kolonoskopia

Po pięćdziesiątce (ale często też warto zrobić ją wcześniej) także kolonoskopia, o której nikt nie chce rozmawiać, a która potrafi zatrzymać raka jelita grubego na etapie polipa, czyli, wracając do warsztatu, wymienić klocki, zanim zjedzą tarczę.

Skóra

I skóra: motocyklista ma często wystawione na działanie słońca przez pół sezonu przedramiona i kark – znamiona ogląda się tak samo, jak ogląda się oponę po najechaniu na coś ostrego. W miejscach, gdzie nie widać, prosisz o pomoc.

Między stadem, a ciszą – czyli o tym, że jadąc w grupie każdy zakręt pokonujesz samotnie [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

Dobrze, ale kiedy?

Wiem, co część z Was teraz myśli: dobrze, ale kiedy? Odpowiadam pytaniem: kiedy robicie wiosenny przegląd motocykla? No właśnie. Każdy z nas ma w roku jeden rytuał, którego nie odpuszcza: wymiana oleju, sprawdzenie klocków, ciśnienia, luzów, naciągu łańcucha. Wystarczy do tego rytuału dopisać jedną pozycję: właściciel. Motocykl jedzie na przegląd, właściciel idzie na krew. Nie planuj, że się zbadasz, tylko przypnij badanie do czegoś, co i tak robisz. Plan „zrobię badania w tym roku” ma skuteczność noworocznego postanowienia. Plan „oddaję motocykl do serwisu i tego samego tygodnia oddaję krew do laboratorium” ma skuteczność nawyku. Różnica jest taka, jak między „kiedyś pojedziemy
w do Skandynawii”, a kupionym biletem na prom.

Zdrowie to też psychika

I wreszcie głowa, od której zacząłem. W Polsce codziennie życie odbiera sobie około piętnastu osób. Dwanaście, trzynaście z nich to mężczyźni. To tak, jakby każdego dnia z dróg znikała cała grupa wyjazdowa i jeszcze dwóch, którzy jechali osobno. Nie ma badania krwi na kryzys psychiczny, ale jest jego odpowiednik: rozmowa. Zwykłe, niewymuszone pytanie do kolegi, który ostatnio jeździ sam, przestał się odzywać na grupie albo śmieje się o jedną nutę za głośno. Pytanie „co u ciebie, tak naprawdę” jest badaniem przesiewowym, które każdy z nas może wykonać bez skierowania.

Zostaje ostatnia bariera, ta najgrubsza: przekonanie, że prawdziwy facet radzi sobie sam. Ciekawe, że w garażu nikt tego przekonania nie wyznaje. Motocykl oddajemy do mechanika bez cienia wstydu. Mówimy nawet z pewną dumą: wożę do sprawdzonego gościa, zna te silniki na pamięć. Nikt nie uważa, że korzystanie z warsztatu odbiera mu męskość. Sam bym zrobił, ale on ma narzędzia i doświadczenie, mówimy. No właśnie. Psycholog też ma narzędzia i doświadczenie. Pójście do niego to nie kapitulacja, tylko decyzja serwisowa. A telefon zaufania to assistance: dzwoni się wtedy, kiedy człowiek stanął na trasie i nie ma już siły pchać.

Dbajcie o siebie…

Dlatego dbajcie proszę o siebie nie tylko przez kupowanie drogich kasków. Kask jest ważny, ale chroni tylko przed tym, co przychodzi z zewnątrz. Większość tego, co nas zabija, jedzie z nami pod kaskiem i pod kurtką, po cichu, latami, bez kontrolki. Motocykl ma książkę serwisową, przeglądy i rynek części. Ty jesteś jedynym pojazdem w swoim garażu, do którego nie ma rynku wtórnego z częściami zamiennymi leżącymi na półce.

Gdzie szukać pomocy:

800 70 2222 — Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym (bezpłatny, całodobowy, 7 dni w tygodniu; także czat na centrumwsparcia.pl)

116 123 — telefon zaufania dla dorosłych w kryzysie emocjonalnym (bezpłatny, całodobowy)

608 271 402 — Telefon Zaufania dla Mężczyzn, Instytut Przeciwdziałania Wykluczeniom (dyżury: wtorek 17:00–19:00, środa 18:00-20:00, czwartek 19:00–21:00; można też napisać: pomoc@pomesku.org)

112 — jeżeli życie lub zdrowie jest zagrożone w tej chwili

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ