Chińskie motocykle? Kto by o tym pomyślał! Przecież to tandeta i obciach! Czy aby na pewno? W tym momencie jesteśmy właśnie w obliczu wielkich ekonomicznych zmian, które nie ominą wcale branży motocyklowej. Ba, one już nią rządzą. Patrzcie jak Chiny zdobywają zachodni świat!

Ostatnio na naszym serwisie zrobiło się wręcz gęsto od chińskich motocykli, a to za sprawą targów, jakie odbyły się w Chinach. Chiński – nota bene – wirus pokrzyżował plany w Europie, sprawiając, że tegoroczne, największe na Starym Kontynencie targi motocyklowe EICMA, odwołano. Rzecz zupełnie inaczej ma się na Dalekim Wschodzie, gdzie China International Motorcycle Trade Exhibition (CIMA) odbyły się w najlepsze. Podczas tej imprezy, chyba po raz pierwszy w takim stopniu, mogliśmy oglądać zalew konstrukcji w iście europejskim stylu. Duże turystki, motocykle segmentu adventure, modele klasyczne…

CFMoto 1250 TR-G – chiński turystyk z silnikiem KTM-a konkurencją dla BMW?

Nieznane u nas chińskie marki, takie jak CF Moto czy QJ Motor, zaczynają prezentować pojazdy bardzo zbliżone europejskim gustom. W przypadku modelu CF Moto jest to np. 1250 TR-G napędzany silnikiem LC8, produkowanym na licencji KTM-a. QJ Motor to z kolei techniczna matka europejskiej marki Benelli, motocykli, które już zaskarbiły sobie przychylność użytkowników i są chętnie wybierane jako motocykle nowe. My na naszym serwisie – jak na pewno zauważyliście – testujemy wszystkie dostępne nowości marki Benelli, których jest naprawdę mnogo, a zapowiadane są kolejne… Czy jesteśmy świadkami wielkiej ekspansji Państwa Środka na Europę? Oczywiście!

Benelli G1200 – nowy, włoski, duży turystyk napędzany trzycylindrowcem [dane techniczne]

Kopiowanie receptą na sukces

Zacznijmy może od tego, że wszyscy kiedyś zaczynali. Dzisiejsze mocarstwa ekonomiczne, takie jak USA, Japonia czy Niemcy – miały lepsze i gorsze chwile. Zdecydowanie dobrym przykładem jest tutaj Kraj Kwitnącej Wiśni. Pamiętam opowieści mojego ojca, urodzonego na początku lat 50., który bawił się zabawkami Made in Japan. Był to wtedy najtańszy produkt na rynku, o którym mój pradziadek mawiał, że wszystko co japońskie, to tandeta… Przypomina Wam to coś? Japończycy, którzy dostali łupnia w II wojnie światowej, zaczynali od kopiowania zachodnich rozwiązań – zarówno na rynku motoryzacyjnym jak i elektronicznym. Ich pierwsze motocyklowe konstrukcje łudząco przypominały angielskie jednoślady BSA, Norton czy Triumph. A elektronika? Ich tanie radyjka tranzystorowe były kopiami rozwiązań amerykańskich. Od czegoś trzeba zacząć, a kopiując, można wiele się nauczyć. Fakt, to droga na skróty, ale ewolucja od zera trwałaby latami i doprowadziłaby do klęski każde w pełni uczciwe przedsiębiorstwo, chcące zacząć od zera i nadrobić powiedzmy 70 lat rozwoju technologicznego. Rzecz niemożliwa…

Wszystkim wątpiącym w powodzenie chińskiej misji ekonomicznego podboju rynków zachodniego świata chciałbym tylko przypomnieć, że oni już dawno mają naszą technologię – w końcu Chiny są fabryką świata, w której powstają nasze telefony komórkowe, części do europejskich motocykli, japońskich samochodów, koreańskich telewizorów, a także ozdobne, pamiątkowe magnesiki z Zakopanego, Ustki i Radomia.

Hejtujesz chińszczyznę? Bądź konsekwentny…

Norbert, Krzysztof, Michał, Kamil powinniście zrezygnować nie tylko z jedzenia na mieście, bo to ma tak naprawdę niewiele wspólnego z tym tematem, ale chodzić, prezentując przede wszystkim wielkie ego, ale nie tylko je – przede wszystkim zaś, co może zabrzmi śmiesznie, swoje bujnie owłosione torsy, boso i najlepiej, dla pewności, całkowicie nago… Chińczycy, i to nie są przecież jaja zdobyli przyczółek, praktycznie wygrali tę wojnę, a teraz jedynie ostentacyjnie wjeżdżają przez bramy naszych miast na białych rumakach… Wszyscy od lat chodzimy w chińskich butach, chińskich t-shirtach i patrzymy się na chińskie matryce urządzeń elektronicznych.

BMW czy chińczyk?

Jeden przykład, który można byłoby mnożyć – Loncin DS 8 to… odpowiednik BMW F 650 GS. Chińczycy są od dawna podwykonawcami wielu części, jak nie całych motocykli Bawarczyków. Są to fakty niezbyt chętnie ujawniane przez europejskie koncerny, które wolą milczeć, nie mogąc zaprzeczyć. No cóż, widzicie podobieństwo do pierwowzoru:

Transakcja długofalowa

Ale spokojnie, jeszcze chwila do całkowitego podboju, do wysadzenia z siodeł co bardziej pragmatycznych, i patrzących przede wszystkim na ekonomiczne aspekty motocyklizmu, użytkowników japońskich, amerykańskich czy europejskich jednośladów. Sprzedaż motocykla, to nie sprzedaż koszuli, butów czy kart do gry. To długa, trudna i wymagająca wysiłku i zaufania od dwóch stron transakcja, do której zawarcia potrzeba kilku rzeczy. Po pierwsze, aby ktoś realnie chciał myśleć o posiadaniu chińskiego turystyka pojemności 1250 ccm, jakaś firma musi wziąć się za oficjalną importerkę tejże marki. Dodatkowo, oprócz atrakcyjnej ceny, za produktem musi stać sieć serwisów, dostęp do części zamiennych, europejska gwarancja. Mimo wszystko każdy skuszony niską ceną zakupu, przez pierwsze lata będzie doświadczalnym gryzoniem, który będzie musiał się borykać z różnymi kłopotami. Na uśmieszkach politowania prawilnych kolegów zaczynając, a na bolesnej utracie wartości kilkuletniego, dużego chińczyka kończąc.

Przyszłość motoryzacji jest… chińska

Tak czy inaczej, czy tego chcemy, czy nie, wszyscy będziemy kiedyś jeździć w pełni chińskimi motocyklami, tak jak w naszych motocyklach korzystamy z chińskich części (nawet jeśli moduł lub wiązka ma logo niemieckiego producenta – Bosch, to tylko zaprojektowana została za Odrą, natomiast wykonana… a jakże, w Chinach). To nieuniknione. Japończykom ekspansja motoryzacyjna na cały świat zajęła 30-40 lat. Chiny mają już najtrudniejsze za sobą – a w tym momencie stoimy w obliczu spektakularnego przełożenia wajchy, bo podwaliny pod New World Order już dawno zostały położone…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.