_SLIDERKoty, piwo i lawenda. Na pożyczonej TDM-ce w objęcia Prowansji

Koty, piwo i lawenda. Na pożyczonej TDM-ce w objęcia Prowansji [WYPRAWA]

-

Jeśli ktoś narzeka na polskie drogi to niech skoczy do Pragi. Po drodze zdąży kilkukrotnie zmówić pacierz lub wyrzucić worek przekleństw przez okno (lub za siebie). Czesi powinni już na granicach wywiesić tabliczki z napisem: „wpadnij na remont po drodze na pilsnera”. Docieramy w okolice Brna. Pada, a beton jest śliski jak wypłata środków w OFE.

Telefony padają, a czas do oddania sprzętu upływa za cztery godziny. „W czym macie problem?” – pyta kierowca tira przechodząc obok naszej dwójki. Wyjaśniam, że jedziemy od blisko 30 godzin, a mamy jeszcze Kraków na rozkładzie. Telefony nam padły.

„Weź i dzwoń” – kwituje spotkany tirowiec z Cieszyna. Dzwonię do wypożyczalni i przesuwam zwrot sprzętu. Teraz pora ruszać w drogę. Czy mamy jeszcze siły? Nie, ale czy to ważne? Remontowane czeskie drogi wzbogacone wiatrem bocznym obudziły we mnie demona. Całe szczęście przejeżdżamy przez ten pierdolnik gubiąc drogę dopiero w Ostrawie. Ponowna zawrotka na Cieszyn i po godzinie jesteśmy w Polsce. Postój na stacji i telefon do wypożyczalni. Zmiana godziny zdania sprzętu. Mija właśnie 20. Droga na Kraków jest zupełnie inna niż wcześniej. Przejazd zgodnie z przepisami zajmuje nam mniej niż 60 minut. Cud. Po 36 godzinach jazdy udaje się dotrzeć do Krakowa (1900 km). Tuż po 21 jesteśmy pod domem, a właściwie to Plecaczek jest, bo ja muszę jeszcze oddać TDM-ę. Przejazd na drugi koniec miasta. Podchmielone gadżety dla właścicieli wypożyczalni i zdanie kluczyków. Udało się, 5 tysięcy w dwa tygodnie! Ostatni etap dnia to powrót do domu na rowerze. 12 kilometrów po Krakowie boli mniej niż można przypuszczać, ale trwa całą wieczność.

Przejeżdżając przez Francję, Szwajcarię, Austrię, Niemcy i Czechy można zobaczyć, gdzie organizacja pracy i życia to chaos, a gdzie też wygląda to nieco korzystniej. Francja ze swoim dziwacznym systemem bramek autostradowych to niekończący się korek, a pozostałe kraje dzięki winietom nie mają żadnego kłopotu z ruchem kołowym. Szwajcaria jest do bólu przewidywalna, ale miła, choć ceny najprostszych potraw lub wody wynikają raczej z celowej polityki zawyżania kosztów życia.

A propos cen i dostatku. Już wiem dlaczego Niemcy są bogatsi od Francuzów. Ci drudzy muszą połowę swojej wypłaty zostawić w spożywczaku, ale ratują się tanim i smacznym winem, które nie ma wiele wspólnego z „polskimi” wariacjami.

Informator znajdziesz tutaj

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

7 KOMENTARZE

  1. Minos – będzie kontynuacja w przyszłym roku. Wybieramy się na kolejne szalone wakacje, ale tym razem na V Stromie. Zapewne skorzystamy z gościnny motovoyagera, o ile będzie zainteresowanie ze strony redakcji.

  2. Ciekawa wyprawa, świetny motocykl :) Ale ten desperacki powrót aby tylko zdążyć na czas z oddaniem sprzęta moim skromnym zdaniem lekko ryzykowny. Trochę jakbyś dał w zastaw swój dom, a ew dzień opóźnienia miałby skutkować jego zajęciem przez mafię.

    Szacunek dla pasażerki za przetrwanie( tym większy, jeśli w TDM była seryjna kanapa).

    • Nie planowaliśmy ryzyka, ale nieco namieszał nam hotel w Budapeszcie i sprawa zamykania granic. W TDMie była kanapa nieco inna niż ta seryjna. Pasażerka raczej nie narzekała. Pozdrawiamy

  3. Swietna wyprawa i ciekawy opis. Gratulacje. Mnie chyba zabila by ta jazda rowerem na samo zakonczenie :) Wiele opisow wypraw, jak zauwazylem, zaplanowanych jest chyba bez brania pod uwage powrotu. Zbyt malo czasu planuje sie na trase powrotna i potem ludzie jada jak opetani przez dzien i noc. To powoduje stres i zagrozenie. W waszym przypadku to juz bylo male wiariactwo. Podziwiam twojego plecaczka za wytrzymanie tego wszystkiego :) Ja staram sie potraktowac powrot jako czesc wyprawy i planuje po drodze jakis nocleg i postoj. No ale, zeby do tego dojsc, to tez nieraz tak sie wracalo… Powodzenia przy nastepnych wyprawach.

    • Dziękujemy, wbrew pozorom planowałem dokładnie każdy dzień, ale choroby nas rozłożył :-). W tym roku będziemy już bardziej uważni. Pozdrawiamy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ