Marka Benelli na dobre zadomowiła się na polskim rynku. Po udanych debiutach małych i średnich pojemności, coraz śmielej wraca z projektami motocykli ciężkich. Ale to właśnie Bn-125 jest jednym z chętniej wybieranych przez krajowych motocyklistów modelu. Postanowiłem sprawdzić, co mały Benek ma do zaoferowania.
Patrząc na BN-125 od razu rzuca się w oczy jego czerwona, kratownicowa rama. Skojarzenia z innymi włoskimi markami, jak chociażby Ducati, nasuwają się same, choć tak naprawdę to kratownicowa rama jest od dawna znakiem rozpoznawczym motocykli z Pesaro.

Motocykl po prostu możę się podoba. Mi nawet podoba się bardzo! Widać, że jest to tylko 125-tka, jednak dobrze dobrane proporcje, nieco agresywny, sportowy design przykuwają wzrok.
Jednak ważniejsze niż to, jak wygląda jest to, jak daje sobie radę na drodze…

Silnik budzi się do życia od pierwszego strzała i żywo reaguje na ruchy manetką. Oczywiście nie sposób oczekiwać od niego niesamowitych przyśpieszeń, ale 11 KM wystarcza na sprawne poruszanie się po mieście. Jedynie na piątym biegu, przy podjazdach na wyższe wzniesienia, można było odczuć brak mocy. Z drugiej strony motocykl nie ma ze mną lekko – waga 90+ robi swoje.

Hamulce działają dobrze – nie ma najmniejszych problemów z ich wyczuciem. Dobre oceny należą się zwłaszcza przedniemu – tarcza 260 mm i trzytłoczkowy zacisk sprawują się wyśmienicie. Na prędkości, z którymi porusza się ten Benelli nie trzeba nic więcej.

Niewielka masa (142 kilogramy w konfiguracji do jazdy) i niewielkie wymiary, powodują, że motocykl chętnie składa się w zakręty, a omijanie przeszkód (np. studzienek) nie sprawia trudności.

Obawy budzi jedynie kanapa. Jest stosunkowo wąska – podczas jazdy w mieście nie jest powodem do narzekań, jednak zobaczymy, jak sprawdzi się na dłuższych trasach.
Wiecej informacji o małym Benku już wkrótce w pełnym teście!
