Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

-

Muszę przyznać, że gdybym miał obchodzić 120 urodziny, to również strzeliłbym sobie wyjątkowy prezent. A takim dla firmy Harley-Davidson z pewnością są dwa tegoroczne baggery z serii CVO: Street Glide i Road Glide. Miałem przyjemność zabrać tego pierwszego na objazd wschodnich rejonów naszego kraju. Była to podróż szybka, wygodna i… ostrożna – i to nie tylko ze względu na wartość motocykla.

Można odnieść wrażenie, że za oceanem pojęcie „rozsądku w motoryzacji” nie istnieje, a przynajmniej ma zupełnie inne znaczenie niż w Europie. Stany Zjednoczone to w końcu ojczyzna największych i najbardziej odjechanych pojazdów w swoich klasach. Czegoś brakuje? OK, poprawimy i na wszelki wypadek powiększymy. Bo większe jest zawsze fajniejsze niż mniejsze. 

Amerykańskie jednostki miary – cal, mila, galon, funt [system imperialny, kalkulator, jak przeliczać na metryczny, parametry motocykla, dane techniczne]

Najnowszy Harley-Davidson CVO Street Glide pewnie kroczy za tym trendem. Napędza go największy i najmocniejszy silnik w historii marki – Milwaukee-Eight 121 VVT, a na pokładzie znajdziemy szaloną ilość najnowszej elektroniki i customowych dodatków. Godny prezent na 120-lecie Harleya i efektowne uczczenie życiowego sukcesu wszystkich klientów, którzy będą w stanie kupić tę piękną i bardzo drogą maszynę. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Czy odbierając egzemplarz testowy podszedłem do niego z należnym nabożeństwem? Zupełnie nie. Jeździłem już wieloma luksusowymi motocyklami, w tym Harleyami, i mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać. Zwłaszcza że w świeżej pamięci miałem jazdy nieco skromniejszym Street Glide ST z silnikiem 117. Byłem natomiast bardzo ciekawy, czy ten amerykański motocyklowy barok może mnie jeszcze czymś zaskoczyć. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Patrz na mnie. PATRZ NA MNIE!

Nie ulega wątpliwości, że ten motocykl powstał zasadniczo w jednym celu – ma imponować. Jego strona wizualna jest niezwykle dopracowana. CVO to skrót od Custom Vehicle Operations, czyli nazwy specjalnego działu w firmie Harley-Davidson, który zajmuje się tworzeniem „fabrycznych customów”. Wszystkie maszyny oznaczone tymi trzema literami wyjeżdżają nie tylko z najmocniejszymi silnikami, ale też pakietem pieczołowicie dobranych dodatków oraz w pięknych, nierzadko ręcznie wykonanych malowaniach.

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Przyjrzyjmy się więc temu elitarnemu Street Glide’owi, który w ofercie na 2023 rok znalazł się w parze z niemal bliźniaczym CVO Road Glide. Podstawowa różnica między tymi modelami to owiewka i kształt przedniej lampy. W Street Glide mamy obszernego batwinga, który wraz z systemem multimedialnym w całości przymocowany jest do kierownicy, oraz mniejszy reflektor. W Road Glide owiewka mocowana jest do ramy i wyposażona w szeroką prostokątną lampę. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

W klasycznych wersjach Street Glide lampa jest idealnie okrągła, w CVO jest to całkowicie LED-owy zaokrąglony kwadrat. Po bokach symetrycznie umieszczono długie paski LED, pełniące wymiennie rolę świateł pozycyjnych i kierunkowskazów. Nad owiewką zamontowano niewielką przyciemnianą szybkę i nowy wlot powietrza, którego przesłonę można regulować od środka. Kroplowy zbiornik paliwa nie jest idealnie obły, ma delikatnie ścięte krawędzie, dzięki czemu zyskał nieco agresywności. Kanapa już na pierwszy rzut oka wygląda na bardzo wygodną. Również w części dla pasażera, który w typowych baggerach ma zazwyczaj do dyspozycji smutny, opadający ku tyłowi naleśnik. Wizerunku maszyny dopełnia para bocznych kufrów oraz atrakcyjny wzór malowania z ręcznie naniesionymi szparunkami, układem napędowym pokrytym czarnym lakierem oraz podwójnym wydechem w kolorze ciemnego chromu. Aha, no i te koła… Połączenie aluminiowych obręczy i klasycznych szprych wyszło znakomicie. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Z rozmachem

OK, dość cmokania nad pracą stylistów, czas się przysiąść. Chowam do kieszeni duży kluczyk-bezkluczyk i zajmuję miejsce za kierownicą. Dolna część moich pleców, ta z charakterystycznym pęknięciem, ląduje na obszernej kanapie. Nie jest przesadnie miękka, ale spokojnie mieści moje jestestwo i dobrze podpiera od tyłu. To na pewno przyda się w czasie bardzo dynamicznego przyspieszania, którego spodziewam się już za chwilę. Rączki kierownicy niestety typowo po baggerowemu skierowane są w dół. W dodatku regulacja, nawet jeśli jest możliwa, wymaga zdjęcia całej wielkiej owiewki. W czasie długiej jazdy na wprost jest to być może wygodne, ale już wiem, że w czasie ciasnych manewrów czeka mnie wystawianie nóg na zewnątrz, żeby się nie zablokować. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Przede mną prawdziwa nowość – kokpit zupełnie pozbawiony analogowych zegarów, za to z wielkim wyświetlaczem, o przekątnej aż 312 mm. Nie wiem, czy jest największy na rynku, bo chwali się tym wielu innych producentów, ale robi wrażenie. Czuję, że mógłbym wziąć niedzielnego mielonego z mizerią i odpalić „Familiadę” na tym telewizorze. Zwłaszcza że miałbym na czym postawić talerz. Pod ekranem umieszczono bowiem sprytną wysuwaną ni to szufladę, ni to półkę. Jest naprawdę duża, wyposażona w gniazdo USB-C i w założeniu służy do położenia tam telefonu albo nawet mniejszego tabletu. Po bokach ekranu dumnie prężą się duże głośniki z logo Rockford Fosgate, a tuż za nimi niewielkie lusterka. Zespoły przycisków po obu stronach kierownicy są duże i podświetlane w szczegółach. Całość wygląda gładko, nowocześnie, luksusowo i… bardzo samochodowo. 

Harley Davidson Breakout, czyli jazda na rakiecie [test, dane techniczne, opinia, cena]

Para buch, koła w ruch…

Trochę dziwnie mi pisać, że włączyłem motocykl, zwłaszcza w przypadku maszyny o tak wyraźnym klasycznym wizerunku, ale tak właśnie jest. Przestawiam przełącznik, system budzi się do życia, gdzieś tam miga napis „loading”. Naciskam starter i jednostka o pojemności niemal dwóch litrów z pewnym ociąganiem budzi się do życia. Pracuje zaskakująco gładko i… cicho. Dźwięk wydobywający się z fabrycznych kominów ma ładną barwę, ale jego umiarkowane natężenie może być nie do zaakceptowania przez wielu fanów motocyklowej americany. Jak widać jest jeszcze pole, by poprawić speców z działu CVO, którzy na swoje usprawiedliwienie mają to, że musieli ugłaskać europejskich urzędników.

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Street Glide CVO waży 380 kg, ale bardzo szybko przestaję odczuwać tę masę. Jeśli nie liczyć konieczności wystawiania kolan przy ciasnych skrętach, to manewruje się nim bardzo pewnie i przyjemnie. Stopy od razu lądują na dużych podestach, a możliwość przesuwania ich do przodu i do tyłu jest dla mnie miłą odmianą po czasie spędzonym na kilku wersjach BMW R 18. Harley wydaje się wręcz smukły i delikatny, choć jego silnik jest ciut większy niż u Niemców. Na początku czeka mnie droga do domu, jakieś 60 km autostrady. Wiem, że z miejsca nie opanuję nawet części elektronicznego bogactwa, które mam przed sobą. Ogarniam więc wzrokowo podstawowe przełączniki, ustawiam tryb drogowy i ruszam. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja] Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Swój chłop

Poczucie się „jak u siebie” zajmuje mi może ze trzy-cztery odcinki od świateł do świateł. Pewnie wjeżdżam pomiędzy sznury aut i z łatwością znajduję sobie miejsce. Street Glide może na początku lekko onieśmielić, ale to zupełnie praktyczny i zwinny motocykl, również w mieście. Na autostradzie błyskawicznie dobijam do przepisowych 140 km/h. Dosłownie nie wiem, kiedy to się stało. Jak Pawlak ze swoim „Ja tylko pocjągnął…”. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Owiewka skutecznie odcina mnie od oceny prędkości „na wiatr”, a silnika prawie nie słyszę. Dopiero po chwili orientuję się, że jadę na zaledwie czwartym biegu, czas wbić kolejne i zredukować obroty. Zapinam tempomat (zwykły, bez radaru) i mknę na swoją wieś z prawami miejskimi. Od razu sprawdzam skuteczność regulowanego wlotu powietrza tuż nad wyświetlaczem. Robi robotę – przy zamkniętym powietrze wpadające znad owiewki głośno świszczy wokół kasku, po otwarciu i odpowiednim ustawieniu strugi zapada przyjemna cisza, choć czuć wpadający wiatr.

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Od absurdu do absurdu

Lubię słuchać rozmów i opowieści fanów, właścicieli oraz sprzedawców motocykli Harley-Davidson. Oni naprawdę doskonale znają i wychwytują różnice pomiędzy kolejnymi modelami, generacjami i silnikami. Tym razem zapewniano mnie, że nowy CVO to totalnie inna jakość. Mocniejszy, gładszy, ze zmiennymi fazami rozrządu, „trzeba się przyzwyczaić”… 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

A ja, harleyowy laik, który niedawno jeździł tym samym modelem w wersji ST, z mniejszym silnikiem 117, czyli o pojemności „zaledwie” 1923 cm3? Czułem się jakbym się przesiadł z motocykla o absurdalnych osiągach na motocykl o jeszcze bardziej absurdalnych osiągach, przy czym zupełnie nie miałem zamiaru badać granic tego absurdu. W nowym CVO mamy do dyspozycji 115 KM i aż 183 Nm momentu obrotowego. Zwykły motocyklista bez wsparcia elektroniki nie byłby w stanie nim normalnie jeździć, zwłaszcza na mokrej nawierzchni. Natomiast korzystając z pracy pokładowych systemów bardzo łatwo zapanować nad tym bezmiarem i dozować tyle, ile jest potrzebne.

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

W praktyce wygląda to tak, że na trybie drogowym w kwestii dynamicznych przyspieszeń, np. do wyprzedzania, robisz z tym prawie 400-kilogramowym motocyklem, co tylko chcesz. Na trybie deszczowym również, choć czuć już trochę elektronicznych trocin wsypanych do silnika. Tryb sport? Szaleństwo. A do tego są jeszcze dwa tryby custom, w których ustawisz wszystkie parametry e-kagańca pod własne potrzeby.

Gładko i oszczędnie

Czy praca systemu zmiennych faz rozrządu są w jakiś sposób odczuwalna? Gdyby nikt mi nie powiedział o jego istnieniu, to raczej bym się tego nie domyślił. Natomiast silnik pracuje zaskakująco gładko jak na dwucylindrowego potwora. Przekłada się to również na spalanie. Producent podaje 6 litrów na 100 km, komputer po kilkuset kilometrach zróżnicowanych dróg wyliczył mi zaledwie 5,2 litra. Prawda leży więc gdzieś w tych okolicach, co biorąc pod uwagę gabaryty i osiągi maszyny uważam za świetny wynik. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Ten silnik to po prostu kolejny kamyczek do ogródka „więcej i mocniej”. Zapewne za rok pojawi się wersja 123, a po niej 125. „I 135 się znajdzie, proszę pana…”. Tylko po to, by się pojawić i znaleźć nabywców, którzy chcą mieć więcej. To absolutnie nic złego – taka jest filozofia i urok tej marki. A być może całej amerykańskiej motoryzacji. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Jak to ugryźć?

Kiedyś napisałem, że ta grupa motocykli to nie turystyki, tylko customy z pewnymi cechami turystyków. Generalnie osobiście mam z baggerami spory problem – nie lubię tego segmentu. Ani pod względem stylu, ani właściwości praktycznych. Owiewka odcina od lubianego przeze mnie wiatru, ale z drugiej strony, skoro już jest, to mogłaby chronić lepiej. W dwóch wąskich kufrach miejsca zawsze za mało, a pasażer jest tylko niedocenionym dodatkiem. Takie trochę nie wiadomo co. Trzeba się po prostu pogodzić z tym, że to maszyny dla indywidualistów, żeby nie powiedzieć – samotników, którzy tylko od czasu do czasu zabierają kogoś na tylne siodełko. Akurat kufry w Street Glide CVO są nawet sensowne. Mają regularny kształt i łączną pojemność 62 litrów, i to pomimo bebechów głośników sterczących z górnych pokryw. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Skoro już poruszyłem temat głośników, które były bardzo zachwalane, to postanowiłem zbadać ten temat. Mój stosunek do pokładowego nagłośnienia jest ogólnie znany – choćby było najlepsze, nie mam w zwyczaju karmić otoczenia własnym gustem muzycznym i nie włączam go w czasie jazdy. Kiedy jednak znalazłem się w ustronnym miejscu nad Wisłą, sparowałem przez Bluetooth mojego smartfona i puściłem ulubione „I will remember” zespołu Toto. To jedno z najlepiej brzmiących nagrań w historii, często używane przez realizatorów dźwięku do ustawiania „stadionowych” systemów nagłośnienia. Usiadłem na motocyklu, włączyłem, zrobiłem głośniej i… odpadłem. Całość brzmi kapitalnie, wszystkie częstotliwości są doskonale słyszalne, a mięciutki bas niesie się po strukturze całej maszyny i odbieramy go całym ciałem. W takich pojedynczych chwilach widzę pewien sens obecności dobrego zewnętrznego audio w motocyklu. A poza tym sąsiadowi będzie przykro, że on nie ma. Pamiętajcie drogie dzieci – w przypadku takich maszyn zawsze należy doceniać ten czynnik!

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Jak zauważyliście, oszczędziłem wam szczegółowych opisów poszczególnych systemów i opcji. Jest ich po prostu bardzo dużo, a Harley na swojej stronie szczegółowo się nimi chwali. Można wejść i przeczytać. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

W końcu w drodze

Spakowałem się i ruszam na wschód. Krajowa „dwójka” do Terespola zlatuje błyskawicznie, jakbym jechał pociągiem. Następnie odbijam na południe i jadę wzdłuż granicy. Drogi robią się hmmm… bardzo różne. Od gładkich jak stół po połatane i te zupełnie dziurawe. Tutaj okazuje się, że jak luksusowo nie zestroilibyśmy zawieszenia dużego cruisera, to zawsze będzie on sobą. Małe nierówności są nieźle tłumione, te większe potrafią nieprzyjemnie zatrząść całym motocyklem i, co gorsza, strzelić w kręgosłup. A ratunku przed tym nie ma, stopy są daleko do przodu i ciężko się unieść. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Przy tego rodzaju maszynie ciężko też o spontaniczność w podróży. Nie zjedziemy nią tam, gdzie właśnie zobaczyliśmy coś kątem oka. To znaczy zjedziemy, pierwszy raz, drugi i trzeci. Za czwartym już się nie chce. Wjeżdżanie, parkowanie, zawracanie, mocowanie się z tą masą… Turystyka na ciężkim motocyklu jest specyficzna – raczej między oddalonymi od siebie punktami, a nie latając od cerkwi do cerkwi, do czego właśnie zachęca wschodnia Polska.

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Pokręciłem się trochę po pograniczu i tego samego dnia, już po zmroku, wróciłem do domu. Miałem bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony to naprawdę piękny, dopracowany, wygodny i doskonale wyposażony motocykl z przepotężnym silnikiem. Z drugiej, jakoś zabrakło mi w tym wszystkim emocji, a przynajmniej takich, które rezonowałyby ze mną. Street Glide w wersji ST, nie mówiąc już o klasycznej Special, może i jest mniej nowoczesny, może trzęsie się bardziej, ale dał mi znacznie więcej radości. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Dzieło sztuki

W moim odczuciu ten Harley CVO jest tak ostentacyjny, że całkowicie zagłusza sobą otoczenie. A przy tym mam wrażenie, że mocno zaciera różnicę pomiędzy tym, co sam producent określa jako Grand American Touring a „zwykłym” nowoczesnym i luksusowym motocyklem turystycznym, takim jak chociażby BMW K 1600 czy Honda Gold Wing. Brakuje mi w nim tego amerykańskiego pazura, tego ciosu w ryj, mimo że przecież jego silnik jest niewyczerpaną kopalnią osiągów. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Harley-Davidson CVO Street Glide to maszyna, którą rozpatrywałbym głównie w kategoriach demonstracji możliwości producenta. Pod tym względem to naprawdę świetny prezent na 120 urodziny. Nie wiem tylko, czy chciałbym, żeby w tę stronę dryfowała reszta modeli z oferty Harleya, a przecież CVO zawsze jest pewnym zwiastunem tego, co za jakiś czas pojawi się w tańszych maszynach. Czy przeszkadza mi wielki i czytelny tablet, który można sobie dowolnie skonfigurować, wrzucając tam animowane zegary albo dużą mapę nawigacji? Nie, ale też nie tego szukam w amerykańskich motocyklach. W Harleyach zawsze widziałem „dopracowaną niedoskonałość”, co w połączeniu z absurdalnymi cenami i silnie ukształtowaną grupą właścicieli tworzy ciekawy folklor. Najnowsze CVO zwiastują zmiany, które niekoniecznie chciałbym oglądać. 

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Ale może to tylko takie moje dziaderskie gadanie? W końcu zarząd Harleya musi dostrzegać zmiany na świecie i docierać do coraz młodszych grup klientów, żeby po prostu przetrwać. Kto ma kupić Street Glide (lub Road Glide) CVO, ten kupi. Jedni, bo motocykl ich urzeknie w czasie jazdy, inni – bo jest po prostu najnowocześniejszy, bardzo drogi i błyszczy w katalogu. Wersja w malowaniu Dark Platinum, którą jeździłem, kosztuje ponad 213 tys. zł. Za dwukolorowe malowanie należy dopłacić kolejne 33 tysiące. Kosmos. Ale przecież od lat ktoś tam lata…

Harley-Davidson CVO Street Glide. Luksusowa maszyna do zrywania asfaltu [test, opinia, cena, dane techniczne, recenzja]

Dane techniczne

silnik: czterosuwowy, dwucylindrowy, V2, cztery zawory na cylinder, zmienne fazy rozrządu
pojemność skokowa: 1977 cm3
średnica cylindra x skok tłoka: 103,5 x 117,5 mm
chłodzenie: cieczą, powietrzem i olejem
moc maksymalna: 115 KM (86 kW) przy 5020 obr./min
moment obrotowy: 183 Nm
stopień sprężania: 11,4:1
zasilanie: wtrysk paliwa, Ø 58 mm
rozruch: elektryczny
zapłon: ECU

sprzęgło: wielotarczowe, mokre
skrzynia biegów: 6-stopniowa
przeniesienie napędu: pas napędowy

rama: stalowa, rurowa
zawieszenie przód: odwrócony widelec teleskopowy, Ø 49 mm, skok 117 mm
zawieszenie tył: dwa regulowane amortyzatory, skok 76 mm
hamulec przód: podwójny, tarczowy, Ø 320 mm, zaciski czterotłoczkowe Brembo
hamulec tył: tarczowy, Ø 300 mm, zacisk czterotłoczkowy Brembo
opony przód / tył: 130/60-19, 180/55-18, Dunlop H-D Series D408F i D407T

masa z płynami: 380 kg
rozstaw osi: 1625 mm
wysokość kanapy: 715 mm
pojemność zbiornika paliwa: 22,7 litra

ceny: Dark Platinum – 47 330 euro (213 866) zł, Whiskey Neat – 54 710 euro (247 227 zł)
importer: www.harley-davidson.com

Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY