Reklama

Jak wspaniale byłoby udać się do salonu motocyklowego danej marki, wybrać swój wymarzony, nowy motocykl i po prostu go kupić. Dla wielu z nas jednak są to marzenia ściętej głowy i jedyne na co możemy sobie pozwolić, to na udanie się do motocyklowego komisu i kupienie sprowadzonej używki. No właśnie i tutaj możemy wpaść w niezłą kabałę. Jak się tego ustrzec? Już podpowiadamy…

Zakup motocykla to bardzo ważna, doniosła wręcz chwila. Panują wtedy niezdrowe emocje i idealizowanie wyłowionego z gąszczu ofert tego jedynego motocykla. Coś się nie zgadza w papierach? To nic… Coś stuka? Może przestanie… Aby nie dać się porwać emocjom – w tym momencie niezdrowym – zawsze powinniśmy wybierać się po zakup z osobą, która ma do naszego dealu większy dystans i trzeźwo nam doradzi, zauważy to, czego my możemy nie zobaczyć, możemy nie chcieć zobaczyć. A komisy motocyklowe, czy salony/serwisy sprowadzające z zagranicy motocykle używane (jak zwał, tak zwał), robią co mogą, by na nas zarobić jak najwięcej. A oto w jaki sposób się to odbywa:

Przeczytaj koniecznie: Pięć modyfikacji motocykla, za które policja zabierze ci dowód rejestracyjny

Rozbity opłaca się ściągnąć

Po pierwsze, motocykle za granicą kosztują podobnie jak u nas, a czasem nawet drożej. Dlaczego zatem handlarzowi opłaca się pojechać do Niemiec, Szwajcarii czy Francji po motocykl, przywieźć go do Polski, sprzedać okazyjnie i jeszcze na nim zarobić? Bo motocykl jest po wypadku. Proste. Większym lub mniejszym, przewrotce parkingowej, szlifie lub potężniejszym dzwonie. Choć na pewno zdarzają się wyjątki, to jednak potwierdzają one tylko smutną regułę, że większość okazyjnych, sprowadzonych do Polski motocykli jest powypadkowych – w mniejszym lub większym stopniu. Jeżeli sprzedawca mówi, że sprowadził do kraju motocykl ze Szwajcarii, bezwypadkowy, z małym przebiegiem i to była okazja, to prawdopodobnie nie mówi… prawdy. Za motocykl bezwypadkowy, zadbany, sprowadzony z zagranicy od pierwszego, drugiego właściciela musimy zapłacić często więcej niż za krajowe sztuki. Jakość kosztuje – to stwierdzenie nie zna granic. 

To nie jest tak, że motocykl jest jednorazowy

Czy to znaczy, że nie można kupować motocykli sprowadzonych? Nie do końca tak jest – przecież, jeżeli motocykl przewrócony byłby od razu do wyrzucenia, to okazałoby się, że życie jednośladu to maksymalnie rok – do pierwszej gleby, bo przecież prawie wszyscy jeździmy na (w ten sposób patrząc) powypadkowych motocyklach. Motocyklowi sprowadzacze bazują na ostrzejszych niż w Polsce przepisach i na tym, że Francuz, Niemiec czy Szwajcar nie chce już jeździć motocyklem po przejściach. Mając układy z ubezpieczalniami, polscy przedsiębiorcy kupują rozbitki za bezcen, by wskrzeszać je w czeluściach swoich warsztatów. 

Przeczytaj koniecznie: Najczęściej kradzione marki i modele motocykli. Statystyki 2017/2018/2019

Pytanie jak mocno dostał

I teraz wszystko zależy od stopnia uszkodzenia danego motocykla i od uczciwości handlarza, który przecież często, jak nie zawsze, podejmuje decyzję zakupową dotyczącą sprowadzenia motocykla na podstawie zdjęć. Kupujesz motocykl stojący w komisie? Każ pokazać sobie rzeczone zdjęcia. Nie ma ich? Zniknęły, jest tylko motocykl po naprawie, a przed nie? To powinno obudzić w tobie masę wątpliwości i raczej odwieźć cię od zakupu.

Najlepiej zmierzyć geometrię kupowanego pojazdu

Jeżeli zobaczysz zdjęcia i możesz ocenić po nich uszkodzenia motocykla, to masz dwa wyjścia. Albo zaufać intuicji, albo zlecić pomiar ramy. Są specjalne zakłady, także mobilne, gdzie specjalista przyjeżdża do takiego serwisu i dokonuje pomiarów. Oczywiście na twój koszt. To ty musisz zdecydować czy warto jest wyłożyć pięć stówek na pomiar motocykla, którym będziesz jeździć ponad dwie paki…

Przeczytaj koniecznie: Jaka kara za nieprzerejestrowanie motocykla? Wyjaśniamy nowe przepisy

Partactwo naprawcze

Niektóre sprzęty sprzedawane są naprawione i sprzedawca nie mówi nic o tym, że dany motocykl miał przygodę i jaką. Brak informacji to jedno, ale partactwo naprawcze to druga sprawa. Istnieją bowiem w nieuczciwych serwisach dwa typy napraw – takie które widać, i muszą zostać zrobione przynajmniej przyzwoicie, oraz takie, których nie widać i one mają być zrobione najtaniej, według zasady – czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Spawane plastiki, prostowane elementy podwozia, robione na sztukę naprawy przy użyciu części dostępnych w warsztacie, nigdy oryginalnych, praktycznie zawsze od innych motocykli – to wszystko wychodzi z czasem i jest dla kupca przykrą niespodzianką – a być tak nie powinno. Decydujesz się na zakup sprowadzonej używki z komisu? Wiedz, że tak właśnie będzie, nawet jak jako tako znasz właściciela, albo jest on z polecenia (przetestowane na własnej skórze). W Polsce pieniądz musi się zgadzać. Smutne, ale prawdziwe…

Przeczytaj koniecznie: Jak nie dać się nabrać w serwisie motocyklowym

Cofaj, cofaj Kaziu, bo nikt nie kupi

Drugim typem oszustwa jest ingerencja w przebieg motocykla. Kręcenie szaf to proceder odbywający się do tej pory na potęgę. Fakt, weszły nowe przepisy i to oszustwo jest teraz na świeczniku władz, wątpię jednak, żeby coś to zmieniło w kwestii pojazdów sprowadzanych. Otóż wyobraźcie sobie, że w połowie roku 2019 szukałem dla kolegi używanego Triumpha Street Triple. Obdzwoniłem kilkanaście ogłoszeń, głównie komisów, które oferowały świeżo sprowadzone sztuki. Dowiadywałem się telefonicznie wszystkiego, co potrzebne mi jest, aby sprawdzić motocykl, czyli: model, wersję, kraj pochodzenia, kolor, nr Vin, obecny (tak, obecny, nie faktyczny) stan licznika. Z tymi informacjami zgłaszałem się do znajomego pracującego w krajowym dealerstwie Triumpha. Sprawdzał mi datę sprzedaży pojazdu, historię napraw gwarancyjnych, potwierdzał wersję, rok, kolor oraz informował mnie o ostatnim zarejestrowanym w sieci ASO przeglądzie. I na przykład dealer z Lyonu zrobił serwis temu motocyklowi w czerwcu 2014 roku przy przebiegu 24 534 km. Mieliśmy 2019, a sprzedawany motocykl miał 26 355 km. Czyli sprzęt wydany klientowi w maju 2012 roku przez pierwsze dwa lata życia robił 12 tys. km rocznie, a jak tylko przestał odwiedzać ASO Triumpha, przestał również jeździć i przez kolejne 5 lat zrobił niecałe 2000 km? Taaaaa jasne… Wałek jak, nie będę mówił co. 

Chcemy być oszukiwani

Najciekawsze i najsmutniejsze jest to, że ta sytuacja powtarzała się nagminnie i myślę, że nie skłamię pisząc, że kilkanaście razy (motocykla szukaliśmy dosyć długo). Każdy jeden sprowadzacz stosował ten trik. Przecież mogło tak być – ostatni wpis w rejestrze jest mniejszy od obecnego, więc wszystko się zgadza. My wierzymy w co chcemy, kupujemy motocykl z przebiegiem 60 tys. myśląc że jest tego ⅓ i jesteśmy szczęśliwi. Drugie dno tej sytuacji jest takie, że chcemy być oszukiwani. Sprzęt z prawdziwym przebiegiem stał będzie w komisie latami i nikt go nie kupi. No jak, 60 koła? Toż to trup! Jak go potem sprzedasz? Nikt go od ciebie nie kupi! I kółko się zamyka. 

Nieinformowanie klienta o wypadkowej przeszłości motocykla lub też zmniejszanie jej rangi (z dzwona do szlifa, z szlifa do parkingówki), partactwa napraw robionych na sztukę, jak najtaniej oraz oszustwa dotyczące przebiegu motocykli – to trzy największe grzechy handlarzy. Znacie inne?

 

4 KOMENTARZE

  1. Przydał by się informacja co zrobić jak już się padło ofiarą takiego handlarza oszusta, jak postąpić, do kogo się udać, w jakiej kolejności, gdzie szukać pomocy.

    Pozdrawiam
    Rafka

  2. Mam to szczęście, że trafiłem na uczciwego sprzedawcę. Grzesiek z Kartuz. ( Nie mam% od sprzedaży;).
    Kierowca enduro, mechanik i ekstra fachowiec. Mam od niego już 4 moto (2 są żony;). Znajomi, którym go poleciłem też bardzo zadowoleni. Nie jest najtaniej, ale nie kreci liczników i nie sprzedaje złomu bo potem te sprzęty serwisuje. Życzę powodzenia w poszukiwaniach.
    P.S. trafiają się okazy, które faktycznie przez 2 lata jeżdżą 2000. Przykład mojej żony;)

  3. Wałek bo nagle przebiegi zmalały? Można i tak myśleć, ale na swoim przykładzie powiem, że pierwsze trzy sezony kręciłem kilometry jak szalony. Wykorzystywałem każdą chwilę na jazdę. w efekcie robiłem po 15k na sezon tylko wokół komina bo nigdzie dalej się nie wypuszczałem. Po pierwszym zachłyśnięciu się moto, zacząłem odpuszczać. Juz mnie to tak nie jarało. Czarty sezon to juz było 4k a piaty 600 kilometrów zaledwie. Poza tym są sytuacje, ze ktoś kupuje kolejny motocykl i ten jeden większość czasu stoi. Tak, że ja bym nie określał kogoś kto notuje spadek przebiegów oszustem. Są różne sytuacje.

  4. A ja powiem krótko, samochód/Motocykl z zatajoną historia….. Po nabyciu takiego motocykla właściciel wykrywając wadę która faktycznie była zatajona. Zgłasza prawnikowi, prawnik do sądu…. Sąd wymierza karę zwrotu pełnej kwoty nabywcy w ramach zadośćuczynienie zostawia złom nabywcy a handlarzowi wpier….. Taka karę ze ten marny geszefcik zamknie. Z drugiej jednak strony, możliwości sprawdzenia takich cen motocykli za granicą w dobie internetu nie powinno być problemem, wchodzę patrzę i wiem że nie możliwością jest ściągnięcie do PL moto za taką cenę skoro za granicą ceny są dużo wyższe!!!!! Więc proszę wybaczyć określenie ale : Polacy to frajerzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.