Nie ukrywam, że na tę Bendę czekałem z ciekawością. Nie dlatego, że nagle zakochałem się w małych cruiserach. I nie dlatego, że brakowało mi w życiu motocykla o nazwie Szynszyla. Chociaż przyznaję – sama nazwa robi robotę.
Czekałem, bo to jest motocykl dziwny. A ja lubię dziwne motocykle. Szczególnie wtedy, kiedy za tą dziwnością stoi jakiś sens.
Połączenie dwóch światów
Mieliśmy już skutery, które próbowały wyglądać jak cruisery – np. dwusuwową Hondę Shadow 50, ale nigdy do tej pory nie mieliśmy cruisera, który miałby jeździć jak skuter… Do tej chwili. Oto bowiem Benda Chinchilla 350 CVT Neo, która wygląda jak klasyczny, mały cruiser. Nogi do przodu, niska kanapa, szeroka kierownica, zbiornik z ładnie wyeksponowanym napisem Benda, silnik V2 na wierzchu. Wszystko się zgadza. Tylko że tutaj nie ma sprzęgła, nie ma dźwigni zmiany biegów, nie ma też tylnego hamulca pod prawą nogą. Jest gaz. Są dwie klamki hamulca. I tyle. Tak, rozwiązania z typowego skutera.
Powiem tak – jeździłem motocyklami z quickshifterami, jeździłem z DCT, jeździłem różnymi wynalazkami, które mają ułatwiać życie. Ale Benda robi to najprościej jak się da. Tutaj przekazanie napędu działa jak w skuterze. Odkręcasz gaz i jedziesz. Koniec filozofii. I teraz wielu motocyklistów się skrzywi. Bo jak to? Motocykl bez zmiany biegów? Cruiser z CVT? V-ka i skuterowe przekazanie napędu? Herezja.
Prostota rządzi!

Tylko że po kilku kilometrach człowiek przestaje się tym przejmować. Szczególnie jeżeli zrozumie, dla kogo jest ten motocykl. To nie jest sprzęt dla gościa, który od 25 lat jeździ wszystkim, co ma dwa koła i potrafi redukować biegi z międzygazem. To jest motocykl dla kogoś, kto chce jeździć, ale niekoniecznie chce zaczynać od walki ze sprzęgłem, biegami, gaśnięciem na skrzyżowaniu i stresem. Dla kogoś, kto jeździł skuterem i chce spróbować motocykla, kogoś, kto boi się motocykli, ale ciągnie go do dwóch kółek. A w końcu dla kogoś, kto nie chce zmieniać biegów. Nie umie, nie lubi, albo po prostu ma to gdzieś.
Dlaczego chopper to nie cruiser? Jakie są różnice i skąd się wzięły? | Artykuł – Motovoyager
Benda robi swoje silniki

Zanim przejdziemy do jazdy, dwa słowa o samej marce. Benda to chiński producent, ale nie taki, który wziął gotowy silnik od kogoś, przykleił swój znaczek i udaje wielkiego konstruktora. Tutaj mamy własną konstrukcję V2 o pojemności 343 cm3. Jednostka jest ośmiozaworowa, chłodzona cieczą, z mocą 33,5 KM i momentem 31 Nm. Nie jest to kopia KTM-a, BMW, Hondy ani żadnego innego producenta. To jest ich silnik. I za to należy się ukłon. Bo Chińczycy są już w takim miejscu, że nie tylko produkują tanio. Oni zaczynają projektować po swojemu.
Warto tu nadmienić, że Benda była wcześniej w Polsce pod skrzydłami Rometa, ale od tego roku zajmuje się nią Polonia Cup. Starsi, łysi albo siwi, czyli mniej więcej tacy jak ja, pamiętają, że Polonia Cup była kiedyś dystrybutorem Hondy. Teraz mają m.in. Polarisa, ZX Moto i właśnie Bendę. I mam wrażenie, że to może tej marce bardzo pomóc. Bo Benda nie wygląda jak marka, którą powinno się traktować po macoszemu.
A wygląda lepiej, niż wielu chciałoby przyznać

Chińskie motocykle mają dziś jeden problem. Wielu ludzi ocenia je jeszcze przez pryzmat tego, co przyjeżdżało do Polski 15 czy 20 lat temu. A to już jest kompletnie inna bajka. Chinchilla jest po prostu ładna. Ma proporcje, ma smaczki, ma charakter. To nie jest motocykl zaprojektowany przez księgowego, który dostał zadanie: „zróbcie coś, co przypomina cruisera”. Tutaj ktoś faktycznie popatrzył na całość.
Zbiornik ma fajny kształt. Logo jest przestrzenne, dobrze wyeksponowane. V-ka robi klimat, nawet jeśli nie jest wielka. Po zdjęciu kanapy widać porządek, jakiego nigdy, w żadnym motocyklu nie widziałem. Elektryka jest przykryta dedykowaną, „z lekka samochodową”, maskownicą, a przewody pod nią nie wyglądają jakby ktoś je upychał kolanem w piątek o 15:30.

Czy ma to znaczenie w czasie jazdy? Żadne. Czy mówi coś o podejściu producenta? Moim zdaniem tak.
Jak to jeździ?

Normalnie. I to jest chyba największy komplement dla tego motocykla. Nie ma tu fajerwerków, nagłego strzału mocy, czy przyspieszenia, po którym zaczynasz się zastanawiać nad sensem życia. To jest 33,5 KM. Motocykl na kategorię A2. Ma jechać sprawnie po mieście, poza miastem, na spokojną wycieczkę, na bulwary, do kawiarni, na piwo bezalkoholowe. I to robi. Odkręcasz gaz, motocykl rusza płynnie i przyspiesza wystarczająco dobrze. Do 120–130 km/h licznikowo dochodzi bez dramatu. Importer podaje prędkość maksymalną prawie 150 km/h, ale szczerze mówiąc – nie sprawdzałem. I nie widzę powodu, żeby to robić.
To nie jest motocykl od latania autostradą lewym pasem. To jest motocykl do spokojnej jazdy, po mieście, po bocznych drogach, do lansiku wieczornego, czy zwykłej przyjemności z posiadania czegoś ładnego i prostego.
CVT ma jedną wadę. Brzmi jak CVT

Największym minusem przekładni CVT nie jest sposób jazdy. Ten jest banalny i szybko się do niego przyzwyczajamy. Problemem jest raczej odczucie dźwiękowe. Masz V2. Patrzysz na motocykl i oczekujesz lekkiego bulgotu. Jakiegoś basu. Czegoś, co podkreśli, że to cruiser. A potem odkręcasz gaz i słyszysz trochę skuterowy charakter pracy napędu. Nie jest źle. Ale mogłoby być bardziej mięsiście. Oczywiście mamy Euro 5+, mamy seryjny wydech, mamy normy i całą tę współczesną, niekoniecznie dla nas fair, grę. Pewnie da się to poprawić akcesoryjnym tłumikiem. Nie chodzi mi o robienie hałasu na pół dzielnicy, a raczej o to, żeby ten motocykl brzmiał trochę bardziej tak, jak wygląda.
Pozycja? Dla mnie zaskakująco dobra

Mam 190 cm wzrostu i na małych cruiserach często wyglądam jak człowiek, który pożyczył motocykl od młodszego brata. Tutaj tego problemu nie miałem. Pozycja jest typowo klasyczna. Nogi do przodu, szeroka kierownica, niska kanapa. Siedzisz sobie wygodnie i po prostu jedziesz. Nie jest to pozycja do sportowej jazdy, bo nie ma być. Ale do tego, do czego ten motocykl został stworzony, pasuje bardzo dobrze.

Jest miejsce dla pasażera, są podnóżki, można zabrać dziewczynę, żonę, kolegę, kogo tam chcecie. Oczywiście nie będzie to Gold Wing, ale nikt normalny nie kupuje Chinchilli z myślą o objechaniu Europy z trzema kuframi i kompletem ciuchów na miesiąc.
Zawieszenie, hamulce i zakręty

Motocykl hamuje dobrze. Przewody są w stalowym oplocie, hamulce dają radę, nie ma wrażenia taniości. Zawieszenie pracuje poprawnie, opony CST też nie zrobiły mi żadnej krzywdy. A przyznam, że jak widzę chińskie opony w chińskim motocyklu, to od razu zapala mi się lampka. Tutaj nie było dramatu. Jechałem po winklach, złożyłem się mocniej, podnóżki zaczęły przycierać. Opony trzymały, motocykl był przewidywalny, nic dziwnego się nie działo. A potem znalazłem minus, i jestem z siebie dumny, bo już myślałem, że to konstrukcja niemal bez wad – a dobrze wiecie, że takich po prostu nie ma…
Prześwit w zakręcie. Tu trzeba uważać

Chinchilla nie jest motocyklem do ostrego składania się w zakręty. To cruiser. Niski, z nogami do przodu, z ograniczonym prześwitem. I kiedy jedzie się spokojnie, wszystko jest dobrze. Problem pojawia się wtedy, kiedy człowiek zapomina, czym jedzie. Najpierw przycierają czujniki na podnóżkach. To normalne, po to są. Ale przy mocniejszym złożeniu udało mi się przytrzeć już mocowaniem podnóżka, a to przestaje być zabawne, bo można motocykl podwiesić i malowniczo zapoznać się z asfaltem.
To nie jest motocykl na mocne winklowanie. Jeżeli ktoś będzie nim jeździł zgodnie z przeznaczeniem, pewnie nigdy nie dojdzie do tego momentu. Ale jeżeli zaczniecie udawać, że to naked albo sportowy turystyk, to Benda szybko przypomni, że jednak siedzicie na cruiserze.
Prosta elektronika. Może nawet za prosta

Na pokładzie mamy ABS i kontrolę trakcji. Jest pełne oświetlenie LED. Jest wyświetlacz, ale bardzo prosty. I tu mam małe zastrzeżenie. Nie ma normalnych przycisków do obsługi. Są dotykowe pola przy liczniku i przyznam, że nie od razu udało mi się je wzbudzić. Może trzeba się tego nauczyć. Może ja czegoś nie ogarnąłem. Ale w motocyklu, który ma być prosty, guziczek byłby lepszy, szczególnie dla mnie, który działa intuicyjnie – nie mam czasu czytać instrukcji obsługi każdego motocykla. Czasem zwykły przycisk jest po prostu lepszy, bo wiadomo, że coś musi się wydarzyć po jego wciśnięciu. Ale… pokombinowałem i udało mi się nawet przestawić zegar na aktualną godzinę. Więc nie jest źle.

Ile to pali?
Producent podaje spalanie 3,2 l/100 km. Wiadomo, laboratorium, katalogi, a życie swoje. Ale nawet jeśli realnie będzie to bliżej 4 litrów, to przy 16-litrowym zbiorniku mamy bardzo sensowny zasięg. Mi nie udało się przejechać całego baku, więc nie sprawdziłem ile realnie spalił – przyznaję bez bicia. Więc w teorii można mówić o zasięgu 500 km, a realnie pewnie to jakieś 350–400 km. W takim motocyklu to świetny wynik. Szczególnie że to nie jest turystyk, tylko mały cruiser do codziennej jazdy i weekendowych wypadów.
Cena? Niecałe 25 tysięcy

Benda Chinchilla 350 Neo CVT kosztuje niecałe 25 000 zł. I moim zdaniem to jest bardzo dobra cena za ten produkt. Oczywiście, można powiedzieć, że mogłaby mieć więcej mocy. Mogłaby być lżejsza, tańsza, mieć grzane manetki, grzane siedzenie, więcej akcesoriów i najlepiej jeszcze masaż pleców. Tylko po co? Ten motocykl działa właśnie dlatego, że jest prosty. Ładny, łatwy, tani w jeździe i niewymagający. Ma wyglądać, odpalać, jechać i nie męczyć początkującego kierowcy. I dokładnie to robi.

Podsumowanie
To jest bardzo udany motocykl dla konkretnego odbiorcy. Nie dla każdego. Nie dla tych, którzy chcą sportowych emocji, czy choćby pełnego, motocyklowego poczucia jazdy. To jest jednoślad dla kogoś, kto chce wejść w świat motocykli bez stresu. Dla kogoś, kto lubi klasyczny wygląd, chce czegoś prostego, wygodnego i łatwego w obsłudze. I tutaj Benda zrobiła kawał dobrej roboty. Chińskie motocykle przestały być ciekawostką. Coraz częściej są po prostu motocyklami, które warto rozważyć. A Chinchilla jest jednym z najlepszych przykładów tego, że Chińczycy nie tylko gonią rynek. Oni zaczynają robić rzeczy po swojemu. I czasem to ma sens.
Więcej na stronie producenta Chinchilla 350 NEO | Motocykle Benda
Dane techniczne Benda Chinchilla 350 Neo CVT
| Silnik | V2, 8-zaworowy, chłodzony cieczą |
| Pojemność | 343 cm³ |
| Moc maksymalna | 33,5 KM |
| Moment obrotowy | 31 Nm |
| Przekazanie napędu | bezstopniowa przekładnia CVT |
| Kategoria prawa jazdy | A2 |
| Masa | poniżej 200 kg |
| Zbiornik paliwa | 16 l |
| Deklarowane spalanie | 3,2 l/100 km |
| Prędkość maksymalna | ok. 150 km/h według danych importera |
| Wyposażenie | ABS, kontrola trakcji, oświetlenie LED |
| Cena | niecałe 25 000 zł |
