NajnowszePolish Fighters w Grecji czyli szalony wypad przyjaciół

Polish Fighters w Grecji czyli szalony wypad przyjaciół [WYPRAWA]

-

Szczyt grozy

Następnego dnia solidne pakowanie, ubiór stroju i ruszamy do miejscowości Litochoro nad morzem. Tam mamy kąpać się w oceanie i wejść na najwyższy szczyt w Grecji, Olimp (2900 m. npm.). Pakujemy się solidnie, spinamy kufry i ruszamy z Kastorii machając policjantom na motocyklach. Jedziemy autostradami, gdzie zupełnie nigdzie nie ma stacji benzynowych i przystanków. By móc zatankować trzeba zjechać 5 km z autostrady. Chamstwo!

30Na jednym z ostatnich zjazdów gubimy Matiego i dojeżdżamy do miasta sami. Zaczynamy spontanicznie szukać noclegu i podchodzi do nas babcia mówiąc, że przenocuje nas 10 euro od osoby. Pasuje to nam, więc zaklepujemy nocleg. Matiego wciąż nie widać. Jak znamy życie, to nawet nie wie do jakiego miasta zmierzaliśmy.

My rozpakowujemy bagaże pijąc zimną colę w słońcu, tymczasem Mateusz stoi sam na autostradzie z zepsutym uchwytem linki sprzęgła, bez pieniędzy i telefonu, bo wszystko trzyma u nas w bagażach. Motocykl zostawia na poboczu i pieszo kieruje się do najbliższego zjazdu . Dzięki pomocnym ludziom z lawetą zostaje podwieziony do mechanika w Kastorini.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Tam tłumaczy pół po angielsku i pół po niemiecku awarie. Mężczyzna pomaga mu z awarią, a w pobliskim hotelu dzwoni do nas i pyta gdzie ma dalej jechać. Za naprawę, części, podwózkę oraz dzwonienie z hotelu nie płaci, bo zwyczajnie nie ma czym. Dzięki dobrym ludziom dojeżdża do nas 2 godziny później i wspólnie udajemy się popływać w oceanie.

32Nazajutrz o 5 rano wyjeżdżamy pod górę Olimp motocyklami. Wszyscy zgrani i chętni ruszamy, by zaliczyć szczyt. Niestety idziemy złą drogą i po 40 minutach zawracamy, by ostatecznie trafić na odpowiedni szlak. Po 30 minutach Mati odpuszcza dalszą wspinaczke. Kondycyjnie nie jest łatwo. Ja walczę dalej lecz już po chwili jestem ulany potem, jakbym wyszedł z basenu. Do pierwszego schroniska idziemy 3 godziny, podczas których kilka razy walczę z samym sobą, żeby zawrócić i kąpać się z Matim w Adriatyku.

Po wyjściu ze schroniska droga jest coraz bardziej stroma i zdarza mi się potykać o korzenie lub ześlizgiwać z nich. Co chwilę ubieram się i rozbieram bo pogoda jest zmienna. Po kolejnych godzinach walki z sobą, z nachyleniem i pogodą podchodzą do mnie ludzie. Wyglądają na profesjonalistów. Są zaskoczeni moim ubiorem: adidasy, spodenki i koszulka z krótkim rękawem. Mówią, że na górze nie przeżyję w takim stroju. Pogoda zmienia się co 10 minut – raz upał, raz grad, a raz mgła.

36Wzruszam ramionami, co mam zrobić, nie po to tu jestem by teraz wracać. Imponuje postawa Krzycha, który ani na moment nie narzeka na zmęczenie. Ma stosowny ubiór w postaci traperów i są momenty kiedy czeka na mnie dłużej ale mimo to nie narzeka. Jest ostro skupiony na osiągnięciu wyniku, jakim jest góra Olimp.

Im jesteśmy wyżej, tym więcej osób zwraca na mnie uwagę, chcą mi podarować tyczki do wspinania się, kurtkę przeciwdeszczową, czapkę. Niektórzy myślą, że jestem zesłannikiem Bożym , który wystawia ich na próbę. Ich obowiązkiem jest mi pomóc. Pomocy odmawiam, radzić chce sobie sam. Niektórzy oficjalnie informują mnie , że zginę w tym stroju na górze, że tam nie ma żartów.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Po 7 godzinach tułaczki, poprzebijanych pęcherzy kilku wywrotek meldujemy się na ostatnim odcinku 100 metrów, który odbywa się półwspinaczką. Niepewność, zmęczenie, maksymalny wysiłek, wychłodzenie organizmu i presja psychiczna, czy dzięki temu można nas złamać? Psychika tutaj to 80% sukcesu. Widoki i atmosfera przepiękna. Jeden głupi ruch i spadamy 500 metrów niżej martwi. Ja ze swoim lękiem wysokości mam ostrą jazdę. Mimo to próbuję.

37Wiatr, zmęczenie nie hamuje nas. Po wspięciu się na kilka metrów w górę krzyczy na nas słowacki opiekun grupy. Informuje, że nadchodzi burza i mamy natychmiast schodzić, lekceważymy pierwszy komentarz ale Słowak nie żartuje podnosi głos i zdecydowanie nakazuje nam zejść. Schodzimy, mimo że nie zaliczyliśmy szczytu i zaczyna padać. Deszcz, brak widoczności powoduje chaos i dezorientacje w naszych głowach.

Chmury przykrywają nas całych i niewiele widzimy. 30 minut wracamy do pobliskiego schroniska. Po drodze Krzychu wraca jeszcze trzy razy by spróbować zaatakować szczyt, ale bez efektu. Raz chmury a raz pada. W schronisku jeden mały batonik 6 zł… masakra!

[sam id=”11″ codes=”true”]

Ja zasypiam na ławce ale po 10 minutach budzi mnie Krzychu, że zaczyna się ulewa i musimy schodzić w dół. Kompletnie wymęczony udaje się z wyćwiczonym Krzychem w stronę „domu”. Jak się okazuje, nie jest problemem wejść w adidaskach, ale prawdziwym mistrzostwem jest zejść . Moje buty są na rzepy, z zerowym bieżnikiem.

Podczas powrotu zaczyna lać. Ostra ulewa. Co nas gorszego może spotkać? Jesteśmy przemoknięci do suchej nitki. Nadchodzi grad. Jest zimno, 10 stopni, grad kłuje nas w ciało i wyziębia do końca. Pojawia się mgła. Na skałach nie wiem gdzie jest szlak a gdzie przepaść. Widoczność to kilka metrów. Krzychu odchodząć ode mnie staje się niewidoczny.

Krzyczę, żeby poczekał, ale nie słyszy przez grad. Panikuję, nie wiem co zrobić. Buty stąpające po skałach slizgają się na boki. Kikanaście razy upadam. Niektóre kamienie pod moimi nogami zsuwają się w kilkuset metrową przepaść. Prawdziwy horror z którego – biorę to pod uwagę – nie wyjdę cało.

38– Nie rób przerw – krzyczy Krzysiek – przyjdzie noc, nie warto…

Nie wdaję się w dyskusje. Nie mam na to czasu ani siły. Każdy krok to moment zawahania w którą stronę poślizgnie się moja noga. Łydki trzęsą się w rytm bicia serca. Uda również. Posiniaczone stopy krwawią. Ból nie do opisania targa każdym mięśniem dodatkowo mnożąc go przez godziny. Pot zmieszany z zimnym deszczem stanowi zwartą część z koszulką, spodenkami bielizną i skarpetkami. Walka na całego.

Crossfit czy trening kick boxingu może się teraz schować. To katorżnicza walka z samym sobą i warunkami pogodowymi. Krzysiek cały czas ma twarz pokerzysty, mimo że co sto metrów musi czekać na mnie aż zejdę. Zmęczenie, presja czasu i chłód w dużej mierze osłabiają możliwości percepcyjne człowieka. Schodzimy kolejne 7 godzin, więc łączny czas wyprawy wynosi 16 godzin. Nic nam się nie stało. Jak niewiele zabrakło do tragedii?

[sam id=”11″ codes=”true”]

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

10 KOMENTARZE

  1. Szcun ze zebraliscie sie na wycieczke z kims kto przejechal miesiac na motocyklu. Ja bym mu kazal spadac na drzewo….
    Druga sprawa, nie wiem jakie Ty masz bagaze ale zeby zgubic spiwory i rekawice, to mieliscie chyba to przywiazane nitką.

  2. Panowie szacun za determinację ale wielki minus za bezmyślność a wręcz igranie ze śmiercią. Przejechałem na moto europę z Albanią i Grecją włącznie ale Wasze niezorganizowanie wręcz poraża. Mam nadzieję że przy kolejnych wyprawach szczęście Was nie opuści a przybędzie zdrowego rozsądku … LwG

  3. Widze ze nie tylko na zachodzie w lipcu pogoda nie dopisywala, ja pierwsze 2 tygodnie lipca na wyjezdzie mialem dzien w dzien w deszczu. Wyjazd mieliscie fajny. Pozdrawiam

  4. Fajny wypad. Też mielismy w planach ale powstała inna opcja.
    Już widzę ze ktos wyżej wypowiadał sie na ten temat. Super fajnie ze bierzecie niedoświadczonego motocyklistę ze sobą, dajecie mu szanse, tyle że taki motocyklista to jak male dziecko w takiej trasie. Może tak jest tekst napisany , może miało to pokazać zaradność Mateusza w co nie wątpie, jednak by kilku krotnie gubić chłopaka, raz tam gdzieś na zjeździe gdzie on szedł pieszo a tu piszecie ze sobie cole pijecie to jest mega nieodpowiedzialne. tym bardziej ze wiecie ze dokumenty, telefon ma u was w bagażu.

    Poczatek tekstu pisany był z zapałem, od połowy do końca zapał ustal. tak czy inaczej Super wyjazd

  5. Wow…. Chłopaki ten opis pokazuje, że wypad był thrillerem. Niesamowity wyjazd pełen grozy….

    Świetnie się to czyta, ale faktycznie sporą dawkę ryzyka sobie zadundowaliście.

  6. Panowie gratuluję – wykąpać się w oceanie będąc w Grecji – bezcenne. Smutne jest to, że jesteście całkowicie nieodpowiedzialni i jeździcie motocyklami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ