_SLIDERSpowiedź motocyklisty. Dlaczego świadomie robimy rzeczy, które doprowadzają kierowców aut do szału?

Spowiedź motocyklisty. Dlaczego świadomie robimy rzeczy, które doprowadzają kierowców aut do szału?

-

Kierowcy samochodów mają wobec motocyklistów długą listę zarzutów. I wiecie co? Z częścią z nich naprawdę trudno się nie zgodzić. Przeciskanie się w korkach na centymetry, jazda poboczem, wyprzedzanie tam, gdzie inni nawet o tym nie pomyślą, czy ruszanie prosto z pasa przeznaczonego do skrętu. Patrząc z wnętrza samochodu trudno nie odnieść wrażenia, że motocykliści uważają się za lepszych od wszystkich innych uczestników ruchu.

Prawda jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Nie zamierzam nikogo przekonywać, że motocykliści są święci. Nie są. Część z opisanych dalej zachowań jest niezgodna z przepisami i każdy z nas doskonale o tym wie. Chciałbym jednak pokazać drugą stronę medalu. Bo bardzo często za tym, co z zewnątrz wygląda jak cwaniactwo, kryje się zupełnie inny sposób myślenia o drodze, bezpieczeństwie i ryzyku.

Tak, przeciskamy się między samochodami, omijając korki

Otwarte drzwi w korku

To zachowanie, które często irytuje kierowców samochodów. Samochody grzecznie stoją, a motocyklista spokojnie jedzie środkiem, mijając kolejne auta, jak jakiś pojazd uprzywilejowany. Z perspektywy kierowcy wygląda to jak zwykłe cwaniactwo, a wręcz buractwo. W końcu wszyscy stoją, więc dlaczego jemu wolno jechać? Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać…

Po co w ogóle jeździć motocyklem, jeśli musisz stać w korku?

Po pierwsze – właśnie po to wielu z nas kupuje motocykl. Świadomie rezygnujemy z klimatyzacji, wygodnego fotela, ochrony przed deszczem i zimnem oraz możliwości przewiezienia połowy domu w bagażniku. Latem pocimy się w pełnym motocyklowym ubraniu, jesienią marzniemy, a gdy pada deszcz, mokniemy. Robimy to między innymi po to, żeby nie stać w korkach i szybciej dojechać do celu. Gdyby motocykl miał spędzać w korku dokładnie tyle samo czasu co samochód, dla wielu osób codzienna jazda jednośladem zwyczajnie straciłaby sens.

Stojąc jesteśmy narażeni na większe ryzyko niż jadąc

Jest jeszcze druga strona medalu, o której kierowcy aut często nie myślą. Motocyklista stojący pomiędzy samochodami jest znacznie bardziej narażony na uderzenie z tyłu przez kierowcę, który zagapi się w telefon albo zbyt późno zauważy zatrzymaną kolumnę. Nas nie chronią pasy bezpieczeństwa, zagłówki ani strefy zgniotu. Nawet niewielka stłuczka może skończyć się dla motocyklisty bardzo poważnymi obrażeniami. Dodatkowo wiele motocykli nie przepada za długim staniem w korkach. Temperatura silnika rośnie, wentylator pracuje niemal bez przerwy, a sprzęgło dostaje solidnie w kość. Jadąc – kontrolujemy sytuację, która jest przed nami. Stojąc – oddajemy własne zdrowie w ręce obcych osób często nie skupionych na jeździe.

Nie my tworzymy korki

Warto też pamiętać, że motocykl nie zwiększa korka. Wręcz przeciwnie – przeciskając się do przodu zwalnia miejsce zajmowane wcześniej przez siebie. Dlatego coraz częściej można zauważyć kierowców samochodów, którzy świadomie zjeżdżają do krawędzi pasa i robią miejsce dla motocyklistów. To nie tylko gest uprzejmości, ale również sposób na usprawnienie ruchu.

Przepisy tego jednoznacznie nie zakazują

Jest jeszcze kwestia przepisów. W Polsce nie istnieje przepis, który wprost zakazywałby przeciskania się pomiędzy stojącymi pojazdami. Sytuacja robi się znacznie bardziej skomplikowana, gdy samochody zaczynają jechać, a motocyklista nadal porusza się między nimi. To temat budzący wiele kontrowersji i większość motocyklistów doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Nie będę udawał, że tego nie robimy. Wielu z nas świadomie nagina tę granicę, bo inaczej motocykl utraciłby jedną ze swoich największych zalet – możliwość sprawnego poruszania się w zakorkowanym mieście.

Nie oznacza to jednak, że wszystko wolno. Jest ogromna różnica między spokojnym przeciskaniem się przy niewielkiej różnicy prędkości, a przelatywaniem między samochodami z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. To drugie nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem i z takim stylem jazdy trudno się bronić.

Największy błąd motocyklistów może kosztować życie… [Słowo na niedzielę, felieton] | Artykuł – Motovoyager

Tak, czasem jedziemy poboczem. Zwłaszcza wtedy, gdy korek stoi na beton

korek

To zachowanie budzi chyba jeszcze większe emocje niż przeciskanie się między samochodami. Wielu kierowców uważa je za zwykłe omijanie korka i świadome łamanie przepisów. Trudno się z nimi nie zgodzić – w większości przypadków przepisy nie pozwalają na jazdę poboczem. Mimo to wielu motocyklistów decyduje się na taki manewr. Dlaczego?

Paradoksalnie często jest bezpieczniej

Nie chodzi wyłącznie o zaoszczędzenie kilku minut. Gdy samochody stoją bardzo gęsto, przeciskanie się pomiędzy nimi oznacza jazdę dosłownie na grubość lakieru. Wystarczy, że ktoś uchyli drzwi, odruchowo skręci kierownicą albo zjedzie kilka centymetrów w bok i robi się naprawdę niebezpiecznie.

Dlatego, gdy korek całkowicie się zatrzyma, część z nas wybiera pobocze. Jedziemy powoli, trzymając się jego prawej krawędzi. Dzięki temu praktycznie eliminujemy ryzyko zderzenia z nagle otwartymi drzwiami samochodu. Jedziemy z taką prędkością, aby w każdej chwili móc zatrzymać się przed autem, którego kierowca nagle postanowi zjechać na pobocze, choćby po to, żeby sprawdzić, jak daleko ciągnie się korek.

Pobocze też ma swoje pułapki

Nie oznacza to jednak, że pobocze jest miejscem bezpiecznym. Wręcz przeciwnie. To właśnie tam trafia wszystko, co wcześniej leżało na jezdni. Kawałki szkła po stłuczkach, śruby, nakrętki, metalowe elementy i inne ostre przedmioty. Fizyki nie da się oszukać – ruch samochodów przez lata spycha je właśnie na pobocze.

Ryzyko przebicia opony jest tam zdecydowanie większe niż na pasie ruchu i każdy motocyklista doskonale zdaje sobie z tego sprawę. To kolejny kompromis, który świadomie podejmujemy.

Nie twierdzimy, że to zgodne z przepisami

Nie próbujemy nikogo przekonywać, że jazda poboczem jest legalna, bo nie jest. Chcemy jedynie pokazać tok myślenia motocyklisty. Czasami wybieramy rozwiązanie, które z naszego punktu widzenia wydaje się bezpieczniejsze od przeciskania się między samochodami. A skoro – jak wspomnieliśmy wcześniej – jednym z powodów, dla których kupujemy motocykle, jest możliwość omijania korków, wielu z nas uznaje, że taki kompromis ma sens.

Na poboczu największym zagrożeniem dla motocyklisty jest gwóźdź. Między samochodami – kierowca auta.

Tak, czasem przekraczamy podwójną ciągłą

Znak B 25 zakaz wyprzedzania

To chyba jedno z najbardziej jednoznacznych oznaczeń na drodze. Linia podwójna ciągła zakazuje jej przekraczania i większość motocyklistów doskonale o tym wie. Nie zamierzamy udawać, że jest inaczej. Mimo to zdarza się, że ją przekraczamy. Dlaczego?

Nie chcemy wyprzedzić szybciej. Chcemy jak najkrócej wyprzedzać

Z perspektywy kierowcy auta wygląda to jak zwykłe łamanie przepisów. Z naszej perspektywy sytuacja często wygląda zupełnie inaczej. Motocykl jest węższy od najmniejszego samochodu osobowego, znacznie szybciej przyspiesza i do wykonania bezpiecznego manewru potrzebuje zdecydowanie mniej miejsca. Siedzimy wyżej, widzimy więcej i możemy przesuwać się w obrębie pasa ruchu, aby zajrzeć przed wyprzedzany pojazd. Pole zagrożenia wyznaczone przez podwójną linię ciągłą, przed zakrętem czy wzniesieniem, dla motocykla jest zwyczajnie mniejsze niż dla samochodu.

Nie oznacza to oczywiście, że przepis przestaje obowiązywać. Oznacza jedynie, że wielu motocyklistów ocenia ryzyko inaczej niż kierowca auta. Najbardziej niebezpiecznym miejscem podczas wyprzedzania jest dla nas przeciwległy pas ruchu. Im krócej na nim przebywamy, tym bezpieczniej.

Czasami do wyprzedzania… jesteśmy zachęcani

Każdy motocyklista zna tę sytuację. Kierowca samochodu zauważa nas w lusterku, zjeżdża lekko do prawej krawędzi jezdni, wrzuca prawy kierunkowskaz, czasem odpuszcza gaz. To wyraźny sygnał: „wyprzedzaj”. Bardzo często robią to doświadczeni kierowcy, którzy chcą ułatwić nam manewr i szybciej usunąć motocykl ze swojego pola widzenia, czując się nieswojo, gdy za nimi podąża jednoślad.

Paradoks polega na tym, że przed nami, lub już za nami, może znajdować się znak B-25 zakaz wyprzedzania, a mimo to zachowanie kierowcy auta wręcz zachęca do wykonania manewru. Nie zawsze z tej propozycji korzystamy, ale nie będziemy udawać, że nigdy tego nie robimy.

Czasem wyprzedzamy… żeby uciec

Jest jeszcze jeden powód, o którym kierowcy samochodów często nie myślą. Nie każde wyprzedzanie wynika z chęci jazdy szybciej. Czasami chcemy po prostu przestać jechać za konkretnym pojazdem. Za kopcącym dostawczakiem, który zostawia za sobą chmurę spalin, śmieciarką, ciężarówką wzbijającą tumany kurzu. Za samochodem przewożącym źle zabezpieczony ładunek, który przy każdym zakręcie wygląda tak, jakby za chwilę miał spaść na jezdnię. Kierowca auta odczuwa co najwyżej chwilowy dyskomfort. My oddychamy tymi spalinami, kurz dostaje się nam do oczu i gardła, a każdy źle zabezpieczony przedmiot może zakończyć naszą podróż na cały sezon, lub permanentnie…

Wyprzedzając, nie zawsze próbujemy zyskać kilka sekund. Bardzo często po prostu uciekamy ze strefy, którą uznajemy za niebezpieczną.

To nadal świadoma decyzja

Nie próbujemy przekonywać, że przekraczanie podwójnej ciągłej jest zgodne z przepisami. Nie jest. Chcemy jedynie pokazać sposób myślenia motocyklistów. Czasami świadomie podejmujemy decyzję, że krótki, dobrze widoczny manewr będzie bezpieczniejszy niż dalsza jazda za pojazdem, który ogranicza widoczność, truje spalinami albo stwarza inne zagrożenie.

Każdy z nas bierze za taką decyzję pełną odpowiedzialność. Na motocyklu nie zawsze wyprzedzamy po to, żeby jechać szybciej. Często wyprzedzamy po to, żeby przestać jechać za czymś, co uznajemy za zagrożenie.

Motocykliści nie mają wstępu na Stelvio? Jeszcze nie. Ale Południowy Tyrol właśnie robi ku temu pierwszy krok… | Artykuł – Motovoyager

Tak, czasem jedziemy prosto z pasa przeznaczonego do skrętu

choć zimy nie było asfalt wszędzie brudny jak po zimie

To zachowanie potrafi doprowadzić kierowców aut do szału. Motocyklista omija stojące przed światłami samochody, dojeżdża do sygnalizacji pustym pasem przeznaczonym wyłącznie do skrętu w lewo albo w prawo, ustawia się jako pierwszy, a gdy zapala się zielone światło… jedzie prosto. Nie będziemy udawać, że tak się nie dzieje. Dzieje się. Dlaczego?

To bezpieczniejszy sposób na ominięcie stojących samochodów

Tak czy inaczej za chwilę będziemy musieli wyprzedzić wszystkie samochody stojące pod sygnalizatorem. Możemy zrobić to przeciskając się pomiędzy nimi na grubość lakieru albo wykorzystać pusty pas do skrętu, którym dojedziemy do świateł z bezpiecznym odstępem od samochodów. Dla wielu motocyklistów to po prostu mniejsze ryzyko. Nie chodzi o to, żeby być pierwszym. Chodzi o to, żeby nie znaleźć się w sytuacji, w której przez kilkadziesiąt metrów jedziemy otoczeni samochodami z każdej strony.

Najbezpieczniej jest mieć samochody za sobą

Na motocyklu najbardziej niebezpieczne jest poruszanie się w środku grupy samochodów. Każdy z kierowców może popełnić błąd, zmienić pas bez spojrzenia w lusterko, zagapić się lub zwyczajnie nas nie zauważyć. Im mniej aut jedzie wokół nas, tym bezpieczniej się czujemy. Dlatego ustawiając się na tzw. pole position, po ruszeniu bardzo szybko zostawiamy wszystkie samochody za sobą. Wbrew pozorom nie robimy tego po to, żeby komuś coś udowodnić. Robimy to po to, żeby ograniczyć liczbę zagrożeń do minimum.

Nie uciekamy prędkością. Uciekamy przyspieszeniem.

To bardzo ważna różnica. Większość kierowców samochodów myśli, że motocykliści po prostu lubią szybko jeździć. Owszem, są i tacy. W tym przypadku chodzi jednak o coś zupełnie innego. Większość motocykli przyspiesza do dopuszczalnej na danym odcinku prędkości znacznie szybciej niż samochód. Przykładowo do 70 km/h motocykl potrzebuje około dwóch sekund, podczas gdy przeciętny samochód osiągnie tę samą prędkość dopiero po sześciu lub siedmiu sekundach. Efekt? My już jedziemy zgodnie z przepisami, ale kilkadziesiąt metrów przed samochodami. To właśnie ta przewaga daje nam poczucie bezpieczeństwa. Nie wyższa prędkość, lecz większy dystans od pojazdów, które stanowią dla motocyklisty największe zagrożenie.

To nadal świadoma decyzja

Nie próbujemy przekonywać, że jazda na wprost z pasa przeznaczonego wyłącznie do skrętu jest zgodna z przepisami. Nie jest. Chcemy jedynie pokazać sposób myślenia motocyklistów.

Czasami świadomie decydujemy się na taki manewr, bo z naszego punktu widzenia bezpieczniej jest znaleźć się kilkadziesiąt metrów przed samochodami niż jechać przez następne kilkaset metrów w samym środku ich stada.

Tak, przekraczamy prędkość. I nie zawsze potrafimy się temu oprzeć

To chyba jedyny zarzut, z którym naprawdę trudno dyskutować. Wielu motocyklistów przekracza dopuszczalną prędkość. Nie zamierzamy udawać, że jest inaczej. Są oczywiście sytuacje, w których robimy to świadomie, chcąc jak najszybciej zakończyć wyprzedzanie czy opuścić miejsce, które uznajemy za niebezpieczne. Ale byłoby nieuczciwie twierdzić, że to jedyny powód.

Nie wszystkie motocykle lubią jechać wolno

To może zabrzmieć zaskakująco dla osób, które nigdy nie siedziały na motocyklu, ale niektóre z nich po prostu nie zostały stworzone do spokojnej jazdy. Weźmy sportowe motocykle. Kierownica typu clip-on zamocowana pod górną półką zawieszenia, mocno pochylona pozycja i podnóżki umieszczone wysoko powodują, że przy przepisowych prędkościach spora część ciężaru ciała opiera się na nadgarstkach. Dopiero pęd powietrza odciąża ręce i sprawia, że pozycja staje się bardziej naturalna. Paradoksalnie więc motocykl zaprojektowany z myślą o torze wyścigowym często okazuje się wygodniejszy przy wyższych prędkościach niż podczas spokojnej jazdy.

Na drugim biegunie stoją cruisery i choppery. Tam siedzimy odchyleni do tyłu, z nogami wysuniętymi do przodu. Wraz ze wzrostem prędkości wiatr zaczyna dosłownie odrywać kierowcę od motocykla. Trzeba mocno trzymać kierownicę albo nienaturalnie pochylać się do przodu walcząc z wiatrem. Dlatego właściciele takich motocykli zazwyczaj jeżdżą spokojniej – nie dlatego, że nie lubią prędkości, lecz dlatego, że ich motocykle zwyczajnie do niej nie zachęcają.

Przyspieszenie uzależnia

Jest jeszcze coś. Motocykle oferują osiągi, które jeszcze kilkanaście lat temu były zarezerwowane dla samochodów kosztujących miliony złotych. Motocykl za kilka tysięcy złotych potrafi przyspieszać do 100 km/h w około trzy sekundy. Są modele, które osiągają 200 km/h w siedem sekund, a najszybsze rozpędzają się do 300 km/h w tym samym czasie. Większość właścicieli supersamochodów może tylko o czymś takim pomarzyć (Audi R8 – superauto dla ludu rozpędza się do 300 km/h w 27 sekund…).

To robi wrażenie. I byłoby hipokryzją twierdzić, że nie działa na wyobraźnię. Przyspieszenie daje ogromne emocje i wielu motocyklistów zwyczajnie je uwielbia. Tak samo jak wspinacz kocha wysokość, a nurek głębiny.

To nie jest usprawiedliwienie

Nie próbujemy przekonywać, że przekraczanie dopuszczalnej prędkości jest czymś właściwym. Nie jest. Chcemy jedynie pokazać, że na motocyklu jest to znacznie łatwiejsze niż w samochodzie. Czasem robimy to niemal nieświadomie. Pyk… i na szafie jest już setka.

Kierowco auta, spójrz na drogę naszymi oczami

Nie próbujemy nikogo przekonywać, że motocykliści mają rację. Część opisanych zachowań jest niezgodna z przepisami i każdy z nas doskonale o tym wie. Chcieliśmy jedynie pokazać, że za większością z nich nie stoi chęć popisania się czy pogarda dla prawa, lecz zupełnie inny sposób postrzegania drogi i zagrożeń.

Założę się jednak o jedno. Gdyby większość kierowców samochodów przesiadła się na motocykl i przejechała nim kilkanaście tysięcy kilometrów, przynajmniej część z opisanych zachowań zaczęłaby wydawać im się całkowicie naturalna. Nie dlatego, że staliby się piratami drogowymi. Po prostu zaczęliby patrzeć na drogę oczami motocyklisty.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ