Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić, że jedna z najbardziej kultowych motocyklowych tras Europy stanie się miejscem, gdzie organizowanie zlotów i wspólnych przejazdów zostanie zakazane. Tymczasem władze włoskiego Południowego Tyrolu zdecydowały o wprowadzeniu przepisów, które mogą istotnie zmienić sposób organizacji motocyklowych wypraw po Dolomitach.
Nowe regulacje nie oznaczają zakazu wjazdu motocykli na przełęcze, ani zamknięcia słynnego Stelvio dla jednośladów. Dotyczą natomiast zorganizowanych wydarzeń motoryzacyjnych odbywających się na drogach położonych powyżej 1600 m n.p.m. oraz na trasach przebiegających przez obszary chronione. W praktyce oznacza to koniec oficjalnych rajdów, parad czy komercyjnych przejazdów organizowanych na tych drogach.
Gdzie kończy się wycieczka, a zaczyna zorganizowany przejazd?

I właśnie tutaj pojawia się problem. Przepisy nie odpowiadają jednoznacznie na pytanie, gdzie przebiega granica między grupą znajomych jadących razem na wakacje, a wydarzeniem wymagającym zgody lub objętym zakazem. Czy dziesięciu motocyklistów jadących wspólnie, według wcześniej ustalonego planu, to już zorganizowany przejazd? A może jest to dopiero wtedy, gdy uczestnicy wnoszą opłatę, lub jadą pod szyldem klubu, czy biura podróży, albo innego organizatora? Na razie trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź.
W Polsce też nie jest całkiem jasno

Polskim motocyklistom temat może wydawać się zaskakująco znajomy. Od 29 stycznia 2026 roku obowiązują przepisy nakładające obowiązek zgłaszania tzw. spotkań motoryzacyjnych, podczas których prezentowanych jest więcej niż 10 pojazdów. Ustawodawca chciał w ten sposób uporządkować organizację większych wydarzeń motoryzacyjnych, jednak już od momentu wejścia przepisów w życie pojawiły się pytania dotyczące ich interpretacji. Nie do końca wiadomo bowiem, gdzie kończy się wspólna wycieczka motocyklistów, a zaczyna wydarzenie wymagające zgłoszenia. Czy wystarczy, że kilkunastu motocyklistów spotka się na parkingu przed wspólną trasą? A może przepis dotyczy wyłącznie imprez organizowanych z myślą o publicznej prezentacji pojazdów?
Odpowiedzi nie są tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze zgłaszając w łódzkim urzędzie nasze tegoroczne wielkie porównanie 11 patentów na adventure kat. A2… Urzędniczka koniecznie domagała się informacji, czy będziemy stać w miejscu publicznym i prezentować przypadkowym ludziom nasze pojazdy. Jeśli nie, to w sumie nie trzeba było tego zgłaszać, mimo tego, że w zorganizowanym szyku jeździliśmy po drodze publicznej jedenastoma motocyklami i dwoma autami…
Tak bałagan dla organizatorów motocyklowych wydarzeń oznacza konieczność zachowania ostrożności i każdorazowego sprawdzenia, czy planowane spotkanie nie podlega nowym obowiązkom.
Coraz więcej ograniczeń
Południowy Tyrol uzasadnia nowe przepisy ochroną środowiska oraz ograniczeniem wpływu dużych wydarzeń motoryzacyjnych na mieszkańców i obszary chronione. To argumenty, które od kilku lat pojawiają się również w innych alpejskich regionach, gdzie ogranicza się ruch najgłośniejszych motocykli lub wprowadza kolejne restrykcje dotyczące turystyki motocyklowej.
Z kolei w Polsce ustawodawca postanowił objąć większym nadzorem organizację spotkań motoryzacyjnych. Choć oba rozwiązania wynikają z zupełnie innych przesłanek, trudno nie zauważyć pewnej wspólnej tendencji – motoryzacyjne wydarzenia i zorganizowane wyjazdy coraz częściej stają się przedmiotem nowych regulacji.
Czy to rozsądna próba pogodzenia interesów mieszkańców, organizatorów i ochrony środowiska, czy początek szerszego trendu, w którym spontaniczne spotkania i wspólne wyjazdy będą wymagały coraz większej liczby formalności? Odpowiedź na to pytanie poznamy zapewne dopiero za kilka lat. Już dziś jednak widać, że motoryzacja – również ta organizowana oddolnie przez pasjonatów – coraz częściej trafia pod lupę ustawodawców.
