To już jest koniec…
Czas na powrót do domu. Niestety.
To nie jest tak, że nie stęskniłam się za dziećmi. Chodzi raczej o to, że po całym dniu jazdy człowiek jest zmordowany, pada niemal na pysk i bolą go cztery litery, ale to jest takie pozytywne zmęczenie i po chwili odpoczynku lub następnego dnia rano jest w gotowości do dalszej jazdy przed siebie. Ja zazwyczaj pod samym domem stwierdzam, że nie schodzę z kanapy i jedziemy dalej, nie ma tu znaczenia czy właśnie przejechaliśmy 60 czy 600 km.
Hotelowe śniadanie jest świetne, nareszcie pieczywo jakie lubimy, porządna wędlina itp. Przyszedł czas zapakowania wszystkiego do kufrów i ubrania się w nasze ciuchy. Prawie wszystko jest suche oprócz wyściółki kasków (zwłaszcza na karku) oraz moich biednych rękawic (mam nadzieję, że szybko doschną po drodze).
Wyprawa pochodzi z bloga ononaiktm.blogspot.com
Droga z Poznania do Warszawy jest krótka (niestety) i mija nam zbyt szybko, ale nie bez drobnych przygód.
Po dziś dzień dziwię się jak to możliwe, że litewscy kierowcy ciężarówek u siebie zachowują się niczym gentelmani, pięknie zjeżdżają na pobocze jak tylko mogą i puszczają nas, motocyklistów, natomiast u nas wstępuje w nich jakiś czort i bez patrzenia w lusterka zajeżdżają nam drogę uprzednio pozwalając włączyć się do ruchu. Kiedy udaje nam się dojechać na wysokość ciągnika TIRa i kabiny kierowcy bez zastanowienia, oboje jak w tańcu synchronicznym pokazujemy mu „międzynarodowy znak pokoju”.
To było bardzo udane 7 dni wakacji. Nie zwiedziliśmy nic poza starówkami miast ale mieliśmy czas na samotne chwile na kanapie, wspólne wieczory i kolacje oraz czas na odpoczynek od codziennych obowiązków.

Ludzie z Podlasia i Suwalszczyzny tłumaczą zachowanie Litwinów nieuchronnością kary, jaka czeka na nich u siebie i wolnością, jakiej doświadczają u nas. Ponoć tam bardzo łatwo o mandat za każde niemalże przewinienie na drodze, u nas tylko fotoradary.
Planowałem taka podróż w tym sezonie, ale za dużo zmian zawodowych moich i dziewczyny. W przyszłym roku ruszę na pewno, ale raczej najpierw w stronę Niemiec, stamtąd szybciej promem do Danii, a w Szwecji wzdłuż wybrzeża. Jakby były 2 tygodnie to i Zatokę Botnicką się objedzie.
W przyszłym roku wybieramy się tą samą drogą do Tallina, a następnie dalej na Northcape :) (wszystko na blogu)
Z Niemiec do Danii a potem Szwecji warto pojechać mostem :) trochę drogo ale to jedyny taki most.
Dookoła Bałtyku??? To jakaś bzdura… Litwa, Łotwa, Estonia, a potem promem do Szwecji??? Dla mnie wyprawa zupełnie bez sensu… Poza tym, z Niemiec nie jedzie się do Danii mostem…
To ciekawe, znaczy ze wcale nie jechaliśmy Oresundbron. Dla Ciebie wyjazd może być bez sensu dla nas miał sens i właśnie na taka trasę mieliśmy ochotę i czas. Nie musisz tego rozumieć ani powtarzać.
Brawo, piękna wyprawa! Szkoda, że nie mieliścia czasu zwiedzić Sztokholmu – piekne Stare Miasto.
Pozdrawiam
Dzięki :) niestety czas nas naglil ale kiedyś może to nadrobić.
Wspaniała wyprawa, też sobie „ostrzę zęby” na coś takiego. Super!!!
Gorąco polecam. W tym roku pojechaliśmy w zupełnie innym kierunku, ale o tym na blogu.
Przy okazji aktualizuję adres, zmieniliśmy nazwę (nie mamy już KTMa oraz z innych powodów):
http://life-xpedition.blogspot.com