_SLIDERRomet ADV 250 model 2016. Niebrzydki, lecz kapryśny podróżnik enduro

Romet ADV 250 model 2016. Niebrzydki, lecz kapryśny podróżnik enduro [TEST DŁUGODYSTANSOWY]

-

Dobra ochrona przed upadkiem to jednak bardzo mocna strona małego ADV250. Gmole są dosłownie wszędzie – osłaniają zbiornik paliwa i silnik, a specjalne ramki w tylnej części chronią kufry przed zgnieceniem. Podczas jazdy po albańskich szutrach kilkakrotnie jest mi dane przekonać się o solidności zabezpieczeń stosowanych w tym motocyklu. Dzięki dobrze zaprojektowanym gmolom żaden upadek nie pozostawił na kufrach nawet śladu.

A kufry – trzy plastikowe zamykane na zamek – należą do seryjnego wyposażenia testowanego Rometa ADV250. Ich wykonanie jest nienajgorsze, choć zamknięcie działa równie skutecznie co zakazy stawiane przed gimnazjalistą. Dodatkowo zamek w jednym z kufrów testowego motocykla jest uszkodzony. Pojemność bagażowa również nie oszałamia – facet spakuje się bez większego problemu, ale próba upchnięcia bagaży dla dwojga na wakacyjny wyjazd może źle się skończyć dla harmonii związku.

We dwoje można, ale…

Romet ADV250 Test (7)No właśnie… We dwoje Rometem ADV250 podróżować można, jednak pod pewnymi warunkami. Pierwszy jest taki, że kierowca i pasażer powinni cierpieć na poważną anoreksję lub choćby mieć wyjątkowo filigranową budowę. Ich łączna waga nie powinna przekroczyć, powiedzmy, 100 kg. Motocykl zachowuje wówczas jako-taką użyteczność na drodze i resztki dynamiki niezbędne do pokonywania stromych podjazdów czy wyprzedzania. Zaryzykuję twierdzenie, że pasażer o opisanej budowie ciała będzie miał także wygodnie – ze względu na swoje niewielkie wymiary.

Ja do testu długodystansowego przystępuję dysponując wspomnianą wagą 100 kg, dodatkowo objuczony bagażami. Pozwala mi to na naprawdę wygodną podróż. Startuję z podczęstochowskiego Olsztyna i kieruję się na południe. Na lokalnych drogach Romet ADV250 jedzie zupełnie przyzwoicie, nie sprawiając najmniejszych problemów. Do sprawnego przyspieszania potrzebna jest jednak ostra interwencja lewej stopy, która podczas całego testu naprawdę ma co robić.

Fragment trasy S7 Myślenice-Rabka ujawnia ciekawą cechę małej wyprawówki – prędkościomierz wskazuje prędkość około 20% wyższą od rzeczywistej. Jest to wynikiem błędnego skalibrowania urządzenia – jeden z czytelników sugerował, że prędkościomierz skalibrowano do koła 19-calowego. W każdym razie radość z osiągnięcia prędkości 130 km/h pryska jak nadzieja na tanią taksówkę w Warszawie.

Prezentacja Romet (12)Skoro mowa o prędkościomierzu – tablica zegarów z analogowym obrotomierzem mogłaby być strzałem w dziesiątkę. Pokazuje czytelne informacje, łącznie z tą o zapiętym biegu, poziomie paliwa (dość precyzyjnie!) i temperaturze silnika. Niestety, dobry wyświetlacz połączono z prymitywnymi diodami rodem ze starego Passata, których czytelność przy świetle dziennym jest zerowa. Przez całą podróż muszę zatem domyślać się czy włączyłem lub wyłączyłem kierunkowskaz albo długie światła. Jedyną diodą, która wykonuje swoje zadanie bez zarzutu jest ta informująca o problemie z silnikiem.

Duży plus należy się konstruktorom Rometa ADV 250 za ergonomię. Niezłej jakości przełączniki umieszczone są intuicyjnie i nie sprawiają problemów. Podobnie jest zresztą z dostępem do akumulatora – wszystko da się obsłużyć bez studiowania instrukcji obsługi.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!

12 KOMENTARZE

  1. Fajnie napisane jednak moim skromnym zdaniem test pokazuje, że nie warto kupować ADV 250. Niby za 14 tys. mamy nowy motocykl ale grubą przesadą jest awaria, która unieruchamia pojazd. Za 14 tys. możemy kupić transalpa, KLE 500, xt660 i pewnie jeszcze wiele innych moto w b.dobrym stanie pomimo kilku a nawet kilkunastu lat eksploatacji. Różnica polega na tym, że wspomniane modele zawiozą nas na koniec świata, palą podobnie, dysponują dużo większą mocą, są wygodniejsze, są lepiej i solidniej wykonane. Mam wrażenie, że Romet po 10 latach będzie się nadawał tylko na złom. Moja opinia nie wynika z uprzedzeń do chińskich wynalazków pod plakietką Rometa a jest czystą kalkulacją. Nie wziąłem pod uwagę utraty wartości np. po 3 latach, czy dostępności do części zamiennych np. będąc w Albanii. W taki sposób Romet nie przekona do siebie potencjalnych klientów.

  2. 14000 zł za takie badziewie ? Tylko dlatego, że to 250 cm3 ? Stylizacja na GS’a, trochę naklejek i alu kufry to nie wszystko. Ciekawy jestem ile sztuk tego cudaka sprzeda się na naszym wymagającym rynku. Romet po raz kolejny udaje „fajny” motocykl…, Szkoda !

  3. Czytałem i nie dowierzałem, wszystko niby grało, prócz szczegółów. Czy w tym modelu już WOW postarali się wszystko poskręcać na klej ?
    No i tak czytając w końcu nastał ten moment, kontrolka silnika, zgaduję, że jest to ogólna kontrolka jak w DL-650.
    Spoko, czytam dalej już z nastawieniem negatywnym.
    Doszedłem do momentu z usterką no i tyle.

    Jaka jest ogólna Wasza punktowa ocena.

    Ja czytając to oceniam motocykl tak jak kontrowersyjnie oceniłem go przed wyjazdem.

    1/10

    Bo jednak 14tys zł za nowy motocykl który nie przeżył swojej pierwszej wyprawy ? Za 14tys zł mamy Suzuki DL z 2006r. i do tego zmierzałem pisząc poprzednie komentarze, z własnego doświadczenia, lepiej kupić używkę niż nowego Rometa czy Junaka.

    Tak czy siak, zwracam honor MV, napisaliście prawdopodobnie rzetelny artykuł, przynajmniej końcówkę.
    LWG!

  4. Fajny test, dziękuję! Przypomnę tylko film z 2013 roku, do znalezienia na youtubie pod hasłem: „zanim kupisz BMW K1600” gdzie dla odmiany, poza całą masą innych usterek, motocykl nie daje się wyłączyć.

    Nie twierdzę, że wydając 14000zł masz pewność co do braku awarii ale takiej pewności nie masz nigdy i nigdzie. Odebrałem w tym sezonie afrykę i już dwa razy miałem poważne problemy ze skrzynią biegów chociaż niby taka cud, miód. Lubię ten motocykl ale na razie nie ma szans abym pojechał nim poza Polskę zanim nie będę miał pewności co do tego że wrócę. Biorąc pod uwagę koszty serwisu dziecku prędzej kupię tego Rometa niż coś używanego za podobne pieniądze. Używki są fajne dopóki jeżdżą, potem tylko płać i czekaj na kolejną awarię (a mam pod nosem świetnego mechanika motocyklowego, widzę ile sąsiad ma codziennie pracy z miłośnikami pojazdów zza zachodniej granicy).

    • Tylko nikt tutaj nie porównuje ADV do K1600 bo to nie ta półka cenowa i nie to przeznaczenie. Porównujemy używane, proste w konstrukcji, sprawdzone motocykle za ok 14 tys. Absolutnie nie zgodzę się z tym, że używane Hondy, Kawasaki, Suzuki (nawet kilkunastoletnie) będą bardziej awaryjne niż ADV. To, że ludzie kupują szajs (za zachodniej granicy) wynika z braku wiedzy, braku umiejętności oceny stanu technicznego, a przede wszystkim naiwnej wiary w okazje cenowe. Wystarczy porównać ceny i przebiegi moto wystawionych np. na ebay-u, a ceny i przebiegi na naszych portalach. Wszystkie kilkunastoletnie maszyny wystawione na sprzedaż nagle mają przebiegi w granicach kilku max kilkunastu tysięcy kilometrów.

  5. Gdyby kosztował 7 tys…mógłbym zaryzykować. Obecnie mam Rometa Z175. Kupiłem nowy za 4 tys. i jestem zadowolony bo cena jest adekwatna do jakości i możliwości, choć myśle że ta klasa powinna kosztować jeszcze mniej. W garazu mam jeszcze suzuki w podobnej cenie, ktore mimo 17 lat jest absolutnie bezawaryjne. Rometa adv250 nie kupiłbym nawet za 10 tys nie mowiac o adv125 FI PRO. Za 13 tys mozna miec 3 letnia Honde 250 ktora pod kazdym wzgledem bedzie lepsza.

  6. mam ST 1100 160.000 km i bierze 100 ml oleju na 5000 km. parę rzeczy zregenerowałem, włożyłem 1000 pln i znów mogę śmigać 5 lat

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ