Na szutrowych i trawiastych drogach Parku Narodowego Galicica bardzo dobrze sprawuje się zawieszenie – skutecznie wybiera nawet spore nierówności, a dobija tylko podczas lądowania po hopkach. Inna sprawa, że używam najtwardszego ustawienia, które i tak daje odczucie podróżowania starym Polonezem.
Ogólne wrażenia z kilkudziesięciokilometrowego przejazdu szutrowymi szlakami Galicicy są więcej niż pozytywne – widać, że konstruktorzy motocykla jako priorytet potraktowali jazdę w terenie – motocykl, po drobnych modyfikacjach, pozwala na całkiem wygodną jazdę nawet po dość trudnych szlakach. Przydałaby się regulacja wysokości dźwigni nożnych i trochę większe koła – 17-calowe z tyłu i 19-calowe z przodu.
Po zakończeniu testu na drogach szutrowych zapala się kontrolka usterki silnika. Motocykl jednak pracuje normalnie, bez problemu odpala, nie przerywa ani nie gaśnie. Ki czort? Nie zwracam uwagi na ten detal i bez przeszkód jadę dalej.
Fochy na do widzenia
Problem pojawia się podczas powrotu. Kiedy jadę obwodnicą Budapesztu ni stąd ni zowąd tracę napęd. Silnik pracuje, wskaźnik biegu pokazuje, że mam zapiętą szóstkę, ale kręcenie manetką powoduje tylko wzrost obrotów – motocykl nie przyspiesza.
Po restarcie silnika motocykl jedzie normalnie, ale tylko przez chwilę. Po dwóch kilometrach usterka powtarza się – wrażenie jest takie, jak w rowerze, kiedy spadnie łańcuch. Próby samodzielnej naprawy na poboczu nie przynoszą rezultatów, motocyklem nie da się także jechać dalej. Korzystam zatem z assistance, zaś do domu zmuszony jestem wrócić busem.
Po ściągnięciu motocykla do Polski mechanicy Rometa rozkręcili silnik by sprawdzić co było przyczyną usterki. Nic nie znaleziono, motocykl podobno jeździ bez problemu. Szalenie dziwna sprawa.
Jeśli nie liczyć tej dość denerwującej awarii, Romet ADV mógłby być dobrym kompanem w długiej trasie. Pokonałem nim niemal 4 tysiące kilometrów po najróżniejszych drogach. Były gładkie jak stół węgierskie autostrady, połatane, pełne niespodzianek czarnogórskie trasy lokalne, dziurawe jak budżet ZUS boczne szlaki w Bułgarii. No i offroad – trochę szutru, trochę leśnych duktów, błoto i piaszczyste łachy.
Romet ADV, choć nie daje emocji związanych z dynamicznym przyspieszaniem, jest zaskakująco przyjemnym do jazdy motocyklem. Nie uwiera jak niewygodne buty – pasuje raczej jak wygodne hotelowe kapcie, jakbyś jeździł nim od lat. Z całą pewnością nie jest to motocykl przeznaczony do dalekich wypraw we dwoje, ale jeśli masz osiemnaście lat i szczupłą dziewczynę, bez problemu pojedziecie na romantyczny weekend nad Balaton czy do Słowackiego Raju.
ADV250 ma trochę słabych punktów, ale są to rzeczy, do których można się przyzwyczaić. To trochę tak jak z kumplem, który ma zeza, nie zawsze ładnie pachnie i słucha Justina Biebera. Czasem cię denerwuje, ale lubisz przebywać w jego towarzystwie i wiesz, że możesz na niego liczyć. Może nie zawsze, ale nikt nie jest doskonały.

Spalanie tego sprzęta trochę mnie zaskoczyło – jest ono na poziomie 650-tek
Fajnie napisane jednak moim skromnym zdaniem test pokazuje, że nie warto kupować ADV 250. Niby za 14 tys. mamy nowy motocykl ale grubą przesadą jest awaria, która unieruchamia pojazd. Za 14 tys. możemy kupić transalpa, KLE 500, xt660 i pewnie jeszcze wiele innych moto w b.dobrym stanie pomimo kilku a nawet kilkunastu lat eksploatacji. Różnica polega na tym, że wspomniane modele zawiozą nas na koniec świata, palą podobnie, dysponują dużo większą mocą, są wygodniejsze, są lepiej i solidniej wykonane. Mam wrażenie, że Romet po 10 latach będzie się nadawał tylko na złom. Moja opinia nie wynika z uprzedzeń do chińskich wynalazków pod plakietką Rometa a jest czystą kalkulacją. Nie wziąłem pod uwagę utraty wartości np. po 3 latach, czy dostępności do części zamiennych np. będąc w Albanii. W taki sposób Romet nie przekona do siebie potencjalnych klientów.
14000 zł za takie badziewie ? Tylko dlatego, że to 250 cm3 ? Stylizacja na GS’a, trochę naklejek i alu kufry to nie wszystko. Ciekawy jestem ile sztuk tego cudaka sprzeda się na naszym wymagającym rynku. Romet po raz kolejny udaje „fajny” motocykl…, Szkoda !
Czytałem i nie dowierzałem, wszystko niby grało, prócz szczegółów. Czy w tym modelu już WOW postarali się wszystko poskręcać na klej ?
No i tak czytając w końcu nastał ten moment, kontrolka silnika, zgaduję, że jest to ogólna kontrolka jak w DL-650.
Spoko, czytam dalej już z nastawieniem negatywnym.
Doszedłem do momentu z usterką no i tyle.
Jaka jest ogólna Wasza punktowa ocena.
Ja czytając to oceniam motocykl tak jak kontrowersyjnie oceniłem go przed wyjazdem.
1/10
Bo jednak 14tys zł za nowy motocykl który nie przeżył swojej pierwszej wyprawy ? Za 14tys zł mamy Suzuki DL z 2006r. i do tego zmierzałem pisząc poprzednie komentarze, z własnego doświadczenia, lepiej kupić używkę niż nowego Rometa czy Junaka.
Tak czy siak, zwracam honor MV, napisaliście prawdopodobnie rzetelny artykuł, przynajmniej końcówkę.
LWG!
Fajny test, dziękuję! Przypomnę tylko film z 2013 roku, do znalezienia na youtubie pod hasłem: „zanim kupisz BMW K1600” gdzie dla odmiany, poza całą masą innych usterek, motocykl nie daje się wyłączyć.
Nie twierdzę, że wydając 14000zł masz pewność co do braku awarii ale takiej pewności nie masz nigdy i nigdzie. Odebrałem w tym sezonie afrykę i już dwa razy miałem poważne problemy ze skrzynią biegów chociaż niby taka cud, miód. Lubię ten motocykl ale na razie nie ma szans abym pojechał nim poza Polskę zanim nie będę miał pewności co do tego że wrócę. Biorąc pod uwagę koszty serwisu dziecku prędzej kupię tego Rometa niż coś używanego za podobne pieniądze. Używki są fajne dopóki jeżdżą, potem tylko płać i czekaj na kolejną awarię (a mam pod nosem świetnego mechanika motocyklowego, widzę ile sąsiad ma codziennie pracy z miłośnikami pojazdów zza zachodniej granicy).
Tylko nikt tutaj nie porównuje ADV do K1600 bo to nie ta półka cenowa i nie to przeznaczenie. Porównujemy używane, proste w konstrukcji, sprawdzone motocykle za ok 14 tys. Absolutnie nie zgodzę się z tym, że używane Hondy, Kawasaki, Suzuki (nawet kilkunastoletnie) będą bardziej awaryjne niż ADV. To, że ludzie kupują szajs (za zachodniej granicy) wynika z braku wiedzy, braku umiejętności oceny stanu technicznego, a przede wszystkim naiwnej wiary w okazje cenowe. Wystarczy porównać ceny i przebiegi moto wystawionych np. na ebay-u, a ceny i przebiegi na naszych portalach. Wszystkie kilkunastoletnie maszyny wystawione na sprzedaż nagle mają przebiegi w granicach kilku max kilkunastu tysięcy kilometrów.
Fajne opisy , więcej opisów użytkowników jednośladów i ich opinie to mi się podoba -)))))))
witajcie,Wasze opinie i komentarze są naprawdę godne polecenia i nareszcie bez hejtu. Brawo
A kto w Polsce jeździ motocyklem 10lat? Średnio motocykl jest kupowany na 2 góra 4 sezony.
Gdyby kosztował 7 tys…mógłbym zaryzykować. Obecnie mam Rometa Z175. Kupiłem nowy za 4 tys. i jestem zadowolony bo cena jest adekwatna do jakości i możliwości, choć myśle że ta klasa powinna kosztować jeszcze mniej. W garazu mam jeszcze suzuki w podobnej cenie, ktore mimo 17 lat jest absolutnie bezawaryjne. Rometa adv250 nie kupiłbym nawet za 10 tys nie mowiac o adv125 FI PRO. Za 13 tys mozna miec 3 letnia Honde 250 ktora pod kazdym wzgledem bedzie lepsza.
mam ST 1100 160.000 km i bierze 100 ml oleju na 5000 km. parę rzeczy zregenerowałem, włożyłem 1000 pln i znów mogę śmigać 5 lat
Co do spalania to mój pali 3.6L do 4.0L na setkę.