Umiarkowanie ostrymi łukami pnę się w górę podziwiając odsłaniane tu i ówdzie widoki na Beskidy. Muszę uważać – połączenie wymagającej uwagi krętej drogi i cudownych widoków to nie jest dobre połączenie dla kogoś wrażliwego na piękno przyrody. Chciałbym się zatrzymać i zrobić kilka zdjęć, ale jakaś niewidzialna siła pcha mnie do przodu chcąc zapewne wykorzystać tę oazę alpejskich rozkoszy w dziurawej polskiej rzeczywistości drogowej. Jadę.
Ruch na Kubalonce jest zaskakująco niewielki – można pozwolić pochłonąć się drodze bez reszty. Teraz, w październiku muszę tylko uważać na liście, które bywają zdradliwe.
Kawałek za Istebną skręcam na rondzie w lewo i kieruję się w stronę Żywca. Ta część drogi jest bardziej relaksująca, widokowa. Brakuje tutaj ekscytujących zakrętów, stromych podjazdów i dreszczyka emocji. W zamian są łagodne łuki, odsłonięte panoramy gór i sielskie krajobrazy, muskane od czasu do czasu niewielkimi osadami. Koniaków, Kasperki… to już koniec Kubalonki, cisnę w stronę Salmopolskiej.
Na drogę 942 prowadzącą z powrotem do Wisły przez przełęcz Salmopolską wjeżdżam w Buczkowicach. Tuż potem muszę pokonać potwornie zatłoczony Szczyrk. Miasto ma swój niezaprzeczalny urok zimowego kurortu – zewsząd łypią reklamy regionalnych gospód, włoskich trattorii, kawiarni i innych przybytków smakowych rozkoszy.
Z prawa i lewa zapraszają sklepy sportowe z asortymentem godnym zawodników igrzysk zimowych, a lepszą czy gorszą gorzałę można kupić dosłownie wszędzie. Ot – taka turystyczna infrastruktura. Nie dla mnie – przebijam się przez to pandemonium branży wypoczynkowej i mknę żwawo w stronę Salmopola.

Jezdzilem tam nie raz choc juz lata temu, jak na Kubalonke wjezdzaly „ogorki” To byly czasy :-)
Bardzo ladny opis. Pozdrawiam.
Prawdą artykułu jest przede wszystkim fakt iż w te trasę należy wybrać się późną jesienią / wczesna wiosną bądź latem w porze dnia o świcie lub zmierzchu. Bowiem od czerwca do września: od każdej strony na dojeździe: kilkukilometrowe korki z kierowcami wielośladów sprawiającymi wrażenie jakby w zatorze najważniejsza ich misją było zatarasować przejazd motocykliście. Same przełęcze mocno oblegane- nie ma mowy o przejeździe własnym tempem z samosobie ustaloną prędkością. Latem trasa dla wszystkich, którzy przede wszystkim lubią tłumy i zamieszanie (robić i dzielić :) kłęby papierosowego dymu, walające się torebki po pokarmie i plastikowe butelki na zakrętach.
Byłem tam dzisiaj. Wjazd do Wisły zakorkowany (skoki narciarskie w Malince), ale środek jezdni, kierunkowskaz, podziękowania dla kierowców samochodów i z innymi poznanymi w korku motocyklami, przejechaliśmy sprawnie. Pogoda od Wisły zmieniła się diametralnie- chmury, a od Szczyrku do Ustronia ulewa. Przemoczyło mnie do suchej nitki, potoki spływającej wody i zdziwienie braci motocyklowej, stojącej pod dachami barów i w tunelu pod Malinką. Udało mi się wyschnąć (oczywiście podczas jazdy w Pawłowicach). Ładna trasa, którą częściowo znałem jeżdżąc samochodem jak wchodziłem na Baranią Górę. Podziękowania dla autora za dobre i trafne propozycje. To już druga moja trasa od wczorajszego dnia :)