[sam id=”11″ codes=”true”]
Oczywiście kiedy znudzi nam się panowanie na drodze, możemy zdjąć z twarzy szatański uśmiech, wrócić do „ROAD” i zjechać na gorsze drogi, sugerując zawieszeniu, że ma się zmiękczyć. Nawet wtedy kiedy nad horyzontem pojawią się czarne chmury nie tracimy chęci życia tylko przygotowujemy się do procedury deszczowej. Szyba idzie w górę na maksa, a silnik dostaje komendę „RAIN”. Nasz mózg BMS-X omawia szybko sprawy z inteligentną kontrolą trakcji i motocykl jest gotów na kampanią deszczową.
Kontrola trakcji nie wypadła psu z pod ogona i będzie doskonale wiedziała, co ma robić. Analizuje czy motocykl składa się z zakręt czy jedzie na wprost. Mocy na poszczególnych ustawieniach nie ubywa, a zmienia się jedynie sposób jej oddawania, współpraca z kontrolą trakcji. Można powiedzieć, że to tematy tylko dla emerytów, ale mało kogo interesuje takie gadanie kiedy jedzie gdzieś w górach, w strugach deszczu po agrafkowych zakrętach wioząc z tyłu drugą osobę.
Można by tak gnać bez końca, bo przed zimnem zabezpiecza podgrzewanie kanapy i manetek, a przed wodą z nieba – aerodynamika pojazdu. Jak się ściemni to oczywiście jedziemy dalej. Drogę oświetli jedyna w swoim rodzaju lampa ksenonowa o zmiennym położeniu, doświetlająca wspaniale zakręty. To rozwiązanie to klasa sama w sobie. Jeśli się komuś nie podoba, że i na tym polu jest to Hi-Tech to powiem, iż motocykl w nią wyposażony wygląda po prostu ładniej.
Będzie naked
Za każdym razem oglądając pobieżnie motocykl, dochodziłem do wniosku, że chciałbym zobaczyć ten silnik w wydaniu „na goło”. Robi wrażenie i szkoda, że nie można się zachwycić widokiem sześciu kolanek wydechów obok siebie. Można mieć nadzieję, że producent wykorzysta to i niebawem ujrzymy masywny, jedyny w swoim rodzaju naked bike.
Mógłby mieć cechy K1300R, czym by najprawdopodobniej zyskał pozycję „samca alfa” w klasie. Chętnie popatrzyłbym na walkę o dominację pomiędzy nim a Yamahą V-MAX. Jeśli jednak musimy na to trochę poczekać, to i tak propozycja BMW K1600 przełamuje motocyklową nudę. GTL jest potężnym motocyklem do dalekiej turystyki. Jego rozwiązania wystarczą z nawiązką nawet najbardziej wymagającym globtroterom. Najważniejsze według mnie jest jednak to, że to BMW nie straciło nic z cech funkcjonalnego motocykla na wiele okazji. Dużo wody upłynie w Renie do czasu, aż konkurencja wyda na świat podobne koncepcje, a my przywykniemy już od innowacji zza zachodniej granicy.
Tekst ukazał się w 27 numerze Magazynu Motovoyager.

A jak ceny napraw, przeglądów? Czy osiągają również poziom cen promu kosmicznego?
…szkoda że owa „kosmiczna technologia” poza ceną, nie zawsze idzie w parze z niezawodnością którą ten akurat model zdążył już „zabłysnąć”. Pomijając pow. nie ma specjalnie czego się przyczepić ,ładny, dobrze wyposażony, wygodny i praktyczny … .