Ostatnio znajomy, który jest zainteresowany kupnem motocykla, spytał jakiego zestawu używam do obierania połączeń? Odpowiedziałem, że żadnego, bo nie jest mi to potrzebne. – To oddzwaniasz dopiero na postoju? – zdziwił się. – Tak, tak właśnie robię. Jadąc motocyklem chcę się uwolnić od codzienności, w tym także od komórki, której – jak zapewne my wszyscy – stałem się niewolnikiem.
Komórka to niestety tylko jeden z wielu przykładów. Staliśmy się uzależnieni od informacji. Co chwilę musimy sprawdzać facebooka, whatsappa, żeby czasem nie ominęła nas jakaś ważna wiadomość, zdjęcie wrzucone przez znajomą, czy być na bieżąco ze śmiesznymi filmikami, aby potem nie cierpieć alienacji w towarzystwie.
Podobnie jest z motocyklami. Producenci prześcigają się w tworzeniu coraz większych wyświetlaczy, z coraz większą liczbą informacji. Motocykl można połączyć z telefonem, na telewizorku możemy wyświetlić nie tylko prędkość, czy obroty, ale także nawigację. Jeden z producentów oferuje możliwość ustawienia tapety, na przykład z ulubionym piosenkarzem, czy wybranką serca, którzy będą nas witać po przekręceniu kluczyka.

Z lekkim uśmiechem na twarzy czytam komentarze pod testami motocykli – Fajny, ale nie ma wskaźnika biegu. Super sprzęt, ale szkoda, że nie pokazuje średniego spalania.
Aż strach pomyśleć jak bez tego wszystkiego obywali się nasi przodkowie? Jak mogli jeździć bez wskaźnika biegu? Ba, nawet bez obrotomierza? Czy kolejne gadżety, jak chociażby wyświetlanie danych na szybie kasku, rodem z myśliwca F-16, są nam niezbędne? Czy faktycznie nie wystarczy spojrzeć co jakiś czas na zegary (albo telewizorek TFT)?
I o co chodzi z tym średnim spalaniem? Czy naprawdę posiadacze stupięćdziesięciokonnych, dwukołowych rakiet zwracają na to uwagę i dostosowują jazdę, do tego, aby czasem nie zużyć o pięć mililitrów benzyny więcej niż założyli? Czy powstrzymuje to ich od odkręcenia manetki na pustej prostej drodze? Nie sądzę. Mój motocykl – jak to mówią – spala tyle ile wleję. Czasem – raczej z ciekawości – wyliczę (sam, bo nie mam komputera pokładowego) ile spaliłem w trasie. Ale, żebym musiał mieć dostęp do tego przez cały czas? Nie, dziękuję. Dziś już przecież nie musimy planować trasy tak, aby starczyło nam paliwa do punktu B. Po drodze na pewno znajdziemy kilka, kilkanaście stacji benzynowych.
Ciekawe miejsca na motocykl – woj. mazowieckie. Zwiedzamy skanseny
Tak, gadżety bywają przydatne. Sam korzystam na przykład z nawigacji i to tej w znienawidzonym telefonie. Rzecz w tym, aby owe innowacje i ciekawostki technologiczne nie przysłoniły nam głównego celu. A jest nim czerpanie radości z jazdy. Od wpatrywania się w superhipernowoczesny TFT wolę widoki. Większą radość daje mi wypatrzenie ruin zamku gdzieś hen na horyzoncie, koni pasących się na łące, niż nerwowe klikanie wyświetlacza w poszukiwaniu istotnych danych.
Nie dajmy się zwariować, cieszmy się jazdą, drogą, szumem opon i gangiem silnika…
