Motocykliści to jedna wielka rodzina. Podejście drugie, wewnętrzne, do obrony tej tezy [felieton]

-

Pamiętam, jak w 2001 roku, stojąc na światłach na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, wtedy jeszcze można było jeździć tą ulicą bez ograniczeń, zatrzymał się obok mnie motocyklista i spytał – Czy to nie ty strzelałeś z tłumika tydzień temu na otwarciu sezonu na Bemowie? – To ja, odrzekłem dumnie! Te czasy już nie wrócą…

I nie chodzi mi o to, że motocykle mają wtrysk paliwa, który uniemożliwia bezsensowne strzały z tłumików, a ja dorosłem na tyle, że nie mam zamiaru tego robić. Chodzi mi o to, że czasy przyjaźni między wszystkimi motocyklistami praktycznie już minęły, a wirtualne wydarzenia zastąpiły rzeczywiste interakcje.

Felieton felietonowi nierówny

Słysząc frazes, ostatnio często powtarzany jako argument usprawiedliwiający pewne zachowania, że motocykliści to jedna wielka rodzina, robi mi się niedobrze. Temat podjął w zeszłym roku Jarek, ale jak to on – rozwlókł go do granic przyzwoitości i podjął go niejako od zewnątrz, czyli jak to my postrzegamy siebie na tle niemotocyklistów… Ja chciałbym go rozłożyć od środka, od wewnątrz, a jako człowiek o prostym sercu, ciętym języku i mówiący to co myślę, powiem wam od razu – A gunwo prawda! Motocyklista motocykliście wilkiem! O, tak powinno się teraz mówić. A dlaczego? Już tłumaczę.

Pandemia, panadol, palma, parwowiroza

Wszystkim nam wali na dekiel od miesięcy. Przedłużająca się zima, problem wirusa, obostrzenia, brak motocykla, zamknięte szkoły, braki w kontaktach międzyludzkich. Normalne jest zatem to, że nasze podstawowe interakcje z innymi ludźmi realizujemy przez Internet. W ogóle wszystko przenosimy teraz do Internetu. Czekam na aplikację do telefonu, dzięki której będę mógł liżąc ekran mieć wrażenie spożywania lodów czekoladowych – co dla mnie, osoby z nietolerancją laktozy, byłoby bardzo kuszące i wręcz wzruszające. Ale do rzeczy, bo ja nie o lodach.

Motocyklowa rodzinna grupa

I jesteśmy w tym Internecie, na tym jedynym słusznym serwisie społecznościowym, na jednej z popularnych ostatnio grup motocyklowych. Grupa ta zbiera miłośników jednego rodzaju motocykli, jednego producenta – z założenia, musi być rodzinnie. Motocykle w klimacie adventure, żeby było wiadomo o co chodzi. I jakiś gość wrzuca fotkę, że sobie pojeździł, że jest zimno, ale dał radę. On, jego moto w pełnym rynsztunku, gotowe do jazdy na Magadan, ale po przejechaniu traski do pobliskiej zajezdni tramwajowej i z powrotem. Ot i tyle.

Rodzinna awantura

Pod fotą typowa rodzinna wymiana zdań. Jedni jadą typa, że wrzucił fotkę z przejazdu dookoła komina, dostaje joby za to, że nikogo to nie interesuje i zostaje poinformowany, że to żaden wyczyn, nawet przy temperaturze 3 stopni Celsjusza. Drudzy, w równoległym wątku, dyskutują na temat osprzętu, w który wyposażony jest ów motocykl ze zdjęcia. Za delikatnie to napisałem. Jadą gościowi, że jeździ z pustymi kuframi, jakby chciał jechać tym motocyklem na Księżyc, a nie przejechać się parę kilometrów (powtórzenie czasownika jechać zabiegiem celowym jest – przyp. aut.). Ta część pojazdu dzieli ludzi na pragmatyków, którzy mają zawsze wszystko przy sobie, bo nie wiadomo, kiedy przyda się saperka (żeby się okopać), paczka gum (żeby zdradzić partnerkę), przeciwdeszczówka (żeby się w niej spocić), czy taśma izolacyjna (żeby wysłać paczkę) w jakiejkolwiek podróży. Bo przecież wyjazd z domu może się przedłużyć i można dojechać dalej niż zamierzaliśmy pierwotnie. Oraz przeciwnicy pustych przelotów z jeszcze pustszymi kuframi, zabraniający innym wozić powietrze. Część grupowiczów tłumaczy zdanie obu tych frakcji, pisząc, że każdy ma prawo do wszystkiego, a jakże, póki innego nie krzywdzi. Piękna, rodzinna impreza ludzi, którzy jeżdżą przecież tymi samymi modelami, tej samej marki motocykli. Normalnie awantura jak po odczytaniu testamentu bogatej ciotki.

Drugi przykład to grupy ogólne, gdzie swoje frustracje wylewa już praktycznie każdy i to z żadnego powodu. Aby podpaść wystarczy nic. Przykład? Proszę bardzo. Chłopak, na oko 20 lat, chwali się zakupem pierwszego motocykla. Kupił wymarzoną, wyśnioną CBR 600 F4. Motocykl w słabym stanie technicznym, co widać na pierwszy rzut oka. Co na to rodzina? Pomoże mu w tej sytuacji? Doradzi? A jakże! Można liczyć na rodzinę! – Wywal ten szmelc, im wcześniej go sprzedasz, tym mniej na nim stracisz. – Czy matka wie, że kupiłeś sporta? Nie zaczyna się od takich motocykli! – Bez ABSu? Zabijesz się, ja bym się bała…

Tak, jednak zmieniam zdanie. Jesteśmy jedną, wielką, kłótliwą rodziną, a jedno co nas łączy to nazwisko Motocyklista i środek transportu, którym dojeżdżamy na rodzinne imprezy.

Michał Brzozowski
Michał Brzozowski
Motocyklista od 20 lat, z potężnym stażem przejechanych kilometrów, dużą liczbą przetestowanych maszyn i wielką miłością do jednośladów. Przede wszystkim kocha trzy motocyklowe segmenty: hipermocne nakedy, wygodne, duże turystyczne enduro oraz lekkie i zwinne jednocylindrowe supermoto, ale nie stroni od jazdy wszystkim co ma dwa koła. Przetestuje każdy sprzęt, a większość z testowanych motocykli chociaż spróbuje postawić na koło. Absolwent filologii polskiej na UW. Prywatnie pasjonat sportu, a w szczególności rowerów.

4 KOMENTARZE

  1. Przykre, ale prawdziwe. Już od dłuższego czasu przestałem przeglądać twarzo-książkowe grupy motocyklowe bo poziom treści, nie mówiąc o dyskusjach poraża. Najciekawsza dla mnie jest rosnąca niechęć i hejt pomiędzy poszczególnymi grupami. Sporty, adventure, 125-tki, harleye itd. Co raz mniejsze grupki wypowiadające się o innych z pogardą. Podziały, podziały, jak to zwykle w naszym kraju.

  2. Witam,
    1,5 roku zgodziłbym się z Tobą w 100%. Po tym jak przesiadłem się z MT07 na MT09 oczywiście zmieniłem grupę na portalu (jak go nazwałeś jedynym słusznym). Przedstawiłem się grzecznie, dzieląc się swoją radością posiadania nowego (salonowego) motocykla. Nie było w tym nic z przechwalania. Po prostu info co mam i cześć. Okazało się, że znalazły się osoby, które pojechały ze mną jak z furą kupy tylko dlatego że motocykl jest nowy i że w ogóle powinienem jeszcze podać adres gdzie stoi moto a na pewno mi go zwiną. Zrobiłem wówczas szybki przegląd jak to sobie właściciele 09 rozmawiają. Szyderstwo, ocenianie, wyśmiewanie słowem buractwo. Opuściłem forum. Jednak… życie mnie zmusiło, że zajrzałem tam po roku ponownie. Okazało się, że albo ludzie się zmienili albo hejt spotkał się z hejtem i go wyparł, albo Ci dobrzy stali się aktywniejsi. Mam jeszcze teorię, że buractwo jeździ teraz MT10. Jest dobrze, grupa służy pomocą, jest sporo młodych niedoświadczonych, którzy cieszą się z każdej porady. Póki co atmosfera jak nie w rodzinie. Tu odnoszę jeszcze wrażenie, że jest kilka aktywnych osób na poziomie, które dbają o standard wypowiedzi. Grupa ADV o której piszesz (domyślam się, że chodzi o niemiecki motocykl) jest BAAAARDZO popularna jak to w dużej grupie zawsze znajdzie się kilka osób nie wychowanych. Takich trzeba filtrować a czerpać z pozytywnych wyjątków, perełek. Ich wiedza, życzliwość, doświadczenie są nieocenione. Sam jestem 45 plus a wczytuję się w porady zdecydowanie młodszych ode mnie. Nie ukrywam czasami też filtruję……

    Pozdrawiam

    • Masz 100% racji. Widocznie ktoś się wziął za moderację grupy. Wywalił kilku szyderców, pieniaczy, spamerów. Zagroził reszcie, że z nimi będzie tak samo. To jednak sztuczny stan. Gdy nie mamy bata nad sobą, hulaj dusza, piekła nie ma… Zatem to co teraz tam opisujesz, to chwilowa utopia, a wnętrze jest takie, o jakie opisujesz ty sprzed 1,5 roku, czy ja teraz. Tak, grupę zgadłeś :)
      Pozdrawiam – Brzoza

  3. Do wczoraj podpisałbym się po felietonem baz wahania. Dziś sam mam ochotę napisać kilka niegrzecznych słów o ^&#$#@$# pielgrzymujących motocyklami, więc byłbym hipokrytą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY