Ostrzegam od razu — to nie będzie kolejna próba pogodzenia świata z jego oczekiwaniami. To raczej połączenie rozgoryczenia, obserwacji i zwykłej, zdrowej złości, której wielu z was w sobie nie dopuszcza, ale którą wszyscy gdzieś nosimy w głowie.
Teraz mamy pozasezonie, jesteśmy głodni jazdy, a więc i nasze banie stają się wylęgarnią pomysłów i myślenia życzeniowego na nadchodzące miesiące. Obiecujesz sobie wiele, że w tym roku to już na pewno: pojedziesz, zrobisz, skończysz, kupisz, odwiedzisz, wyjedziesz, przejeździsz całość, dokończysz… Niestety dobrze wiesz, że wszystkie te obietnice zderzą się gwałtownie z domowymi obowiązkami, potrzebami dzieci, drenażem kieszeni przez rodzinne wakacje i kolejny remont chałupy, jakże potrzebny dla zdrowia psychicznego twojej połówki… Możesz zaprzeczać, ale w głębi Tomka, Łukasza, Marcina czy innego millenialskiego osobnika wiesz, że będą kłopoty z dzisiejszymi obiecankami.
Coś jest nie tak…
![bol glowy Czy motocykl przestał być pasją, a jest obowiązkiem? Zmęczenie jazdą motocyklistów 40+ [Felieton w krzywym zwierciadle]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/04/bol-glowy-640x426.jpg)
Dodatkowo są jeszcze czynniki zupełnie niezależne od ciebie, bo świat się zmienia, pędzi i ciężko za nim nadążyć. Wczorajsze plany kolidują z dzisiejszą rzeczywistością. Siedzisz w domu, jest środek sezonu — lato w pełni, asfalt jak lustro, motocykl w garażu i nagle czujesz stres, dochodzi do ciebie, że coś jest nie tak. To świadomość, że motocykl to już nie jest wolność, nie jest moja własna bajka, tylko korporacyjna umowa złożona z kosztów, taryfikatorów, mandatów, groźby zabrania kwitów i wiecznych kompromisów między obowiązkami a zerwaniem się z domowego łańcucha zależności.
I zanim zaczniecie psioczyć, że „hej, życie jest trudne, normalna sprawa”, zatrzymajmy się tutaj na moment i zapytajmy — czy motocyklem nadal jeździ się dla przyjemności, czy dla uniknięcia kolejnego korka myślowego, ucieczki do tu i teraz, przeniesienia się na chwilę w świat fantazji…
Ceny, pieniądze i ta cała złota bańka

Kiedyś motocykl był marzeniem — potężnym, śmiałym, czasem lekko nierealnym marzeniem. Był furtką do pięknego świata wolności, braterstwa, odskocznią od kłopotów dojrzewania, ucieczką od obowiązków. Dziś, gdy masz już te 40 lat, motocykl staje się obowiązkiem, kolejną (nie)ruchomością do utrzymania. Stać cię już na spełnienie marzeń, więc kupujesz nówkę, która uzależnia się od twojej karty kredytowej, płacisz za nią czynsz — regularnie, bez zastanowienia, aż w końcu przestajesz się cieszyć samą jazdą, myśląc o tym, że jeśli na co dzień wybierzesz samochód, to drogi serwis przy 12 tys. km będziesz mógł zrobić dopiero w przyszłym miesiącu, a nie już zaraz, bo przecież zapisałeś Adasia na tenisa i nie masz wolnych trzech kafli.
Zaczynasz myśleć o motocyklach z lat twojej młodości. O sprzedaży elektronicznego cacka na gwarancyjnej smyczy i zakupie XX-a, KLR-a, czy GS-a 1200 i okazuje się, że to też nie jest idealne rozwiązanie. Świat poszedł na przód, posmakowałeś nowszych motków, bezpieczniejszych, z tymi wszystkimi systemami… Choć są ci one przecież do niczego niepotrzebne, to jednak jak już są, odpowiedzialność osobista (-Pamiętaj tylko nic sobie nie zrób na tym motorze, nie będę cię na basen sadzała – przed każdą przejażdżką czule o swym gorącym uczuciu do ciebie przypomina ci żona) nie pozwala ci ich wyłączyć. Dodatkowo coś szumi i stuka w silniku, trzeba wymienić. Musisz pamiętać żeby zamówić napinacz rozrządu, ślizgi, od razu też łańcuch, uszczelki i robić to samemu, czy oddać do serwisu, cholera… Dobra, zostawię to teraz, bo Adaś ma korepetycje z fizyki, to w przyszłym miesiącu się ogarnie. Może Marek pomoże, to zrobimy przy piwie w garażu, będzie taniej. Marek ma rozwód na głowie, a w garażu są jego rzeczy, bo się zaraz wyprowadza. Cholera. Coś się wymyśli – w przyszłym miesiącu.
Spojrzenie w lustro — czyli krzywe zwierciadło prawa drogowego w 2026 roku

Polskie przepisy drogowe 2026 to jak zbiór pragnień Obsztyfitykultykiewicza, Bastiana zresztą. Przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h nie tylko w mieście, ale i poza obszarem zabudowanym (na drodze jednojezdniowej), to zatrzymanie prawa jazdy na minimum 3 miesiące. Przyspieszenie spod świateł i koło idzie lekko w górę? 10 punktów karnych, mandat nawet 2500 zł i uśmiechnięty policjant informujący cię, że powinieneś się cieszyć, bo jakby zakwalifikował twój wyczyn jako niebezpieczny, to by zabrał ci lejce i dołożył kolejne 2500. Czyli co, nawet za bezpieczną gumę masz jechane… I nie — to nie jest narzekanie bo kiedyś było lepiej, tylko pytanie: czy faktycznie to jeszcze ta sama jazda, w której kiedyś się zakochałeś?
Teraz nie patrzysz na bezpieczeństwo własne i innych, teraz panicznie hamujesz przed każdym przejściem dla pieszych, żeby jakiś Bastian nie wrzucił filmiku, na którym jednak pieszy tam się zastanawiał z telefonem w ręku przy pasach.
Nerwowo obserwujesz prędkościomierz, aby na pewno ręka nie omsknęła się na trzypasmówce, na moście, bo to teren miasta i łapią jak w zabudowanym, a tu złośliwie postawili 60 km/h, żeby łatwiej i bezpieczniej było stracić prawo jazdy.
Teraz się dwa razy zastanowisz, zanim podczepisz się pod grupę motocyklistów jadących w tym samym kierunku co ty, bo przecież tam ich jedzie dziesięciu, to już jest grupa maksymalna przewidziana przez prawo…
Czego naprawdę brakuje motocyklistom po 40?

Zdrowia? Zdolności kredytowej? Umiejętności? A może zdolności majsterkowicza? Według mnie nie, według mnie brakuje nam wolnej głowy. Brakuje nam… luzu! Tego, by motocykl był nadal dla nas odskocznią od problemów, a nie ich generatorem. Jesteśmy odpowiedzialni, teraz nie tylko za siebie i kolegów podczas wspólnych wycieczek, ale też za tych, których zostawiamy w domu. To poczucie wielu z nas przytłacza. Nie umiemy się wyluzować, stajemy się niewolnikami negatywnych myśli, kontuzji kolegów (no przecież i tobie może się zdarzyć zerwanie ACL-a, a wtedy kto zawiezie Adasia do szkoły, przecież ja nie będę wszystkiego sama robić! – przypomina z uczuciem miłość twojego życia), finansowych zobowiązań.
Motocykl dla wielu z nas z sensu życia stał się przyzwyczajeniem, trochę obowiązkiem – no przecież nie sprzedam, bo Marek by się do mnie przestał odzywać, a mi byłoby wstyd jeszcze przed chłopakami z grupy.
Motocykl też przeistoczył się z fabryki adrenaliny w wytwórnię kortyzolu. Zapomnę się na chwilę i będzie mandat, zabrane prawko, wezwanie do sądu bo Bastian wysłał filmik, czy może krzywo ustawiona noga i zerwany ACL? Stajemy się z roku na rok za bardzo odpowiedzialni, a to zabiera nam przyjemność z jazdy…
Jak to zatrzymać?
![Znak drogowy stop Joshua Hoehne Unsplash Czy motocykl przestał być pasją, a jest obowiązkiem? Zmęczenie jazdą motocyklistów 40+ [Felieton w krzywym zwierciadle]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2023/06/Znak-drogowy-stop-Joshua-Hoehne-Unsplash-640x427.jpg)
I teraz na koniec cała łyżka miodu. Jeśli myślicie, że tak musi być, jak to opisałem, to jesteście w grubym błędzie. Jeśli w opisanej rzeczywistości znajdujecie siebie, to mimo wszystko może być dla was jeszcze ratunek. Wystarczy zmienić podejście, zmienić przyzwyczajenia i zaadaptować się do zastanych warunków. Wbrew temu co czytam w komentarzach, wcale nie uważam, żebyśmy mieli siłę sprawczą i jak wyjdzie kilkanaście tysięcy kierowców na ulice, to zmienią prawo – nie, prawo będzie coraz bardziej restrykcyjne, a my możemy:
- uciekać w teren, tam gdzie jeszcze nie ma panów w czapkach i wyżywać się na motocyklu walcząc z piachem, a nie z naporem wiatru
- bezcelowe kręcenie się wokół komina w starym stylu zamienić na kilka grubszych wyjazdów do krajów, gdzie jeszcze nam więcej wolno, a motocyklista nie jest na radarze ww. panów w czapkach
- dostosować swój motocyklizm do swojego stanu finansów, czyli nie zastawiać się, by się postawić, a raczej ułożyć sobie optymalny plan wydatków równoważący kupno maszyny, koszty paliwa, serwisu, akcesoriów, zostawiając spory budżet na… wyjazdy
- postawić twardo sprawę w domu swojej połówce – na zasadzie, że widziały gały co brały – to jest moje, muszę to robić i wrzutki odciągające mnie od motocykli nie maja sensu, a wręcz działać będą wprost odwrotnie proporcjonalnie
Nie jestem żadnym autorytetem

A teraz na koniec najgorsze – możecie całkowicie zignorować moje rady, bo ja nawet radzić wam nie powinienem… Moja żona mnie wspiera w tym co robię i pcha mnie wręcz do realizacji moich motocyklowych celów. Nie mam dzieci, a co za tym idzie takich jak większość z was obowiązków domowych. Dodatkowo motocykle są moją pracą – więc czasem nawet jak mi się nie chce jeździć motocyklem, to muszę – bo komuś obiecałem test czy prezentację motocykla czy akcesorium. Tekst ten nie jest więc poradniczy, a ma na celu wzbudzić w was autoanalizę i sprawić, że to co postanowicie zimą, wykonacie w sezonie – własnym sposobem. Zatem wiedz, że jeśli tylko chcesz, to pojedziesz, zrobisz, skończysz, kupisz, odwiedzisz, wyjedziesz, przejeździsz całość, dokończysz…

Dodajmy.
Wyjeżdżasz i zostawiasz mnie samą z dzieckiem przez trzy dni. Powiedziała żona która wróciła z drugich w tym roku tygodniowych wakacji solo za granicą.
Gdyby nie tragiczna dzietność, to chętnie napisałbym, co myślę o tych zrzędzących, wchodzących na głowę żonach i „miekkosuctwie” niektórych mężczyzn ;P
Kupiłem eMTB i mogę się wyzywać kolo domu, mam w dupie jazdę po trasach, jazda zgodnie z przepisami to nuda. Wyjazdy na pare dni do dzikich krajów ratują sytuację, tyle ze dzikie kraje są coraz mniej dostępne. Żyjemy w totalnie przeregulowanym świecie, w akcie totalnej bezsilności wobec bandytów drogowych karzą całe społeczeństwo…