Nagrania z wideorejestratorów stały się codziennością. Kierowcy chętnie wysyłają je do internetu, zwłaszcza gdy ktoś zachowa się agresywnie lub skrajnie niebezpiecznie. Problem w tym, że publikacja takiego materiału może mieć przykre konsekwencje – i to dla osoby, która film udostępniła. W pewnych sytuacjach „pirat drogowy” może pozwać autora nagrania, wygrać sprawę o naruszenie dóbr osobistych i wywalczyć spore odszkodowanie.
Kamera w aucie czy na motocyklu jest w Polsce legalna. Samo rejestrowanie zdarzeń drogowych nie narusza przepisów. Schody zaczynają się dopiero wtedy, gdy nagranie trafia do internetu – na przykład na popularny kanał „Stop Cham” albo do mediów społecznościowych. W tym momencie wchodzimy na grunt prawa cywilnego oraz przepisów o ochronie danych osobowych.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Publikacja to grubszy kaliber
Udostępniając film publicznie, możemy naruszyć czyjeś dobra osobiste. Chodzi przede wszystkim o wizerunek, dobre imię, cześć czy prawo do prywatności. Nawet jeśli dana osoba zachowała się skrajnie nieodpowiedzialnie, nadal podlega ochronie prawnej.

Jak informuje portal „Bezprawnik”, sąd może uznać, że publiczne napiętnowanie w internecie było działaniem nieproporcjonalnym. W praktyce oznacza to możliwość pozwu cywilnego przeciwko osobie, która film opublikowała lub przesłała do serwisu publikującego nagrania. Roszczenia mogą obejmować usunięcie materiału, publikację przeprosin, a także zapłatę zadośćuczynienia. Kwoty w takich sprawach potrafią sięgać kilkunastu tysięcy złotych.
A co z tablicami?
Wielu kierowców uważa, że wystarczy zamazać numer rejestracyjny i temat jest zamknięty. To nie zawsze prawda. Jeżeli na podstawie nagrania można zidentyfikować konkretną osobę – choćby przez charakterystyczne elementy pojazdu, miejsce zdarzenia czy inne detale – istnieje ryzyko poniesienia odpowiedzialności.

Polskie sądy generalnie uznają, że tablice rejestracyjne same w sobie nie stanowią danych osobowych w rozumieniu RODO, ponieważ nie pozwalają łatwo zidentyfikować osoby fizycznej bez dodatkowego dostępu do CEPiK i innych baz. Natomiast stanowisko Urzędu Ochrony Danych Osobowych wskazuje, że w określonych sytuacjach tablica rejestracyjna może stanowić dane osobowe. Osoba publikująca nagranie może więc zostać uznana za administratora danych osobowych, z wszystkimi wynikającymi z tego obowiązkami. W praktyce wszystko zależy więc od interpretacji przez sąd konkretnej sytuacji.
Lepiej na policję niż do internetu
Nagranie z kamerki może być wartościowym dowodem w postępowaniu o wykroczenie lub karnym. Przekazanie go policji czy sądowi to zupełnie inna sytuacja niż publikacja w internecie. Intencja „ukarania cwaniaka” lub ostrzeżenia innych użytkowników drogi nie zwalnia z odpowiedzialności. Prawo nie działa na zasadzie: skoro ktoś złamał przepisy, można bez ograniczeń pokazywać go w sieci.
Dlatego zanim wyślesz film do internetu, warto się zastanowić. Emocje na drodze mijają szybko, ale sprawa cywilna może ciągnąć się miesiącami – i kosztować znacznie więcej niż mandat dla bohatera nagrania.
