Nie, nie piszemy o geologii, choć będzie co nieco o naszych romansach z powierzchnią planety. Będziemy mówili o glebie, paciaku, szlifie oraz klasycznej wy#ebce. Sytuacja, która ewentualnie czeka prawie każde z nas oraz coś co wiele z nas już przeżyło. Nieintencjonalne i nagłe spotkanie z podłożem jest sytuacją, na którą warto być przygotowanym – zarówno mentalnie, fizycznie, jak i technicznie. Klasyfikacja gleb? Oto nasze 10 ich typów. Sprawdź, które zaliczyłeś.
1. Oj gleba, oj gleba… Co za pech!
Czy istnieje coś takiego jak pechowa gleba? Odpowiedź nie jest oczywista. Jakkolwiek możemy mówić o sytuacjach, w których winę ponosi inny uczestnik ruchu, którego działanie spowoduje naszą reakcję, tak w wielu innych przypadkach winni jesteśmy my sami. Roztargnienie, niedbałość czy nadmiar fantazji to rzeczy, które tkwią w nas samych i są przyczyną błędnych decyzji czy nieopanowanych odruchów. Najłatwiej jest powiedzieć, że miało się pecha. Niestety równie dobrze można uznać, że pechem była zła ocena w szkole lub niespodziewana ciąża… Ten ostatni przykład jest chyba najlepszy. W końcu w niektórych przypadkach jesteśmy zabezpieczeni jedynie w 99%…
2. Gleba parkingowa

Parkingówka to chyba najgłupszy ze wszystkich możliwych sposobów, w jakie można położyć motocykl. Niech podniesie rękę ten, który nigdy na równym podłożu i przy zerowej prędkości nie upuścił motocykla. Czasem rzeczywiście jest to wina śliskiej nawierzchni. Tak właśnie wyglądało to u mnie za pierwszym razem. Pojechałem do kumpla pochwalić się świeżutkim, nowiutkim i lśniącym Drag Starem 1100. Zjechałem do parkingu podziemnego, zatrzymałem się i motocykl sam się spode mnie wysunął. Barwy emocji w tym momencie były równie intensywne, co słownictwo jakiego pozwoliłem sobie użyć. Innym razem jechałem do pracy. Zaspałem nieco, więc się spieszyłem. Ponieważ zbiornik paliwa w moim ogromnym Intruderze 1500 był prawie pusty, zajechałem szybko na stację benzynową. Zatrzymałem się, zsiadłem i sięgając po pistolet dystrybutora usłyszałem spektakularne JEB! … oczywiście nie rozłożyłem kosy.
Honorowe miejsce wśród parkingówek w moim sercu ma oczywiście kładzenie wysokich i ciężkich turystycznych enduro (przede wszystkim do pełna zatankowanych GS-ów), które wychylą się poza coś co nazywam punktem P (od przepukliny) lub też kątem bez powrotu. Kto doświadczył, ten wie. Ta chwila napięcia. Te myśli galopujące przez głowę – „utrzymam… utrzymam… ch###, nie utrzymam!”. A weź to potem podnieś…
Wyświetl ten post na Instagramie.
3. Gleba obligatoryjna
Oj gleba obligatoryjna to jedna z tych nieprzyjemnych form spotkania z ziemią, która albo stanowi świetną anegdotę do gadki przy piwie, albo smutne epitafium. Występuje w tzw. sytuacji bez wyjścia, a każda z nich może wyglądać zupełnie inaczej. Wspomniany powyżej Drag Star 1100 dopełnił swego żywota, kiedy pewien miły pan postanowił wyjechać mi na spotkanie z drogi podporządkowanej. Wystarczyło zbyt mocno wcisnąć pedał hamulca, aby tylne koło Yamahy straciło przyczepność. Zaliczyłem wtedy tzw. lowside. Ja poleciałem w jedną stronę, a szorujący lewym bokiem motocykl roztrzaskał się o samochód, kompletnie demolując plastikowy przód Forda Focusa.
Niestety gleby obligatoryjne, gleby nie do uniknięcia to także nagłe zwroty i zmiany kierunku jazdy kończące się wizytą w pobliskich krzakach, na drzewie czy w przydrożnym rowie. Nie życzę nikomu, aby ktoś z was kiedyś musiał wyznaczać azymut wprost na betonową ścianę czy inny pojazd, bo to już jest hardkor.
4. Warunkowa
Bo przecież warunki drogowe również potrafią przyczynić się do nagłego spotkania z powierzchnią planety. Żwir, piasek, liście lub rozlany olej stanowią przyczynę wielu uślizgów, poślizgów i paciaków. Twojej ocenie pozostawiam, czy jest to pech czy też brak ogarnięcia po czym jedziemy. Osobiście szukałbym odpowiedzi gdzieś pomiędzy.
5. Gleba terenowa, która się nie liczy

Fakt, taka gleba się nie liczy. Po to się jedzie w teren, żeby robić dziwne i ekstremalne czasem rzeczy. Jako kierowca turystycznego enduro ze stajni BMW mam w sobie potrzebę częstego wyprowadzania mojego leciwego mastodonta na spacery w miejsca, gdzie z racji na wiek i przebieg żadnego z nas nie powinno być.
Wyświetl ten post na Instagramie.
Tłumaczę to treningiem przed wyzwaniami, jakie czekać mnie mogą w dalekich krajach. Prawda jest taka, że to kupa zabawy. Podnoszenie zaś motocykla z piachu, błota lub wyciąganie go z bagna to nie tylko przygoda, ale też fantastyczne ćwiczenie siłowo wydolnościowe.
6. Offroadowo – postojowa i z opóźnionym zapłonem
Ponieważ uwielbiam wszelkiego rodzaju biwaki, to wiem że czasami trzeba się gdzieś zatrzymać w lesie lub na polu. Nie ma nad czym się rozwodzić. Nie istnieje nic śmieszniejszego jak typ, który stara się zsiąść z motocykla, wcześniej na pewniaka rozkładając boczną stopkę, niestety prosto w jakąś dziurę, grząski piach lub opierając się o śliski kamień. Kiedy delikwent leży przygnieciony przez maszynę nie ma szansy uciec. Można go wtedy gromko obśmiać, by po chwili rozważyć pomoc w podniesieniu maszyny.
Kolejna rzecz, to te wszystkie gleby spowodowane przez zapadnięcie się nóżki bocznej motocykla w grząski grunt dopiero po jakimś czasie. To gleba z opóźnionym zapłonem. Było twardo, było stabilnie. Słowo klucz – było, bo już nie jest. Choć nie do końca. Sprzęt stabilnie leży na boku, raczej nic mu już gorszego nie grozi.
7. Atmosferyczna
Ten rodzaj gleby jest pochodną gleby warunkowej. Tutaj do położenia motocykla przyczynia się zła ocena pogody i stanu nawierzchni. Mokry asfalt potrafi być zdradliwy, zwłaszcza jeżeli jeździ się na nieodpowiednich oponach. W tym wypadku zdradliwe mogą się okazać potencjalnie niegroźne zakręty czy hamowanie przed światłami. Na szczególną uwagę zasługują jednak białe pasy oraz mityczna warstwa kurzu drogowego, który moknąc zamienia się w zmniejszającą przyczepność warstwę niewidocznego badziewia. Ten ostatni jest trochę jak obietnice wyborcze polityków – wszyscy o nich mówią, nikt nigdy nie zobaczył.
Niecały rok temu, testując GS-a 850, jechałem w deszczu i gradzie. Choć motocykl nie leżał, to pod tę kategorię pozwolę sobie podpiąć śnieg, grad i ewentualnie lód.
8. Popisowa

Brawura, szaleństwo, testowanie własnych umiejętności. Jakkolwiek na torze gleba treningowa nie jest czymś, czego należy się wstydzić, tak brawurowe pomknięcie ku ziemi podczas wykonywania dziwnych manewrów, dzidowania na drodze publicznej czy stawiania motocykla na koło w ruchu miejskim to kompletnie inny poziom. Niemniej jednak każdy przyzna, że świrowanie jest zwyczajnie zwiększeniem ryzyka, które byłoby mniejsze bez naszej pomocy.
9. Techniczna
Tutaj mówimy o grzechu zaniedbania. W żołnierskich słowach – wycieki oleju, płynu hamulcowego, blokada koła (z różnych powodów) lub uszkodzenie napędu. Nie jest to pech. Zaniedbanie maszyny, lub zbyt dalece posunięta prowizorka, zawsze stanowią oznakę braku rozsądku.
10. Głupia gleba, pechowa, niepotrzebna…
Do ostatniej kategorii zaliczamy wszystko, co chcielibyśmy nazwać pechem. Poza roztargnieniem i niedbałością jest brak doświadczenia oraz wyobraźni. Jak często zdarza ci się mieć sytuacje podbramkowe, kiedy myślisz – Ale mi się upiekło! Co jeżeli nie przewidzisz wszystkich ewentualności, zagapisz się, popełnisz błąd lub zwyczajnie zapomnisz się i… za bardzo odkręcisz. Nie ogarniesz i w rezultacie przestrzelisz zakręt, by zamiast na kolejną prostą pomknąć gdzieś w nieznane? Element głupoty znajdziemy praktycznie w każdej z powyższych dziesięciu kategorii.
——
Najważniejsze jest to, by zminimalizować ryzyko. Najlepiej wbić sobie do głowy, że coś takiego jak pech praktycznie nie istnieje. Prawie wszystko co robimy na motocyklu i z motocyklem zależy przede wszystkim od nas. Z tego względu należy zawsze być przygotowanym na wszelkie niespodzianki, jakie zgotuje nam droga. Trzeba być jak samuraj, który był codziennie gotowy na śmierć. Obniżamy ekstremum i codziennie szykujemy się na glebę.
Osobiście cyklicznie szukam, oglądam i analizuję filmy z wypadków. Te przykre kompilacje niosą ze sobą wiele informacji. Pokazują sytuacje, ewentualności i konsekwencje. Mocno otwierają oczy, właśnie dlatego, że (wrażliwe osoby) zwyczajnie przerażają. Ktokolwiek, kto posiada choć odrobinę oleju w głowie wyciąga z nich naukę. Cała reszta traktuje je jak rozrywkę czy powód do heheszków.
Jedyne czego pozostaje mi życzyć Tobie drogi Czytelniku, to wytrwałości w dążeniu do tego, aby minimalizować to ryzyko, nawet jeżeli lubisz balansować na krawędzi. Pomimo zimowej aury za oknem, sezon zbliża się wielkimi krokami!
