Wagoniki szczęścia
Wieczorem Praga łagodnieje. Ulice stają się spokojne, rozświetlone i mniej kontrastowe. Przechadzka nawet w upale nie wymaga od nas większego pośpiechu, bez kłopotu znajdujemy miejsce, gdzie można napić się piwa. Nasi znajomi, a dokładniej kolega Plecaczka z okresu studiów wyznacza nam miejsce spotkania na Placu Wacława.
To gigantyczna przestrzeń, którą wieńczy imponująca bryła Muzeum Narodowego. Cudowna kompozycja krajobrazu miejskiego! Udaje się nam spotkać i gospodarze podejmują decyzję, że idziemy do pałacu Fenixa. Brzmi intrygująco, a nawet egzotycznie. We wspomnianym budynku mieści się restauracja Výtopna, która powinna być obowiązkowym punktem programu dla turysty! Nie będę opisywał ile to razy kolejka, która obsługuje klientów podjeżdża pod nasz stolik z wypełnionymi wagonikami, bo nie ma się czym chwalić.
Najważniejsze, że gadamy pięć godzin i śmiejemy się za wszystkie czasy. W nocy żegnamy znajomych i korzystamy z ich porady, aby wsiąść w metro, a następnie przesiąść się w autobus. Wszystko się udaje i po 25 minutach jesteśmy już na ulicy Pilzeńskiej, skąd po chwili trafiamy do naszego hostelu.
Noc upływa spokojnie, a kolejny dzień zapowiada już trasę do Bawarii. W krainie białej kiełbasy mam ciocię, co nieco ułatwia planowanie wyjazdu. Z Pragi wyjeżdżamy później niż wcześniej zakładaliśmy, ale Plecaczek narzeka na kaszel, ból gardła i ogólnie jest zły, że jedzie na motorze w stanie wskazującym na pogotowie grypowe. Żegnamy Pragę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony kapitalne knajpki (Kaficko na Malej Stranie), a z drugiej koszmarna obsługa w hotelu. We wspomnieniach jednak najbardziej żywy pozostaje pociąg z trunkami.
Podróż do Bawarii mija względnie bezboleśnie, a zasypka nieco ułatwia nam zadanie. Pogoda wskazuje, że gdzieś zacznie kropić, na całe szczęście nic takiego nie ma jednak miejsca. Przejazd po czeskich pancernych drogach jest poprawny, dopiero w drodze powrotnej nieco inaczej spojrzeliśmy na to zagadnienie.
W Bawarii, a dokładniej w Dillingen pojawiamy się wyjątkowo późno, bo blisko 21, ale też warto zauważyć, że człowiek bez GPS nieustannie się gubi, choć też poznaje ciekawsze zakamarki. W Niemczech drogi są przyjemne, poza okolicą Norymbergi, gdzie trwa gigantyczny remont.
Czytaj dalej tutaj

Ciekawie napisana relacja z wyprawy motocyklowej. Autorzy mają niezłe pióro. Lekko i przyjemnie się czyta. Będzie cdn?
Minos – będzie kontynuacja w przyszłym roku. Wybieramy się na kolejne szalone wakacje, ale tym razem na V Stromie. Zapewne skorzystamy z gościnny motovoyagera, o ile będzie zainteresowanie ze strony redakcji.
Oczywiście, że będzie :-)
Ciekawa wyprawa, świetny motocykl :) Ale ten desperacki powrót aby tylko zdążyć na czas z oddaniem sprzęta moim skromnym zdaniem lekko ryzykowny. Trochę jakbyś dał w zastaw swój dom, a ew dzień opóźnienia miałby skutkować jego zajęciem przez mafię.
Szacunek dla pasażerki za przetrwanie( tym większy, jeśli w TDM była seryjna kanapa).
Nie planowaliśmy ryzyka, ale nieco namieszał nam hotel w Budapeszcie i sprawa zamykania granic. W TDMie była kanapa nieco inna niż ta seryjna. Pasażerka raczej nie narzekała. Pozdrawiamy
Swietna wyprawa i ciekawy opis. Gratulacje. Mnie chyba zabila by ta jazda rowerem na samo zakonczenie :) Wiele opisow wypraw, jak zauwazylem, zaplanowanych jest chyba bez brania pod uwage powrotu. Zbyt malo czasu planuje sie na trase powrotna i potem ludzie jada jak opetani przez dzien i noc. To powoduje stres i zagrozenie. W waszym przypadku to juz bylo male wiariactwo. Podziwiam twojego plecaczka za wytrzymanie tego wszystkiego :) Ja staram sie potraktowac powrot jako czesc wyprawy i planuje po drodze jakis nocleg i postoj. No ale, zeby do tego dojsc, to tez nieraz tak sie wracalo… Powodzenia przy nastepnych wyprawach.
Dziękujemy, wbrew pozorom planowałem dokładnie każdy dzień, ale choroby nas rozłożył :-). W tym roku będziemy już bardziej uważni. Pozdrawiamy