[sam id=”24″ codes=”true”]Po mojej pierwszej wyprawie, kiedy to odwiedziłem Rumunię, nabrałem apetytu na motocyklowe podróże. Postanowiłem kontynuować eksplorację Bałkanów i w 2014 roku wybrać się w kierunku Czarnogóry i Albanii.

 

Tekst i zdjęcia: Paweł Mączka, Kamil Czajczyński

W kwietniu na rozgrzewkę zaliczam 6-dniowy wypad do Chorwacji, a po powrocie zaczynam już konkretniejsze planowanie wrześniowego wyjazdu. Koncepcja pozostaje ta sama, jeśli starczy czasu w grę wchodzi dodatkowo Macedonia. W 14 dni powinienem się wyrobić. Pozostaje tylko znaleźć ekipę na wyjazd – tutaj jest lekki problem, gdyż towarzystwo z poprzedniego wypadu z racji spraw zawodowych i ograniczeń czasowych nie jest w stanie wyrwać się nigdzie na dwa tygodnie. Średnio widzi mi się jechać samemu, więc wrzucam temat wyprawy na fora motocyklowe i szybko udaje się znaleźć chętnych. Jak się później okaże bardzo pozytywnych ludzi. Ostateczna decyzja jest taka, że jedziemy w sobotę 30 sierpnia.

[sam id=”24″ codes=”true”]

Jako miejsce spotkania ustalamy Gliwice, gdyż każdy z nas ma mniej więcej podobną odległość do pokonania. Od siebie (Nowa Dęba, woj. podkarpackie) startuję sam o ósmej rano. Jadę trasą przez Mielec, po chwili zaczyna się lekki deszcz, a niebo przede mną nie wygląda najlepiej. Standard – myślę sobie – w kwietniu do Chorwacji startowałem w deszczu, pewnie teraz będzie podobnie, takie już moje szczęście. Dojeżdżam do Tarnowa i wbijam się na A4 w kierunku Gliwic. Po ok. 50 km przestaje padać, a w okolicach Krakowa już nawet przyjemnie grzeje słoneczko. Szybka kawka na stacji, sprawdzam, czy wszystko z kuframi ok i lecę dalej w kierunku Gliwic.

Ostry początek

Chorwacja
Chorwacja
Czas mam dobry, więc nie spiesząc się zbytnio tempem 120-130 km/h dojeżdżam przed 11. na stację, gdzie jestem umówiony z resztą ekipy. Po krótkiej chwili przyjeżdża z Warszawy Ola z Rafałem na GTR1400 oraz Kamil z Pleszewa na TDM850. Okazuje się, że Marcin z Asią (Tiger 800) z racji dopinania do ostatniej chwili spraw zawodowych, nie są w stanie dołączyć do nas na czas i dopiero około południa będą startować z Łodzi. Umawiamy się zatem na kontakt pod koniec dnia i ustalamy, że będziemy się łapać gdzieś na trasie.

Tankujemy. Pogoda póki co ok, więc odpalamy sprzęty i kierujemy się autostradą A1 w stronę czeskiej granicy. Jazda idzie sprawnie, tempo 130-140 km/h, po drodze w Czechach jemy obiad i jedziemy dalej w kierunku Wiednia, a docelowo do Grazu, gdzie mamy zaklepany nocleg. Przed stolicą Austrii zaczyna padać i niestety sytuacja nie zmienia się do samego Grazu. Po ok. ośmiu godzinach jazdy i 800 kilometrach jesteśmy w hotelu. Deszcz skutecznie uniemożliwia nam dłuższy wieczorny spacer po mieście, więc wyskakujemy jedynie na kolację do pobliskiego Subway’a i przy piwku w hotelu rozmawiamy planując kolejny dzień. Dostajemy info od Asi i Marcina, że dzisiaj dojechali do Wiednia, a jutro z samego rana jadą w kierunku Słowenii, więc aby nie komplikować sytuacji umawiamy się następnego dnia na spotkanie przy samej granicy.

magistrala Adriatycka
Magistrala Adriatycka
Po przebudzeniu pierwsze co patrzę za okno – na szczęście nie pada, jednak niebo wygląda tak, jakby w każdej chwili znów miało zacząć. Myśląc optymistycznie jemy śniadanie, szybko się pakujemy i ogarniamy sprzęty do dalszej drogi. Obok nas na hotelowym parkingu stoi czwórka Holendrów, którzy przyjechali w nocy ciągnąc swoje sporty na przyczepie za autem. Panowie ściągają maszyny i również zbierają się do drogi, mając w planach Słowenię i kawałek Chorwacji. Po krótkiej rozmowie życzymy im wszystkiego dobrego, po czym wbijamy się na nudną autostradę i jedziemy w kierunku granicy ze Słowenią. Zgodnie z planem spotykamy się z Asią i Marcinem, krótka rozmowa i jedziemy dalej przez Maribor w kierunku granicy z Chorwacją. Pogoda zaczyna się poprawiać, robi się coraz cieplej i generalnie czuć, że jesteśmy bliżej Adriatyku.

[sam id=”24″ codes=”true”]

Jedziemy fajnymi, bocznymi drogami tak, aby ominąć płatną autostradę, której jest około 70 km, a w zasadzie dystans do granicy z Chorwacją wychodzi taki sam. Słowenia mija szybko i robimy postój tuż po przekroczeniu granicy. Temperatura od momentu wyjazdu z Grazu skoczyła chyba o jakieś 10 stopni, a do tego mamy więcej słońca niż chmur, więc zaczynamy się lekko grzać. Chowamy do kufrów podpinki od kurtek i kierujemy się autostradą na Zagrzeb.

magistrala
Piękne widoki na Magistrali Adriatyckiej
Na wysokości miasta Karlovac zjeżdżamy na lokalną drogę nr 23, która prowadzi do miejscowości Senj położonej przy wybrzeżu. Jest to bardzo fajna, kręta i widokowa trasa, która biegnie momentami wzdłuż autostrady. Generalnie jeśli chodzi o dystans wychodzi na to samo, natomiast wrażenia z jazdy są niewątpliwie dużo lepsze. Słoneczko świeci, mały ruch, opony kleją się do asfaltu, więc po chwili jedziemy jak w transie, coraz odważniej pokonując kolejne winkle i podziwiając okolicę.

W pewnym momencie wyprzedzam Rafała i Olę, po czym stwierdzam, że profil zakrętu przede mną jest trochę inny, niż wyglądał jeszcze chwilę wcześniej, a i z prędkością chyba też lekko przesadziłem. Próbując desperacko złożyć się w zakręcie, wypadam z drogi i wjeżdżam na nierówne i kamieniste pobocze przy prędkości 80-90 km/h, niemalże ocierając się o bok skały. Jakimś cudem udaje mi się wrócić na asfalt, motocyklem rzuca na lewo i prawo. Po chwili łapię przyczepność i zaczynam ostre hamowanie, aby ledwo zmieścić się w kolejny zakręt. Staję w pierwszym nadającym się do tego miejscu aby dojść do siebie. Ola mówi, że już miała przed oczami mnie sunącego po asfalcie. Faktycznie, przez chwilę sytuacja była, można by rzec drastycznie, napięta niczym plandeka na przeładowanym żuku.

zatoka kotorska
Zatoka Kotorska

[sam id=”24″ codes=”true”]

10 KOMENTARZE

  1. „emeryten party”. Relacjonujący nie powinien pisać o swoich „off” doświadczeniach w Rumunii, bo się przykro robi. Jak przeczytałem tylko kawałek relacji o drodze, którą wszyscy w ten sam sposób pokonują omijając Słowenię to miałem wrażenie, że czytam relację „pojechaliśmy Vectrą do Chorwacji” (mało pasuje do doświadczeń motocyklowych). Generalnie dramat, przeczytałem tylko 2 strony

  2. konkretna wyprawa, Albania chodzi mi po głowie od dłuższego czasu i chyba w tym sezonie uderzę właśnie w tym kierunku. Mam pytanie apropo komentarza kolegi Daniela, nie wiem może ja trochę niedowidze z racji wieku, ale- gdzie w relacji jest info o wyprawie „off” po Rumunii( jak rozumiem chodzi o offroad) ? I Słowenii chyba nie ominęli z tego co jest napisane w relacji

  3. Fajna relacja, kawał drogi za wami. Tempo i przerwy na plażing i zwiedzanie idealne dla mnie.

    PS. DanielD chyba jakiś gorszy dzień? Każdy jeździ tak jak chce chyba, ze masz monopol na jedynie udane wyprawy. Jesli tak to mozesz na tej stronie dać poznać innym popełniając artykuł .

  4. Tak krótko napiszę, aby wyjaśnić dość ciekawy tok rozumowania kolegi Daniela i potwierdzić to, co napisał Bartosz. Wyprawa do Rumunii miała charakter typowo szosowy, celem było zaliczenie Transfogarskiej i Transalpiny oraz krótki wypoczynek nad morzem czarnym. Także nie mam pojęcia, skąd wywnioskowałeś, że było to doświadczenie ”off”( o ile chodziło o offroad). W przypadku wyjazdu do Albanii jechaliśmy przez Słowenię, co jest również opisane w relacji, także intryguje mnie skąd domysł, że ominęliśmy ten kraj. Zwłaszcza, że jechaliśmy lokalnymi drogami, a nie na zasadzie jak najszybszego przelotu przez autostradę. Tak czy inaczej, wnioskując po wpisie, zapewne masz bardzo bogate doświadczenie w wyprawach ”typowo” motocyklowych, odpowiednie dla nielicznej garstki prawdziwych globtroterów. Bardzo chciałbym zobaczyć chociaż jedną relację z Twojego wyjazdu, gdzie dowiemy się, jak wygląda prawdziwa motocyklowa wyprawa. W razie jest już gdzieś w necie- podrzuć link. Pozdrawiam.

  5. Ciekawy region, ciekawa relacja, przydałby się krótki filmik z gopro tego przejazdu w ulewie przez dubrovnik, aby uczulić początkujących motofanów, że nawet w chorwacji nie zawsze świeci słońce a zawsze trzeba być gotowym jadąc moto na różne warunki nawet w takim regionie. Pozdr

  6. A może Daniel to tylko motocyklowy bajerant erotoman weżmy i to pod uwagę nie przejmujcie się takimi komentarzami zazwyczaj najwięcej mają do powiedzenia ci którzy nic nie widzieli i nigdzie nie byli a śmigają tylko w koło komina jeśli nie to opis i foto jak kolega pozdrawiam obu.

  7. Być może, dlatego zawsze staram się na miękko podchodzić do podobnych komentarzy :) Pewne jest to, że wielu ma różne wizje i preferencje dotyczące podróżowania, często uzależnione od sprzętu, ilości czasu wolnego, warunków finansowych i składu, w jakim się jedzie. Jeden woli spędzić miesiąc tułając się samotnie po mongolskich stepach, jedząc tyrolską z puchy i śpiąc w namiocie i będzie uważał taki rodzaj turystyki za jedyny słuszny. Większość z nas jednak ma ograniczenia czasowe oraz finansowe i planując trasę musi oprócz tych dwóch aspektów uwzględniać również kwestię możliwości posiadanego sprzętu oraz preferencji uczestników wyjazdu.

    Początkowy plan uwzględniał powrót przez Macedonię oraz Rumunię, jednak głównie względy czasowe uniemożliwiły jego realizację. Może wtedy byłbym chociaż trochę bardziej Pro a tak to wyszło po emerycku ;)

    Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!