pt, 14 Maj 2021

Yamahą Super Tenere 750 z przygodami po francuskim odcinku TET!

-

Wychodzisz do pracy, w radiu słuchasz ilu zakażonych. Wracasz z pracy, słuchasz w radiu ilu uzdrowionych. Odpalasz Internet, dowiadujesz się o nowych obostrzeniach. Najchętniej rzuciłbyś to wszystko i wyjechał w Bieszczady. Tym bardziej, że na testy czeka nowy komplet ubrań motocyklowych od SECA… Tylko co tu zrobić, jak do Bieszczadów bez mała 2000 km i bliżej do wieży Eifla, Luwru, czy innych klimatów spod znaku żaby i ślimaka.

Tekst i zdjęcia: Michał Figurski

Na szczęście motocykliści wielu krajów połączyli siły i stworzyli TET, czyli szutrowo – asfaltową drogę, biegnącą przez całą Europę, noszącą nazwę TRANS EURO TRAIL.
Założenie było bardzo proste, droga miała prowadzić przez ogólnie dostępne odcinki szutrowo – leśne, przeplatane asfaltowymi dojazdówkami gorszej kategorii.
We Francji główny odcinek biegnie z północy na południe, a od niego odchodzi kilka odnóg, na wschód i zachód, które rozciągają się po same krańce kraju.

Moje przygody z TET zaczęły się w ubiegłym roku w okolicach miasta Clermont Ferrand.
Tu właśnie ta droga nabiera kolorytu. Robi się górzyście, co chwilę pojawiają się kamienne podjazdy, a błota w liściastych lasach, bądź powalone drzewa, są na porządku dziennym. Jak na ironię, miejsca takie wyśmienicie nadają się do podróżowania właśnie w okresie pandemii. Brak hotelu czy otwartej restauracji nie przeszkadza, a przynajmniej mniej doskwiera, gdy namiot i maszynka gazowa znajdują się na naszym wyposażeniu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez motovoyager (@motovoyager)

Gdy okazało się, że w okresie świątecznym, będzie można zaznać choć namiastki podróżowania, nie mogłem przepuścić takiej okazji. Czym prędzej zamówiłem nowy komplet opon i pozostało już tylko czekać.

Przyszły w dzień przed deklarowanym terminem. Piękne kostki na leśne kamienie i błota, pozwalające na całkiem fajną jazdę po asfalcie (rzecz jasna do momentu, gdy nie napotkają na pierwsze krople deszczu). Z wielką radością zabrałem się za wymianę, na pierwszy ogień poszła tylna opona i klocki hamulcowe, poszło gładko, więc ochoczo zabrałem się za podmiankę przodu. Niestety, w pewnej chwili usłyszałem charakterystyczne syknięcie powietrza uchodzącego z dętki, po przyszczypnięciu jej łyżką.

Ehh, na dziś koniec pomyślałem. Jutro po pracy kupię nową dętkę, spokojnie wymienię i na sobotę rano motocykl będzie gotowy. W piątek po pracy, gnając jak szalony, w ostatniej chwili zdążyłem do zaprzyjaźnionego serwisu francuskiej marki motocyklowej VOXAN po nową dętkę. Udało się, jest, więc teraz można już zabrać się do wymiany.

Z początku wszystko idzie dobrze, gdy nagle… znowu słyszę syk uchodzącego powietrza. Czasem fajnie, gdy sąsiedzi nie znają twojego języka i nie mają pojęcia co sobie tam krzyczysz w garażu. Oczywiście łatki, które 1000 razy przekładałem z miejsca na miejsce, zapadły się pod ziemię. Było zatem pewne, że nie wyjadę około 6 rano jak planowałem, tylko dużo, dużo później.

W sobotni poranek, gdy jedni mieli w kościele koszyczek do święcenia, ja miałem w garażu łatki do wklejenia. Jeszcze nigdy, żadnej gumy nie zakładałem z taką uwagą i koncentracją.
Nie usłyszałem przeraźliwego syknięcia, opona weszła na swoje miejsce. Mogłem więc spokojnie upchać dobytek na moto, przywdziać nowe ubrania i ruszyć w drogę. Dostałem do testów wyprawowy komplet tekstylny, składający się z kurtki X-Tour oraz spodni o tej samej nazwie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez motovoyager (@motovoyager)

Kilka godzin później, przełączałem już gps ze standardowej nawigacji Googla, na Osmanda który prowadzi po drodze TET. Dość szybko zaczęła zbliżać się godzina 19, czyli godzina, o której zaczyna obowiązywać zakaz poruszania się. Szukając miejsca na nocleg, zupełnie przypadkiem dotarłem do punktu, gdzie w ubiegłym roku zakończyłem ostatnią moją wycieczkę.

Piękne, malownicze miejsce na szczycie wzgórza, gdzie w dole pośród skał wije się rzeka Truyere, a kamienne zabudowania miasteczka doskonale wpisują się w górzysty, porośnięty lasami krajobraz, po prostu wymarzone miejsce na nocleg pod namiotem.

 

 

Tego dnia nawet nie rozpalałem ogniska, ponieważ po pierwsze wiał bardzo silny wiatr, a po drugie miejsce było dość mocno wyeksponowane i mimo, iż część zakazów została zniesiona, moja obecność w tym miejscu mogła nie spodobać się okolicznym policjantom.
Poza tym miałem jeszcze termos z gorącą herbatą, więc po prostu zrobiłem kilka zdjęć, nacieszyłem się chwilą i nastał czas na wejście do śpiwora.

W nocy temperatura spadła do 3 może 5 stopni poniżej zera. Nie było jakoś wyjątkowo zimno. Dopiero koło 4 nad ranem założyłem na siebie termoaktywną bieliznę, którą uprzednio włożyłem do śpiwora. I gdy myślałem, że tak odziany pośpię sobie do wschodu słońca, dała o sobie znać herbatka pita wieczorem. Niestety konieczne było opuszczenie ciepłego śpiwora i wyjście ze strefy komfortu. Radość, gdy byłem już z powrotem w śpiworze była ogromna.

Rano było rześko, ale bardzo ładnie. Cieszyłem się wschodem słońca, a palce marzły mi na aparacie i tylko perspektywa ciepłej kawy utrzymywała mnie przy życiu.

No i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w euforii, spowodowanej zdobyciem łatek, nie spojrzałem na to jaki pojemnik z gazem kupiłem. A kupiłem oczywiście nie współpracujący z moim palnikiem…

Pozostało więc jedynie rozpalić ognisko, znaleźć kilka kamieni, ustawić na nich menażkę i ugotować świąteczny barszczyk z białą kiełbasą. No i oczywiście kawę.

Wszystko poszło gładko. O dziwo kawa w kafeterce zrobiła się dość szybko i co najdziwniejsze plastikowa jej rączka nie stopiła się od ognia. Po takim świątecznymi śniadaniu mogłem spokojnie ruszyć w drogę.

Departament Cantal, do którego wjechałem to przede wszystkim dość rozległe, wysoko położone pastwiska i obszary leśne. Praktycznie zawsze wieje tam dość mocny wiatr i jest zimniej niż wszędzie wokół… czyli jak w Kieleckim, tylko nieco wyżej. Mimo to, różnorodność nawierzchni i krajobrazów rekompensowała temperatury. Motocykliści, którzy wytyczyli ten odcinek, wykonali kawał dobrej roboty.

Droga wciąż zaskakuje, nigdy nie wiadomo co będzie za kolejnym zakrętem i co ujrzymy wyjeżdżając z lasu, bądź dokąd zaprowadzi nas odcinek podrzędnego asfaltu, który tak na marginesie często prowadzi przez miasteczka, lub ich pozostałości, żywcem wyjęte z XVIII bądź XIX wieku.

Całą sobotę cieszyłem się tą różnorodnością. Piaski pośród pastwisk, szutry, trochę dróg wysypanych kamieniami, nie było jeszcze tylko błota i kałuż, aż przyszedł czas na tankowanie.

Przełączyłem gps na navi Googla, wklepałem najbliższą stację benzynową i jazda.
Jadąc lasem mignął mi przed oczami, jakiś znak o zalanej drodze, co wywołało jedynie uśmiech na mojej twarzy.

Banan na gębie był tym większy im głębsza była kałuża. Na szczęście droga dość twarda więc nie było obaw, że motocykl zakopie się w błocie.

I tak, gdy dźwięk powietrza uciekającego z przebitej dętki wywołuje zniechęcenie i nerwy, tak wyciszony odgłos motocykla w wodzie wywołuje tylko pozytywne emocje. Nawet nie zauważyłem, że na brzegach leżał jeszcze lód. Tereska bez problemów pokonała kałuże, które sięgały lekko powyżej przedniego koła.

O dziwo, gdy zszedłem z motocykla, by zostawić plecak na brzegu, maszerowałem w spodniach w wodzie powyżej kolan. Spodnie jak najbardziej zdały egzamin. Wewnętrzna membrana spowodowała, że woda nie przedostała się do środka, a przynajmniej niezbyt wysoko.

Na stacji benzynowej już całkiem spokojnie wylałem wodę z butów i zacząłem myśleć o takim miejscu na nocleg, bym spokojnie mógł wysuszyć spodnie i buty. Po kilku kilometrach jazdy dość dużą drogą krajową, w jednym z miasteczek, zjechałem na drogę gorszej jakości. Po mojej prawej stronie była rzeka, a na jej drugim brzegu, miejscowi ludzie robili porządki na miejscu, gdzie bardzo dawno temu znajdował się młyn wodny. Na pierwszy rzut oka było to idealne miejsce na nocleg, zapytałem więc czy pozwolą mi rozbić namiot, rozpalić ognisko, żeby wysuszyć siebie i dobytek. Oczywiście zgodzili się i dali nr telefonu na wypadek jakby policja chciała sprawdzić czy właściciel terenu wie o mojej obecności.

Zacząłem więc rozkładać moje rzeczy chwilę po tym właściciele odjechali. W ostatniej chwili zrezygnowałem jednak z tego miejsca. Miasteczko było zbyt blisko, a ognisko byłoby zbyt widoczne z drogi. I o ile jadąc motocyklem byłbym w stanie wytłumaczyć policji jakiś cel mojej podróży, o tyle namiot i ognisko w tym miejscu, ciężko byłoby podciągnąć pod odbieranie członka rodziny po okresie świątecznym. A to był jeden z niewielu powodów, dla których można było opuszczać miejsce zamieszkania. Zebrałem zatem z powrotem piknikowe zabawki i pojechałem dalej.

Tuż przed godziną policyjną jadąc przez niedużą wioskę, zobaczyłem w jednym z gospodarstw dość dużą grupę ludzi, grali w bule na skraju bramy posesji. Podjechałem nieco bliżej. Na mój widok jeden z graczy wyszedł na środek drogi, zatrzymał mnie. I oświadczył, że dalej nie pojadę, obowiązkowo muszę wnieść opłatę za przejazd.
Zapytałem, ile? Oświadczył 10 euro. Z radością odpowiedziałem, że płacę 15 o ile pozwolą mi rozbić namiot na ich posesji i rozpalić ognisko.

Motocyklem zimą pod namiot? Mroźne testy sprzętu biwakowego!

Wszystkiemu z balkonu przyglądała się dalsza część biesiadujących. Gdy usłyszeli, że jestem motocyklistą i szukam miejsca na nocleg zaprosili mnie na wspólne apero.
I tu zaczynają się schody. Mój polski akcent zazwyczaj nie pozostaje niezauważony, a francuskie apero bywa dłuuugie i często w takich wioskach prowadzi do odciny. Jakież zatem było zdziwienie, gdy okazało się, że polski motocyklista nie pije, a na apero poszedł z litrem, ale jogurtu…

Po kilku szklaneczkach – jogurtu i innych soczków, o rozbijaniu namiotu i kolacji przy ognisku nie było nawet mowy. Impreza rozkręciła się w najlepsze, a my gadaliśmy troszkę o obostrzeniach covidowych, ale przede wszystkim o endurowych klimatach. Człowiek, który zagrodził mi drogę, był oczywiście motocyklistą i to doskonale znającym wszystkie okoliczne trasy enduro.

Po jakimś czasie większość imprezowiczów rozjechała się do domów, pozostał tylko gospodarz Andre i jego córka z mężem. Zjedliśmy kolację, endurowy motocyklista był już na mocnej rezerwie, zresztą ja też marzyłem już tylko o tym, aby się położyć i czy to pod namiotem, czy w łóżku nie miało znaczenia.

Tym razem jednak było to spanie w pokoju. Pokoju, w którym czas zatrzymał się w latach 60. Wielkie łóżko, gruba pierzyna, wzorzyste tapety na ścianach i suficie. Po całym dniu spędzonym na moto wszędzie śpi się doskonale – tak było i tym razem.

Nad ranem obudziły mnie odgłosy gospodarza krzątającego się po domu. Zjedliśmy razem śniadanie, podczas którego zadzwonił zięć Andre i pytał jak się spało i którędy będę jechał z powrotem. Jako tubylec polecał trasę wzdłuż elektrowni wiatrowych, ale wciąż podkreślał, że Tenera to na asfalt, a nie na te trasy. Tymczasem, w garażu, ładowała się moja Yamaha, bo pod wpływem zaproszenia na apero zostawiłem włączone światła. Aku niestety padło. Wypiliśmy jeszcze pożegnalną kawę i ruszyłem przed siebie.

Jeżdżąc drogami szutrowymi, nigdy nie planuje dotarcia do jakiegoś konkretnego miejsca.
Tak też było w lany poniedziałek, ostatni dzień wycieczki. Z tej okolicy asfaltem do domu miałem jakieś 200 km, czyli według map googla około 3 godzin.

Plan na dzień był więc prosty – jazda krzakami do takiej godziny, by spokojnie dotrzeć do domu przed godziną 19, czyli przed rozpoczęciem godziny policyjnej. Policja zapowiadała wtedy, że od poniedziałku właśnie, od godziny 19, będą wzmożone kontrole.
Jechałem więc lasami – często na wysokości zdecydowanie powyżej 1000 m n.p.m. i mijałem zapowiadane elektrownie wiatrowe.

Nie żeby było nudno, ale TET wytyczono tu bardzo szybkimi odcinkami enduro , a ja nie miałem sumienia katować tylnego zawieszenia Tenery, choć aż prosiło się o odrywanie kół od podłoża.

Biwak w lesie, nocowanie pod namiotem, tarpem legalne w Polsce? Tak od 1 maja!

Jak każdego poprzedniego dnia, również teraz nie mogłem się nadziwić, jak doskonale wytyczono ten odcinek TET. Wydawał się wręcz idealny dla kogoś, kto zaczyna zabawę z jazdą poza asfaltem. Było co prawda kilka miejsc, gdzie początkujący motocyklista mógłby mieć nieco kłopotów, ale to zaledwie kilka krótkich podjazdów.

Gdy zbliżała się godzina 16 i miałem już kończyć jazdę w terenie, spojrzałem na navi – piękna leśna droga po dużych kamieniach… no dobra jeszcze tylko ten jeden kawałek i do domu. I jak to zwykle bywa, to było o ten jeden kawałek za daleko.

Twarda, leśna, kamienista droga skończyła się w miejscu, gdzie zrobiono dość dużą wycinkę lasu. Maszyny drwali “doskonale” urozmaiciły teren. Nie było już twardo i kamieniście, tylko rozjeżdżony piach z dość dużymi luźnymi kamieniami. Widziałem i wiedziałem, że szanse na wyjechanie pod górę są nikłe. Ale jak to? Wrócić tak do domu nie próbując. Nie taka nasza natura. Dobra, próbuje… Może gdybym zdjął bagaże i pewniej rozpoczął najazd, udałoby się. Zabrakło jakieś kilkanaście metrów. Tuż przed końcem podjazdu przednie koło zaczęło uciekać do góry. Odpuściłem nieco gazu. Szlag…

Podniesienie 240 kilogramowej Teresy z bagażami jest zdecydowanie ponad moje siły. Szczególnie gdy leży pod górkę. Odwiązałem więc torby z motocykla leżącego na boku i kombinuję. Niestety klamka sprzęgła była na tyle mocno zgięta, że poddała się zupełnie po kilku sekundach. Zjechałem więc motocyklem w miejsce, gdzie mogłem założyć torby i pokonany poszedłem po dobytek pieszo.

W tym czasie podjechał jakiś człowiek na quadzie, który widział z góry jak zbieram siebie i motocykl po glebie i podjechał zapytać czy wszystko ok? Ze mną i Teresą było wszystko ok. Motocykl był co prawda bez sprzęgła, ale poza tym reszta wydawała się działać.
Droga prowadziła lekko z górki, więc bez problemu Tereska ruszyła bez sprzęgła. Plan był taki, że dojadę do jakiejś cywilizacji i tam zacznę kombinować coś z zastępstwem dźwigni. Ewentualnie będę jechał do pierwszego koniecznego zatrzymania, a to oczywiście przyszło niespodziewanie szybko. Jak się później okazało oprócz klamy sprzęgła, dętka w tylnym kole również zakończyła żywot.

Kompletnie już wówczas zluzowany, postawiłem Teresę, odwiązałem torby (które kilka minut temu zakładałem) i zabrałem się za wymianę dętki. W głowie huczała mi tylko jedna myśl: skoro w pięknych warunkach garażu udało się za trzecim razem, to za którym razem uda się tu w lesie? Niestety Mitas 09 to świetna guma, ale nie do zmiany.

Na szczęście trzy łyżki podkładane jedna pod drugą, klucze podkładane pod rant felgi i 1000 innych, magicznych trików i zaklęć przyniosły pożądany efekt. Udało się nie usłyszeć niemiłego dla ucha syknięcia, od którego to zaczynała się ta wycieczka i którym w zasadzie mogła się skończyć. Nawet nie patrzyłem czy opona prawidłowo weszła na miejsce. Nie daj boziu żebym teraz jeszcze wpadł na pomysł poprawiania. Pozostawało jeszcze sprzęgło.

Na szczęście konstruktorzy Tenery przewidzieli taką sytuację i jeden z płaskich kluczy idealnie wchodził w miejsce, gdzie wpina się linkę w wysprzęglik. Pozostało jeszcze tylko jakoś go tam zamocować, ale do tego izolacja i drucik wystarczyły…

Ciekawa była nowa procedura ruszania:
– najpierw ssanie, by moto dostało trochę obrotów,
– prawa ręka zamiast na gaz ciągnęła sprzęgło,
– lewą trzymałem kierownicę,
– wbicie biegu,
– prawa ręka ze sprzęgła na rolgaz
– lewa zwalnia ssanie…
A dalej już tylko słuchanie silnika i 200 km na tym radosnym patencie

I gdy już mknąłem sobie rewelacyjnym asfaltem, wciąż nie mogąc się nadziwić jak to możliwe, że kostka tak fajnie trzyma w zakrętach. Nagle poczułem, że jednak coś nie zadziałało. Zatrzymałem się – tylne koło znowu bez powietrza… To była taka chwila, kiedy już nawet się nie denerwowałem. Spojrzałem tylko na zagajnik za rowem i wyobraziłem sobie jak dzwonię do kolegów z pracy z tekstem “przyjedźcie po mnie, stoję tu i tu ,za rowem przed zagajnikiem”.

Na szczęście okazało się, że to jedynie zaworek od dętki odmówił współpracy. Szybkie pompowanie mini kompresorem i mogłem już mknąć do domu.
I tak z trzygodzinnym opóźnieniem zakończyłem świąteczną wycieczkę na TET Francja…

Figur jeździł w:

Kurtka Seca X-Tour

Spodnie Seca X-Tour

Buty Seca Nexus

Rękawice Seca Tourismo 3

 

Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas treści nastawionej jedynie na kliki, która nie wnosi niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

1 KOMENTARZ

  1. Gratuluję wyprawy😁 miło poczytać takie przygody jak siedzi się w pracy za biurkiem… Na szczęście patrzę patrzę za okno a tam stoi mój Trampek 600… i wiem że po tym artykule wsiadam na motocykl i zamiast 15 min wracając asfaltem pojadę 60 min szutrami… Oczywiście w domu dostanę opierdol od żony gdzieś ty był… Pozdrawiam i życzę więcej takich przygód (bez łapania kapcia oczywiście)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Prawdziwy przyjaciel podróży. Suzuki V-Strom 650/XT Travel Pack Edition [test, opinie, dane techniczne, cena]

W podróży najlepiej sprawdza się zaufany przyjaciel. Ktoś, kto nie zawiedzie, dotrzyma kroku oraz pomoże dotrzeć do celu z uśmiechem na twarzy. Postanowiłem sprawdzić,...

Wyraźny wzrost sprzedaży motocykli w Polsce w kwietniu 2021 roku

Niezmiernie cieszyć może fakt, że Polacy coraz chętniej kupują swoje dwa kółka, a jeszcze bardziej, że znacznie rośnie liczba zarejestrowanych nowych motocykli. Wobec tego...

Braking – marka wybierana przez mistrzów nareszcie dostępna w Polsce

Układ hamulcowy jest podstawowym elementem każdego motocykla. Pozornie banalny, ale tak naprawdę niezwykle istotny i skomplikowany, zwłaszcza w sportowych jednośladach. w wyczynowych maszynach kluczowe...

Na 60-lecie firmy Brembo powstał specjalny, podświetlany zacisk hamulcowy [VIDEO]

Tak naprawdę to nie wiem po co, nie wiem dlaczego i nie wiem jak. Faktem jest jednak, że firma Brembo obchodzi w tym roku...

Czym jest scrambler? Co to za motocykl? Czym się charakteryzuje [Benelli, Ducati, Triumph]

Dawno, dawno temu, kiedy na rynku motocyklowym nie było jeszcze takich podziałów, a motocykl miał być przede wszystkim uniwersalnym pojazdem, służącym do przemieszczania się...