Bieszczady na deser
Żegnam Bułgarię i zajeżdżam do Rumunii – Piotrek z Kielc, którego poznałem na początku drogi gorąco polecał mi Transalpinę – a skoro jest po drodze to dlaczego nie. Przeprawa jest trudna, bo drogi wąskie i mnóstwo tirów. Wreszcie mam drogę, widzę nawet kilku kolesi na motocyklach, w oddali w górach chyba burza – ale trzeba jechać. Transalpina rzeczywiście znacząco ciekawsza niż Transfogaraska, jednak znowu na samym szczycie chmury i niewiele widać.
Po drugiej stronie przełęczy pasterz przepycha swoje owce przez drogę. Ma ich chyba ze dwa miliony – facet wygląda jak wycięty z starego czarno-białego filmu, ubrany w kożuchy, w wielkiej czapie, wokół niego kręci się kilka wielkich psów. Macham mu i dalej… Zrozumiałem ile jeszcze muszę się jeszcze nauczyć jeśli chodzi o jazdę motocyklem. Nagle wyprzedza mnie dwóch kolesi na GS 1200, droga mokra, a oni zapieprzają, więc jak oni dają radę, to ja też. Kurcze – mam jednak lęki – na wodzie nie potrafię się tak kłaść. Ci małolaci jechali chyba o 50% szybciej ode mnie, a ja bałem się wykładać po zakrętach. Cała przeprawa przez Transforgaraską to około 4,5 godziny. Jest hotel, jest wioskowa knajpka i jest piwo.
W zasadzie to mógłby być ostatni dzień mojej podróży, ale przed powrotem do Krakowa postanawiam jeszcze odwiedzić Bieszczady. Wieczorem jestem więc w Ustrzykach Górnych – trzy i pół dnia temu wyjechałem z Batumi w Gruzji, a teraz jestem już w Polsce i tu właśnie łapie mnie pierwszy i ostatni deszcz w mojej podróży.
Około 14.00 dojeżdżam do domu. Na liczniku 78348 km. W ciągu 21 dni zrobiłem 10795, przez dwa dni nie jeździłem – to daje średnio około 560 km dziennie, 9-11 godzin w siodle. Około 500 zdjęć, pond 10 godzin filmu. Najdroższe paliwo w Turcji ponad 8 zł, najtańsze w Gruzji/Armenii nieco ponad 3 zł. Spalanie średnio 5,7, ale w Gruzji zeszło mi do 5,2.
Dzisiaj wiem, że założyłem sobie zbyt ambitny plan, za dużo kilometrów dziennie odbiło się na kosztach noclegów – przyjeżdżałem do miejscowości za późno i nie miałem ani możliwości ani siły znalezienia czegoś tańszego. Tylko jeden nocleg pod namiotem i może 4-5 po uczciwej cenie. Koszty jedzenia też niemałe z tego samego powodu. Drugi problem drogi to temperatura i dolegliwości z nią związane.
Ja swój plan wykonałem, przetestowałem siebie i sprzęt przed Magadanem – teraz trzeba się powoli pakować do nowej drogi…

Fajna wyprawa,ciekawie napisana.
Dobrze napisana relacja super lektura przed sezonem,
Lewa I do przodu;)
Super – 3mam kciuki za następne wyprawy :-)
no to zdrowia i szczęścia na Trakcie Magadańskim i „autostradzie” kołymskiej.To również mój target do którego powoli się przygotowuję.Chętnie przeczytam relacje.
Wow przystojniaku;) Jestem pod wrazeniem!!!!
Super relacja, dzięki. Właśnie myślę o Gruzji i Armenii.
A na Magadan jedziesz też sam? oze kompletu jesz ekipę? Pisał bym się. 😎
SZACUN! Planujemy cos takiego w sierpniu przez Ukraine