Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

-

– Tylko wróć, zanim się ściemni… Gdy mama kończyła wypowiadać to zdanie, my byliśmy już za drzwiami wyjściowymi naszego mieszkania. Cały świat czekał na odkrycie. Każdy miał swoje tajemne zakamarki. Miejsca, w które mieliśmy nie chodzić, bo za daleko, bo niebezpiecznie. I te miejsca były najlepsze. Może właśnie wtedy stawaliśmy się podróżnikami.

Tekst i zdjęcia: Michał Figurski

Gdy byłem dzieckiem podwórko 100 metrów dalej było dla mnie niczym drugi koniec Polski. Dopiero gdy dostaliśmy rowery, świat nieco się skurczył. Osiedle obok było już w zasięgu. Pojawiali się nowi znajomi. Były stłuczone kolana, ogniska i pieczone ziemniaki. Nie mówiliśmy rodzicom, że byliśmy za torami. Bo tam przecież samemu nie wolno było chodzić.

I tak czas leciał. Rowery zamieniliśmy na motorowery. Nie musieliśmy już być w domu po zmroku. Już nie tylko osiedle obok, ale i drugi koniec miasta był w zasięgu.
Ogniska były dłuższe i już nie tylko z pieczonymi ziemniakami. Żaden rodzic już nie wiedział co działo się za torami…

Co wytrwalsi zamienili motorowery na motocykle. Niektórzy jeszcze chwilę jeździli na ogniska, inni jeździli do sąsiedniego miasta, a jeszcze inni zapomnieli całkowicie o dwóch kołach. Ja byłem niestety, a może i na szczęście, właśnie pośród tych, którzy odstawili motocykle na rzecz innych życiowych uciech…

O kokainie i złamanej stopce, czyli samotne Maroko motocyklem

Idę pojeździć, wrócę tuż po zmroku

Teraz sam tak mówię, zamykając drzwi z kaskiem w ręku i aparatem w plecaku.
Jadę wtedy zwykle w okoliczne góry, poczekać na złotą godzinę, czyli tak naprawdę te kilkanaście magicznych minut, gdy dzień dobiega końca, a słońce chowa się gdzieś daleko. Świat wtedy nabiera zupełnie innych kolorów… Po takiej sesji wracam do domu zwykle, gdy jest już ciemno.

W jeździe nocą po górskich drogach jest coś szczególnego, to jakby lot awionetką. Gdy reflektor, niczym sztuczny horyzont w samolocie, pochyla się na każdym kolejnym zakręcie, wydobywając z mroku wciąż zmieniający się kawałek lasu. Oświetla tylko to, co niezbędne.

Tylko, że teraz zamiast lasu, widzę na zmianę skały, resztki asfaltu, dziury w drodze, bądź -co najgorsze – nicość! A nicość to przepaść.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Jadę z prędkością 30 km/h. I rozumiem dlaczego w Midelt, gdy tankowałem motocykl, pytali mnie, czy jestem geologiem. Kilka godzin później stałem jak wryty patrząc na grę kolorów ziemi, nie spodziewałem się, że kiedyś w ogóle zobaczę coś takiego…

Potęga natury w czystej postaci

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Ziemia, skały, piach, w wszystko to w kolorach od jasnożółtego, poprzez beż, fiolety, do ciemnego brązu. Poukładane idealnie warstwami, jedna na drugiej.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Miliony lat życia naszej planety na jednym obrazku. Na żywo. Widoczne plasterek po plasterku, pofałdowane, powykręcane.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Takie chwile uświadamiają mi, jak niewiele znaczymy jako ludzkość. Ciężko wtedy zdecydować czy skupić się na robieniu zdjęć, czy chłonąć obrazy własnymi oczami.
Nie pamiętam, jak długo zjeżdżałem w dół. Nie pamiętam, ile pokonałem kilometrów. Pewnie niewiele, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Nic nie muszę , nie mam jasno określonego celu, jadę i cieszę się każdą chwilą. To, co widzę, zostanie na długo w mojej pamięci, na zawsze. Ten krajobraz to wisienka na torcie dnia dzisiejszego, nagroda za trudy poranka.

Bakszysz

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Europejczyk podróżujący po marokańskiej prowincji jest łakomym kąskiem dla każdego napotkanego na drodze małolata. Machają, wyskakują przed koło, robią wszystko, by tylko się przy nich zatrzymać. Jestem bogaczem, więc mogę podzielić się drobnymi, słodkościami, czy, jak w tym przypadku, chociaż paliwem. Młodzieniec otrzymawszy ode mnie datek w postaci dwóch litrów benzyny był wyraźnie ucieszony.

Samotna podróż przed zmrokiem

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Wioski w Maroku nocą mają specyficzny klimat, gdyż nie ma w nich żadnego oświetlenia publicznego. Jechałem tak więc przez mroczną osadę, w stronę najbliższego hotelu.
Nie spodziewałem się, że uda mi się zanocować, jak zwykle lubię, na prywatnej posesji.

Nagle w oddali zobaczyłem nieco więcej światła. W otwartych drzwiach domu siedział mężczyzna, plecami oparty o futrynę. Czytał książkę, a wokół niego panowała kompletna ciemność.

Podjechałem, zgasiłem motocykl, zdjąłem kask. Mimo tego, iż wiedziałem, że jadę w dobrym kierunku, a do hotelu w tym tempie mam jeszcze kilkadziesiąt kilometrów, czyli ponad dwie godziny. Postanowiłem upewnić się, że dobrze jadę, ale liczyłem na to, że nieznajomy pozwoli mi rozbić namiot obok swojego domu. Jego odpowiedź była zgodna z moimi oczekiwaniami, a on niespodziewanie zaproponował mi nocleg w domu. Upierałem się, że rozbije namiot i będę spał w namiocie, niestety nie było o tym mowy. Dris, tak miał na imię mój gospodarz, wytłumaczył mi, że nie ma takiej możliwości, aby obcy spał na terenie wioski tam, gdzie mu się podoba. Jedyne rozwiązanie to u niego i u jego brata w domu. Oczywiście zgodziłem się.

Nocleg w wiosce w Maroko? To nie takie proste, jak mogłoby się wydawać…

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Najpierw gospodarz zadzwonił do najważniejszego w wiosce i zapytał, czy będę mógł spać u niego. Gdy ten zgodził się, schowaliśmy motocykl do komórki, a to wymagało demontażu kufrów. Motocykl musiał być schowany.

Okazało się, że mój nowy kolega i jego brat są nauczycielami. Mieszkali niesamowicie skromnie – w jednym pomieszczeniu były materace, na których spali, drugie, jakby przedpokój, był jednocześnie kuchnią. Toaleta była jednocześnie prysznicem.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Gospodarz zapraszając mnie jednocześnie mnie ostrzegł, że brat może mieć grypę. Ale był to jakiś drobny szczegół. W czasie gdy ja przygotowywałem się do spania, obok w kuchnio-przedpokoju bracia przyrządzali kolację. Co prawda nie lubię soczewicy, ale za to zawijaski mięsne wyglądały rewelacyjnie. Nie należy wybrzydzać, gdy ktoś dzieli się ,wszystkim, co w danej chwili ma. Zjadłem więc brązowe kuleczki, a na deser zawijaski.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Egzotyczny przysmak wyglądał rewelacyjnie na talerzu, ale pochodził na pewno od wiejskiego rzeźnika, którego sanepid każdego europejskiego kraju zamknąłby korespondencyjnie. Gdy wziąłem pierwszego kęsa, słowo egzotyka nabrało nowego znaczenia. Zawijaski były mięsem baranim, dość mocno sezonowanym, przez co miało bardzo specyficzny zapach i smak. Mój organizm kompletnie nie był na nie przygotowany. Zawijaski rosły w ustach z każdą sekundą. W innych okolicznościach przyrody nie zjadłbym tego, ale tutaj byłoby to mocnym nietaktem.

Obudziliśmy się dość wcześnie. Musiałem przygotować motocykl i spakować się zanim rozpoczęły się lekcje. Szkoła była niezwykle skromna, jak one wszystkie na marokańskich prowincjach. W naszych kryteriach ciężko nazwać to szkołą. Ot budynek, w którym mieszczą się dwie klasy, to wszystko.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Oczywiście motocykl przed szkołą wzbudził zainteresowanie uczniów.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Chwilę postudiowałem mapę z podopiecznymi Drisa.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Wspólna fotka z moim gospodarzem

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

i ruszyłem dalej, wspominając zawijaski, kolory ziemi, gościnność nauczycieli. Poza zawijaskami chłopaki zupełnie nieświadomie podzielili się ze mną czymś jeszcze. Ale o tym dowiedziałem się dużo, dużo później, płynąc promem w kierunku Hiszpanii…

C.D.N.

Maroko motocyklem, czyli kolory pustyni i ludzka gościnność…

Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas treści nastawionej jedynie na kliki, która nie wnosi niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Jaki kask na motocykl adventure? Nowość 2023, szczękowy Schuberth E2! [ video, cena, carbon, ranking najbezpieczniejszy]

Niemiecki Schuberth to producent przywiązany mocno do dobrych rozwiązań. Producent, który nie wypuszcza nowości co sezon, informując małym druczkiem, że nowy kask, to tak...

Jaki pokrowiec na motocykl na zewnątrz, zimę, motor z kufrem, wodoszczelny, plandeka Lidl, OLX, Oxford, Moretti

Dobry pokrowiec na motocykl to absolutny must have dla wszystkich, którzy trzymają swoje cacko pod chmurką, ale nie tylko dla nich. Czym się kierować...

Skuter należący do Valentino Rossiego sprzedany – pieniądze zasilą fundację pomagającą dzieciom z autyzmem

Yamaha Giggle 50, która używana była przez Rossiego podczas wielu europejskich rund MotoGP, trafiła na aukcję w szczytnym celu. Pieniądze pochodzące ze sprzedaży przekazane...

Z cyklu jak to jest zrobione – produkcja baków motocyklowych przy minimalnej liczbie narzędzi…

W krajach dalekiego wschodu ludzie muszą sobie radzić tym co mają - czyli często praktycznie niczym. Nie ma tam skomplikowanych wycinarek cnc, drukarek 3D...

Protest motocyklistów w Londynie – władze chcą, aby kierowcy jednośladów płacili za parking

W Londynie wybuchły protesty motocyklistów zaraz po ogłoszeniu decyzji rządzących, którzy chcą, aby kierowcy jednośladów również uiszczali opłaty za parking. Czy kolejne europejskie miasta...