Kiedy zaczynamy zagłębiać się w temat systemów bagażowych przeznaczonych dla motocykli o tradycyjnych kształtach, w których estetyka gra bardzo ważną rolę, zazwyczaj trafiamy na produkty być może ładne, ale zazwyczaj mało praktyczne, a przede wszystkim o niewielkiej pojemności. A co jeśli zamierzamy wybrać się naszym (neo)klasykiem w dalszą podróż i chcemy zabrać więcej rzeczy? Albo zgniły kompromis, np. w postaci rollbaga, albo… torba SW-Motech z serii Legend Gear. Najlepiej ta największa, model LR5.
Potrzeby i poszukiwania, które zaprowadziły mnie do wejścia w posiadanie pełnego zestawu Legend Gear, opisałem dosyć szczegółowo w poprzednim artykule, o magnetycznym tankbagu LT3.
Króciutko – jako redaktor Motovoyagera w tzw. sezonie przeskakuję z motocykla na motocykl i nierzadko wybieram się testówkami w dłuższe trasy. Są one czasem wyposażone we własny system bagażowy (głównie motocykle adventure), ale najczęściej dostaję egzemplarze golutkie, przy czym nie zawsze są to nakedy. Mam oczywiście zawijane wodoszczelne torby, tzw. rollbagi, które użytkuję od lat, ale mają one kilka wad, wśród których jest dosyć paskudny wygląd. To oczywiście żaden argument dla wytrawnego podróżnika międzykontynentalnego, ale już dla użytkownika dopieszczonej, lśniącej chromem maszyny w typie klasyka, zaczyna to być ważne. U mnie dodatkowo dochodzi kwestia sesji zdjęciowych i filmów – przecież wszyscy lubimy oglądać ładne, spójnie wyglądające motocykle, nawet kiedy pełnią rolę objuczonych turystyków, prawda?

OK, tankbaga już znacie, przejdźmy na tył. Tutaj zdecydowałem się na dwie torby, większą i mniejszą, w zależności od długości wyjazdu i moich potrzeb. Zacznę od większej. SW-Motech Legend Gear LR5 to torba o pojemności 52 litrów, wykonana z połączenia sztucznej skóry i wytrzymałego materiału tekstylnego w kolorze grafitowym. Ma klasyczny, ale też bardzo uniwersalny wygląd. Świetnie leży zarówno na totalnych stylistycznych „skamielinach” w typie Royali Classic, jak i na bardziej nowoczesnych maszynach, takich jak Triumphy Modern Classics (Bonneville i kumple), BMW R nineT, Moto Guzzi V7 i V85 TT, Ducati Scrambler i masa innych. Założyłem ją również na bagażnik BMW R 1300 RT i też nie wyglądała jak ciało obce, a wręcz przeciwnie. Jest to więc bardzo uniwersalny model.

Walory praktyczne
Torba LR5, podobnie jak jej popularny poprzednik LR2, ma kształt banana, który postanowił zostać zapaśnikiem. Taki typ krępy-zagięty. Środkowa część stabilnie opiera się na kanapie pasażera lub na bagażniku, a boki torby delikatnie schodzą w dół, dzięląc przestrzeń wewnętrzną na trzy główne części. Oczywiście dosyć umownie, bo w środku jest tylko jedna duża komora. Dodatkowe, wąskie kieszenie znajdują się po bokach oraz w podwójnym „wieku” torby.

Całość jest naprawdę przemyślana i daje spore możliwości przewozowe. Oczywiście jak zawsze zachęcam do segregowania bagażu tematycznie do mniejszych toreb, kosmetyczek i woreczków.

Torba SW-Motech Legend Gear LR5 jest przyjemna w noszeniu, mimo że w pełni zapakowana może być dosyć ciężka. Ma dwa wygodne uchwyty w górnej części, a gdy mamy wolną tylko jedną rękę, możemy ją podnieść pojedynczym uchwytem od strony oparcia pasażera. Można także odkupić albo dobrać z posiadanych w domu pasek na ramię – są na niego odpowiednie zaczepy.

Warto wspomnieć, że wnętrze torby wykończone jest jasnobeżowym materiałem, dzięki czemu łatwiej odnaleźć potrzebne nam rzeczy, nawet w ciemnym otoczeniu. Na górze, na froncie i z tyłu mamy dodatkowo paski systemu MOLLE, które ułatwiają dopięcie kolejnych elementów bagażu, np. namiotu czy mniejszych toreb i sakw.

Świetne w użytkowaniu jest to, że ta torba SW-Motech ma usztywnione ścianki i nie traci kształtu nawet wtedy, gdy jest pusta. Z rollbagami często jest taki problem, że przewożony w nich bagaż „ubija się” w czasie jazdy, trzeba non stop kontrolować naciąg pasków zabezpieczających, bo torba zaczyna przesuwać się po kanapie czy bagażniku. Nie mówiąc już o tym, że wygląda jak rozjechany jeż.

Zamykanie i montaż
Parę słów o tym, co decyduje czy nasza torba jest przyjacielem w podróżniczej codzienności, czy raczej upierdliwcem, z którym trzeba stale walczyć. Oczywiście tego typu rozwiązanie bagażowe nie jest tak wygodne w użyciu jak np. twarde kufry, które otwieramy i zamykamy jednym ruchem, a zawieszanie i zdejmowanie ich ze stelaża również zajmuje tylko chwilę. Nie ma tu jednak również dramatu.

Najpierw montaż i zabezpieczanie na motocyklu. Wraz z torbą otrzymujemy cztery długie paski z pętelkami, które musimy zamocować w czterech pewnych punktach na naszej maszynie. Akurat w moim V-Stromie 650 nie był to problem, bo różnych uszek i rurek tworzących zamknięte pętle jest tu cała masa. Są jednak motocykle z bardzo gładkim i obłym tyłem, na których może być to utrudnione. SW-Motech ułatwił sprawę, dorzucając dwie pętelki na parcianych paskach, które można łatwo przykręcić za tablicą rejestracyjną, zyskując dwa stabilne punkty. Z przodu da się zazwyczaj ogarnąć temat w okolicach setów pasażera.

Kiedy cztery paski montażowe są już zabezpieczone na motocyklu, trzeba je przeciągnąć przez samozaciskowe klamry po po obu stronach torby, a następnie wyregulować jej położenie i dociągnąć całość tak, żeby była sztywna. Paski są naprawdę długie i zostaje ich spory zapas, który należy zwinąć w wielokrotne „S” i zabezpieczyć skórzanymi obejmami z rzepem, żeby nie wkręciły się w koło. Jest to trochę uciążliwe, jeżeli często zdejmujemy torbę z motocykla. Można sobie ułatwić sprawę, przycinając paski na odpowiednią długość. Jak tego jednak nie zrobię, bo przecież nie wiem, na jaką maszynę trafię następnym razem.

Zamykanie głównej komory przebiega dwuetapowo: najpierw zamykamy pierwsze wieczko z suwakiem, a następnie drugie, zabezpieczane zwykłymi „klamro-haczykami”, które przewlekamy przez materiałowe pętle. To nie jest trudne, ale czasem trudno poradzić sobie jedną ręką.

Torba Legend Gear LR5 wyłożona jest od spodu gumopodobnym materiałem, który pewnie utrzymuje ją w miejscu. Może się zdarzyć, że po ułożeniu na kanapie pasażera jakiś kawałek torby będzie dotykał plastików i z czasem je porysuje. Aby temu zapobiec, producent daje w komplecie duży arkusz bezbarwnej folii samoprzylepnej, którą możemy zabezpieczyć narażone na zadrapania fragmenty motocykla.

A jak w czasie deszczu?
W przypadku tej torby producent nie zdecydował się na zewnętrzną nakładkę przeciwdeszczową. Prawdopodobnie przez obecność pasków mocujących, które mogą rozchodzić się w różnych kierunkach, trudno byłoby ją zabezpieczyć od spodu przed zwianiem. Dlatego w torbach z serii Legend Gear działa to inaczej. Dostajemy wewnętrzne worki wodoszczelne, kształtem idealnie dopasowane do poszczególnych modeli toreb. W przypadku LR5 jest to taki właśnie „bananowy” worek, zawijany od góry. Wypełnia główną komorę idealnie co do centymetra i jest zabezpieczony przed przesuwaniem kilkoma paskami z rzepem.

Zewnętrzna część torby niestety moknie. Chociaż materiał tekstylny jest gruby i zaimpregnowany, to z czasem na pewno wpuści trochę wilgoci. Dlatego w zewnętrznych kieszeniach lepiej nie trzymać przy złej pogodzie rzeczy, którym woda szkodzi.

Ile to kosztuje?
W przypadku produktów SW-Motecha cena nigdy nie jest okazyjna, ale są to produkty warte większego wysiłku finansowego. Jednorazowego, bo przecież nawet jeżeli zmienimy motocykl na inny, ta torba z nami zostanie – w przypadku kufrów nie bywa już tak łatwo. Model SW-Motech Legend Gear LR5 kosztuje 1549 zł. Możecie go znaleźć w punktach sieci Dobre Sklepy Motocyklowe.

Podstawowe zalety tej torby to duża pojemność, klasyczno-nowoczesna stylistyka i przyjemność z codziennego korzystania. Ona po prostu dopełnia każdy motocykl, czyniąc z niego eleganckiego turystyka. Jest również bardzo wygodna w czasie przenoszenia i używania jej na noclegach.

Trzeba się trochę nagimnastykować przy montażu i otwieraniu/zamykaniu, ale to po prostu cecha tego typu bagażu. Zabezpieczenie antykradzieżowe też jest dużo słabsze niż w przypadku twardych kufrów zamykanych na klucz. Tutaj potrzebna jest decyzja, na ile idziemy w styl, a na ile w „pojazd pancerny”.

Cała seria SW-Motech Legend Gear sprawdza mi się znakomicie i dobrze uzupełnia twarde kufry DUSC w moim prywatnym Suzuki V-Stromie. Czekam na kolejny sezon i następne wyjazdy na klasykach. Bo przecież każdy motocykl jest z gruntu turystyczny.
