I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej
I pora na pierwsze zaskoczenie: mimo zastosowanego V-twina o sporej pojemności Intruder ma dość słaby dół. Nieco werwy nabiera po sporej chwili, lecz później zaczyna się bajka, czyli dokładnie to, czego oczekuję od potężnej widlastej dwójki. Po chwili przyzwyczajenia do specyfiki silnika, wyciskam z Intrudera siódme poty – w wyższym zakresie obrotów to naprawdę bardzo dynamiczna bestia.

Prawdziwa frajda i dobre wibracje czekają jednak dopiero po opuszczeniu metropolii. Mimo nadwagi i rozmiaru bliższego ciężarówce niż motocyklowi Intruder fantastycznie się prowadzi. Zakręty to prawdziwy żywioł tego motocykla, choć w ciasnych winklach trzeba włożyć w złożenie trochę siły, a wygodne podesty lubią wtedy przytrzeć asfalt.
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
Komfort, który spodobał mi się kiedy po raz pierwszy usiadłem na tym motocyklu potwierdza się w trasie. Kanapa jest dobrze wyprofilowana, a położenie kierownicy i podestów zapewnia prawidłową, ergonomiczną pozycję ciała.
Bezpośrednio przekłada się to na brak szczególnego zmęczenia nawet po wielu kilometrach trasy. Podobne wrażenia zgłasza także pasażer, choć jego kanapa jest stosunkowo niewielka.
C1500T jako rasowy turysta powinien świetnie sprawdzać się także na autostradzie. Po części tak właśnie jest – ogromna niczym płachta torreadora przednia szyba bardzo dobrze chroni przed naporem wiatru. Niestety – powyżej 130 km/h pojawiają się denerwujące wibracje, które odbierają frajdę z podróży.
[sam id=”21″ codes=”true”]
Do rozwijania prędkości przekraczających dozwolone na autostradach większości państw Europy zniechęca brak szóstego biegu, który odruchowo chciałoby się wrzucić. Nagrodą jest za to niskie spalanie – podczas testu Intruder spalił średnio poniżej 6 l/100 km.
W słoneczny dzień przeszkadza niezbyt dopracowany wyświetlacz LCD, który jest całkowicie nieczytelny. Przy prędkościach autostradowych wychodzi również na jaw efekt uboczny szerokiego zbiornika paliwa – rozstawione kolana trzeba dość mocno dociskać do baku. Przy dłuższej podróży powoduje to ból mięśni przywodzicieli.
