Żagiel w trasie
W trasie zestaw radzi sobie bardzo dobrze, choć zupełnie nieaerodynamiczny kształt kufrów działa jak żagiel i wymusza ograniczenie prędkości. Ostrzeżenie przed rozwijaniem zbyt wysokiej prędkości widnieje chyba także w instrukcji obsługi, ale nawet bez tego zapisu jazda powyżej do 120 km/h to zły pomysł.

Bez zarzutu jest natomiast wodoodporność kufrów. Nawet złośliwe polewanie ich wodą pod ciśnieniem nie spowodowało zmoknięcia zawartości. Bardzo spodobały mi się także dołączone do testowego zestawu akcesoria TraxGear – w szczególności niewielka torba mocowana do spodniej strony pokrywy. To znakomity pomysł na uporządkowanie drobiazgów, które zawsze giną w czeluściach przepastnego kufra.
Do dyspozycji jest jednak więcej przydatnych w trasie gadżetów – pojemnik na wodę, niewielki kanister, stolik i torba mocowana na górze kufra.

Po blisko 20 tysiącach kilometrów, podczas których towarzyszyły mi kufry SW-Motech doceniłem ich odporność na świat zewnętrzny. Nie myślę tylko o pogodzie – kilka gleb nie zrobiło na nich większego wrażenia. Nie licząc oczywiście delikatnych wgnieceń, rys i odłamanych plastikowych detali.
Rzadko zdarza mi się podróżować z kuframi aluminiowymi, jednak gdybym miał wybierać, bez wahania zdecydowałbym się na zestaw SW-Motech Trax Adventure. Głównie dlatego, że łączy w sobie pożądaną wyprawową solidność i elegancki industrialny design, który znakomicie podkreśla „przygodowy” charakter motocykla.
Niestety – największą wadą zestawu Trax Adventure jest bardzo wysoka cena. Za 3000 złotych, które trzeba na nie wydać można mieć dwa zestawy od dobrego rzemieślnika. Czy warto przepłacać? Tak, jeśli styl jest bliski twemu sercu. Oprócz niego nagrodą będzie oczekiwana wysoka jakość.


















