Teżyzna pożądana
Czas zabrać Road Glide na jurajskie zakręty i dziury – sprawdzona wielokrotnie pętla po Parku Krajobrazowym Orlich Gniazd w każdym motocyklu boleśnie obnaża niedostatki stabilności, komfortu czy skuteczności hamowania. Szybkie naprzemienne zakręty rozwiewają jednak wszelkie obawy – Road Glide skręca i to z wielką gracją. Nawet głębsze złożenia nie ujawniają braku stabilności. Motocykl nie ma wyczuwalnego punktu, w którym „wali się” w zakręt. Aby się złożyć wystarczy delikatny przeciwskręt lub pochylenie. Tylko do wyprostowania trzeba użyć kolana – samo dodanie gazu nie wystarcza.
Pewien problem sprawiają ciężkiemu sprzętowi ciasne zakręty i manewry przy minimalnej prędkości. Wielka, szeroka kierownica utrudnia precyzyjne dozowanie (nieregulowanego) sprzęgła przy maksymalnym skręcie. Klamka pracuje ciężko, więc do operowania nią potrzeba naprawdę sporo siły.
Sporą niespodzianką są wyposażone w fabryczny ABS hamulce. Choć do ich skuteczności nie można mieć żadnych zastrzeżeń, dozowalność nie była wartością, którą konstruktorzy w ogóle brali pod uwagę. Na początku skoku motocykl delikatnie zwalnia, mocniejsze ściśnięcie prawej klamki też nie zapewnia fajerwerków. Żeby skutecznie się zatrzymać, na przykład przed nagle zapalającym się czerwonym światłem, muszę użyć siły równej ściskowi szczęk bulteriera.
Wszystkie te zmagania z modelem Road Glide nie zniechęcają jednak do jazdy. To zdumiewające, że mimo licznych denerwujących drobnostek podróż tym motocyklem wciąż dostarcza ogromnej frajdy, daje poczucie odpływania w świat alternatywny, tchnie prawdziwą wolnością. Road Glide jest jak wielki muzyczny hit – na początku cię nie zachwyca, ale z każdym kolejnym odsłuchaniem odnajdujesz w nim nowe, wspaniałe emocje i znaczenia. Z czasem staje się on tak bliski, tak twój, że tworzysz z nim jedną całość, prowadzi cię.
Taki właśnie jest Road Glide – z początku twardy, ciężki i gruboskórny, daje się poznać jako dobry partner i z przyjemnością oddajesz się w jego ręce pozwalając by cię prowadził. Jak twój osobisty imperator.

…cóż można by rzec ? ano Harley od zarania był i jest maszyną której niemal obligatoryjnie już wybacza się, albo wręcz trzeba wybaczać błędy i wpadki w przeciwieństwie do całej reszty innych marek nawet najbardziej sytuowanych,- i niech tak pozostanie, w końcu jest największą z legend świata motocyklowego. Mowa o tym co podoba mi się u Amerykanów najbardziej -mianowicie : swoisty konserwatyzm, jak blisko wiek temu wynaleźli zapalniczkę ZIPPO tak po dziś dzień produkują ją niezmiennie z ogromnym powodzeniem podczas gdy inni upchaliby w niej pozytywki, latareczki oraz inne elektroniczne podobne gówna, jak w podobnym okresie stworzyli okulary RayBan Aviator tak po dziś dzień robią i sprzedają je z podobnym powodzeniem, inni powciskali by już poliwęglany, plastiki, kamerki itp.itd. – i można by tak w nieskończoność… . Chodzi o to że rzeczy dobre to rzeczy proste mające z założenia służyć temu do czego zostały stworzone, nie zaś przekombinowane i „ulepszone” do granic możliwości nie wiedzieć po co i dlaczego. Z Harleyem jest podobnie, choć wymogi rynku i ekologii powoli nieubłaganie wkradają się do firmy z Milwakue wymuszając pewne odstępstwa od tego o czym pow. ,to jednak na dzień dzisiejszy jest to w dalszym ciągu jeszcze konstrukcja mająca na celu takie nie inne poruszanie się, z taką nie inną szybkością, możliwością hamowania czy wyprzedzania ponieważ taka jest mentalność jej konstruktorów a tej nie da rady zmienić od tak, w przeciągu dziesięciolecia czy dekady :) … .