Sezon 2026 był dla Katarzyny „Jadźki” Polańskiej pełen emocji, wyzwań i lekcji, których nie da się nauczyć z książek. Były dobre momenty, ale były też upadki, ból, uszkodzony motocykl. Trudne warunki pogodowe, awaria samochodu i chwile zwątpienia. Były również podia, walka do ostatniego okrążenia i drugie miejsca w klasyfikacjach końcowych.
O tym, co wydarzyło się na torze, jak wracała po trudnych momentach, jak ogromną rolę odegrali jej trenerzy i dlaczego ten sezon był dla niej tak ważny, rozmawiamy z Jadzią po zakończeniu sezonu.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Jadziu, jak podsumowałabyś sezon 2026?
To był zdecydowanie jeden z bardziej wymagających sezonów w mojej dotychczasowej przygodzie z motocyklem. Było dużo nauki, dużo pracy, ale też momenty, z których jestem naprawdę dumna. Nie wszystko poszło tak, jak sobie zakładałam, ale właśnie te trudniejsze sytuacje nauczyły mnie chyba najwięcej.

Sezon zaczął się od pierwszej rundy w Słomczynie. I od razu nie było łatwo.
Zdecydowanie. Już podczas wolnych treningów uślizgnął mi się przód i zaliczyłam glebę. Na szczęście Hermes bardzo szybko odbudował motocykl, więc udało się wystartować i nie musieliśmy wycofywać się z zawodów.
Wstałam, pozbierałam się i chciałam dalej jechać. Nie chciałam, żeby jeden upadek odebrał mi pewność siebie. W pierwszym wyścigu udało mi się utrzymać pozycję startową w szybszej grupie, więc byłam zadowolona, chociaż oczywiście pozostał niedosyt. W drugim wyścigu popełniłam już taki trochę „błąd ucznia”. Na szczęście uczę się na błędach.
Następnego dnia pogoda pokrzyżowała wszystkim plany. Spadł śnieg i zawody zostały odwołane. Myślę, że była to dobra decyzja, bo warunki były naprawdę trudne.

Później, podczas jednego z treningów w Słomczynie, doszło do zderzenia z zawodnikiem, który ściga się w mistrzostwach świata. Co się wtedy wydarzyło?
To było podczas innego terminu, niezwiązanego z pierwszą rundą zawodów. Trenowaliśmy w Słomczynie podczas wolnych treningów i doszło do zderzenia z zawodnikiem, który na co dzień ściga się w mistrzostwach świata i w tym czasie trenował w Polsce.
To było naprawdę mocne zderzenie. Uderzenie było na tyle duże, że motocykl został poważnie uszkodzony, podobnie jak mój kask. Naprawdę zdrowo przywaliłam o ziemię. Sam widok motocykla po takim zdarzeniu jest bardzo przykry. Człowiek zaczyna się zastanawiać, co dalej i czy uda się wrócić do jazdy na takim poziomie, na jakim chce.
To musiało być trudne nie tylko fizycznie, ale również psychicznie.
Zdecydowanie. I właśnie wtedy do mnie dotarło, jak ważny jest mój zespół trenerski – TrackDayTrener i Hermes Racing. Hermes odbudował nie tylko motocykl, ale przede wszystkim mnie po tym upadku. Potrzebowałam kogoś, kto powie „Dobra, stało się. Teraz robimy wszystko, żeby wrócić”. I dokładnie to zrobiliśmy.

Strach gdzieś się pojawia, bo jesteśmy tylko ludźmi. Ale nie chciałam, żeby strach decydował za mnie. Wiedziałam, że jeśli chcę się rozwijać, muszę przepracować to w głowie i wrócić na tor. Motocykl można rozebrać, wymienić uszkodzone elementy i zbudować ponownie. Z głową jest trochę trudniej.
Po takim zdarzeniu trzeba odbudować zaufanie do motocykla, do siebie i do tego, że można znowu pojechać szybko. I właśnie wtedy najbardziej doceniłam to, że nie byłam sama.
Biłgoraj – weekend, który zaczął się od awarii samochodu
Kolejna runda w Biłgoraju również zaczęła się nietypowo.
To chyba jedno z największych szaleństw tego sezonu. Mieliśmy w tym samym weekendzie zawody Moto3 w Biłgoraju oraz moje Supermoto w Bydgoszczy. Niby nie do zrobienia, ale stwierdziliśmy: „Robimy!”
Plan był prosty – w sobotę pojechać dwa wyścigi w Biłgoraju, a następnie w niedzielę ruszyć do Bydgoszczy na Supermoto. Tylko że ten wyścig zaczął się dla nas dużo wcześniej niż pierwszy trening.
Wyjechaliśmy późno po pracy. Około 100 kilometrów od Warszawy samochód odmówił współpracy. Wywaliło cały płyn chłodniczy – dolewamy, a on od razu wycieka. Wyglądało to na uszkodzoną pompę. Laweta, telefony, powrót do domu i szybka analiza sytuacji. Na szczęście udało się znaleźć przyczepkę i samochód z hakiem. Szybkie przepakowanie, bierzemy tylko najpotrzebniejsze rzeczy i ruszamy ponownie. Pierwszy wyjazd według harmonogramu był o 8:30, a my wjechaliśmy na tor o… 7:46.

Czyli praktycznie prosto z drogi na start?
Dokładnie. Szybki rozładunek, przygotowanie motocykla. Udało się nawet przez około 20 minut podgrzać opony. Po całej nieprzespanej nocy praktycznie od razu stajemy na starcie. W pierwszym wyścigu dodatkowo zaliczyłam falstart i dostałam karę 10 sekund. Tego już nie dało się odrobić. Później śmialiśmy się, że zostałam „królową startu”.
Drugi wyścig pojechałam już bez błędów, ale było jasne, że plan z Bydgoszczą przestaje mieć sens. Byliśmy totalnie zmęczeni. Trener odpuścił swój start w Bydgoszczy, zostaliśmy więc w Biłgoraju i pojechałam niedzielny wyścig długodystansowy – czyli dokładnie to, co lubimy najbardziej.
I oczywiście niedziela również nie mogła być spokojna.
Oczywiście, że nie! Tuż przed startem zauważyliśmy pękniętą dźwignię zmiany biegów. Do wyścigu zostało około 30 minut. Była szybka diagnoza, nerwy i walka z czasem. W ostatnich minutach udało się naprawić i wymienić dźwignię, choć nie wszystko chciało się odkręcić tak, jak powinno. Trzeba było użyć szlifierki.

Rzutem na taśmę stajemy na starcie. Start był całkiem dobry, choć straciłam jedną pozycję i jechaliśmy dalej. Pod koniec wyścigu pojawiła się szansa na wyprzedzanie. Próbowałam zaatakować, ale zawodnik skutecznie zamknął drogę. Zostało jeszcze jedno okrążenie. Na przedostatnim zakręcie podjęłam kolejną próbę, złożyłam się pod rywala, wyprzedziłam go i wskoczyłam na 3. miejsce.
Jak zakończył się ten szalony weekend?
Finalnie skończyłam go z 2 miejscem w klasie SST 300 Kobiety, 3 miejscem w SST 300 Masters oraz 3 miejscem SST 300 G2. Były emocje, awarie, stres i walka do samego końca. Ale właśnie takie weekendy pamięta się najdłużej.
Stary Kisielin – nowy tor i kolejna lekcja
Kolejnym ważnym punktem sezonu był Stary Kisielin.
Tak. To był dla mnie kolejny zupełnie nowy rozdział. Na tym torze jeździłam wcześniej tylko raz, jeszcze dawno temu, kiedy zaczynałam swoją przygodę z motocyklem i zaliczyłam tam pierwszego szlifa na Hondzie CBR. Wtedy w pobliskich skupach złomu szukaliśmy nawet rurki do naprawy. Teraz wróciłam tam już jako zawodniczka.
Pierwszego dnia udało mi się zrobić aż pięć treningów. Zaczynało to wyglądać coraz lepiej, ale mimo wszystko nie byłam z nich do końca zadowolona. Bardziej byłam niezadowolona z siebie.

Miałam świadomość, że inni zawodnicy spędzili na tym torze już wiele dni, a dla mnie jest to tor daleko od domu, więc nie mam możliwości trenowania tam tak często. Mimo wszystko treningi zaczęły przynosić efekty.
W sobotę było słońce, pogoda dopisała i zaczęło się dobrze jechać. Po kwalifikacjach okazało się, że jestem w szybszej grupie G1, mimo że początek treningów wcale tego nie zapowiadał. Udało mi się spiąć i dobrze pojechać. To było dla mnie ważne, bo pokazało mi, że nawet jeśli na początku nie jestem zadowolona ze swojej jazdy, mogę zrobić krok do przodu.
A niedziela była już zupełnie inna.
To był prawdziwy pogodowy rollercoaster. Deszcz, ulewa… Dawno nie jeździłam na deszczowych oponach. Trener nastraszył mnie trochę warunkami, więc pierwsze kwalifikacje pojechałam bardzo zachowawczo i byłam gdzieś z tyłu.
Potem była druga sesja i ostatnia szansa. Z okrążenia na okrążenie zaczęłam jechać coraz szybciej. W kwalifikacjach okazało się jednak, że mam 6 pole startowe.
Start niestety mi nie wyszedł. Straciłam dwie pozycje, ale wiedziałam, że w takich warunkach najważniejsze jest jechać bez błędów.
Dojechałam ósma. Później dowiedziałam się, że mój czas okrążenia był jednym z najlepszych. I znowu pojawiła się myśl: „Może jednak nie taki diabeł straszny, jak go malują”.
Mistrzostwa Mazowsza i Speed Day Trophy – dodatkowe kilometry i kolejne doświadczenia
Równolegle startowałaś również w Mistrzostwach Mazowsza. Jak wyglądała ta część sezonu?
Tak, ten sezon był dla mnie jeszcze bardziej intensywny, bo równolegle startowałam również w Mistrzostwach Mazowsza w klasie Moto300 Open, rozgrywanych przy zawodach Supermoto.
To była dla mnie bardzo ciekawa seria, tym bardziej że w tych zawodach startowali również moi trenerzy z Hermes Racing i TrackDayTrener, a także wielu innych znajomych. Mogłam więc nie tylko rywalizować, ale również na bieżąco obserwować ich jazdę, analizować swoje błędy i czerpać z ich doświadczenia.

Ostatecznie cały sezon zakończyłam na 2 miejscu w klasyfikacji generalnej Mistrzostw Mazowsza, a do lidera straciłam zaledwie jeden punkt. To pokazuje, jak wyrównana była ta rywalizacja. Oczywiście pozostaje pewien niedosyt, ale jednocześnie jestem bardzo zadowolona z tego wyniku.
Występowałaś również w Speed Day Trophy.
Tak. Speed Day Trophy traktowałam przede wszystkim jako uzupełnienie treningów i możliwość dodatkowej jazdy na dużym torze w warunkach rywalizacji. Nie wystartowałam jednak we wszystkich rundach tej serii, co ostatecznie miało wpływ na końcową klasyfikację.
Mimo niepełnego sezonu udało mi się zakończyć rywalizację na 5 miejscu. Dla mnie najważniejsze było jednak to, że każda z tych rund była kolejną okazją do jazdy, zdobywania doświadczenia i sprawdzania siebie w innych warunkach.
Czyli tak naprawdę w 2026 roku ścigałaś się równolegle w kilku seriach?
Tak. I właśnie dlatego ten sezon był dla mnie tak intensywny. Z jednej strony główne starty Motocyklowe Mistrzostwa Moto3 Duszanteam, z drugiej Mistrzostwa Mazowsza Moto300 Open, do tego Speed Day Trophy jako dodatkowa możliwość treningu i rywalizacji.
Każda z tych serii dawała mi coś innego. Jedna pozwalała walczyć o wynik, druga uczyła mnie rywalizacji z innymi zawodnikami, a kolejna dawała dodatkowe kilometry i możliwość pracy nad tempem. Patrząc na to z perspektywy całego sezonu, widzę, jak dużo doświadczenia udało mi się dzięki temu zebrać.
Kolejny trening i problem z kolanem
W sezonie pojawił się też kolejny upadek podczas treningu.
Tak. Podczas jednego z treningów, na jednym ze zjazdowych kółek, zaliczyłam upadek na pachołku. Tym razem powodem była utrata koncentracji. To jeden z elementów, nad którym cały czas pracuję i który nadal szlifuję. Upadek skończył się bólem kolana i trzytygodniową przerwą w treningach.
Trzy tygodnie bez treningów dla zawodniczki to chyba bardzo długo.
Bardzo długo. Szczególnie kiedy wiesz, że inni w tym czasie jeżdżą i robią kolejne kilometry. Najtrudniejsze było zaakceptowanie tego, że muszę zwolnić i dać organizmowi czas. Ale ta przerwa też mnie czegoś nauczyła. Czasami trzeba odpuścić jeden trening, żeby później móc zrobić dziesięć kolejnych.
Kolejna runda w Słomczynie – powrót na dobrze znany tor
W sezonie wróciłaś jeszcze do Słomczyna na kolejną rundę. To był dla ciebie zupełnie inny Słomczyn niż na początku sezonu?
Tak. To była już kolejna runda w Słomczynie i drugi raz w tym sezonie ścigałam się na tym obiekcie. Tym razem czułam, że dużo się zmieniło od początku sezonu. Znałam już tor, ale przede wszystkim miałam za sobą dużo więcej doświadczeń.
Podczas kwalifikacji również zaliczyłam upadek. Na szczęście udało się szybko naprawić motocykl i mogłam wrócić do jazdy. Było sporo wiatru i warunki nie były łatwe, ale mimo tego udało mi się poprawiać czasy. I chyba właśnie to było dla mnie najważniejsze – zobaczyć, że mimo wcześniejszych trudnych momentów potrafię wrócić na tor i dalej robić progres.

Ta runda miała też wyjątkową atmosferę poza samą jazdą.
Zdecydowanie. Przyjechało mnie odwiedzić naprawdę bardzo wielu znajomych. Pod namiotem cały czas ktoś się pojawiał. Rozmowy, dobre słowo, pytania o jazdę, trzymanie kciuków. To było naprawdę bardzo miłe. Fajnie jest czuć, że ludzie są z Tobą nie tylko wtedy, kiedy stajesz na podium, ale również wtedy, kiedy po prostu walczysz o kolejne sekundy i próbujesz być coraz lepsza.
Bardzo wszystkim dziękuję. To naprawdę daje ogromną motywację. Czasami człowiek jest tak skupiony na wyniku, czasie okrążenia czy kolejnym starcie, że nie zauważa, ile osób jest obok. A potem pod namiotem pojawia się ktoś znajomy, ktoś przybije piątkę, zapyta, jak poszło i powie „Dawaj, będzie dobrze”. I nagle okazuje się, że to naprawdę ma znaczenie. Nie zawsze trzeba coś naprawiać przy motocyklu. Czasami wystarczy, że ktoś po prostu jest obok.
Chciałabym jeszcze raz podziękować wszystkim tym, którzy w tym sezonie przewijali się pod naszym namiotem. Bo właśnie z takich małych momentów składa się ten cały sezon. Ktoś przyjechał specjalnie na zawody, ktoś wpadł tylko na chwilę, ktoś przyszedł pogadać, ktoś trzymał kciuki, ktoś pomógł, kiedy było trzeba, a ktoś po prostu był. I może nie zawsze zdawałam sobie z tego sprawę w danym momencie, ale dzisiaj wiem, że każda taka obecność miała dla mnie znaczenie.
Czasami było to kilka minut rozmowy, czasami pomoc przy motocyklu, czasami żart, czasami dobre słowo, czasami telefon po zawodach i rozmowa, a czasami po prostu obecność. I właśnie za to chcę Wam wszystkim powiedzieć: dziękuję. Bo kiedy człowiek stoi na starcie, skupiony na wyścigu, nie zawsze widzi, kto stoi za siatką czy pod namiotem czy też obserwuje wyniki i relacje.
Ale później, kiedy emocje opadną, zaczyna do niego docierać, że tak naprawdę nigdy nie był tam sam. I chyba właśnie za to jestem najbardziej wdzięczna – za ludzi, którzy byli obok nie tylko wtedy, kiedy było podium, ale również wtedy, kiedy trzeba było po prostu wstać, otrzepać się i jechać dalej. Bo ten sezon był mój, ale nie przejechałam go sama.
Brno – finał sezonu
A potem przyszło Brno – kolejny tor, na którym wcześniej nie jeździłaś.
Tak. I chyba jeden z najbardziej wyjątkowych momentów tego sezonu. Nigdy wcześniej nie jeździłam w Brnie. To tor, na którym ścigają się zawodnicy MotoGP, więc samo pojawienie się tam było dla mnie ogromnym przeżyciem.
Udało nam się przyjechać trochę wcześniej i zrobić track walk. Wjechaliśmy na tor praktycznie po samochodach. Udało się zrobić przejście po torze już prawie przed zmrokiem. Na nitce było mnóstwo żwiru i różnych pozostałości po samochodach. Do tego zimno i bardzo silny wiatr.

A następnego dnia było jeszcze ciekawiej. Rano pogoda przywitała nas dokładnie tak samo. Deszcz, a po chwili opady dosłownie jak z wiadra. Były tak intensywne, że woda wylewała mi się z butów. Dosłownie jechałam i słyszałam tylko chlupanie. Na szczęście deszczowe opony Bridgestone spisywały się świetnie. Z każdym kolejnym okrążeniem coraz bardziej się rozkręcałam i schodziłam z czasu.
Po zjeździe dostaję komunikat od Trenera: „Masz siódme pole startowe”. Super. Jedziemy.
Jak wyglądał sam wyścig?
Bardzo chciałam pojechać go konsekwentnie. Bez błędów. Bałam się, bo to był dla mnie nowy tor i bardzo trudne warunki, ale udało się zachować koncentrację. Dojechałam na 6 miejscu. Dla mnie to był naprawdę wspaniały wynik.
Wszystko było mokre – ubrania, buty, motocykl. Suszyliśmy wszystko suszarkami i czym tylko się dało, żeby odzyskać trochę komfortu. Ale właśnie takie momenty zostają w pamięci.
Drugi wyścig odbył się już na suchej nawierzchni.
Tak. I tutaj niestety przytrafił mi się falstart. Do dzisiaj sama nie wiem, czy była to chwila utraty koncentracji, czy po prostu za bardzo chciałam szybko ruszyć. Dostałam pięć sekund kary. Mimo tego udało mi się zdobyć 1 miejsce w klasyfikacji kobiet i 2 miejsce w Masters. To był dla mnie bardzo ważny moment, szczególnie że była to runda finałowa, a punkty były liczone podwójnie. Brno jest niesamowitym torem. Na pewno tam wrócę. Widok na zakręty Omega… raj na ziemi.

Sezon, który nauczył mnie wracać
Kiedy patrzysz teraz na cały sezon, z czego jesteś najbardziej dumna?
Z tego, że mimo wszystkich przeciwności się nie poddałam. Były upadki, był problem z kolanem, była odbudowa motocykla, była przerwa w treningach, była awaria samochodu i wyjazd na zawody praktycznie prosto z lawety. A mimo tego za każdym razem wracałam. I chyba właśnie to jest dla mnie najważniejsze.
Po tylu upadkach nie pojawił się moment, w którym pomyślałaś: „Może jednak odpuszczę”?
Oczywiście, że takie myśli się pojawiały. Jestem człowiekiem, a nie robotem. Po mocnym upadku strach zostaje w głowie i nie da się go po prostu wyłączyć. Najtrudniejszy jest chyba pierwszy wyjazd po takim zdarzeniu. Wiesz, co wydarzyło się wcześniej i gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl „A co, jeśli znowu się przewrócę?”.
Ale właśnie wtedy trzeba zrobić kolejny krok. Wyjechać na tor, przejechać pierwsze okrążenie, potem następne. I z każdym kolejnym kilometrem odzyskujesz pewność siebie. Dzisiaj wiem, że upadek nie oznacza końca. Trzeba wstać, przeanalizować, co się stało, wyciągnąć wnioski i wrócić na tor.

Co sprawia, że mimo upadków, bólu, stresu i całej tej walki nadal chcesz to robić?
Chyba właśnie to, co dzieje się wtedy, kiedy wszystko zadziała. Kiedy wyjeżdżasz na tor, przestajesz myśleć o wszystkim dookoła. Jest tylko motocykl, tor, zakręt i kolejny punkt hamowania. A kiedy nagle widzisz, że zrobiłaś lepszy czas niż wcześniej, że coś, nad czym pracowałaś przez kilka tygodni, zaczyna działać – wtedy wiesz, po co to wszystko. I właśnie dlatego chce się wracać.
I chyba nieprzypadkowo właśnie Brno stało się finałem tego sezonu.
Też mam takie wrażenie. Zaczynałam rok od upadku w Słomczynie, później był kolejny bardzo mocny wypadek, odbudowa motocykla, problemy z kolanem, przerwa w treningach, trudne wyścigi i walka z własną głową.
A na koniec pojechałam na zupełnie nowy tor, w deszczu, przy silnym wietrze, na obiekcie, na którym ścigają się zawodnicy MotoGP. I właśnie tam zrobiłam coś, co na początku sezonu wcale nie wydawało się oczywiste – po prostu pojechałam i nie odpuściłam.
Trener, ludzie i partnerzy – bez nich ta droga wyglądałaby inaczej
Ogromną rolę w tym wszystkim odegrali Twoi trenerzy.
Zdecydowanie. Przede wszystkim dziękuję mojemu trenerowi za to, że był ze mną nie tylko wtedy, kiedy wszystko szło dobrze. Po upadku w Słomczynie odbudował motocykl, ale przede wszystkim pomógł odbudować mnie. Nie pozwolił mi się poddać. Pomógł mi wrócić zarówno motocyklowo, jak i mentalnie. To było dla mnie bardzo ważne. Dziękuję również całemu zespołowi Hermes Racing i TrackDayTrener za wsparcie, wiedzę, cierpliwość i wszystkie godziny spędzone na treningach i zawodach.
Wspominałaś też o osobach, które kibicowały Ci na zawodach.
Tak i chciałabym o tym powiedzieć, bo to naprawdę dużo dla mnie znaczy. Człowiek czasami nie zdaje sobie sprawy, ile takie rzeczy dają. Naprawdę bardzo Wam za to dziękuję. To jest ogromna motywacja i świadomość, że nie jedzie się tylko dla siebie. Że są ludzie, którzy obserwują tę drogę, przeżywają razem ze mną dobre i trudne momenty i naprawdę trzymają za mnie kciuki.
Chciałabym również podziękować wszystkim partnerom i miejscom, które wspierały mnie w tym sezonie:
Tor Modlin, Gazuu Racing Park, Automobilklub Polski, Karaluch Moto Serwis, Shima, Pizza Brakes, Andy Fashion, Świat Motocykli, Motoyogaer, Yamaha, Motosapiens, SpeeedBike, Krzycha Fotki, Jędrzej Filmuje, Foto Orzech, Kika Motion, Aleska Visio.
Dziękuję za wsparcie, zaufanie i obecność. Bez Was ta droga wyglądałaby zupełnie inaczej.
Czego nauczył Cię sezon 2026?
Pokory i cierpliwości. Nauczył mnie też, że rozwój nie zawsze wygląda tak, jak sobie go wyobrażamy. Czasami robisz krok do przodu, potem dwa do tyłu, ale tak naprawdę cały czas idziesz do przodu, jeśli wyciągasz z tego wnioski. Na torze nie wystarczy mieć dobrej techniki. Trzeba być skupionym praktycznie przez cały czas. Jeden moment nieuwagi może skończyć się błędem, a czasami upadkiem. I właśnie nad tym chcę dalej pracować.
A kiedy patrzysz na końcową klasyfikację?
Jestem bardzo zadowolona. 24 października odbędzie się rozdanie nagród i wtedy oficjalnie odbiorę drugie miejsce w klasyfikacji kobiet oraz drugie miejsce w klasyfikacji Masters. Bardzo się z tego cieszę, ale przede wszystkim gratuluję moim rywalkom i rywalom. Rywalizacja była dla mnie ogromną motywacją do dalszej pracy.
Jakie masz cele na kolejny sezon?
Chcę być jeszcze szybsza, ale przede wszystkim bardziej świadoma i konsekwentna. Chcę dalej pracować nad koncentracją, techniką i przygotowaniem mentalnym. Nie chcę się zatrzymywać. Każdy trening ma mnie czegoś nauczyć, a każdy sezon ma być krokiem do przodu.
Na koniec – jedno zdanie o sezonie 2026?
Sezon 2026 nauczył mnie, że nie wszystko da się zaplanować. Czasami motocykl odmówi posłuszeństwa, czasami pogoda pokrzyżuje plany, czasami popełnisz błąd, a czasami po prostu przywalisz o ziemię. Ale każda z tych sytuacji może czegoś nauczyć. Dzisiaj nie boję się już tak bardzo upadków. Bardziej boję się tego, że mogłabym przestać próbować.
A co dalej?
Zimą nie planuję wyjazdu do Hiszpanii. Chcę trenować dużo bliżej domu – w Gazuu Racing Park w Ożarowie Mazowieckim, tuż pod Warszawą. To właśnie tam chcę przepracować zimę, tak jak poprzednią, czego widać mam nadzieję efekty. Skupić się na technice, koncentracji i świadomości tego, co dzieje się na motocyklu.
Mam nadzieję, że spotkamy się tam nie raz. To świetne miejsce, by przez zimę rozwijać swoje umiejętności. Nie tylko sportowe, ale również poprawić świadomość, technikę i przede wszystkim bezpieczeństwo jazdy. Do zobaczenia!
a
