Kontrolowany uślizg koła to kanon motocyklowego savoir-vivre. Ewolucja ta wykonywana w ruchu to już oznaka prawdziwego kunsztu i powód do zazdrości dla tych mniej obytych z rolgazem. Oto niekwestionowany mistrz tej dyscypliny.
„Burn, burn, burn the ring of fire…” śpiewał niegdyś o pierścieniu ognia Johnny Cash i nie chodziło mu bynajmniej o hemoroidy. Choć różni badacze do dziś sprzeczają się co dokładnie miał na myśli autor, my sądzimy, że właśnie znaleźliśmy odpowiedź na to – skądinąd – ważkie pytanie.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Mnóstwo dymu, obręcz i jazda na krawędzi – prawda, że pasuje do opisanego tak pięknie pierścienia ognia? Amerykański biker rozmiłowany w upalaniu gumy przygotował ekstremalną wersję tego popisu. Przez kilka kilometrów katował swoje Kawasaki na najwyższych obrotach wykonując efektowny burnout i zastawiając wspomnienia po oponie na kaskach swoich współtowarzyszy.
Palenie gumy, poziom: expert
WIDEO USUNIĘTO
Nic co piękne, nie trwa wiecznie – po chwili radosnego dymienia opona poddała się i rozpadła na dwie części zamieniając efektowny pierścień ognia w zwykłą sflaczałą gumę. Chwała bikera uleciała równie szybko jak opary palonego kapcia i tylko nuty piosenki, którą śpiewał Cash ciągle dźwięczą w głowie: burn, burn, burn…
[sam id=”11″ codes=”true”]

Jakby miał Metzelera Touranca wyprodukowanego w Chinach z betonu z domieszką asfaltu to by mógł tak przejechać w poprzek Ameryki :-) A mietek byłby prawie jak nowy. :-)