Niedawno w mojej okolicy zdarzył się tragiczny wypadek – na pasach zginęła młoda dziewczyna, potrącona przez dwa auta. Mniej więcej o tej samej porze przejeżdżałem niedaleko motocyklem i pomyślałem, że dzisiaj może dojść do takiego zdarzenia, widoczność była bowiem fatalna. Tyle że deszcz czy oślepiające słońce nigdy nie mogą być wymówką czy usprawiedliwieniem. Okulary przeciwsłoneczne, blenda, przyciemniana/przezroczysta szyba, to nie dodatek czy ekstrawagancja. To ważne wyposażenie, które zawsze powinniśmy mieć w aucie lub motocyklowym kasku. Mówiąc krótko i dosadnie – twój wzrok, twoja broszka.
Jadąc prosto pod słońce, zwłaszcza wschodzące lub zachodzące, naprawdę mało widać. Podobnie w mocnym deszczu. A tego pięknego i jednocześnie strasznego wieczoru pod koniec sierpnia było widać jeszcze mniej. Małe, rozproszone, ale ciężkie chmury powodowały chwilowe ulewy, a przy tym wciąż nie przesłaniały świecącego na czerwono prosto w oczy zachodzącego słońca. Rezultat był taki, że momentami nie widziałem prawie nic zarówno z opuszczoną, jak i podniesioną blendą. Jechałem między wsiami z minimalną prędkością, dostrzegając pieszych na poboczu naprawdę późno. Z drugiej strony miałem duszę na ramieniu, bo mogłem dostać klasyczny polski strzał Passatem w tył od kierowcy, który „nie widział”.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Niestety nie widział też ten, który wjechał w 16-latkę przechodzącą przez pasy. Ona, mając pierwszeństwo, też nie przewidziała, że on może nie widzieć. Wcale nie musiała, cytując durne komentarze, „wleźć jak święta krowa” czy „ze słuchawkami na uszach”. Powtarzam, tego dnia warunki były estetycznie przepiękne, ale też wyjątkowo trudne. Jedyne, co mogło zapobiec tragedii, to dużo niższa prędkość niż normalnie, w myśl zasady „nie widzę – nie jadę”.
Znak do 90? Często więcej, nigdy mniej
Tyle że tu pojawia się problem numer jeden. Nie twierdzę, że tak było w przypadku tego kierowcy, to ustali prokuratura. Natomiast widać go po prostu na drogach i w publicznych wypowiedziach dorosłych ludzi z prawem jazdy, podpisanych imieniem i nazwiskiem. Słynne „dostosowanie prędkości do warunków na drodze” bywa nie tylko fikcją, ale też powodem do wstydu. Noga z gazu czy ręka z rolgazu, kiedy znaki pozwalają na więcej, to jakaś wirtualna tragedia, co najmniej dobrowolne obcięcie jaj. Bo kto to widział, zwalniać na pustej, leśnej drodze w nocy? Przeciwnie, powinno się móc jechać szybciej. Deszcz, śnieg? Mam fajne opony i różne systemy na pokładzie. „Nie po to kupuję, żeby…”, „to oddziela prawdziwych kierowców od…” i dalsza litania oklepanych tekstów mistrzów kierownicy codziennej.

Nie widzę, to nie jadę albo jadę tak, żeby jednak widzieć – krótko, bez tłumaczeń. A nie „jadę z pierwszeństwem i jakoś to będzie”. Bo często nie jest. Raz, że pierwszeństwo lubi nagle się skończyć – rondem, przejściem dla pieszych, czy niestety popularnym ostatnio przejazdem kolejowym. Dwa, że pierwszeństwo często lubią mieć również ci, którzy go nie mają. Jazda bez możliwości reakcji? Loteria, ale bardzo u nas popularna. Bo przecież nie zwolnię, jak jakiś…
Ciemne okulary? A co ja jestem, młodzież?
Wydawałoby się, że dorosły człowiek z normalnie funkcjonującym mózgiem uczy się na własnych doświadczeniach. Nie wiem, przykładowo, na spacerze raz dotknę elektrycznego pastucha, to nie dotknę go już po raz drugi. Coś mi nie wyszło, to następnym razem robię tak, żeby wyszło. Miałem niebezpieczną sytuację i wiem dlaczego, to od tej pory staram się działać inaczej. Tyle że tu powinna pojawić się gwiazdka, bo nie dotyczy to wszystkiego.
Na przykład okularów przeciwsłonecznych w samochodzie, zawsze dostępnych pod ręką. I to nie tylko u kierowców okazjonalnych, ale również zawodowych. Nie trzeba kupować wypasionych modeli za kilkaset złotych i więcej. Można wydać kilkanaście na najbliższej stacji benzynowej. Różnica jest ogromna, zwłaszcza wtedy, gdy słońce jest na tyle nisko albo świeci pod takim kątem, że rozkładana osłona w samochodzie nie wystarczy.

Doświadczeni, z prawem jazdy od 1410 roku, pewnie z podpisem Jagiełły. Nieważne, że spotkali się z tą sytuacją dziesiątki razy. Dalej jeżdżą mrużąc oczy i próbując coś dojrzeć. A kiedy w końcu nie dojrzą i w kogoś lub coś uderzą, mówią, że nie dojrzeli, bo przecież słońce ich oślepiło. Tak jakby w odpowiedzi mieli usłyszeć „aha, OK, nic się nie stało, siła wyższa”. No nie… jako ludzkość okiełznaliśmy wiele sił wyższych, nie tylko efektowną inżynierią, ale też przedmiotami tak prostymi, jak okulary z ciemnymi szkłami.
Może chodzi o to, że są traktowane jak element wizerunku i młodzieżowy gadżet? To jest wyłącznie sprawa mentalna, że duża część polskich kierowców, zwłaszcza starszych, nie chce z nich korzystać. Nie, bo nie i nikt ich nie zmusi. Nawet wtedy, gdy obowiązek posiadania ich w aucie pojawi się w przepisach, obok gaśnicy i trójkąta. Rozwiązanie leży na stole, jest niemal darmowe, a wielu i tak z niego nie korzysta, bo zapewnienie sobie odpowiedniej widoczności to w ogóle nie jest kwestia.
Kwestia to jest wtedy, gdy nie mogę jechać stale z tą samą prędkością, tylko jakieś hamowania, pierwszeństwa, przepuszczanie, szczególna ostrożność. O, wtedy to jest kwestia. „Od bierdolta się od nas, od naszego samochodu i od nas”.
Blenda równie ważna jak skorupa
To samo dotyczy kasków motocyklowych. Wiem, że od lat toczy się dyskusja, czy blenda przeciwsłoneczna nie stanowi dodatkowego zagrożenia w razie upadku i uderzenia głową. Wiem, że szanowana marka Arai nie montuje wewnętrznych blend. Ale wiem też, że komfort widzenia to jeden z najważniejszych czynników pozwalających na uniknięcie wypadku na motocyklu. Dlatego od samego początku, od pierwszego kupionego kasku, trzymałem się decyzji, że będę jeździł tylko w modelach z blendą.

Dzięki niej jestem w stanie błyskawicznie zareagować na zmianę warunków. Opuszczam ją już na chwilę przed wyjazdem z lasu czy z tunelu, podnoszę od razu po wjechaniu w cień. Dlatego czas na przyzwyczajenie wzroku jest minimalny. Wcześniej widzę ewentualne przeszkody, pieszych, inne pojazdy włączające się do ruchu. Bez mrużenia oczu i zgadywania, co tak naprawdę jest przede mną.
Przyciemniony główny wizjer nie jest dla mnie rozwiązaniem. Ewentualnie zakładam go w naprawdę upalne i skąpane w słońcu dni, ale zawsze mam ze sobą przezroczysty na zmianę wieczorem. Z wizjerów adaptacyjnych nie korzystałem, więc nie mam zdania.
Zero wymówek
Najważniejsze jest jedno – nie jesteśmy dziećmi, rozumiemy jak działa świat, popełnialiśmy błędy, wyciągamy wnioski. Musimy umieć korzystać z narzędzi, które leżą pod nosem. Dopiero wtedy, gdy ze swojej strony zrobimy wszystko, co możliwe, żeby uniknąć przykrych sytuacji, możemy gadać o pechu. Wcześniej to niemal zawsze są jakieś decyzje i ich skutek.
Nie widzę – nie jadę. Kropka.
