_WARTO PRZECZYTAĆŚciganci? Nie. Crossowcy? A gdzie tam… To kierowcy tych małych jednośladów mają...

Ściganci? Nie. Crossowcy? A gdzie tam… To kierowcy tych małych jednośladów mają największe jaja! [felieton, rowery, przepisy]

-

W ostatnich tygodniach, w tym w majówkę, pojeździłem sobie trochę po kraju z moimi dzieciakami „na plecaku”. Wciąż nie brakuje głosów, że to zbędne ryzyko. Moim zdaniem jest ono jednak dużo mniejsze niż na jednośladach uchodzących za bezpieczne i w sam raz dla dzieci, czyli rowerach. A konkretnie wtedy, kiedy całe rodziny jeżdżą nimi po drogach publicznych bez wydzielonych ścieżek rowerowych. O ile sama jazda nie generuje większego ryzyka, to już chamskie, a przede wszystkim bezmyślne zachowanie polskich kierowców jak najbardziej.

„Jeździć, obserwować” – to jedno z polskich znanych i niemal świętych haseł. U mnie na szczęście dosyć rzadko odnosi się do pełzających awarii pojazdu, chyba że nasz rodzinny Woldzwagen ma akurat gorszy dzień, tydzień lub miesiąc. Za to w czasie uprawiania motocyklowej turystyki i codziennej jazdy, różne obserwacje narzucają się same. To często wspaniałe widoki i ciekawe obiekty, ale też niestety inni uczestnicy ruchu i ich zachowanie. 


Zrzut ekranu 2026 01 29 181545Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!

Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind


Jestem bardzo daleki od tego tradycyjnego jojczenia, jak to kierowcy aut robią motocyklistom pod górkę, jak to ich nienawidzą, jak to ich zabijają. Z tym można sobie radzić, każdy w miarę doświadczony, a przede wszystkim myślący motocyklista wie, jak sobie pomóc, kiedy inni nie pomagają. Są jednak uczestnicy ruchu, którzy mają zdecydowanie bardziej przerąbane niż my – myślę głównie o rowerzystach i motorowerzystach. Zachowanie kierowców aut i niektórych motocyklistów wobec tych grup jest po prostu skandaliczne i tym bardziej niebezpieczne, że podszyte po równo niechęcią, skrajnym egoizmem, jak i czystą głupotą.

potrącenie na pasach motocykl olsztyn motocyklista ucieka potrącenie rowerek

Na żyletkę i kartkę papieru

Taki przykład, esencja tematu: jedziemy z córką do zamku w Czersku, droga wojewódzka, z dobrą nawierzchnią, ale bez pobocza i ścieżki rowerowej, pogoda też dobra. Właśnie wyjechaliśmy z jakiejś wsi, przed nami małe auto niechętnie rozpędza się z przepisowej „pięćdziesiątki”. Z naprzeciwka jedzie rodzina na rowerach. Prawidłowo, przy prawej krawędzi, w układzie mama z przodu, dwójka dzieci w środku, ojciec zamyka kolumnę. 

Nagle z lasu za ich plecami wyskakuje pędzący SUV. Z ulgą widzę, że zaczyna hamowanie… ale niestety tylko na chwilę i nie po to, by bezpiecznie wykonać manewr wyprzedzania. Kierowca auta po prostu przez chwilę celował, bo wyszło mu, że musi (no musi, koniecznie!) zmieścić się między rowerzystami a nadjeżdżającym z przeciwka samochodem. Obserwowaliśmy to z córką z bezpiecznej odległości, ale z gulem w gardle. Gość depnął w gaz i jednym lusterkiem przejechał na żyletki obok rowerzystów, a drugim był już na przeciwnym pasie, na styk z drugim autem. W podmuchu, jaki za nim przeszedł, dzieciaki mocno się zachwiały. A gdyby zachwiały się chwilę wcześniej, bo kamień, bo dziura, bo „zobacz mamo jaki fajny dom”?

Akurat nie miałem w tym momencie włączonej kamery, ale gdybym miał, nagranie poszłoby od razu do służb. Bez cienia wątpliwości i troski, co powiedzą jeden z drugim prawilny Mirek czy Kamil z internetu. Dzbanom ma być smutno.

trasa droga sciezka rowerowa fb gmina nieporet
Fot. Gmina Nieporęt

Przepisy to nie wszystko

To tylko jeden z wielu podobnych przypadków, które widuję niemal non stop. Motorowerzyści, najczęściej dziadki na skuterach, mają ciut lepiej, ale niewiele lepiej. Ich też wyprzedzają nawet tam, gdzie nie ma warunków, żeby zrobić to nie tylko przepisowo (z minimum metrem odstępu i zachowaną szczególną ostrożnością), ale przede wszystkim z jakąkolwiek resztką rozsądku. O szacunku do czyjegoś życia czy zdrowia nie wspominam, bo to jest temat ciągle u nas egzotyczny i nierzadko wywołujący śmiech. Radź sobie i módl się, żeby sobie z tobą poradzili. Albo giń, wszystko jedno. Ja muszę jechać, za wszelką cenę jechać. Nie mogę zwolnić, nie mogę się zatrzymać, nie mogę być piz…ą. Jak miałbym się zatrzymać, żeby coś ułatwić rowerzystom czy tym na pierdzikółkach? Przecież jadę autem, więc jestem kimś, nie? Dlaczego mam tracić cenne sekundy swojego życia? Co prawda nie wiozę krwi na pilną operację, tylko jadę na grilla do szwagra, ale to nieważne. Polak sam z siebie nie zwolni, nie po to się w pocie czoła motoryzował i podnosił osobisty status. 

Ściganci? Nie. Crossowcy? A gdzie tam… To kierowcy tych małych jednośladów mają największe jaja! [felieton, rowery, przepisy]

O tej całej sytuacji nie piszę z perspektywy osobistego interesu, nie jestem fanem rowerów. Jeśli nimi jeżdżę, to tylko z rodziną i trzymając się ścieżek rowerowych i dróg polnych i leśnych. Dróg asfaltowych bez ścieżek i poboczy unikam jak cholery. Jestem przekonany, że dopóki nie zmieni się u nas zbiorowa husarska mentalność (a na to się nie zanosi), jedynym sposobem na bezpieczną jazdę rowerem jest po prostu separacja ruchu. Inaczej poruszający się wolno i mający nikłe szanse na ucieczkę rowerzysta zawsze będzie zdany na łaskę, zdrowie, humor, charakter i zdolności intelektualne kierowców. I dlatego w tytule napisałem, że rowerzyści na drodze publicznej mają jednak największe jaja. Godzą się na czystą loterię. Mieliśmy ostatnio przykład posła Litewki, a z mojej muzycznej banieczki – kilka lat temu w podobny sposób zginął znakomity perkusista Grzegorz Grzyb, po godzinach równie znakomity kolarz szosowy.

Grzegorz Grzyb rower kolarz (1)
Grzegorz Grzyb

Można inaczej

Jest jedna bardzo prosta i bardzo fajna zasada, którą w praktyce mogłem obserwować w krajach skandynawskich i wdrożyłem w swojej jeździe autem i motocyklem. Kiedy widzę przed sobą rowerzystę, pieszego czy jakiegokolwiek innego niechronionego uczestnika ruchu, to w pierwszej kolejności myślę o tym, jak zapewnić mu bezpieczeństwo. Nie celuję, nie kalibruję, nie kombinuję, jak przejechać bez odejmowania gazu. Często oznacza to zwolnienie niemal do zera, nierzadko całkowite zatrzymanie, ale w tym momencie ten ktoś jest ważniejszy niż ja, mój pośpiech i moje plany, którym zresztą naprawdę nic się przez to nie stanie.

Ściganci? Nie. Crossowcy? A gdzie tam… To kierowcy tych małych jednośladów mają największe jaja! [felieton, rowery, przepisy]
Fot. Christin Hume / Unsplash

Jedyne, co tu może zaboleć, to ambicja osobników, u których tego typu sprawy rzeczywiście wchodzą na ambicję, co akurat jest dla mnie mocno niepojęte. Tak, zatrzymanie fury, za którą płacisz gruby leasing, w trosce o babcię na stareńkim Wigry 3 to żaden obciach. Świadczy o człowieczeństwie, a nie pustym dzbanerstwie. A jeśli jednak nie możesz się przemóc do odrobiny troski o obcych ludzi, to pomyśl, że ktoś inny może się do tego przemóc, kiedy spotka na drodze ciebie albo kogoś tobie bliskiego. Ja wiem, że to już mocny fikołek, że trzeba się wczuć (ha tfu!), że ten złoty krzyżyk na piersi będzie zroszon grubym potem. Ale widzisz, żyjemy w systemie naczyń połączonych, karma to podobno suka i takie tam. To nawet bądź już tym egoistą – myśl o innych myśląc o sobie.

PS. Spodziewam się w komentarzach masy tekstów typu „a bo oni wyjeżdżajo”, „a bo oni nie myślo”, „a bo dzieci też powinny wiedzieć”, a bo, a bo, a bo. A większość tych „a bo” jako alibi dla własnej głupiej jazdy, jakby jutra miało nie być. Nie bądź „a bo” – byłeś dzieckiem i być może będziesz stary, bywasz nawalony, bywasz zmęczony i zamyślony. Jeszcze ci ręka zadrży. Obyś wtedy nie trafił na młodszego siebie.

Polityka miłości – na rowerze, motocyklu i za kółkiem [Felieton]

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ