wt., 26 paź 2021

Polscy motocykliści dziś i kiedyś… Czy naprawdę dawniej było lepiej? [FELIETON]

-

Kiedyś było jakoś tak fajniej – wielokrotnie słyszymy tego typu tekst, odnoszący się praktycznie do każdej dziedziny życia. Czy rzeczywiście jest coraz gorzej, bo tak przecież należałoby odczytać to pierwsze stwierdzenie… I tak i nie, przynajmniej jeśli chodzi o motocykle i motocyklizm.

Pamiętam czasy, gdy prawie nie było niczego, zupełnie tak, jak tego kiedyś sobie życzył najsławniejszy kandydat na prezydenta Krzysztof K. (bo RODO). Praktycznie nie było salonów motocyklowych, dostępności do części, mechaników, wiedzy, zamienników i maszyn używanych. Ale co ja mogę wiedzieć o tym, kiedy moje zainteresowanie motocyklami datuje się na koniec lat 90. Starsi ode mnie mieli dużo gorzej – ale paradoksalnie większość z nich uważa, że wtedy było jeszcze fajniej.

Czy to w ogóle ma sens?

Ma. Chodzi o ludzi, których motocyklowe charaktery i pasja do jednośladów wykuwały się w ogniu trudności. Im było trudniej, tym łatwiej było odpaść, wypaść z motocyklowej karuzeli, która bujała tylko tych najwytrwalszych, najwierniejszych, najbardziej zaangażowanych. Aby jeździć motocyklem, trzeba było się na nim znać – przynajmniej na swoim. Umieć go naprawić, stworzyć zamiennik z niczego. To sprawiało, że motocykliści trzymali się razem, bo dużo łatwiej było wtedy poradzić sobie z codziennymi trudnościami. Jeżeli ja pomogłem tobie, a ty mi, to tworzyła się między nami nierozerwalna więź, która często trwała całe lata, daleko wychodząc poza motocyklową pasję. Rynkowa pustka tworzyła trwałe przyjaźnie.

W latach 90., choć motocyklizm w Polsce dopiero zaczął nabierać rozpędu, już tak źle/dobrze (niepotrzebne skreślić) nie było. Zaczął rządzić wolny rynek, co sprytniejsi potrafili zakręcić się wokół importerki danych marek pojazdów. Nowe, japońskie motocykle – przedmiot pożądania każdego z nas – można było kupić w kraju, ale za ogromne, jak na tamte czasy pieniądze. Niemniej jednak wszystko zaczynało się prostować. Dostęp do części, do wiedzy, do sprzętu. Jedyną przeszkodą była wtedy bariera finansowa, która jednak była dla wielu bardzo trudna do pokonania. Na przykład dla mnie…

Mój pierwszy sprzęt…

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Michał Brzozowski (@moto_i_cyklista)

Pamiętam swój pierwszy motocykl – Hondę CB 700 Nighthawk. Honda, więc bezawaryjna… Oj chciałbym. Motocykl kupiony za ówczesne 5000 zł psuł się na potęgę. Jeden z serwisów, do którego go zawiozłem, nie przyjął go, mówiąc, że lepiej jakbym go zakopał pod ziemią – mniej na nim stracę. Niestety nie posłuchałem ich. Specjalistów, którzy jednak już mieli wiedzę. Motocykl remontowałem, z pomocą mechaników samochodowych, których znał mój ojciec. Zawory dorabiane u Paradowskich – żeby było taniej, ale uszczelniacze oryginalne z Boldoru (ówczesny warszawski dealer Hondy), kosztujące ogromne pieniądze. Uszczelki też dorabiałem – na wzór, u samochodowych magików, którzy trudnili się takim procederem spokojnie od lat 70. – kiedy to nie było niczego do zachodnich aut. Mimo wszystko silnik rozpadł się po niedługim czasie – skrzynia biegów nie wytrzymała, a pojazd poszedł na części. Straciłem kupę pieniędzy – zarabiając przecież tylko dorywczo, bo studiowałem dziennie.

Po co wam o tym piszę?

Ano po to, by wam uświadomić, że to, co wyczekiwane, wytęsknione i nieosiągalne, jest sercu najdroższe. Gdy w maju połamała mi się skrzynia biegów – na szczęście 500 metrów od domu – mój świat również legł w gruzach. Stałem się pieszym motocyklistą. Tragedia. Ale nie poddałem się. Ten sezon oraz kolejny musiałem przejść, by trzeci już móc przejeździć. Uczyłem się i pracowałem. Odkładałem każdy pieniądz na wymarzony, sprawny motocykl, który powiezie moje marzenia. Po 1.5 roku walki odłożyłem 16 000 zł i kupiłem, po ogromnych perypetiach z próbami zakupu dwóch różnych Hond VFR 750 (ale to już materiał na osobną opowieść), pięcioletnią Yamahę FZS 600 Fazer.

Yamaha FZS 600 Fazer 1999

Wtedy czułem się jak bóg, jak ktoś wielki, jak król świata. Swój sprzęt szanowałem jak mogłem, bo wiedziałem ile trudu i wyrzeczeń kosztowało mnie zdobycie środków na niego. Ten motocykl stał się całym moim światem…

Czy ktoś walczy o motocykle?

Ciekaw jestem, czy i współcześnie w naszym kraju dzieją się takie historie. Zapewne tak, ale jestem przekonany, że należą już do rzadkości. Motocykle, sprawne, w dobrym stanie, które dadzą frajdę z jazdy, można kupić za bezcen. Nawet za 1,5 – 2 tysiące złotych, co niedawno postanowił sprawdzić Hubert:

Ile TRZEBA wydać na tani motocykl? Szukamy najtańszego motocykla w Polsce!

To nie jest żaden próg bólu. Większość dzieciaków po prostu sprzeda na olx kilka zabawek spod znaku PS, Xbox i innych elektrycznych hulajnóg, dołoży kilka stówek z urodzin i jest. Albo założą zbiórkę na ten cel… Żenada.

A i jeszcze jedno, uświadomić wam muszę, że 5000 zł w 2001 roku to było tak jak dzisiaj 10 000 lub może i więcej. Natomiast 16 000 w 2004, to już spokojnie ponad dzisiejsze 30 000 zł. Choć 20 lat temu przecież były kredyty, to raczej nikt nie dałby go studentowi bez stałej pracy, na motorek. Z drugiej strony nawet nie chciałem kupować czegoś za czyjeś pieniądze, a potem za to płacić więcej, tylko kupić za swoje i cieszyć się tym. Wiem, że cały świat obecnie jedzie na kredytach i leasingach, ale mi się to w głowie nie mieściło…

Przed erą facebooka

Zatem kupiłem już swój wymarzony, prawie nowy (1999 rok produkcji, 25 tys. km przebiegu) i czułem się jak bohater. Czułem się wyjątkowy, też dlatego, że motocyklistów jeszcze nie było tak wielu. Nie było facebooka, nie było internetowych, tak bardzo przesiewających społeczność motocyklistów, tematycznych grup. Poznałem mnóstwo motocyklistów, różnych, z różnych stron Polski, jeżdżących na różnych motocyklach, na Gronie. To takie coś jeszcze przed Naszą Klasą chyba… Z niektórymi z tych ludzi trzymam się do dziś i jest to naprawdę niesamowite. Część z nich porzuciła już motocykle, inni mają je nadal, nowe, stare, bawi ich to wciąż mimo upływu lat. Jednym z nich jest Łukasz, którego zaprosiłem w roli testera na nasze 9 przepisów na nakeda:

Ale wróćmy do 2004 roku. Nadal uważam, że te ponad 15 lat temu dostęp do motocykli był utrudniony, a na pewno nie tak łatwy jak dzisiaj. Dziś możesz mieć 125-tkę nie mając żadnego prawa jazdy na motocykl… Możesz kupić nowy, wypasiony motocykl, wrzucając go w firmę, biorąc leasing i nawet nie wiedzieć jaką dokładnie pojemność ma jego silnik. To nie mogłoby mieć miejsca 15 lat temu. Nie wierzę w to.

Gdy zabrakło mi paliwa, zatrzymywał się każdy motocyklista, pytając o to czy mi się coś stało, czy nie potrzebuję pomocy. Przypomnę, że w tamtym czasie przecież już były telefony komórkowe i nieraz człowiek zatrzymywał się, by odebrać połączenie lub je wykonać. Jednak zawsze mógł liczyć na zainteresowanie innych motocyklistów.

Było nas mniej, więc często zdarzały się sytuacje poznania człowieka na światłach, na stacji, podczas motocyklowej przejażdżki. Na pytanie gdzie jedziesz, uzyskiwałem często odpowiedź – tam gdzie ty, robimy rundę? Tak poznałem kolejnych kilku znajomych. W tym momencie, kiedy praktycznie na każdych światłach, podczas miejskich godzin szczytu, ma miejsce motocyklowy zlot, aby zagadać do siebie musi być większy impuls, niż tylko to, że siedzisz również na motocyklu. Często też ludzie nie chcą wchodzić w interakcje, bo…

Na motocyklu motocyklista? Nie zawsze

To że jedziesz motocyklem, nie znaczy, że jesteś motocyklistą. To jest rzecz, na którą często zwracacie uwagę w komentarzach – to był użytkownik motocykla, nie motocyklista! I takich jest wielu. Kupują tani, szybki, łatwy w utrzymaniu środek transportu. Nie smarują, nie naciągają łańcucha, nie pompują opon, bo często nie wiedzą, że trzeba, albo liczą, że między przeglądami – teraz interwały są przecież kuriozalnie wydłużone do 12 000 km – nie trzeba tego robić. Przykład ze znajomego serwisu – mechanik pokazał mi wahacz motocykla, w którym klient przez 10 000 km nie naciągnął łańcucha. Nie wiedział, nie chciał, nie umiał. Płacił ratę – to przecież wystarczy. Do serwisu miał pretensje i chciał, aby wymieniono mu wahacz na gwarancji. Wahacz, w którym łańcuch wyciął długą i głęboką dziurę. Motocykl był praktycznie nowy, miał 11 000 km przebiegu…

Czy teraz jest lepiej dla motocyklistów?

Na pewno łatwiej, co sprawia, że tak bardzo się dzielimy. Widać to praktycznie wszędzie w necie. Zapier*alacze drwią z chopperowców, ci śmieją się z nich, że długo nie pożyją. Turyści klną na crossiarzy, a ci na quadowców. Wszyscy śmieją się ze 125-tkowiczów bez prawa jazdy, a ci szydzą z posiadaczy skuterów elektrycznych. I tak dalej, i tak dalej. Czy stanowimy jeszcze jako taką całość? Myślę, że mimo wszystko tak, niemniej jednak bardzo się ona rozluźniła i rozluźnia się z roku na rok… Ja cieszę się, że urodziłem się w latach 80., zakochałem w motocyklach w 90. i poznałem trochę tego oldschoolu, który teraz jest już tylko dalekim wspomnieniem.

Michał Brzozowski
Motocyklista od 20 lat, z potężnym stażem przejechanych kilometrów, dużą liczbą przetestowanych maszyn i wielką miłością do jednośladów. Przede wszystkim kocha trzy motocyklowe segmenty: hipermocne nakedy, wygodne, duże turystyczne enduro oraz lekkie i zwinne jednocylindrowe supermoto, ale nie stroni od jazdy wszystkim co ma dwa koła. Przetestuje każdy sprzęt, a większość z testowanych motocykli chociaż spróbuje postawić na koło. Absolwent filologii polskiej na UW. Prywatnie pasjonat sportu, a w szczególności rowerów.


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Zimowanie motocykla w Warszawie? Gdzie, jak nie w Honda AutoWitolin!

Warszawski dealer jednośladów, Honda AutoWitolin, zaprasza wszystkich właścicieli motocykli i skuterów na zimowanie swoich pojazdów wszystkich marek. To się naprawdę opłaca, nie tylko finansowo! Ale...

Drastycznie wzrośnie kara za prowadzenie pojazdów mechanicznych bez prawa jazdy…

Nowelizacja przepisów Prawa o Ruchu Drogowym, zapowiadana na 1 grudnia 2021 roku, zbliża się wielkimi krokami. Mimo tak blisko terminu wejścia w życie noweli...

Honda CRF300 Rally i CRF300L 2021 – najbardziej offroadowe w klasie adventure? [test, dane techniczne, cena, porównanie]

Do naszej redakcji trafiły na testy dwie Hondy CRF300 w dwóch różnych wersjach - L lżejszego enduro oraz cięższej, wyprawowej Rally. Jak sprawdziły się...

Zakaz wjazdu pojazdów spalinowych na słowacką stronę Tatr – rząd ma już plany i podał planowaną datę wprowadzenia zmian

Tatry, zarówno te po polskiej, jak i po słowackiej stronie, słyną nie tylko z pięknych gór, ale także malowniczych tras, które uwielbiane są przez...

Doścignąć marzenia, czyli moje pierwsze budżetowe ściganie – wybór i zakup torówki Kawasaki ZXR 400 [cz. 1]

Wizja kolejnego sezonu na PitBike i wysłuchiwanie drwiących komentarzy za plecami postawiło mnie pod ścianą. Doskonale pamiętałem wyjazdy na tor na motocyklach o pojemności...