Kto nie słyszał tej obiegowej opinii, ten w naszym motocyklowym światku siedzi chyba od wczoraj. Ja z kolei na motocyklu spędziłem ponad ćwierć wieku swojego życia, przez dwa lata w ogóle nie porzucając motocykla poza sezonem, używając go niemal codziennie. Czy to ma sens?
2006 rok, 20 lat temu, to były zupełnie inne czasy. Moim największym i w sumie jedynym majątkiem był FZS 600, później doszedł do tego XT 600. Samochodu nie miałem, nie chciałem mieć, nie czułem że go potrzebuję, a tak naprawdę, to nie miałem na niego pieniędzy. Po prostu każdy luźny grosz wrzucałem do przepastnego wiadra bez dna z napisem motocykle. Stąd też powstał problem zaspokojenia potrzeb komunikacyjnych w miesiącach zimowych. Pracowałem w drugiej części Warszawy, mieszkając na północy, dojeżdżając na południe – 20 kilometrów. Komunikacja miejska to był koszmar trwający 1,5 godziny w jedną stronę. 3 godziny dziennie wisząc na ręce w ścisku, wąchając obcych ludzi, oddychając ich powietrzem. Wtedy w autobusach nie było tak komfortowo jak dziś…
Dojazd do pracy motocyklem

Zatem co? Będę dojeżdżał motocyklem. XT-ek stał na kościach i lubił sprawiać problemy z rozruchem, więc do tego celu wybrałem Fazera. Trzymany pod pokrowcem, pod chmurką, palił na dotyk mimo ujemnych temperatur. Akurat wtedy trafiła się w miarę łagodna zima i na termometrze rano nie widziałem mniej jak -5 stopni Celsjusza. Dam radę. Ubierałem się ciepło, a receptą na drogę było połączenie skórzanych spodni tarborowskich z kurtką goretexową BMW StreetGuard.

Do tego kalesony, polar ze stójką, kominiarka z nieprzewiewnego materiału na szyi i rękawice pod rękawice – czyli zwykłe tanie, jednorazowe rękawiczki z bazaru zakładane pod skórzane rękawice. Rynsztunku dopełniał kask Uvexa.
Jak jest sucho, śnieg nie pada, to bez problemu da się jechać. Przyczepność jest absolutnie normalna – oczywiście nie szalałem, sprzęt miał mocarne hamulce, nie miał abs-u, a na zimnie opony sztywnieją. Z elektroniki na pokładzie był zegarek ciekłokrystaliczny. To wszystko. Pamiętam jak znajomi, ci motocyklowi też, patrzyli się na mnie jak na debila, gdy mimo mrozu podjeżdżałem do nich motocyklem.
Zimowa wyprzedaż w Suzuki – ceny mocno w dół, liczba motocykli ograniczona | Artykuł – Motovoyager
Niezniszczalny
Oszczędzałem czas, ryzykowałem oczywiście, ale mając dwadzieściakilka lat uważałem się za niezniszczalnego. Któregoś dnia, tuż przed powrotem do domu z pracy, spadł śnieg. Służby miejskie oczywiście leniwie do tego podeszły – czyli będziemy odgarniać i sypać jak przestanie padać. Nie miałem ochoty kiblować w robocie, którą kończyłem późno, bo o 21. Wsiadłem i pojechałem – na listonosza, po białym puchu, na szosowych oponach. Cytując Kazika – „miałem serce w przełyku, lecz nic mi się nie stało”.
Swoją przygodę kontynuowałem kolejnej zimy po sprzedaży Fazera i XT-eka, na DRZ-ecie 400 SM. To na niej zaliczyłem glebę na podjeździe pod ośnieżony wiadukt, kilka razy przemarzłem na kość. Ale i tak w życiu na moto bardziej zmarzłem podczas powrotu jesienią z Pogoni za Lisem, a wiosną z pierwszego biwaku w roku – deszcz jest gorszy od mrozu, gdy nie ma się przeciwdeszczówki i jest kilka stopni na plusie.
Może i można, ale jednak lepiej nie
Niby nic mi się nie stało, niby wszystko było w porządku, ale nie do końca… Nieszczelne kaski, które mimo zamykania wentylacji, domykania szyb a także używania deflektorów pod brodę – także takich własnej roboty – przepuszczały tyle mrozu i wiatru do środka, ile trzeba było, by na lata uszkodzić mi zatoki. Oczywiście każdy jest inny i niektórych może to nie ruszać, może ja jestem delikatnej konstrukcji, ale po przejeżdżonych zimach, gdy tylko temperatura spadała poniżej 15 stopni Celsjusza musiałem na swoją łysą głowę zakładać czapkę. Ból był po prostu niemiłosierny – jakby ktoś wbijał mi gwoździe w skronie. Do tego ciągły katar, zatykanie nosa, trudności z oddychaniem. Bawiłem się z tym lata, póki udało mi się pozbyć większości objawów, choć oczywiście nie wszystkich, nie do końca.
Nie ma złej pogody…

I tu by się zgadzało, gdybym miał lepsze, zimowe kaski, może byłoby lepiej. Arai – najlepszy pod względem bezpieczeństwa producent kasków jest najgorszym jeśli chodzi o jazdę w zimnie. W Araiach wieje jakbyś sito na głowę założył, jak szczelnie byś go nie zamknął. To zdecydowanie letni kask. Zresztą mój egzemplarz Uvexa był podobny. Może gdybym wtedy miał kask zimowy – np. Schubertha, które są najszczelniejszymi kaskami w jakich kiedykolwiek jeździłem – to może byłoby lepiej, a tak…
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Do tego ryzyko wypadku, przewrotki jest dużo większe. Pamiętam wszystkie kolory tęczy na biodrze po wywrotce na DRZ na wiadukcie na Marsa. Nie jest to fajne, szczególnie że jechałem spokojnie, delikatnie, uważając. Nic nie zrobisz, musisz się wyrżnąć jak przyczepności brak.
Twardziele spod znaku Słonia i Wilka
Reumatyzmu nie dostałem, stawy nie bolą mnie na złą pogodę, ale nie chciałoby mi się już tego powtarzać. Oczywiście co innego wyjazd dla przyjemności na enduro, żeby pohasać po śniegu, ale jakieś Elefantentreffen to nie dla mnie. Choć Dawid mnie mocno na to namawiał ostatnio.
Widziałem też w minioną niedzielę, wracając samochodem ze snowboardu, dwóch gości na adventurach wracających gierkówką z, jak mi się wydaje, zimowego zlotu Wolfentreffen w Piwnicznej Zdroju. Twardziele z was, taka trasa, a było -10… Oczywiście są teraz elektryczne i chemiczne ogrzewacze, ale to nadal ekstremalne wyczyny, za które możliwe, że trzeba będzie zapłacić zdrowiem za jakiś czas. Pytanie czy warto?
I jeszcze jedno muszę na końcu dopisać. 1 listopada wrzuciłem na naszego fejsa fotkę, że mój XX idzie spać i go odstawiam na zimowanie. Ojojoj, jakie święte oburzenie wywołałem u niektórych i oprócz czytania o braku złej pogody trafiały się i takie komentarze (pisownia oryginalna):
Odstawiając na co?! Zimowanie?! A co to K.rwa mis jest ,że idzie spać na zimę
Najlepiej to nie przestawać jeździć.
Ja nie odstawiam jeżdżę cały rok jest to zdrowe i dla motocykla i dla mnie
co to za motocyklista co odstawia swój moto na zime, a po drugie na jaką zime
To teraz chciałbym poprosić tych asów, co napisali te cztery powyższe komentarze, żeby pokazali jak jeżdżą swoimi motocyklami, bo ja jakoś ostatnio nikogo z was, oprócz dwóch twardzieli na adventurach i kurierów na skuterynkach, to na ulicach nie widuję. Może źle się ubieracie?
