sob., 23 paź 2021

Kupno drogiej, motocyklowej tandety jest prestiżowe, konsorcja liczą zyski, a ekologia to ściema!

-

Czasy się zmieniają i wszystko wokół nas, oprócz jednej rzeczy… Powstają nowe firmy, stare plajtują, marki i znaki towarowe przechodzą z rąk do rąk. Często klient w ogóle nie orientuje się czyją rzecz i od kogo kupuje, idąc za marką, za jej renomą. Wszyscy trąbią o ekologii, podczas gdy trują świat na potęgę. Co się nie zmienia? Chęć zysku, za wszelką cenę!

Artykuł ten nie ma na celu szkalowania jednych producentów, a wychwalania innych. Raczej chciałbym opisać moje przemyślenia na temat dzisiejszych realiów produkcji towarów, ekologii i trendów kierujących nami – klientami.

Do napisania tego felietonu skłoniło mnie zdjęcie kombinezonu, pewnej renomowanej marki, zamieszczone na jednej z grup motocyklowych. Oto jego fragment:

Kupno drogiej, motocyklowej tandety jest prestiżowe, konsorcja liczą zyski, a ekologia to ściema!

Nadruk po prostu odkleił się w czasie użytkowania kombinezonu. To tak, jakby od markowego auta odpadł znaczek firmowy. Myślicie jednak, że producent wyraźnie przejmie się problemem z jakością? Dopóki towar będzie schodził z magazynów myślę, że nawet tego nie zauważy…

Właściciel ma dwa wyjścia… A może więcej?

Zacznijmy może od początku… Kiedyś, ale i teraz, aby zaistnieć na rynku, należało wytwarzać produkty niezawodne, bezpieczne, dobrej jakości, które podobały się klientom i które oni sami później polecali swoim znajomym (marketing szeptany). Niektórym markom udało się to lepiej, innym gorzej. Ci najlepsi, którzy rozkręcili swój biznes do niewyobrażalnych rozmiarów, po latach zdobyli rozpoznawalność i uznanie całego świata, wtedy mogli pójść dwiema drogami.

Jedna, to pozostawienie marki w rękach założycieli, kolejnych pokoleń rodziny właścicieli, którzy często związani z brandem własnym nazwiskiem, traktowali rodzinny biznes nie tylko jako źródło przychodów, ale tradycję, honor itd. Druga droga, to wycenienie swojego sukcesu i sprzedanie go konsorcjum, czy innemu bogatemu podmiotowi, za niewyobrażalne pieniądze, zapewniając sobie tym dostatnie życie.

Oczywiście oba te schematy są bardzo uproszczone, są różne ich warianty, a także nie jest wcale czarno i biało w tym temacie. Ale do czego dążę? O ile ta pierwsza droga może, choć nie musi, gwarantować dożywotnią jakość wytwarzanych produktów, o tyle druga raczej (powtarzam – raczej) jest nastawiona na zyski, przede wszystkim na zyski… A jak je osiągnąć? Zmniejszając koszty produkcji, za to podwyższając lub też utrzymując wysoką cenę produktów.

Jak nie dać się oszukać nieuczciwym handlarzom, czyli sztuczki komisów motocyklowych

Wysoka cena, niska jakość – to źle?

Choć wydaje się, że jest to pętla na szyję producenta, to taki schemat jednak może działać latami, bez szkody dla niego. Wystarczy wejść na światowy poziom, zdobyć rozpoznawalność i renomę, którą potem, mimo wpadek, utraty jakości produktów, bardzo trudno jest stracić. Posiadanie rzeczy firmy, które są najdroższe na rynku, zawsze będzie się kojarzyć z prestiżem – w końcu nie każdego stać na kombinezon za 5 czy 8 tysięcy złotych, a to, że jego jakość często może odbiegać na minus od tego za 3, to już kompletnie inna kwestia…

Wiele renomowanych firm, zauważyłem, idzie tą drogą. Wszyscy przenieśli wytwarzanie swoich towarów na Daleki Wschód, tłumacząc to czym? Obniżeniem kosztów ich produkcji… Czy jednak na wieszakach w salonach motocyklowych nagle renomowane produkty potaniały? Nie. Dlaczego? Bo cały świat pokazał, że za produkt firmy X jest w stanie zapłacić dużą kwotę. Obniżenie jej wpłynęłoby negatywnie na odbiór marki, która przestałaby być już ekskluzywna, będąc dostępną dla większej liczby osób.

To czysty marketing, który od lat zna takie przykłady. Cenę ustala marketingowiec, a nie producent. Koszt wytworzenia danej rzeczy jest tylko małym ułamkiem ceny, jaką finalnie klient musi za nią zapłacić w sklepie. Nie będę zagłębiał się w to, z czego składa się cena takiego produktu, ale jest wiele czynników, takich jak jego promocja, utrzymanie sieci sprzedaży, transport etc.

Przykład z mojej szafy…

Wracając do naszych kombinezonów. Jakiś czas temu kupiłem markowy kombinezon pewnego europejskiego producenta. Ogólnie każdy produkt tej marki kojarzony jest z mega jakością, ekskluzywnością i wysoką ceną. Na początku jeździłem w tym kombi tylko po szosie, po jakimś czasie stwierdziłem, że nie ma co go oszczędzać i zacząłem jeździć w nim także po torze. Długo nie musiałem czekać na pierwszą przewrotkę. Pamiętam to jak dziś. Tor Radom, moje nieśmiertelne supermoto i winkiel – zawrotka – o 180 stopni. Jaką prędkość miałem na tej patelence? 40 km/h? Raczej nie, bardziej 30, a może nawet 20… Zbyt głębokie złożenie, uślizg przedniego koła, gleba. Nic się nie stało, podnoszę się, jadę dalej. Zjeżdżam po jakimś czasie z nitki toru, zdejmuję kurtkę i oczom nie wierzę. Kombinezon skórzany rozdarł się na łokciu, przedarł się całkowicie…

Kupno drogiej, motocyklowej tandety jest prestiżowe, konsorcja liczą zyski, a ekologia to ściema!

Co by to było, gdybym złapał szlifa przy 150 km/h podczas jazdy na Torze Poznań? Czy kombinezon ten przestałby istnieć? Na pewno rozdarłby się całkowicie tam, gdzie są ochraniacze, pytanie czy wytrzymałaby skóra na tyłku, czy jechałbym na własnej. Dramat – pomyślałem i przestałem mieć do niego zaufanie. Kombiak ten, nie będący topowym tego producenta, na półce, w dniu zakupu ładnych parę lat temu, wisiał za niecałe 5000 zł…

Zacząłem drążyć temat i dowiedziałem się, od ludzi siedzących w branży, że powstał ciekawy trend w produkcji. Skórę bydlęcą przecina się na dwie części i powstaje produkt premium – skóra licowa, oraz dwoina, czyli wewnętrzna, delikatniejsza skóra.

Kupno drogiej, motocyklowej tandety jest prestiżowe, konsorcja liczą zyski, a ekologia to ściema!
fot. belveder.com.pl

W ten sposób otrzymujemy z jednego zwierzęcia dwa razy tyle powierzchni skóry. Dwoinę poddaje się różnym procesom, w tym lakierowania, by wyglądała jak skóra licowa. Zyskowny biznes.

Ale wracając do producenta mojego kombinezonu, zastosował on w nim ochraniacze twarde, które potrafią trochę lepiej zachować się w czasie wypadku, niż ich bardziej miękkie odpowiedniki z elastomeru – co poprawić miało bezpieczeństwo użytkowania, kosztem trwałości produktu. Zatem mamy teoretycznie bezpieczniejszy kombinezon, ale w pełni jednorazowy, który ma się podrzeć w newralgicznych miejscach już przy najmniejszej wywrotce. O co tu chodzi? O to, by kupić kolejny produkt, a ten kupiony za worek pieniędzy odwiesić na półkę, jako trofeum. Kombinezon topowy, ale jednorazowy! Skoro udało się taką świadomość ugruntować, bardzo zresztą słusznie, jeśli chodzi o kaski, to dlaczego nie spróbować z kombinezonami? Marketing idealny! A to, że pójdzie fama, że skórzane kombinezony danego producenta drą się przy najdrobniejszym szlifie, o czym przecież nie mówi ani sam producent, ani sprzedawca w salonie? Jest tego ryzyko, ale małe… Bo czy osoba, która wydała miliardy monet na swój drogi kombinezon, wstawiająca od pół roku z nim foty na swoje insta i bunie, będzie chciała się publicznie przyznać, że w sumie to nie jest z niego zadowolona, a kombiak podarł się przy pierwszym szlifie jak bawełniana szmatka? No właśnie…

Jak naprawdę jest z tą ekologią?

Kupno drogiej, motocyklowej tandety jest prestiżowe, konsorcja liczą zyski, a ekologia to ściema!

Jednocześnie wszystkie konsorcja krzyczą o ekologii, często nią właśnie argumentując szereg działań. Jesteśmy teraz zatruwani wręcz tematem bezemisyjnych, czyli ekologicznych pojazdów. Każdy prezes wielkiego konsorcjum, każdy europejski polityk dba o ekologię. Wchodzą kolejne, coraz bardziej wyśrubowane normy emisji spalin w nowych pojazdach, ustalane są daty zaprzestania produkcji pojazdów spalinowych. Czy rzeczywiście w tym wszystkim chodzi o ekologię? O globalną troskę o planetę? Oczywiście, że nie…

Jeżeli tak by było, norm nie śrubowano by od góry, tylko od dołu, czyli z ruchu wycofywano by pojazdy, które nie spełniają żadnych norm emisji, czyli trują najwięcej i jest ich najwięcej. Jak? Skupując je od właścicieli, dopłacając do kupna pojazdów spełniających normy, a pojazdy nieekologiczne przeznaczając na odzysk surowców. Ale to przecież rządy kosztowałoby pieniądze! Co jest ważniejsze? Pieniądz, czy ekologia?

Jeżeli rzeczywiście rządziłaby ekologia, produkcja dóbr europejskich odbywałaby się w Europie, gdzie można byłoby kontrolować emisję CO2 oraz szkodliwych pyłów do atmosfery. Jednak dzieje się inaczej. Krzyczące o ekologii konsorcjum zleca produkcję swojego towaru na Dalekim Wschodzie, gdzie wytwarzają go fabryki nie spełniające absolutnie żadnych norm emisji szkodliwych substancji. Potem towar ten przesyłany jest drogą morską, płynie kilkanaście tysięcy kilometrów kontenerowcami zasilanymi przez ogromne, dwusuwowe silniki diesla opalane mazutem – ciężkim olejem opałowym będącym pozostałością po destylacji niskogatunkowej ropy naftowej. Do atmosfery trafiają kolejne zanieczyszczenia. Ale w Europie czysto! To trochę tak, jakby trzymać porządek na własnym podwórku, wywożąc śmieci do lasu… Znajomy problem, prawda?

Jak nie dać się zrobić w…

Najwięksi, a więc też najbogatsi, mogą wszystko. Mogą sprzedać nam tandetę za ogromne pieniądze, a my będziemy się cieszyć z tego, że naszego sąsiada na daną rzecz nie stać, będziemy wstawiać zdjęcia w tym produkcie na nasze social media, świadomie – czy też raczej nie – pracując na marketing danej marki. Jaki wniosek się z tego nasuwa? Według mnie bardzo prosty – wspierajmy producentów, często małych, rodzimych, którzy są na etapie zdobywania renomy, czyli stawiają na jakość swoich produktów. Nie płaćmy wyśrubowanych cen za towary, których większość ceny to zyski konsorcjum. Nie reklamujmy bezmyślnie drogiej tandety, próbując się bez sensu lansować, tak naprawdę robiąc dobrze największym. Nie kupujmy rzeczy jednorazowych, nienaprawialnych, których to bronić ma, tak chętnie wykorzystywany przez konsorcja, płaszczyk bezpieczeństwa (nie dotyczy kasków). A wreszcie nie wierzmy bezwzględnie w słowa ludzi, którzy mają pieniądze i władzę, a patrzmy na ich deklarację przez pryzmat ich korzyści. Może tak świata nie naprawimy, ale sprawimy, że choć trochę zmniejszą się monopole wielkich, a maluczcy urosną na tyle, aby stać się konkurencją dla tuzów branży.

Michał Brzozowski
Motocyklista od 20 lat, z potężnym stażem przejechanych kilometrów, dużą liczbą przetestowanych maszyn i wielką miłością do jednośladów. Przede wszystkim kocha trzy motocyklowe segmenty: hipermocne nakedy, wygodne, duże turystyczne enduro oraz lekkie i zwinne jednocylindrowe supermoto, ale nie stroni od jazdy wszystkim co ma dwa koła. Przetestuje każdy sprzęt, a większość z testowanych motocykli chociaż spróbuje postawić na koło. Absolwent filologii polskiej na UW. Prywatnie pasjonat sportu, a w szczególności rowerów.


4 KOMENTARZE

  1. Kupując niedawno nowe jeansy shimy i rękawice zauważyłem to samo… po chwili uzytkowania odrywają się odblaski, mam nadzieję, że producent zadbał chociaż o ochronę mojego tyłka i nie przyoszczędził na tym. Jeszcze 3 lata temu kupiłem kurtę ozona, budżetowa marka a takie błędy nie występują, mam również spodnie ale przedarły się kolejny raz w kroku z mojej winy oraz zamki odmówiły posłuszeństwa ale to wina szlifa i jeżdżenia z 2 parami spodni i podpinkami aby było ciepło. Chyba trzeba będzie przed zakupem jakiegokolwiek ubrania obejżeć kilka niezależnych recenzji, aby nie wywalić kasy w błoto…

  2. na FB zapodalem temat wydawania ogromnych pieniedzy za przedmiot ktory ma sluzyc na motocyklu lub w nim(np mocowanie na telefony, zelowa podkladke na siedzenie-ja kupilem w sklepie meblowym za 40zyla na fotel biurowy gdy najtaniej znalazlem za 200zyla dedykowany dla motocyklisty). I co? Ano spotkalem sie z hejtem w stylu ze jak mam motocykl to kosztuje. Tu w tym swietnym artykule autor pokazal ze tylko cebulaki lub Janusze torow miejskich czyli centrum miasta ktorzy odkrecaja manetke aby od jednego skrzyzowania do drugiego osiagnac pond sto km/h tak wlasnie mysla i wydaja kase na malo wartosciowe przedmioty dedykowane motocyklistom. Czy mozna to zmienic? Chyba nigdy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Kask Aegis Rider – inny niż wszystkie, gdyż pokaże kierowcy optymalną linię przejazdu

Co rusz do środowiska motocyklowego trafiają nowe pomysły, które mają różne zadania. Producenci kasków próbują tworzyć coraz to lepsze, wygodniejsze, lżejsze, ale przede wszystkim...

SCHUBERTH E1 – kask jakich mało [test, opinia]

Wybór odpowiedniego kasku dopasowanego do naszych potrzeb to złożona kwestia. Większość z nas ograniczają finanse, ale zaraz za nimi stoją takie cechy jak wygląd,...

Najnowsze informacje w sprawie zdrowia kierowcy motoambulansu Marcina „Borkosia” Borkowskiego

13 października informowaliśmy was na naszym portalu o wypadku, w którym uczestniczył warszawski ratownik medyczny pełniący służbę na motocyklu oraz samochód osobowy. W wyniku...

Ogranicznik prędkości w motocyklach? Tego właśnie chce Parlament Europejski

Dotychczasowe zmiany w pojazdach, które miały poprawić nasze bezpieczeństwo dotyczyły przede wszystkim elektroniki. Parlament Europejski chce jednak wykluczyć problem w jego zarodku, dlatego na...

15 punktów za jedno wykroczenie drogowe? Tak, już od 1 grudnia. Znamy nowy taryfikator punktów karnych 2022

Rząd już od dłuższego czasu zapowiadał wprowadzenie zmian przepisów, które poprawią bezpieczeństwo na drogach, ale także skutecznie będą walczyć z piratami drogowymi i pijanymi...