Reklama

Na pewno każdy uważa tak samo, chociaż niekoniecznie tak jest – bezpieczeństwo, stan techniczny, przygotowanie placu manewrowego i motocykla podczas nauki jazdy, oraz samego egzaminu, powinno być na najwyższym poziomie. No właśnie, powinno…

Po pierwsze – na egzaminy lub kolejne godziny nauki jazdy bardzo często przychodzą nowicjusze, których doświadczenie motocyklowe kończy się na przeczytaniu danych motocykla w Google, lub posłuchaniu historii wujka kolegi znajomego kuzyna motocyklisty, który swoimi wyczynami bije na głowę Marqueza. Po drugie skoro nie w szkołach jazdy i w WORDzie, to gdzie przyszli kierujący mają nauczyć się podstaw bezpiecznej jazdy i kto powinien im dać przykład odpowiedniego przygotowania motocykla i samego siebie do jazdy?

Przeczytaj koniecznie: Ile kosztuje prawo jazdy kategorii A

Na wstępie zaznaczę tylko, że każdą kategorię, którą mam wbitą w swoje prawko, zdobywałem w innym mieście, które zazwyczaj było dla mnie zupełnie obce. Za każdym razem spotykały mnie też w trakcie egzaminów i nauki jakieś ciekawe przygody, z którymi chcę się z wami podzielić. Ograniczę się tylko do tych, związanych z motocyklowymi kategoriami.

Kategoria A1 – lustro jak na dłoni

Zawrotnie szybka, piekielnie nowoczesna i ultra piękna… Yamaha TW 125. No dobra, o ile wybór samego motocykla, biorąc pod uwagę konkretnie sam egzamin, jest dobry, to jego stan techniczny sprawił, że stające dęba włosy na głowie, o mało nie przebiły mojego kasku. Ale zacznijmy od początku. Jako młody motocyklista postanowiłem solidnie sprawdzić stan poziomu oleju, który kazał wskazać mi mój egzaminator. Kucam, patrzę w czarną plamę wziernika i nie wiem, czy oleju nalane jest jak paliwa po sam sufit, czy jest on tak czarny i stary, że bez mocnego przechylenia motocykla na bok, nie jestem w stanie stwierdzić jego poziomu… No ale skoro wymagane tylko i wyłącznie wskazanie miejsca kontroli, to tak też zrobiłem. Czas na najbardziej lubiany element na placu manewrowym – ósemkę. No to głowa w prawo, lewo i ruszam. Dosłownie po sekundzie przez moje usta przelatuje łacina, bo lewe lusterko postanowiło ze mną nie współpracować i wyluzowało się robiąc piękny piruet, kończąc go na mojej dłoni. Tysiąc myśli na minutę, ale zagryzam zęby i postanawiam dokończyć cztery następne ósemki. Oczywiście reakcja instruktora była taka sama, jak niektórych właścicieli psów, które właśnie defekują ustawione z północy na południe. Udawał, że nie widzi, ale zreflektował się, gdy do niego podjechałem po pozytywnej próbie.

– Znowu się odkręciło? Jedź na dół do warsztatu, tam na końcu na lewo i powiedz, żeby ci dokręcili. – nakazał egzaminator. Tym sposobem przejechałem, bez żadnych zasad, cały górny plac manewrowy, aby warsztatowy wirtuoz zamontował niedokręcone lusterko. Na dodatek mój rajd wykonałem w pomarańczowej kamizelce z wielką L na plecach.

Warto przeczytać: Prawo jazdy w 6 krokach

Kategoria A2 – zimny motocykl nie kręci ósemek

Kolejne miasto i kolejne, dziwne zasady. Punktualnie stawiam się o umówionej godzinie na placu egzaminacyjnym i tutaj pierwsze zdziwienie. Kilka innych osób przyjechało motocyklami, którymi odbywało cały kurs. WORD gwarantuje nam na egzamin motocykl, więc czekałem spokojnie na swoją kolej. Następny proszę! Wkładając na głowę kask zbliżam się do egzaminatora, którego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Z ogromnym wku$wem popatrzył na mnie i rzucił krótkie hasło – Tam jest garaż, otwórz bramę i zabierz stamtąd czarnego GS-a. Ledwo wyciągnąłem motocykl i już kazał ustawiać mi się na linii startowej. No to ssanie i jadę, albo i nie. Sprzęgło praktycznie nie działa, a zrobienie ósemki, pracując gazem, może okazać się problematyczne, gdy dodatkowo dochodzi stres. Szybko kręcę regulacją sprzęgła, żeby chociaż minimalnie poprawić moją, i tak już fatalną, sytuację. Jadąc na ssaniu dojeżdżam do wskazanego miejsca, gdzie egzaminator pewnym ruchem ręki wyłączył je, bo nie chciało mu się krzyczeć. Finał był jeszcze gorszy, bo zasiliłem konto WORD o kolejne 160 zł, ponieważ wykonanie ósemki na nierozgrzanym, dławiącym się silniku z wyjechanym sprzęgłem okazało się niewykonalne. Życie.

Przeczytaj koniecznie: Ile czeka się na prawo jazdy w 2020 roku?

Kategoria A – czyli mgłę widzę, albo oczy mrużę

Łapię ostatni dostępny termin w połowie grudnia i modlę się o przyjazną pogodę. Egzamin o 7:30, więc łapię za telefon i pytam o możliwość przełożenia na późniejszą godzinę, a to ze względu na nocny przymrozek. Nie da się… bo nie. Wstając o 6 rano przy akompaniamencie uderzających o parapet kropel deszczu wiem, że przede mną kolejna ciężka walka z kolejnym już WORDem, na dodatek w kolejnym obcym mieście. Czekam na mojego egzaminatora, który w profesjonalny sposób, czyli szuraniem butem po mokrej kostce brukowej, sprawdził stan jej nawierzchni. Ani na motocykl, ani na egzaminatora nie mogę powiedzieć złego słowa, bo przed egzaminem na moich oczach rozgrzewał motocykl jeżdżąc po placu i sprawdzając osobiście jego stan techniczny. Przy 1 stopniu Celsjusza, po całonocnych opadach deszczu, zaczynam egzamin, który osobiście wziąłem na klatę, nieco namawiając egzaminatora do przeprowadzenia go. Trochę już w swoim życiu przejeździłem kilometrów, ale nie chciałbym widzieć, w takich warunkach, na placu, niedoświadczonego motocyklisty, który omija bramki z prędkością 50 km/h po kostce brukowej. Kostce, kótra już sama w sobie jest śliska. W połączeniu z namalowanymi liniami, wyznaczającymi inne zadania dla osobówek lub ciężarówek, powstał bardzo niebezpieczny i zdradliwy duet. W sytuacjach stresowych przyśpiesza nam oddech, a kaski na stanie Ośrodków Ruchu Drogowego nie mają pin locka. Jazda w prywatnym kasku była niemożliwa, a to ze względu na brak możliwości przełożenia interkomu do własnego kasku. Wobec tego w delikatnej mżawce cały egzamin przejechałem z otwartą szybką. Powodzenia dla zatok!

Skoro szkoły jazdy i Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego mają kreować przyszłych kierowców na osoby świadome zagrożeń, umiejące ocenić stan techniczny pojazdu i przygotowania siebie do jazdy, to w Polsce działa to wyjątkowo źle. Fatalny stan techniczny wielu maszyn, podczas kursu i egzaminu, nie wyrabiają w przyszłym kierującym nawyku dbania o swoje bezpieczeństwo podczas jazdy. Place manewrowe osadzone na kostce brukowej są zdradziecko śliskie i powinny zostać zastąpione asfaltowymi, aby jak najbardziej przybliżyć warunki nauki oraz egzaminacyjne do tych panujących na drodze.

Instruktorzy powinni być aktywnymi kierowcami, aby z własnego doświadczenia i błędów, potrafili przekazać ważne uwagi i porady, których nie przewidział ustawodawca, znający motocykl jedynie ze zdjęcia. Warto zadbać o takie szczegóły i od początku wpajać przyszłym adeptom podstawowe zasady bezpieczeństwa oraz kontrolę stanu technicznego. W jaki sposób do codziennego życia odnosi się wskazanie stanu płynu chłodniczego, skoro połowa kursantów nie ma pojęcia kiedy i jakim rodzajem cieczy mogą go uzupełnić w przypadku nieodpowiedniego stanu? Odpowiedź tutaj jest zbiorniczek płynu chłodniczego i jego stan powinien znajdować się pomiędzy minimum, a maksimum jest równoznaczne z odpowiedzą… POMIDOR.

A wy co sądzicie o stanie i jakości polskich Ośrodków Ruchu Drogowego? Mieliście jakieś przygody na egzaminach?

19 KOMENTARZE

  1. Mój pierwszy egzamin na motocykl październik 2018r. Godzina 8:30 temperatura osiągała – 1 stopni i mżawka – gorsza od deszczu.
    Kask oczywiście z Wordu dostałam plus komplet ochraniaczy. Motocykl Mt07 samoistnie skrecajacy w lewo 😂 dojechalam do slalomu szybkiego. Niestety w poprzednim ośrodku nie raczyli mnie poinformować, że jak 1 przejazd jest zrobiony to drugi na spokojnie. I chciałam zrobić jak najlepiej – nie wyszło. Przez 8 miesięcy nie wsiadłam na żaden motocykl. Aż w końcu zapisałam się. 2 dni przed egzaminem zaczęłam jeździć. Jak poszłam zdawać wmawialam sobie “równowaga, rozluźnienie” jak w Kung Fu Panda 😂 a podczas wykonywania manewrów pomógł mi Zenon Martyniuk “przez Twe oczy zielone”. Oczywiście, to drugie podejście wyszłam z wynikiem pozytywnym. Przytulił am egzaminatora i się popłakałam, że spełniam swoje Marzenie od dzieciństwa ♥️

  2. Hej, mój egzamin na pełną kategorię A był 8 lat temu więc mając 18 lat uzyskałem możliwość poruszania się każdą pojemnością co było w mojej opinii dobrym rozwiązaniem. Ale wracając do zasad który wtedy obowiązywały, NAJGORSZE co mogło zostać wymyślone to, że była tylko jedna trasa przebiegu egzaminu.

    Czyli w trakcie nauki zawsze się jechało tą samą trasę,co za tym idzi, po 3 razie spokojknie całość się pamiętało. Podczas właściwego egzaminu [ na motorku o poj. 125 (>.<) [Egzamin na pełne A]] , kask nie posiadał wbudowanego intercomu, tylko słuchawki i krótkofalówka. W momencie kiedy wyjeżdzałem z placu na miasto, słuchawka mi wyleciała z ucha mimo to przejechałem cały egzamin a egzaminator nawet się nie połapał, że nie miał ze mną żadnego kontaktu.

    PS. Kiedyś leciałem z taką prędkością motorem, że wychodząc z zakrętu uderzyłem w sokoła który nie zdążył się wznieść. Ku mojemu zdziwieniu mówili o tym w wydarzeniach na polsacie. Można ? Można !

    lwg :)

  3. Też miałem egzamin pod koniec października, było dosyć zimno, kask z wordu, zaparowana szybka, podniosilem ją żeby widzieć cokolwiek, egzaminator cały czas się o to czepiał, ma być zamknięta, a ja na to że przecież paruje, a on ze jego to nie obchodzi, ma być zamknięte, ale i tak podniosilem. W końcu usłyszałem że plac zaliczony i że jedziemy na miasto, ale jak zobaczy na miescie że jadę z podniesiona szybką to przerywa egzamin i oblewam. Na szczęście 40-50 km/h wystarczało żeby nie parowalo, i z wielką łaską powiedział że zalicza. A pierwszy oblany egzamin, xj600 zimne, strasznie szarpalo, podparcie noga na osemce i 180 zł poszło się…

  4. Witam Serdecznie .
    Moj egzamin odbył się 22.10.2019 w Szczecinie na kat. A . Przyznam ze motocykl nowy 2600 km . Nawierzchnia asfalt troszeczkę deszczu . Ale nie mam najmniejszych powodów aby powiedzieć coś złego na temat egzaminu ani stanu technicznego motoru .
    Egzaminator podobno wredny aczkolwiek dla mnie okazał się w miarę miły :-) szybka cały egzamin otwarta :-)

  5. Ja przygód przy pierwszym podejściu na A2 nie miałam, ot z ósemki wyleciałam poza linię i z tego powodu brak możliwości drugiego podejścia. Cała filozofia oblania egzaminu.
    Przed egzaminem miesiąc wogóle nie jeździłam i jeszcze podstawiono mi zupełnie inny Moto niż ten, na którym się uczyłam…brak wyczucia zrobiło swoje.
    Druga próba już udana …z całą czszęką kasku w górze 😋
    Chciałam wspomnieć inną kwestię , zawartą właśnie w artykule.
    W szkole w której robiłam kurs…motory to ledwo turlajace się trupy (!) W trakcie kursu nie byłam zielonolistna, miałam za sobą dwa sezony na 125 więc mam pojęcie jak powinien zachowywać się sprawny Moto.
    Plac manewrowy ….kpina z dziurawym asfaltem i piaskiem i to jeszcze z górki.
    Absolutny brak możliwości ćwiczeń szybkiego slalomu i awaryjnego hamowania (brak miejsca na rozbieg itd).
    Instruktor ; miły starszy pan …i na tym koniec jego zalet.

    ….miarą sukcesu jest dobry instruktor czynny motocyklista , odpowiedni plac i sprawny Moto; wystarczyło 4 h szklenia i taa dammm egzamin zdany!

  6. Mój egzamin w Word to jakaś pomyłka.
    Start umówiony na godzinę 11. Tuż przed egzaminem stres wzrasta, to normalne. W poczekalni duży zegar odlicza godzinę.
    Wybija 11, z każdym wyczytywanym nazwiskiem serce podchodzi do gardła, ale czas mija a ja wciąż w poczekalni.
    O 11:30moze coś niewiele po, pytam oczekujące chłopaka z kąskiem w ręce na którą godzinę jest umówiony, mówi że na 10:50. Już wiem że w kolejce przedemna mimo opóźnienia jest ktoś jeszcze.
    Finalnie 45 minut po czasie wzywają mnie na plac. Jestem już mocno zestresowany i podirytowany długim spoznieniem.
    Dochodzę do egzaminatora który pyta mnie czy mam kask, mówię że nie, mówi mi że to problem bo nie posiadają wolnego kasku na chwilę obecną. Znów czekam. 10 minut później Pan który czekał przedemna wraca i pożycza kask.
    Dostaje jakąś marna słuchawkę z kablem której za Boga nie da się ustawić w uchu tak aby było dobrze i wyraźnie słychać.
    Dodatkowo ten cholerny kabel cały czas nadciąga się jak lina.
    No nic startujemy na Kawasaki er6n.
    Niby nowy ale nim udało się go zapalić na dobre zgasł 2 razy. Pan z obsługi motocykli żartuję że chyba motocykl dziś ma już dość😉
    Ósemka, potem slalom wolny, potem szybki. Jedna próba za wolno, druga prędkość ok ale gmolem który wystaje tak szeroko po za obręb motocykla musiety pacholek.
    Egzamin zakończony.
    Pytam egzaminatora co jest a on ze gmol delikatnie otarł się o pacholek, odpowiadam że rzaden znany mi motocykl nie posiada takiego orurowanie jak te wasze. Na co egzaminator pełen zadowolenia mówi mi:
    Widzi Pan a nasze maja, dzięki czemu spotkamy się jeszcze raz a kto wie może nie ostatni…
    🤔Czyżby miał coś na myśli…

  7. Po zdanym egzaminie pytam egzaminatora dlaczego lagi są krzywe a ten że miesiąc temu chłopak za dużo gazu dodał i się przewrócił. To pytam czemu nie zrobiony a oni że takie rzeczy na koniec sezonu zdawałem w lipcu. Jeżdżąc motorem z krzywymi lagami zrobić 8 było koszmarnie

  8. Przede wszystkim przepięknie opisałeś swoje doświadczenia – możesz spokojnie pisać scenariusze do filmów BAREI – wystarczy że opiszesz podróż tramwajem po śródmieściu Trójmiasta. Gratulacje zatem. Miło się to czyta. Ja egzaminy na prawko robiłem tez w obcym mieście 40 lat temu jak miałem 18 lat…. własnie uświadomiłem sobie tę okrągłą rocznicę. Egzaminy od tamtej pory nie zmieniły się kompletnie więc mozna śmiało powiedzieć że Gierek jeszcze żyje wśród egzaminatorów. Nadal ich biorą z łapanki lub po kolesiostwu z oślej ławki. Są wyjątki oczywiście ale to nudny temat. W mojej młodości bez prawka mozna było jeździć prawie wszędzie oprócz dróg publicznych, bo nie było zakazów wjazdu do lasów , na pola czy na szutrowe drogi. Jeździłem WSKą dziadka praktycznie od 12 roku życia więc na egzamin tuz po 18 tych urodzinach stawiłem sie niczym Tomasz Gollob polskich szutrów. Ciemne okulary ( które do dzisiaj nie wyszły z mody) skórzana kurtka dziadka oraz jego zegarek na metalowej bransoletce sprawił że do egzaminu podszedłem na luzie jak panujący wówczas na Polskich ekranach Roger Moore. Jedno wtedy było dobre w Polsce. Żaden motocykl na egzaminie nie mógł Cię zaskoczyć. Bo albo trafiłeś na WFMke 125 dwu ramową , albo WSK 125 dwu ramową albo WSK 175 dwu ramową. W tej ostatniej opcji musiałeś tylko pamiętać że masz wersję “TURBO” na pokładzie – czyli czwarty bieg! Były tez urtudnienia. Choć to dzisiejszym czytelnikom może się wydawać IMMPOSSIBLE ale motocykle NIE MIAŁY KIERUNKOWSKAZÓW. Kierunkowskazy musiałeś mieć własne czyli – prawa i lewa ręka – jak dzisiaj na rowerze. Oczywiście nie chce tu poniżać współczesnych adeptów – ale ósemka z jedną ręka na kierownicy – bo drugą musiałeś sygnalizować chęć skrętu, oraz permanentny brak asfaltu – czyli całe miasto w “kocich łbach” były prawdziwie cyrkowym wyzwaniem. Niestety – słabą stroną tego wizerunku był kask czyli potoczny ORZESZEK, który zakładałeś na głowę z wielka dumą. Niestety kreował cię on jedynie na kompletnego idiotę i po obrazie dobrze zapowiadającego się Rogera Moora Polskich kocich łbów pozostawały już tylko marne wspomnienia. (Nie…ciemne okulary nie ratowały sytuacji!!!). W orzeszku każdy wygląda jak pajac. Egzamin wyglądał tak że 100 kursantów stojących w kolejce oglądało Twój występ na moto – jak w cyrku. Pierwsi więc mięli największą publikę co niektórych mogło wprowadzić w stan z którego do dzisiaj wychodzą w gabinetach psychologicznych. Nie muszę chyba mówić że oprócz kursantów przychodziły tłumy gapiów żeby mieć potem co we wsi opowiadać. Ósemka, kolo w prawo , kolo w lewo ,
    za kazdym razem jak włączasz kierunkowskaz ( czyli ręka w bok ) to obowiązkowo oglądasz się za siebie i patrzysz czy ktoś Cię nie wyprzedza bo w LUSTERKO NIE MOŻNA BYŁO WIERZYĆ! Na miasto nikt nie wyjeżdżał… ( intercomu ie było) …. Ja miałem dużo szczęścia bo dziadek od 12 roku uczył mnie jeździć wszystkim czym się dało jeździć więc pierwsze podejścia na kategorię A oraz B -) jednego dnia_ – zakończyłem podwójnym TELEMARKIEM z ukłonem do publiczności, po którym ekspedientka z SAMU ( taka dawna BIEDRONKA) mimo że 6 lat starsza + dwie moje koleżanki były już moje. Niestety nie obróciłem tego w czyn bo takie czasy były że z panną to się na lody chodziło a nie namawiało.

  9. U mnie sprzęgło nie wysprzeglało do końca i luz za cholere nie wchodził. Każde zatrzymanie na skrzyżowaniu to bylo sprzęgło i dużo gazu byle nie zgasł. Porażka

  10. Ja zdawałam A w tym roku i podczas egzaminu padał deszcz, plac się udało zrobić jedziemy na miasto i pod koniec egzaminu pieszy wchodzi na przejście wiec ja się zatrzymuje, wyrzucam bieg i nagle dostaje strzała w tył i motocykl ze mną na latarni ląduje, odwracam się a to Egzaminatorka prawdopodobnie pisała smsa w swoim aucie i najechała na mnie. Motocykl lekko rozbity ja mam jak się później okazało uraz kręgosłupa szyjnego a dodatkowo Ubrzpieczalnia OC sprawcy odmawia wypłaty odszkodowania twierdząc ze nic się nie stało. Jedno co dobre ze egzamin zaliczony za pierwszym razem😀

  11. Z niedowierzaniem czytam artykuł i komentarze. Tylko raz podchodziłem do egzaminu, a było to w ostatnie wakacje, w Warszawie.
    Trafiłem na Panią egzaminator, która sprawiała wrażenie wymagającej osoby ale jednocześnie była bardzo uprzejma i złego słowa nie da się o niej powiedzieć. Ochraniacze, które dostałem były beznadziejne, bo nie dało się ich zapiąć, trzeba było związać. Tyle z minusów, bo plac ok, a kask i rękawice miałem swoje. Motocykl w stanie bardzo dobrym, rozgrzany przed egzaminem, egzaminatorka przed wyjazdem na miasto powiedziała na co na pewno będzie zwracała uwagę, a po zdanym egzaminie życzyła powodzenia i bezpieczeństwa :)

  12. Mój egzamin na kat. A wspominam dobrze. Egzaminatorka kobieta wiek ok 35 lat. Sympatyczna. WORD Warszawa. Podejście Pani egzaminator profesionalne, spokojne z uśmiechem. Plac dobrze przygotowany. Zdawałem w swoich ciuchach i kasku, które kupiłem podczas kursu. Pani egzaminator pozwoliła rozgrzać nieco motocykl. Plac zdany. W mieście dużo kręcenia po uliczkach osiedlowych. Łączność przez radiotelefon ze słuchawką w uchu. Nie wypadała, dobrze było słychać i była wygodna. Miasto zaliczone więc egzamin zdany. Był lipiec 2018 pogoda ładna. Co do kursu to motocykle na przyzwoitym poziomie, trochę poobijane ale mechanicznie ok. Plac też niezły, dużo miejsca. Instruktorzy wyśmienici. Motocykliści z pasją i ogromną liczbą przejechanych km. Tomek, Paweł i Jarek mają bardzo metodyczne podejście do tematu. Reasumując jeżdżę i jest radość

  13. Jestem w trakcie zdawania A1. Pierwsza próba na mieście została zakończona z mojej winy przez stres przejechałem na strzalce bez zatrzymania, 2 próba motocykl ma krzywą kierownice wylamane ograniczniki powiadomilem egzaminatora o tym to rzekł że to zegary są krzywo mimo to że czułem że jest krzywo, oblałem na miescie z dziwnego powodu, a egzaminator mnie obrażał. 3 próba motocykl dalej nie sprawny. Pan widział niestrawność ale powiedział że nie jest mechanikiem i tego nie zrobi, nie wyszło na slalomie wolnym z dużej winy przez niesprawniość. Teraz czekać do kwietnia na kolejny

  14. ja jeździłem juz od prawie 10 lat na 50cm zanim zabrałem się za a2, gladiusy mieli zadbane egzaminator spoko facet było nas 5 czy 6 każdy tam widac nowicjusz ale wszyscy ubrani w grube kombinezony w środku lata ja nie miałem stroju wiec byłem w trampkach jeansach i kurtce przeciwdeszczowej. zdawałem pierwszy omijanie i slalom szybki musiałem robić po parę razy bo zepsuły sie mierniki prędkości ale i tak dałem rade pomimo ogromnego stresu.Jeśli chodzi o resztę to nikt nie zdał poprzewracane pachołki jeden się nawet wywalił na ósemce. Wyjechałem jako jedyny na miasto gdzie byłem ciągany przez równo godzinę po samych terenach zamieszkałych ciepło było jak w saunie kask tragedia szybka sama sie opuszczała po lekkim ruchu głową w dodatku nie było nic słychać przez interkom.

  15. Zdawałem egzamin (A) we Wrocławiu. Dostałem nierozgrzany motor, w którym ssanie wylaczylo mi się w trakcie robienia 8ki..dałem radę (nagły spadek obrotów) ale dziś myślę, że to jedna z metod na “podwyższenie niezdawalnosci”

  16. Ja dobrze wspominam swój egzamin na kat A robiony w Tarnobrzegu, jak i cała przygodę z kursem ( też robiłem w tbg żeby poznać miasto, plac mieli w jakiejś dzielnicy motocyklowej bo dwa serwisy moto obok siebie ) :)
    Choć za pierwszym razem nie udało mi się zdać mimo że nie przejechałem 2m :( no ale moja wina.
    Ruszam, a instruktor od razu: proszę się zatrzymać (błędnie pomyślałem że zapomniał mi o czymś powiedzieć) coś zaczął mówić i przez hałas nie dosłyszałem chyba początku i Usłyszałem że egzamin zostanie wznowiony proszę zaczynać, no to ruszam a on znów że proszę się zatrzymać, no ja WTF. Ukończył Pan egzamin z wynikiem negatywnym, ja jeszcze większe WTF. Nie upewnił się Pan czy coś nadjeżdża. 🙈 No cóż fakt 😁😂
    Drugie podejście bez problemu, motocykl czysty, wszystko w porządku, nie szarpał, lepiej chodził niż ten na którym się uczyłem ;) kominiarkę miałem swoją kask mi dobrali, rękawiczki miałem swoje. Pełen profesjonalizm.

  17. Szkoda że nie napisałeś gdzie zdawałeś egzaminy: na Ukrainie, w Uzbekistanie czy innej Rumunii🤔 ja egzamin zdawałem bawarski późną jesienią w Krakowie, ale wszystko przebiegało jak sie należy każde zadanie rzeczowo i skrupulatnie tłumaczone przez egzaminatora a przed rozpoczęciem egzaminu miałem 2 minutki dla siebie i moto żeby “poznać” jak jeździ. Dziwię się że jeszcze takie historie, które opisujecie, mają regularne uzasadnienie w rzeczywistości.
    Ps. Odnosząc sie do koncówki artykułu dotyczącej uzupełniania płynu chłodniczego, jeżeli ktoś w wieku 18, 20 czy 24 lat nie wie co to jest płyn chłodniczy jakie są rodzaje i czym to uzupełnić wg mnie w ogóle nie powienien robić prawa jazdy, bo to znaczy że w ogóle nie interesuje sie tym co robi. A skoro autor twierdzi że szkolenia są takie złe i tego nie uczą to znaczy, że wszyscy niedouczeni kursanci i późniejsi kierowcy stwarzają realne zagrożenie w ruchu bo nawet nie są w stanie ocenić prawidłowego stanu pojazdu i odpowiednio zareagować. Patologia, z tego artykułu mozna wysnuć że sami kursanci pchają sie na egzaminy nie mając elementarnej wiedzy. W jakim świetle stawia to te osoby?

  18. ja jak robilem na a2 a akurat padac zaczelo to uslyszalem tekst na starcie ;m: sie nie odzywaj ku#$a , nastepnie zrobilem slalom , moto rozgrzane i szybki slalom a pozniej hamowanie i komentarz egzaminatora : tylko sie nie wypier#$l :D rozpedzam moto i zaczynam hamowac awaryjnie i o maly wlos bym oblal bo przez mokra nawierzchnie i krotka droge do zatrzymania motocykl mi sie juz kladl na bok a fartem udalo mi sie podtrzymac lewa noga :D a na miescie to caly czas szybka otwarta bo nic widac nie bylo przez deszcz i tylko komentarze no jedz ku#wa no jedz debilu itp :D powaznie wam mowie :-)

    • Łokieć – na takiego egzaminatora napisałbym skargę. Dwa lata temu zdawałem w Warszawie i egzaminator był nie tylko grzeczny i uprzejmy ale i pomocny. Kilku egzaminowanych było kompletnie nie przygotowanych do egzaminu (prawdopodobnie kurs tylko na papierze) ponieważ nie wiedzieli nawet jakie są zadania egzaminacyjne, a mimo to, egzaminator starał się ich nakierować sugerując co mogą zrobić żeby było im łatwiej. Tak więc moje wspomnienia z egzaminu są wręcz miłe (tak jak pisali już przedmówcy o WORD Warszawa – pełen profesjonalizm). Przygotowanie do egzaminu: Tomek, Jarek, Paweł i Seweryn. Zdane za pierwszym razem.
      P.S. Jak czytam pretensje do egzaminatora za to, że oblał bo ktoś zawadził gmolem o pachołek to mnie pusty śmiech ogarnia. A jak zawadzisz kufrem o czyjś samochód to będziesz się tłumaczył, że zazwyczaj nie jeździsz z kuframi? Na kursie motocykle były bez gmoli? Pierwszy raz na takim motocyklu siedziałeś na egzaminie? Kiepskiej baletnicy…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.