Wpadły mi niedawno w ręce niezwykle ważkie, lecz nie pierwszej świeżości badania brytyjskich naukowców, dotyczące branży samochodowej. Zostały one zamieszczone m.in. w dzienniku “The Huffington Post”.
Jako że pisuje tam żona Radosława Sikorskiego uznałem, że wyniki tych badań muszą być znaczące, a moim zdaniem są również istotne dla całej branży motocyklowej.
Otóż brytyjscy naukowcy dowiedli ponad wszelką wątpliwość, że od koloru samochodu zależy jego podatność na trafienie ptasim łajnem. I po przeanalizowaniu danych statystycznych z 1100 zaparkowanych samochodów, obserwowanych w czasie 48 godzin doszli do wniosku, że trafionych ptasimi ekstrementami zostało:
– 18% aut koloru czerwonego,
– 14% – niebieskiego,
– 11% – czarnego,
– 7% – białego,
– 3% – szarego,
– i tylko 1% – zielonego.
Kolor motocykla nie jest oczywiście najważniejszym kryterium przy podejmowaniu decyzji o jego zakupie, a dla niektórych (raczej nie motocyklistek) nie ma znaczenia kompletnie. W świetle powyższych badań wielu z nas może jednak zrewidować swoje wcześniejsze strategie zakupowe. I albo pomyśleć o kupnie szarego lub zielonego motocykla, albo przygotować się na zakup szczoteczki i detergentów.
Sprawa ma również drugie dno. Gołym okiem widać, że na uderzenia ptasimi odchodami narażeni są najbardziej właściciele Ducati i Hondy. Czerwień to przecież firmowy kolor tych marek i czerwonych Hond i “Dukatów” jest najwięcej. Z drugiej strony – po przeczytaniu tego artykułu właściciele Kawasaki (zielona Ninja!) mogą spokojnie zostawiać swoje sprzęty pod drzewami. Ich raczej gołębie pociski ominą.
Zlekceważeni poczują się zapewne posiadacze KTM: wszak pomarańczowych samochodów jest niewiele i w badaniach uwzględnione nie zostały.
Jedno jest pewne: gdy motocykl zostanie zaatakowany przez ptasie bomby, lepiej go oczyścić natychmiast, a nie czekać na pierwszy deszcz.
Szkoda lakieru.

Haha, uśmiałam się. Pytanie tylko czy moja srebrna Fazerka w tym kontekście jest szara :))))))