Na pomysł wyjazdu do Słowenii wpadliśmy na początku 2015 roku. Względnie blisko, kręte drogi, góry i ciepłe morze w jednym kraju. Czego chcieć więcej? Tak miała wyglądać idealna wyprawa motocyklowa AD 2015, i taka była.

Tekst i zdjęcia: Michał Ślęczek

W wyprawie biorą udział: Maciej na Hondzie CBR 1100 XX oraz Marcin i ja – na Suzuki SV 650. Ruszamy zgodnie z planem, 5 sierpnia wcześnie rano. Ja i z Maciejem jedzimy z Bydgoszczy, a Marcin z Warszawy. Jako punkt spotkania przyjmujemy godzinę 07.00 na rogatkach Łodzi. To dobry pomysł by wyruszyć wcześnie bo jak pokazuje droga, jazda w upale powyżej 33 stopni naprawdę potrafi dać w kość. Zwłaszcza jeśli jedzie się monotonnymi autostradami czy drogami szybkiego ruchu, jakie się ostatnio w naszym kraju pojawiły.



Ruszamy z Łodzi po krótkiej przerwie na kawę i rozmowę około godziny 08.00.
Jedziemy na południe praktycznie cały czas drogą A1. Mijamy Częstochowę (gdzie na chwilę do dzisiaj nie wiemy jak, ale gubimy Macieja), Katowice i około 13.00 przekraczamy granicę z Czechami. Pierwszy nocleg planujemy zorganizować już w Czechach, w słynnym z motocyklowego Grand Prix, Brnie.

Słowenia bokiem

Zatrzymujemy się po przejechaniu tego dnia łącznie 696 km na kempingu „Radka” położonym nad jeziorem. Bezlitosny upał powoduje, że po rozbiciu namiotów i wypiciu „zupy chmielowej” zaliczamy kąpiel w pobliskim jeziorze. Sam kemping jest bardzo fajny, zaopatrzony w dużo czeskiego piwa w normalnych, sklepowych wręcz cenach. Ilość wypitego trunku oraz cały dzień spędzony w siodle powodują, że mimo wesołej atmosfery panującej na kempingu, wcześnie zasypiamy.

Słowenia Ślęczek(2)Nie spiesząc się wyruszamy na drugi dzień około godziny 9. Przed nami przejazd przez Czechy i Austrię. Nocleg planujemy w Kranjskiej Gorze już w Słowenii. Tego dnia zaliczamy 519-kilometrową trasę tranzytową, w większości po austriackich autostradach. Najbardziej daje nam w kość przejazd przez okolice Wiednia, olbrzymi upał tego dnia, a do tego spory ruch uliczny powodują, że docieramy na południe Austrii późnym popołudniem.


Przejeżdżając w okolicach Villach i widząc wypoczywających nad jeziorem Ossiacher Sea ludzi, postanawiamy znaleźć tutaj kemping i schłodzić rozgrzane jazdą w motocyklowym rynsztunku organizmy.

Warto tutaj wspomnieć, że w Austrii nie ma zbyt wielu kempingów, ale jeśli już są to
ich poziom jest naprawdę wysoki (5 gwiazdek jak nic, jeśli takie są w dziedzinie kempingów). Oczywiście cena też jest odpowiednia jak na Austrię przystało – około 20 euro za osobę. Z całej trasy ten nocleg jest najdroższy. Wieczorny repertuar jest bardzo podobny do dnia poprzedniego. Kąpiel przy akompaniamencie zachodzącego słońca znacząco nas regeneruje. Rankiem następnego dnia wyruszamy w dalszą podróż, już po drogach Słowenii.

Słowenia Ślęczek(8)Kraj wita nas przepiękną, upalną pogodą. Podejmujemy decyzję, że nie kupujemy
winietek na słoweńskie autostrady, gdyż nie zamierzamy z nich korzystać. Później
okazuje się to dobrą decyzją, dzięki temu poznajemy ten kraj bliżej, przejeżdżając przez wiele małych i urokliwych słoweńskich miasteczek. Naszą wycieczkę rozpoczynamy od górskiego kurortu Kranjska Gora, leżącego w Parku Narodowym Triglav.

Piękne, majestatyczne szczyty górskie oraz ich lustrzane odbicia w tafli jeziora są dobrą prognozą przed dalszą podróżą. Ruszamy z zamiarem przejechania jednej z motocyklowych wizytówek Słowenii, przełęczy Vrsic, która wznosi się na wysokość 1611 m.npm.

Słowenia Ślęczek(3)Droga raz po raz wije się niezapomnianymi serpentynami, wyglądającymi na mapie satelitarnej jak agrafki. Nawierzchnia jest całkiem niezłej jakości, choć trzeba przyznać, że w Austrii drogi są lepszej jakości. Nasze SV dzielnie dotrzymują kroku CBR Macieja, który mimo znacząco większej pojemności swojego motocykla, jest pod wrażeniem tego jak popularna esfałka chodzi na tych górskich serpentynach.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!