Nie wiem, jaka dokładnie była geneza pomysłu na wskrzeszenie SV650, tym razem w postaci turystycznego crossovera z owiewką. Chciałbym wierzyć, że to pierwsze z całej serii sprytnych posunięć Suzuki w kontrze do chińskiej ofensywy. Bo nowy SV-7GX ma wszystko, by odnieść spory sukces w klasie motocykli popularnych. Jest ładny, wygodny, napędzany niezawodnym silnikiem o przyjemnej charakterystyce i wyposażony we współczesną elektronikę. Do tego naprawdę dobrze jeździ, jest w 100% japoński i atrakcyjnie wyceniony.
Oczywiście możesz nie lubić filmów z gatunku „zabili go i uciekł”, ale nie nazywaj się później Polakiem. Czy jakoś tak. Zaryzykuję – większość z nas z rozrzewnieniem wspomina takie serie jak „Zabójcza Broń”, „Szklana Pułapka” czy „Rambo”, gdzie co chwilę żegnamy się z głównymi bohaterami, ale oni zawsze na koniec cudem wychodzą z ognia i totalnej rozpierduchy – kaszląc, przeklinając, czasem odpalając szluga od płonących szczątków samolotu. Pokiereszowani, ale żywi. Napisy końcowe. Ogólna szczęśliwość. Jutro wjedzie kolejny VHS z osiedlowej wypożyczalni.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Suzuki SV-7GX jest takim trochę osmolonym i wymiętym Brucem Willisem motocyklowego świata. Tej platformy miało już nie być. Dostaliśmy z centrali w Hamamatsu oficjalny komunikat o pogrzebie, zdążyliśmy ją opłakać, pisaliśmy artykuły wspominkowe o ćwierćwieczu pięknej historii widlastej 650-tki, ubitej ostatecznie przez wymogi norm Euro 5+. No i co? Nad pobojowiskiem zatrzepotała tym razem nie amerykańska, a japońska flaga, a na ostatnich targach EICMA zobaczyliśmy SV według nowego przepisu. Całą na biało, niebiesko-biało.

Dlaczego crossover?
Branża motocyklowa segmentem adventure stoi. To wciąż prawda, ale niepełna. Owszem, w słupkach sprzedaży wciąż królują motocykle „wyprawowe”, choćby to miała być wyprawa na drugi koniec miasta po tańszą pietruszkę. Nie ma się co śmiać, są po prostu wygodne i uniwersalne, łykają każdą nierówność, a po równym prowadzą się niemal jak sporty.
Tyle że nie każdy lubi tę estetykę, nie każdy planuje choćby na chwilę opuszczać asfalt i wreszcie – to być może najważniejsze – nie każdy poradzi sobie z wysokim rumakiem z powodu własnych skromnych gabarytów i nieprzesadnej siły. Nic w tym złego, ot, loteria genowa.

I dla takich właśnie osób świetnym rozwiązaniem do miasta i na trasę są crossovery, czyli typowo szosowe turystyki z leciutkim i wyłącznie stylistycznym klimatem adventure. Takie trochę SUV-y, ale z tych mało dziarskich. Super sprawne na asfalcie, ale z wyprostowaną, wygodną pozycją kierowcy. Za pierwszy model mający w miarę kompletny zestaw cech tego segmentu uchodzi produkowana od 1991 roku Yamaha TDM 850, choć jest to oczywiście mocno umowne.
Ekipa z Hamamatsu podjęła mądrą decyzję, że uratowany od rynkowej śmierci widlak 650 cm3 nie trafi do następcy V-Stroma 650 (w tej roli w pełni sprawdza się DL800 w wersji standard, który sprzedaje się znakomicie). Zamiast tego Suzuki próbuje zawalczyć o szeroką grupę klientów, którzy poszukują motocykla niższego, łatwiejszego w opanowaniu, o zdecydowanie szosowym charakterze. A do tego wyraźnie tańszego, który po szybkiej modernizacji będzie w stanie stawić czoła nie tylko naturalnym rywalom, takim jak Yamaha Tracer 7, ale też agresywnej chińskiej konkurencji.

Prężny dziadek ze smartfonem
Skorzystanie z niemal 30-letniej platformy SV650, początkowo wyśmiewane, ma jednak głęboki sens. Po pierwsze, pozwala drastycznie obciąć koszty, a tym samym zawalczyć z Chińczykami ceną gotowej maszyny. Po drugie, jest to bardzo udana i wciąż atrakcyjna konstrukcja, zwłaszcza pod kątem normalnej jazdy miejsko-turystycznej. W dodatku zwyczajnie dużo bardziej estetyczna od starych i nowych V-Stromów, które na długiej liście zalet nie mają niestety urody. No dobra, nie znęcam się już, ale V2 z szeroko rozwartymi cylindrami znacznie lepiej prezentuje się w kratownicowej ramie, nisko nad asfaltem.

W dodatku reszta maszyny też wygląda bardzo dobrze. Moim zdaniem, obok GSX-8R i Katany jest to obecnie jeden z najlepiej prezentujących się motocykli ze stajni Suzuki. Nowoczesny, dość agresywny, ale nieprzekombinowany. Gdyby nie soczewkowy centralny reflektor i przymrużone „ślepia” świateł pozycyjnych, SV-7GX wyglądałby jak typowy porządny japończyk sprzed dwóch dekad. Stylistyką i pełnym oświetleniem LED udało się odjąć SV-ce trochę lat, za to klasyczny widelec ewidentnie go postarza. Tutaj trochę zabrakło tego „final touch”, choć w praktyce drogowej nie ma to już większego znaczenia.
Silnik – stary, ale na nowo
Ciężko napisać coś nowego o silniku, który ma niemal 30 lat i w tym czasie trafił do mniej więcej pół miliona wyprodukowanych motocykli. Widlasta dwójka z cylindrami rozwartymi pod kątem 90 stopni ma wciąż 645 cm3, a w najnowszej wersji generuje 74 KM i 64 Nm. Ale uwaga – odczuwalne przyspieszenia wydają się znacznie lepsze, ponieważ SV-7GX, jako pierwszy z rodziny, wyposażony jest w quickshifter. A z kolei jego montaż był możliwy dzięki nowej, elektronicznej przepustnicy ride-by-wire. Zmieniono także lokalizację wtryskiwaczy, kształt obudowy filtra powietrza oraz wzmocniono kły w trybach skrzyni biegów.

Wraz z pożegnaniem z gazem na lince Suzuki otrzymało też inne systemy znane z droższych modeli: SMDS z trzema trybami jazdy oraz kontrolę trakcji STCS. Jednostka jest oczywiście przystosowana do wymogów norm Euro 5+, ale bez strat w stosunku do starszych wersji – krzywe przebiegu mocy i momentu pozostały w zasadzie identyczne.

Całość działa naprawdę bardzo dobrze, choć skrzynia z quickshifterem nie jest już tak „maślana” jak w nowych modelach 800. Generalnie jednak ta jednostka wciąż może służyć za wzór napędu popularnego motocykla klasy średniej. Miękkość, fajny dół, wystarczający zapas do szybkiego wyprzedzania, niskie spalanie. Do tego smukła budowa, niskie spalanie, brak uciążliwych wibracji (choć pracę oczywiście czuć) i niepowtarzalny klimat widlastej dwójki. Odesłanie tego silnika w niebyt byłoby naprawdę sporym grzechem. Żadna rzędówka nie daje mi takiej frajdy.

Jeśli chodzi o tryby jazdy, jeździłem na stałe na A. Jest on teoretycznie najmocniejszy i najbardziej agresywny, co nie znaczy, że mocny i agresywny. Ten silnik jest po prostu przyjazny i łatwy w kontroli, nie zaskakuje, nie wyrywa. W dodatku fajnie brzmi nawet na fabrycznym wydechu. Tutaj ciekawostka – Suzuki odnowiło współpracę z Akrapovicem i można zamówić do SV końcówkę tej właśnie firmy.
Zawieszenie – minus, ale tylko wizualny
W tej klasie motocykli zawieszenie z klasycznym widelcem teleskopowym (nie USD) jest już spotykane bardzo rzadko. Widujemy je zazwyczaj w 125-tkach, i to tańszych, choć i na wyższej półce cenowej zdarzają się wyjątki, takie jak BMW F 800 GS.

Odwrócone widelce mają oczywiście kilka ważnych przewag: są sztywniejsze, mogą mieć mniejszą masę nieresorowaną i skuteczniej pomagają utrzymać koło na nawierzchni. Poza tym, dzięki grubszym lagom wyglądają nowocześnie i bojowo, a wiadomo — klient kupuje także oczami. Z drugiej strony klasyczny teleskop jest tańszy w produkcji i bardziej odporny na trudy codziennej eksploatacji, choćby dlatego, że jego uszczelniacze są umieszczone znacznie wyżej. Przyjmują więc mniej wody, brudu i uderzeń od przedmiotów wyrzucanych spod koła. A kiedy już się poddadzą, olej nie leci od razu na tarcze i zaciski hamulcowe.
Inżynierowie i księgowi z Hamamatsu wyliczyli, że nie ma potrzeby pchania do SV-7GX na siłę widelca USD. W zastosowaniach, do jakich stworzony jest ten motocykl, sprawdzona od lat konstrukcja zupełnie wystarczy. Raczej nikt tym nie będzie jeździł typowo sportowo, układ hamulcowy to poczciwe Tokico, które nie stawia motka w pionie, a komfort i pewne prowadzenie na każdym rodzaju asfaltu jest jak najbardziej do osiągnięcia. Zmieniono tylko wstępne ustawienia, pod jazdę miejsko-turystyczną. Przód ma 125 mm skoku, tył 129 mm i regulację napięcia wstępnego.

Akurat nasz przewodnik przegonił nas po niedoskonałych górskich asfaltach w okolicach Montpellier naprawdę srogo. Myślę, że mało który właściciel SV-7GX będzie nim jeździł w ten sposób. Mimo wszystko, nawet pod 130-kilogramowym mną zawias nie dobijał, a Suzuki ładnie wpisywało się w zakręty, bez nadmiernego bujania.
Muszę zaznaczyć jeszcze jedno: motocykle Suzuki klasy średniej rzadko kiedy miały szczęście do ładnych malowań i dobrze dobranych fabrycznych opon. W SV-7GX dostępne wersje wykończenia są naprawdę atrakcyjne, choć to akurat kwestia gustu. Bezdyskusyjna jest natomiast jakość opon Pirelli Angel GT II. Znakomicie kleją i dają kierowcy dużo pewności siebie. Absolutnie nie trzeba ich zmieniać po zakupie motocykla, bo są jego bardzo mocnym punktem.

Pozycja i kwestie dziedziczenia
W kilku komentarzach dostałem pytanie, jak SV-7GX wypada względem pozycji i komfortu jazdy względem V-Strom 650. Proszę koleżeństwa, nijak! Ani centrala Suzuki, ani polski importer nie podkreślają szczególnie mocno, że to nie jest następcą DL-a. Być może to element strategii, jeśli tak, to skuteczny w kierowaniu właścicieli V-Stromów w stronę nowej „siódemki” (choć naprawdę wciąż 6,5).

SV-7GX nie jest obniżonym DL650, tylko ciut podniesionym SV650. Pozycja jest typowo nakedowa, z przesuniętymi do tyłu podnóżkami, choć wyraźnie bardziej litościwa dla wyższych kierowców. Kanapa (na wysokości 795 mm) jest o 10 mm dalej od podnóżków, kierownica wyżej o 27 mm i o 24 mm bliżej kierowcy. Siodło kierowcy powędrowało o 10 mm do góry, pasażera o 20 mm. Ale to wciąż nie jest adventure, nawet umowny.
Dlatego proponowałbym na zawsze zakończyć temat „SV-7GX a sprawa v-stromska”, bo poza silnikiem i brakiem innego modelu Suzuki w tej klasie pojemnościowej i cenowej, naprawdę ciężko zbudować opowieść o jakimś następcy. GX jest naturalnym konkurentem innych maszyn o całkowicie szosowym charakterze: Yamahy Tracer 7 czy Triumpha Tiger Sport 660.

Na drugą część dnia testowego dostaliśmy prezent – akcesoryjne komfortowe siedzisko, wyższe o 25 mm. Już w standardzie było dobrze, a z tym siedziskiem jest blisko do „bardzo dobrze”. Dla równowagi założyłbym tylko jakiś riser kierownicy, myślę, że 20 mm byłoby OK. Dodatkowo stylistyka crossovera pozwoliła zamontować handbary bez psucia wyglądu maszyny. W zimniejsze dni naprawdę robią różnicę.

Nowy kokpit, nowy odbiór
650-tka w końcu nie wygląda jak ubogi krewny topowych modeli. Pomaga w tym nie tylko stylistyka i pełne oświetlenie LED, ale też nowy ekran. Brzydki i smutny wyświetlacz LCD zastąpiono w końcu kolorowym panelem. Nie jest on tak duży, jak w osiemsetkach i V-Stromach 1050, ale wciąż wystarczająco czytelny. W dodatku w spójnej estetyce Suzuki i z łatwym i intuicyjnym dostępem do ustawień menu. Pojawiło się też gniazdo USB-C, za które nie trzeba dopłacać. U Chińczyków to już oczywistość, utytułowana reszta jeszcze to przetrawia.

Szyba jest regulowana, w sposób nawet prosty, za to niezbyt przyjemny – poprzez odkręcenie kluczem czterech śrub. Ja w śródziemnomorskim upale preferowałem opcję jak najniższą, dającą upragniony przewiew.

W katalogu akcesoriów jest natomiast szyba turystyczna, wyższa aż o 80 mm. ja bym się na nią nie decydował – przy moim wzroście (185 cm) zdecydowanie wolę stabilny nadmuch na kask niż szarpanie nim we wszystkie strony, bo tym zazwyczaj kończą się u mnie wszelkie regulacje szyby w górę.

Cieszy montowany w standardzie bagażnik. Od razu można domówić centralny kufer, który być może nie doda SV-ce urody, ale na pewno ułatwi życie w mieście i na trasie.

Solidny motocykl użytkowy
Nie ma co forsować narracji, że Suzuki SV-7GX jest cudem inżynierii, bo nie jest. To natomiast bardzo dobrze zrobiony motocykl użytkowy. Wciąż stuprocentowy Japończyk, ale dostępny dla kierowców niższych, drobniejszych i z mniejszym budżetem. Znakomita maszyna na pierwsze moto, zaraz po zrobieniu prawka kat. A lub (po zdławieniu) A2. Nie jest co prawda najlżejsza, z pełnym, 17,5-litrowym zbiornikiem waży 211 kg. Tej masy natomiast specjalnie nie czuć.

Czuć za to ulgę finansową. Suzuki SV-7GX można kupić już za 34 900 zł (w białej wersji malowania, moim zdaniem najlepszej), trzy pozostałe są o tysiąc droższe. To o mniej więcej bazowo 7-8 tys. mniej od Yamahy i Triumpha, a do tego niewiele więcej niż za któregoś z chińskich rywali. Zresztą, odkąd CFMoto zmieniło swojego 700 MT z crossovera w typowego ADV, trudno znaleźć bezpośredni odpowiednik.

Uczciwie powiem, że w czasie premiery SV-7GX uśmiechałem się kpiąco jak inni. Później przemyślałem temat i dostrzegłem w nim pomysł i potencjał. Jazda testowa pokazała wszystko. To bardzo udana maszyna do codziennej jazdy i motocyklowej turystyki. Ja przy swoich gabarytach pozostanę w świecie adventure, ale jestem przekonany, że nowy SV znajdzie tysiące nabywców. Jest sprawdzony, mechanicznie pancerny, z pełnym dostępem do serwisów i części, a do tego świetnie jeździ, jest – w swojej kategorii – bardzo wygodny i w końcu ma na pokładzie to, czego oczekujemy w 2026 roku. A przynajmniej większość z nas oczekuje.

Będą kolejne „siódemki”?
Podpytywaliśmy obecnych na prezentacji Japończyków, czy Suzuki planuje inne modele ze zmodernizowanym V2 650 cm3. Nie odpowiadali twierdząco, ale za każdym razem byli mocno zmieszani. Ośmielam się podejrzewać, że kolejne nowości się jednak pojawią, choć bardziej obstawiam zwykłego nakeda niż mniejszą i tańszą konkurencję dla świetnie sprzedających się DL-i 800. Zresztą sam SV-7GX robi już sporą furorę. Fizycznie motocykle mają się pojawić w salonach dopiero na przełomie lipca i sierpnia, a do tej pory, zupełnie w ciemno, sprzedało się ich już kilkadziesiąt sztuk.
Japonia wraca do klasy średniej, ludowej, dostępnej, popularnej. Ale takiej naprawdę. To jest bardzo dobra wiadomość. Chińczyków to raczej nie zatrzyma, ale przynajmniej zapewni stabilną grzędę albo kilka w nowej rzeczywistości.

Suzuki SV-7GX 2026 – dane techniczne
| Silnik: | czterosuwowy, chłodzony cieczą |
| Układ i rozrząd: | dwucylindrowy, widlasty 90°, DOHC |
| Pojemność skokowa: | 645 cm3 |
| Średnica cylindra x skok tłoka: | 81 x 62,6 mm |
| Zasilanie: | wtrysk paliwa, elektronicznie sterowane przepustnice |
| Stopień sprężania: | 11,2:1 |
| Moc maksymalna: | 54 kW / 74 KM przy 8500 obr./min |
| Moment obrotowy: | 64 Nm przy 6800 obr./min |
| Skrzynia biegów: | manualna, sześciobiegowa, z quickshifterem |
| Sprzęgło: | wielotarczowe, mokre |
| Napęd tylnego koła: | łańcuch |
| Rama: | stalowa, kratownicowa |
| Zawieszenie przednie: | widelec teleskopowy, sprężyny śrubowe, tłumienie olejowe |
| Zawieszenie tylne: | centralny amortyzator typu link, sprężyna śrubowa, tłumienie olejowe, regulacja napięcia wstępnego sprężyny |
| Koła i opony: | 120/70ZR17M/C (58W) / 160/60ZR17M/C (69W), felgi aluminiowe, bezdętkowe, opony Pirelli Angel GT II |
| Hamulec przedni: | dwie tarcze Ø 290 mm, zaciski czterotłoczkowe, ABS |
| Hamulec tylny: | tarcza Ø 240 mm, ABS |
| Wymiary (dł./szer./wys.): | 2160/910/1295 mm |
| Rozstaw osi: | 1445 mm |
| Wysokość kanapy: | 795 mm |
| Prześwit: | 135 mm |
| Masa: | 211 kg gotowy do jazdy |
| Zbiornik paliwa: | 17,4 litra |
| Normy: | Euro 5+ |
| Elektronika: | oświetlenie full LED, kolorowy wyświetlacz TFT 4,2″, Suzuki Ride Connect+, Bluetooth, tryby jazdy SDMS, kontrola trakcji STCS, dwukierunkowy quickshifter, Low RPM Assist, gniazdo USB-C |
| Cena: | od 34 900 zł – 35 900 zł |
| Importer: | www.suzuki.pl |
