Podobno z faktami się nie dyskutuje, a fakty są takie, że już trzeci rok z rzędu prowadzimy akcję Motocyklowa Polska na Weekend. Pierwszy odcinek sezonu 2026 zaprowadził nas na drogi województwa wielkopolskiego. Zgodnie z nazwą, jest ono naprawdę wielkie, a do tego różnorodne. Dwa i pół dnia wystarczyło nam, by pokręcić się po okolicach Poznania i Gniezna, zahaczyliśmy także o Puszczę Notecką. Jak zwykle zapisywaliśmy naszą trasę i mamy dla was gotowy plik w formacie .GPX do pobrania.
O co chodzi w Motocyklowej Polsce na Weekend? To proste – szukamy wśród naszych widzów i czytelników lokalnych przewodników, którzy oprowadzą nas po swoim województwie. Nie muszą wyciągać swoich prywatnych maszyn – dostają motocykl testowy od miejscowego dealera tej marki, która objęła patronat nad danym odcinkiem cyklu i regionem. Szukamy ciekawych dróg, atrakcji i knajp, które pojawiają się w przewodnikach i tzw. polecajkach rzadko albo wcale. Są znane tylko lokalnym motocyklistom.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Pierwszy odcinek cyklu w sezonie 2026 to województwo wielkopolskie, po którym w weekend 7-9 sierpnia jeździliśmy motocyklami BMW. Naszym przewodnikiem został Artur „Banita”, niezwykle barwna (i wysoka – 194 cm) postać.

Motocyklistą jest dosyć świeżym, ale od początku miał jasną wizję jednośladowej aktywności, którą konsekwentnie realizuje. Na co dzień jeździ elegancką Yamahą XJR1200. Ponadto jest zawodowym fizjoterapeutą, a w wolnym czasie traperem w stylu Dzikiego Zachodu. Wędruje po lasach i biwakuje korzystając ze starych metod i wyposażenia. Ponadto jako A.M. Banita napisał książkę przygodową „Popas nad Missouri”, którą sam wydał i promuje. A po spędzonym razem weekendzie wiemy też, że jest świetnym i bezproblemowym kumplem do jazdy i spędzania czasu. Polecamy zawodnika!

Artur otrzymał na wyjazd motocykl BMW R 1300 GS, który odebrał od dealera BMW Smorawiński w Poznaniu. My z Brzozą jakby sprawniej niż zwykle dojechaliśmy z Warszawy, korzystając z osiągów testowych BMW S 1000 XR oraz K 1600 GTL.

Nasz przewodnik otrzymał ponadto na cały weekend kask Schuberth E2 z interkomem Cardo Egde. Dodatkowo zarzuciliśmy go prezentami od pozostałych partnerów naszej tegorocznej akcji: Silkolene, Gmoto, Vini, B13, Helikon-Tex, LS2 oraz Muc-Off.
Pobierz trasę!
Zapisaliśmy całą przejechaną trasę w pliku .GPX. Możecie go pobrać (link poniżej) i wrzucić do swoich aplikacji nawigacyjnych.
WIELKOPOLSKA 2026 – PLIK GPX DO POBRANIA

Zieleń i historia na start
Dopełniliśmy formalności, przybiliśmy piątki z kumplami z salonu BMW i pojechaliśmy do kolejnych kumpli – tym razem ze sklepu MotorMind. Przymierzyliśmy trochę ciuchów i butów adv, snując plany zakupowe na najbliższy czas. Następnie rozpoczęliśmy ucieczkę z Poznania, który w piątkowe popołudnie zaczął się nieprzyjemnie korkować.

Pojechaliśmy na południe. W Komornikach odbiliśmy w ulicę Jeziorną, która zaprowadziła nas w głąb lasów Wielkopolskiego Parku Narodowego. Ta droga na sporym odcinku ma utwardzony tylko jeden pas. Jest popularnie zwana Greiserówką, ponieważ prowadzi do pałacyku w Jeziorach, w którym w czasie niemieckiej okupacji rezydował namiestnik tego regionu, Arthur Greiser. Obecnie mieści się w nim muzeum parku narodowego, a na tyłach można zejść na brzeg Jeziora Góreckego, by zobaczyć ruiny zamku na wyspie.

Dalej pojechaliśmy przez Mosinę, Krosinko, Kierzki, Borkowice i Drużynę, siecią dróg lokalnych ładnie wijącą się przez pola i lasy, pięknie namalowane światłem wieczornej „złotej godziny”. Dojechaliśmy do miejscowości Pecna, w której Artur zaplanował kolację. Spodziewaliśmy się typowej knajpy, tymczasem trafiliśmy pod foodtruck o swojskiej nazwie Karmnik.

Artur przezornie zadzwonił godzinę wcześniej, by złożyć zamówienie, bo ruch był naprawdę duży. Na stolik wjechały dwa bardzo smaczne i sycące cheeseburgery oraz karkówka, do tego porządnie zrobione, chrupiące frytki. Miejscówka do zapisania na dobry, szybki posiłek w trasie, tylko zamówcie z wyprzedzeniem. Słońce akurat zachodziło, więc w Pecnej rozjechaliśmy się na nocleg – my z Brzozą do hotelu w Poznaniu, Artur do domu w Puszczykowie.
Warta, pałace, drogi
I właśnie od zbiórki w Puszczykowie zaczęliśmy sobotni etap naszej wielkopolskiej eskapady. Spotkaliśmy się na parkingu nad Wartą. Naszym pierwszym celem był zespół pałacowo-parkowy w Rogalinie.

Jeszcze niedawno na teren parku można było wejść za darmo, teraz kosztuje to piątaka, plus dodatkowy bilet do samego pałacu. Nam krótki spacer po dobrze utrzymanych ogrodach zupełnie wystarczył.

Na terenie parku rosną m.in. wiekowe, potężne dęby, nazwane Lech, Czech i Rus. Ten ostatni ma ponad 9 metrów obwodu i ok. 800 lat, co czyni go najstarszym dębem w Polsce. Uwagę zwraca też kościółek na górce, zbudowany niemal całkowicie w stylu greckiej świątyni. Klasyczne kolumny i krzyż na szczycie, historyczno-religijna kuchnia fusion.

Tuż obok wejścia na teren parku, przy ulicy Prezydialnej mieści się Lodziarnia Pani Twardowskiej. Jej wyroby są naprawdę pyszne, a do tego całkiem rozsądnie wycenione. Warto się zatrzymać.

Kilka kilometrów dalej zjechaliśmy do portu rzecznego nad Wartą w Radzewicach, urządzonego w starorzeczu. Akurat rozpoczynały się sobotnie spływy kajakowe i przyjechało kilka ekip.

Drogą wzdłuż rzeki przejechaliśmy jeszcze do Zbrudzewa, a następnie odbiliśmy na północ, w stronę Kórnika. Kiedy dotarliśmy do tej malowniczej miejscowości, zrobiliśmy parę zdjęć pod zamkiem i zjechaliśmy nad miejscowe Jezioro Kórnickie, na szybką przerwę regeneracyjną w jednej z tawern. Jeżeli będziecie mieli więcej czasu, warto zwiedzić zamek i rozciągający się za nim przepiękny park z arboretum.

Z Kórnika ruszyliśmy bocznymi, wiejskimi drogami w kierunku Puszczy Zielonki. Szczególnie ciekawy odcinek zaliczyliśmy za Kociakową Górką, gdzie trasa wije się po wzgórzu serią fajnych winkli z dobrym asfaltem. Dalej, jakby nieco błądząc (ale był to celowy zabieg Artura, który jeździ tu bez nawigacji), dojechaliśmy do Tuczna, a następnie przez las i wzdłuż jeziora do Złotniczek. Tam nasz przewodnik zaplanował obiad. Ponownie w niewielkiej, sezonowej knajpce – Czapka by_mcwik, czynnej tylko w weekendy. Działa ona w zasadzie na łące nad samym brzegiem jeziora. Jedzenie jest naprawdę dobre (u mnie ryba z frytkami, chłopaki wzięli ryż z krewetkami), a przede wszystkim luźny, relaksacyjny klimat.

Na zamek!
Spojrzeliśmy na zegarki i stwierdziliśmy, że wyskoczymy jeszcze do słynnego zamku w Stobnicy, na obrzeżach Puszczy Noteckiej. Trasa przez Murowaną Goślinę i Oborniki okazała się przyjemna. Podobnie jak leśny parking dla motocykli przed wejściem na ścieżkę pod zamek. Przygotowano nie tylko oddzielne miejsca dla jednośladów, ale też płyty pod stopki boczne, żeby żaden pojazd nie zaliczył gleby na miękkim podłożu.

Humor zepsuł nam za to koszt wejścia na ścieżkę widokową, wynoszący 50 zł od osoby. Na szczęście obsługa wykazała się zrozumieniem dla naszych trudów dziennikarskich i wpuściła nas na chwilę za friko, w dodatku pozwalając zrobić ujęcia z drona, co normalnie jest zabronione.

Uwierzcie, że jest na co popatrzeć. Przez kilkaset metrów idziemy fajnym pomostem z desek nad leśną ściółką, po czym nagle zza drzew wyłania się najpierw tafla jeziora, a następnie on – najmłodszy, za to jeden z największych zamków w Polsce. Jego budowa trwa od zaledwie 11 lat, obecnie jest już na etapie wykończenia wnętrz. Zamek nie stoi na wyspie – sam jest wyspą. Jego lochy schodzą pod powierzchnię jeziora, a najwyższa wieża ma ok. 70 metrów. Budowlę postawiono częściowo przy użyciu tradycyjnych, średniowiecznych metod.

To nie jest kolejny tandetny „hotelik w typie zamku”, tylko solidny, kamienny obiekt, postawiony wyłącznie z krajowych materiałów. Zresztą nie jest pewne, czy w ogóle będzie tam hotel. Inwestor zaplanował tu po prostu małe miasto, z mieszkaniami do kupienia i na wynajem oraz wszystkim, co potrzebne do życia. Łączna powierzchnia zamkowych pomieszczeń ma wynosić ok. miliona m2, do tego uliczki, dziedzińce, tarasy itp. Projekt jest naprawdę gruby, zwłaszcza jak na XXI wiek. Oczywiście nie zabrakło kontrowersji i medialnych przepychanek na temat tego, czy w ogóle możliwe było postawienie czegoś tak wielkiego na terenie rezerwatu. Inwestor twierdzi, że wygrał wszystkie procesy i wszystko jest legalne. Tak czy inaczej, widzimy wyraźną różnicę między tą budowlą, a chociażby wielkim szklanym hotelowym klocem postawionym niedawno na nadmorskich wydmach w Pobierowie. Zamek w Stobnicy, choć oczywiście dominuje krajobraz, to jednocześnie go dopełnia.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na ładnym rynku w Szamotułach, żeby nagrac materiał o K 1600 GTL. Podświetlana, kolorowa fontanna podkreśliła mnogość funkcji i turystycznych udogodnień w tym motocyklu.
Piastowska niedziela
W niedzielę postanowiliśmy się już powoli przemieszczać na wschód, w stronę domu. Postawiliśmy na szlak początków państwa polskiego. Każdy z nas bywał na wycieczkach szkolnych w pojedynczych miejscach, ale nigdy nie zaliczyliśmy tego jako całości.

Zaczęliśmy od poznańskiego Ostrowa Tumskiego, słynnej wyspy na Warcie. Stoi tam m.in. kościółek NMP, wzniesiony na pozostałościach palatium (siedziby) Mieszka I i Dobrawy. Całkiem możliwe, że to właśnie tam, a nie na Lednicy, odbyły się uroczystości chrztu Polski. Obrys tych budowli jest obecnie prezentowany w formie szklanych bloków, jako ładnie zrobiona i czytelna instalacja. Ponadto obok stoi odlana z brązu makieta dawnego grodu.

Kiedy zaparkowaliśmy motocykle, zaczepił nas miły, starszy pan Wojtek. Rozmowa szybko zeszła na ciekawostki związane z tym miejscem, których jest naprawdę sporo. Na przykład w obu kościołach (tuż obok jest jeszcze okazała katedra) są krzyże wykonane z drewna wydobytego przez archeologów z pozostałości wałów obronnych. Wiek materiału, oczywiście teraz odpowiednio zabezpieczonego, szacuje się na ok. 1100 lat. Widzieliśmy jeden z nich – coś pięknego.

Sama katedra to z kolei najstarsze miejsce pochówku polskich władców. Spoczywają tam Mieszko I, Bolesław Chrobry, Mieszko II, Kazimierz Odnowiciel, Władysław Odonic, Przemysł I, Bolesław Pobożny i Przemysł II.

Lednica i Gniezno
Przebiliśmy się przez Poznań na wschód i ponownie wjechaliśmy na drogę nr 194, którą podróżowaliśmy już dzień wcześniej. Tym razem pomknęliśmy nią dalej, do zespołu obiektów muzealnych na Jeziorze Lednickim. Najpierw podjechaliśmy pod wejście na Ostrów Lednicki, wyspę, na której mieściła się jedna z siedzib Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Kiedyś prowadziły na nią dwa drewniane mosty, ale od mniej więcej tysiąca lat nie ma już tego luksusu. Poczerniałe resztki tych budowli widać na brzegu, a na Ostrów można się dostać małym promem, kursującym co pół godziny. Na samej wyspie nie ma jakiejś oszałamiającej wystawy, wały grodziska i pojedyncze budynki, ale można tam przyjemnie spędzić czas.

Wzdłuż brzegu jeziora postawiono jeszcze nowoczesne, przeszklone Muzeum Pierwszych Piastów, które zostanie otwarte dla publiczności jeszcze w sierpniu 2026 roku. Warto przyjechać!

Ponadto bliżej skrzyżowania z DW 194 znajduje się rozległy skansen, Wielkopolski Park Etnograficzny. Łącznie na zwiedzanie obiektów nad Jeziorem Lednickim można przeznaczyć w zasadzie cały dzień, a jeśli jest ciepło, warto dołożyć wypoczynek nad wodą na publicznej Plaży Dziekanowice. Dodatkowo, na północnej stronie jeziora znajdują się Pola Lednickie ze słynną bramą w kształcie ryby, miejsce corocznych spotkań młodzieży.

Na deser zostawiliśmy sobie Gniezno, choć była jeszcze pokusa, by dopełnić szlak piastowski i odbić do grodu w Gieczu. Niestety nie mieliśmy już czasu. Gnieźnieńska starówka jest obecnie mocno rozkopana, zobaczyliśmy więc tylko na szybko katedrę z relikwiami św. Wojciecha i słynnymi Drzwiami Gnieźnieńskimi, jednym z najcenniejszych zabytków sztuki romańskiej.

Święta Dolores
Ostatnim punktem niedzielnego zwiedzania, a zarazem całej wielkopolskiej Motocyklowej Polski na Weekend było coś, czego zabraknąć nie mogło – wizyta pod olbrzymią maszyną górniczą Dolores w Wielkopolu niedaleko Konina. Jest w niej coś, co przyciąga głównie motocyklistów, i to z najdalszych regionów Polski. Faktycznie, emerytowana Dolores jest naprawdę imponująca, ale żeby obrosła aż takim kultem?

Z kolei na fanów nieco innego kultu ok. 20 km dalej czeka inny kolos, słynna bazylika w Licheniu. My już odpuściliśmy. Pożegnaliśmy się z Arturem i ruszyliśmy w stronę autostrady. W domach byliśmy późnym wieczorem.
Nasze motocykle
A jak sprawdziły się turystyczne beemki w trzech smakach? Każda dawała inne odczucia i wrażenia, ale też każda wywiązała się ze swojej roli znakomicie.

BMW R 1300 GS to ikona gatunku i absolutny pewniak w rodzinie turystyków. Bardzo sprawny na asfalcie, świetnie skręca, dobrze przyśpiesza, jest zwrotny i bardzo dobrze wyważony. Silnik – bokser o mocy 145 KM, zawias, hamulce, pozycja kierowcy… wszystko się zgadza.
BMW S 1000 XR, czyli w zasadzie turystyczny superbike w ciuchach crossovera. Sportowy, litrowy silnik o mocy 170 KM to kopalnia osiągów. Do tego bardzo sprawne zawieszenie, typowo drogowe podwozie i zaskakująco wygodna pozycja.
BMW K 1600 GTL, luksusowy turystyk ze sportowym pazurem. Jego sześciocylindrowy silnik ma 160 KM i obłędny moment obrotowy, do tego pracuje niemożliwie wręcz gładko. Maszyna o masie niemal 360 kg prowadzi się przy tym bardzo pewnie, jak zwykły, dużo mniejszy drogowy motocykl.
Jeszcze raz przypominamy, całą trasę w pliku .GPX możecie ściągnąć POD TYM LINKIEM. A my już szykujemy się do kolejnego wyjazdu, tym razem na Harleyach do województwa pomorskiego. Sierpień mamy naprawdę intensywny!
