Cmentarzysko starych motocykli w mieście Lockport to miejsce, które nie pozostawia obojętnym nawet umiarkowanych fanów dwóch kółek. Widok setek przeżartych rdzą maszyn, które już nigdy stamtąd nie wyjadą, przygnębia i fascynuje zarazem.

Miejsce, o którym dziś mowa, stało się znane szerszej publiczności dzięki staraniom motocyklowego entuzjasty Davida Cuffa. Na jednym z forów fotograficznych natrafił niegdyś na klimatyczne zdjęcie starego hangaru pełnego wiekowych, niesprawnych jednośladów. Po wielu staraniach udało mu się namierzyć ten obiekt – znajdował się on w miejscowości Lockport w stanie Nowy Jork. David podjął działania, by dostać się do środka i ewentualnie wyjechać stamtąd z przyczepą pełną motocyklowych skarbów.

Cmentarzysko, wtedy jeszcze jako zwykły szrot, zostało uruchomione we wczesnych latach 70 XX wieku przez firmę Kohls Cycle Sales. Były to czasy, kiedy motocykle były pojazdami bardzo tanimi, zwłaszcza te pochodzące z Japonii. Ówczesne Hondy czy Yamahy były wtedy w USA odpowiednikami obecnie pogardzanych u nas często “chińczyków”.

1

Firma pana Kohla była nieźle prosperującym miejscem, w którym można było pozbyć się niechcianej zabawki i po zupełnej taniości kupić kompletny pojazd lub potrzebne części. W roku 1997 firma została sprzedana kolejnemu właścicielowi, który dalej handlował częściami. Niestety interes szedł coraz gorzej i ostatecznie cały obiekt został przejęty przez władze miasta Lockport na poczet niezapłaconych podatków od nieruchomości.

W 2010 roku Dave, po długich staraniach i wykupieniu drogiego ubezpieczenia NNW, uzyskał zgodę na spenetrowanie czteropiętrowego magazynu. Widok jaki tam zastał, był jedyny w swoim rodzaju – smutny i fascynujący zarazem, jakby żywcem wyjęty z postapokaliptycznej opowieści. Jak okiem sięgnąć, wszędzie walały się stare motocykle, kompletne lub w postaci samych ram. Jedno z pomieszczeń zajmowały same zbiorniki paliwa – do wyboru, do koloru, choć dominował oczywiście rdzawy.

tanks

Sam budynek uznał za stosowne dopasować swój stan do zawartości, stąd zapadnięte stropy i klatki schodowe. Przemieszane z gruzem resztki maszyn robią spore wrażenie. Pojazdy, które stały w piwnicy, na skutek dużej wilgotności powietrza zostały praktycznie zjedzone przez rdzę – niemal wystarczyło dmuchnąć, by rozpadły się w pył.

rdza

Władze miasta postanowiły ostatecznie zburzyć budynek i zezłomować jego zawartość, a do tego czasu David uzyskał zgodę na wywiezienie stamtąd wszystkiego, co tylko da radę. Kilka kolejnych wizyt, tym razem z przyjaciółmi, pozwoliło na uratowanie kilku solidnych przyczep pełnych motocykli i części do nich. Wiele z nich to białe kruki na rynku weteranów.

15

Cała reszta zakończyła żywot w czeluściach prasy na złomowisku. Los dopełnił smutną historię tego miejsca – w czerwcu 2013 roku budynek mieszczący cmentarzysko doszczętnie spłonął. Takich miejsc już nie będzie – obecnie produkowane motocykle są dużo droższe i bardziej skomplikowane, a handel używanymi częściami w dużej mierze przeniósł się do sieci. Może to i lepiej, zwłaszcza dla motocyklowych wrażliwców.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.