Strzępki z podróży – dotknąć Skandynawii, czyli samotna wyprawa motocyklem po Norwegii

-

Norwegię miałam przyjemność zwiedzić jeszcze w czasach covidu i to będzie świetny wstęp do serii „Strzępków z podróży”, czyli historii tego, co właściwie zostaje z podróży po czasie. Nie jechałam w całkiem nieznane miejsce. Do wycieczki zmotywowała mnie praca, którą ówcześnie wykonywałam w Norwegii. Postanowiłam jedynie zmienić środek transportu i, zamiast samolotem z Gdańska do Trondheim, pocisnąć motocyklem z Koszalina bezpośrednio Selbu.

Autorką tekstu i zdjęć jest Karolina Frytarda Dudzik

W porównaniu do wcześniejszych, i późniejszych, głównie spontanicznych wyjazdów bez planu, tutaj musiałam bardziej skrupulatnie obmyśleć strategię. Ogarnięcie i stawienie się na czas na promie w Świnoujściu, wykonanie testu na covid (opisywana podróż miała miejsce w 2021 roku) oraz wybór odpowiedniego – czynnego przejścia granicznego, gdzie zdążyłabym dojechać, nim test starci ważność. Do tego ograniczał mnie sztywny dzień, w którym musiałam stawić się w pracy.

Choć w linii prostej rozsądniej jest z Koszalina ruszyć od razu na wylotówkę na Szczecin, od dłuższego czasu większość moich wycieczek zaczyna się w Rosnowie. Tym razem nie było inaczej. Drogę do Świnoujścia traktowałam tylko jako element dojazdowy. Gdybym mogła wybrać teleport, wolałabym znaleźć się od razu na promie, pomijając te ponad 160 obojętnych kilometrów. Oczekiwałam przygody po drugiej stronie Morza Bałtyckiego.

Motocyklowa dzika Szwecja, czyli wyprawa turystycznymi enduro w poszukiwaniach stug | Motovoyager

Ciągle pada…

Długo nie zapomnę mojej prawie dziesięciogodzinnej przeprawy z portu pasażerskiego w Ystad na przejście graniczne z Norwegią w miejscowości Lina. Ulewa towarzyszyła mi praktycznie przez cały czas tego odcinka. Do tego tempo przejazdu dyktowała sprawa, która na teraz zdaje się być tak mało istotna. Ze względu na panującą pandemię bliższe przejście granicznie było nieczynne,  a covidowy test, który umożliwiłby mi pokonanie granicy, też miał swoją ważność. Ostatni odcinek to był kilkukilometrowy korek, który na szczęście udało się pokonać sprawnie motocyklem. Ale nie ukrywam, w tamtych okolicznościach uprzejmość kierowców była dyskusyjna. Wszyscy byliśmy zmęczeni nieustannymi kontrolami granicznymi, w miejscach w których wcześniej można było swobodnie jeździć. Mnie na domiar złego niezmienne dokuczał deszcz.

Ostatecznie na nocleg zamelodwałam się nad jeziorem Oyeren przed Oslo. Wieczorna, sprzyjająca pogoda, wiatr, słońce i rozchodzące się kłęby chmur pozwoliły zmokniętym ciuchom wyschnąć, a rano mogłam ruszyć w pełnym komforcie.

Z wizytą na Tronie

Miałam w planach wreszcie zjechać z głównych dróg. Czas i lokalizacja pozwoliły zwolnić i zachłysnąć się Norwegią, tak jak lubię najbardziej. Tego dnia szukałam dróg wzdłóż krajowych odcinków asfaltowych. Nie było to wymagające zadanie, praktycznie z każdej strony asfalt owinięty był gravelowymi dojazdówkami w najróżniejsze miejsca. Od odległych wiosek, po zupełne pustki schowane między szczytami, gdzie zdaje się, jakby nikt nie zaglądał. Innym razem czułam się jak w centrum Rodzinnych Ogrodów Działkowych.

Noc spędziłam nad rzeką Unsetaa obok Rendalen, by kolejnego dnia kontynuować włóczęgę w okolicach Tynset. Te rejony znałam z wcześniejszych przejazdów zimową porą wiecznej nocy. Tym razem okoliczne szczyty mogłam podziwiać z kanapy KLE w bardziej przyjaznych warunkach.

Strzępki z podróży – dotknąć Skandynawii, czyli samotna wyprawa motocyklem po Norwegii

Tron (1666 m n.p.m.) zdaje się dość popularny wśród motocyklistów (znajduje się na trasie TET). Ciężko powiedzieć co spowodowało, że schowany za kurtyną z mgły pozostał pusty i samotny. Może poranne godziny, środek tygodnia, niepewna pogoda albo wspomniana mgła zniechęciła innych podróżnych?

Strzępki z podróży – dotknąć Skandynawii, czyli samotna wyprawa motocyklem po NorwegiiDojechałam na szczyt i zupełnie nie żałowałam, widok ponad chmurami na okoliczny krajobraz warty był tego podjazdu.

Selbusojen

Kolejne kilometry prowadziły mnie już do Selbu. Nie zameldowałam się jednak od razu w hotelu. Pierwszą noc spędziłam na plaży przy jeziorze. Selbusjojen to szesnaste co do wielkości jezioro w Norwegii, o obwodzie ponad 110 km. W tym rejonie spędziłam kolejne dwa tygodnie.

Strzępki z podróży – dotknąć Skandynawii, czyli samotna wyprawa motocyklem po Norwegii

Udało się tak zorganizować czas, by zwiedzić okolice i brzeg jeziora, w ramach wycieczek wokół komina. Miejsca polecane przez lokalsów, też odbiegały od tras turystycznych znanych z norweskich przewodników… Ale wracając do jeziora. Brzeg na dużej części jest zasiedlony. Wzdłóż lini w przeróżnych miejscach wyrastały kolorowe domki, jak z tych malowniczych pocztówek i zdjęć, które można napotkać w Internecie. Dodatkowo jezioro leży u podnóży szczytów Krakfjellet i Rensfjellet wzniosłych ponad ponad 1000 m n.p.m. Głównie gravelowe i leśne drogi przecinają ścieżki piesze i rowerowe. Nie wszędzie można jednak wjeżdżać pojazdem silnikowym. Warto uszanować te zasady.

Strzępki z podróży – dotknąć Skandynawii, czyli samotna wyprawa motocyklem po Norwegii

Przystanek Flatanger

Niewątpliwie dla wielu ikoną Norwegii będą Lofoty i Nordkapp. To drugie szczególnie wśród motocyklistów. Dla mnie jednak to nie te dwa miejsca są wizytówką Skandynawii. W jednej z rozmów dowiedziałam się, że tak naprawdę najbardziej wysuniętym punktem Norwegii wcale nie jest słynna miejscówka na Nordkapp, gdyż ta, znajduje się już na wyspie. A właściwy, najbardziej wysunięty punkt, nie będący wsypą, jest trochę dalej na wschód. Domyślam się, że trasa do niego jest bardziej sroga i wymagająca niż wspomniany punkt turystyczny. I jeśli jeszcze kiedyś będę wybierać się za zwrotnik Raka, to za cel końcowy wybiorę właśnie tamto miejsce.

Podobnie jak nie Lofoty, a Flatanger miały dla mnie większą wagę. Ten zupełnie nieplanowany wyjazd do jaskini stał się wisienką na torcie. Miejsce jest znane głównie wśród wielbicieli wspinaczki sportowej, a to za sprawą pewnego Czecha, Adama Ondry, aktualnie jednego z czołowych wspinaczy, który kilka lat wstecz poczynił tam jeden z najtrudniejszych projektów wspinaczkowych – drogę o nazwie Silience.

Strzępki z podróży – dotknąć Skandynawii, czyli samotna wyprawa motocyklem po Norwegii

Flatanger oddalone jest od Trondheim o około trzy i pół godziny drogi. I byłaby ona bardzo malownicza, gdyby nie towarzyszący przez cały odcinek deszcz. I choć początkowo żałowałam, że KLE zostało przy hotelowym parkingu w Selbu, każdy kilometr przekonywał mnie, że to była dobra decyzja. Pogoda była tak bardzo norweska, że nawet plany wspinaczkowe stanęły pod znakiem zapytania. Na szczęście finalnie pogoda ich nie pokrzyżowała. Wyjątkowo długie sierpniowe dni wpuszczały promienie słońca w okolice jaskini, a światło pozwalało na aktywności do późnych godzin.

W Trondheim zameldowałam się kolejnego dnia też późną nocą, by w poniedziałek około godziny 7:00 znów wrócić do Selbu i tym razem to miejsce pożegnać na długo. Spakowana i już na KLE i uderzyłam na południe Norwegii przebijając się przez deszczowe chmury.

Przez Trollstigen

Początkowe plany na dwutygodniową tułaczkę po Norwegii zakończyły się kilkudniową przeprawą. Chaos pozostanie częścią moich wyjazdów. Tym razem za namową wspinaczkowego kompana obrałam trasę możliwie blisko zachodniej strony, wzdłóż fiordów. Podobno warto… Dróg do wyboru było nie do zliczenia, postanowiłam jednak ominąć przeprawy promowe na wyspy i skupić się na zwiedzaniu głównego lądu. Powodów było kilka, chociażby dostępność stacji benzynowych. Jadąc do Norwegii zdecydowanie warto mieć ze sobą dodatkowy kanister z paliwem, bez względu na wielkość baku. Nie przewidzisz dokąd zaprowadzą cię malownicze, kręte drogi między górami. A nierzadko zdarzą się zautomatyzowane stacje benzynowe lub… akurat twoja karta nie będzie działać. Wtedy nie pozostaje nic innego jak tylko jechać dalej przed siebie lub liczyć na pomoc miejscowych. Nie mogło być inaczej niż przejechać przed Drogę Trolli.

Strzępki z podróży – dotknąć Skandynawii, czyli samotna wyprawa motocyklem po Norwegii

Nocleg w okolicach Lora nad rzeką o tej samej nazwie okazał się strzałem w dziesiątkę. Namiot zdążyłam rozbić jeszcze nim słońce na dobre schowało się za górą na wprost mnie. Tutaj nie sprawdziła się zasada, że najlepsze miejsce noclegowe, jest kawałek dalej. Melodia rzeki umiliła czas kolacji.

Poranek zleciał szybko, nie mogłam go przedłużać, tego dnia nadganiałam kilometry. Ostatnią noc spędziłam na przydrożnym parkingu już za Oslo. Kolejnego dnia pokonując znaną już trasę do Ystad zameldowałam się na statku.

Strzępki z podróży – dotknąć Skandynawii, czyli samotna wyprawa motocyklem po Norwegii

W drodze powrotnej odcinek był bardziej przyjazny niż na początku wyjazdu. Podobnie jak otwarta granica. Wracając do Szewecji nie potrzebowałam covidowego testu. Deszcz na dobre rozpadał się dopiero w kolejce na prom…

Ludzie

Obok stała pewna rowerzystka, która podobnie jak ja wracała ze swojej skandynawskiej przygody. Ze sznurka aut wyłoniła się pewna para, która zaprosiła do auta, by właśnie tam przeczekać deszcz. Niewiele się zastanawiając skorzystałam z zaproszenia. W czasie kolejnych, ciągnących się minut, prowadziliśmy rozmowy o podróżach. A właściwie stałam się wolnym słuchaczem. Monotonny temat, że motocykl jest kiepskim środkiem transportu, niepraktycznym, niewygodnym, a w tak deszczową pogodę to już w ogóle bezużytecznym, nie umilał czasu. Słuchałam, choć z każdą minutą miałam ochotę wyjść i moknąć razem z KLE i rowerzystką. Na pytanie – Jak twoja wycieczka? – nie przychodziło mi do głowy nic innego, jak odpowiedzieć – To nie wycieczka, wracam z pracy…

Promy na trasie Świnoujście – Ystad znam już dobrze. Wiedziałam, gdzie znaleźć ciche miejsce na nocleg. Chwilę po mnie tuż obok zameldował się mężczyzna z dwójką dzieci. Podobnie do mnie, te kilka godzin przeprawy postanowili spędzić bez kajuty. Noc minęła cicho i spokojnie. Wpadliśmy na siebie jeszcze rano, już przy motocyklu. Zagadał. Jak się okazało też motocyklista. W przeciwieństwie do wieczornego spotkania, ta rozmowa mogłaby się nie kończyć. Na szybko wymieniliśmy się kontaktem na fb. Do dziś gdzieś w postach przewija się lajk od Pawła.. Miło. Tymczasem wiem, że gdy jeszcze kiedyś zabłądzę do deszczowej Szwecji, nie zmoknę.

Po pierwszej stronie Bałtyku

Już z Polski pożegnałam drugą stroną Bałtyku, Morze Północne i Skandynawię. Po tankowaniu znów znanymi drogami, bez specjalnych zachwytów wróciłam do Koszalina, by z rodziną napić się kawy i móc przepakować się. Do kolejnej podróży czasu zostało niewiele. I choć od wyjazdu minęły dwa lata, wiem, że jeszcze kiedyś przetoczę się na kołach po Skandynawii. Ale jak mawia Włóczykij – Opowiadać przedwcześnie o swoich najskrytszych marzeniach, jest rzeczą bardzo niebezpieczną…

Galeria zdjęć

 

Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY