niedz., 26 wrz. 2021

Motocyklem dookoła Polski: deszczowa droga, przyjaźń od parasola i rozkaz pogranicznika

-

Choć moja wyprawa praktycznie dopiero się zaczęła, już mam mnóstwo przygód do opowiedzenia, poznałem fantastycznych ludzi i przeżyłem chwile grozy. Zapraszam na drugą część moich przygód podczas samotnej wyprawy dookoła Polski.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Drążkiewicz

Przeczytaj również część pierwszą moich przygód.

Dzień 3 – Wysoczany – Ustrzyki Górne – Ustrzyki Dolne – Fredropol – 182 km

Sprawdzając liczbę kilometrów i czas przejazdu tego dnia stwierdzam, że nie ma się co spieszyć. Niespieszne rozpoczynam pakowanie, w kuchni czeka już na mnie kawa i ciastka przygotowane przez właścicieli agroturystyki. Kawę piję na zewnątrz, wstępnie wybierając materiał do udostępnienia w Internecie.

Trochę się, mówiąc w gwarze krakowskiej, guzdram, czyli ociągam z wyjazdem. Chcę jeszcze nacieszyć oko widokiem, ucho odgłosami wiatru, gdakających kur, piejących kogutów, a umysł spokojem tego miejsca. Niedziela nie różni się tutaj niczym od poniedziałku.

Widząc nadciągające chmury i słysząc deszcz obijający liście lasu na pobliskim wzgórzu, w końcu zbieram się do wyjazdu. Po około 5 minutach jazdy dopada mnie burza, więc zatrzymuję się na zadaszonym przystanku, aby ubrać się w odzież przeciwdeszczową. Opad staje się coraz gęstszy i silniejszy. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko jechać, mając nadzieję, że się wypogodzi.

Na stacji benzynowej proszę o jakieś siatki jednorazowe, bo wiedziałem, że moje buty nie dadzą rady w takiej ulewie. Dostałem dwa worki na śmieci, które równie dobrze chroniły. Przywdziewam je na buty i jestem gotów do dalszej jazdy.

Deszcz towarzyszy mi jeszcze przez około 30 minut, a potem wypogadza się. Niebo staje się zachmurzone, ale nie pada. Aby zdjąć odzież przeciwdeszczową, zatrzymuję się na parkingu przy wieży widokowej. Spędzam tam około dwie godziny, a moja koszulka z wielkim logo wyprawy na plecach przyciąga uwagę i co chwilę ktoś zagaduje, aby dowiedzieć się szczegółów. Każdy z nich otrzymuje naklejkę wraz z informacją o trasie, Facebooku, relacji, itp. Warto mieć takie gadżety i warto pokazać, że robi się coś wyjątkowego, ponieważ ludzie łakną nieszablonowych projektów.

Ruszam w dalsza podróż, mijam zatłoczoną Cisną i rozkopane Ustrzyki Górne. Podążam dalej odcinkiem Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej.

Nieco jestem rozczarowany stanem nawierzchni, kamieniami i żwirem, szczególnie na serpentynach. Trzeba bardzo uważać, aby nie stracić przyczepności. Widoki rekompensują jednak małe niedogodności.

Wpadam w znakomity nastrój, bowiem pogoda zrobiła się idealna, w kasku gra muzyka, nawigacja prowadzi po śladzie, są zakręty, widoki, a humor polepsza mi jeszcze bardziej naklejka na tablicy Ustrzyki Górne mojego kolegi, motocyklisty z Częstochowy, Pawła. Doklejam swoją i pędzę już teraz na północ. Do tej pory kierowałem się na wschód.

Pogoda ponownie się psuje, a ja wjeżdżam w drogę na Arłamów – moje odkrycie dnia. Jadę nią i żałuję, że pada, bo jest taka niezliczona liczba zakrętów, doskonały asfalt, a ja przez deszcz nie mogę w pełni z tego czerpać. Niemniej jednak droga do polecania każdemu motocykliście.

Deszcz nie ustaje, a ja dojeżdżam na nocleg. Chcę iść do sklepu, więc pytam sąsiadów z pokoju obok, czy mają parasol. Oczywiście pożyczają mi go i od słowa do słowa poznajemy się, a po moim powrocie zostaję zaproszony na sałatkę. Okazuje się, że Gosia jest krakowską aktorka, poetką, pedagogiem, pisarką, działaczem kultury, a Piotr zawodowym śpiewakiem mieszkającym w Gdańsku. Ja opowiadam im o swoich pasjach, a oni mi o swoich. Zaufanie rośnie, czuję, że są to pokrewne dusze. Szybko okazuje się, że mamy podobne doświadczenia życiowe, wybory, rozterki, więc czerpie z ich doświadczeń i mądrości życiowej. Cieszę się, że poznawanie nowych i wyjątkowych ludzi jest częścią tej wyprawy. Warto rozpocząć rozmowę, uśmiechnąć się, zapytać o coś, po prostu zagadać. W tym wypadku zaczęło się od parasola.

Ja dziś poczułem pierwszy raz prawdziwą radość z jazdy. Nie musiałem gonić, bo było mało kilometrów do zrobienia, więc mogłem spokojnie cieszyć się drogą. Głowa odpoczywała, wszystkie problemy zniknęły. Nie wiem czy to magia Bieszczad, czy po prostu w końcu złapałem więcej luzu, wiem czego się spodziewać, wiem, że jadę sam, jednak nie jestem samotny. Nareszcie wpadłem w tryb medytacji, myśląc o tym co przede mną, a nie za mną.

Dzień 4 – Fredropol – Horyniec Zdrój – Hrubieszów – Krasnystaw – 327 km

Wspólne śniadanie z Piotrem i Gosią rozpoczęło ten, jak się miało okazać, znakomity dzień. Analizując trasę rano pomyślałem, że ten dzień będzie raczej tranzytowy, bo nie ma gór, zakrętów, jadę wschodnią ścianą. Jak bardzo się pomyliłem, okazało się już po kilkunastu kilometrach, gdy zostawiłem, za sobą Przemyśl.
Rozpoczęły się piękne pola po horyzont. Jechałem wśród zbóż, słoneczników, kukurydzy. Drogi częstokroć były proste po horyzont, a zakręty delikatne i pozwalające długo sunąć w przechyle.

Coraz bardziej odpoczywałem psychicznie i podziwiałem lekko pofałdowany krajobraz. Uświadomiłem sobie, że motocykliści z reguły szukają serpentyn, żeby zejść na kolano, ale drogi którymi dzisiaj jadę, pozwalają się wyciszyć, nie wymagają ciągłego skupienia, zmiany biegów i idealnie pasują do mojego motto – nie liczy się cel, a droga. Na takich drogach można po prostu jechać przed siebie i decydować co zobaczymy, gdzie się zatrzymamy, z kim porozmawiamy. Moja głowa odpoczywa jeszcze bardziej, aniżeli dzień wcześniej, powoli zakochuję się w tych drogach, a poziom radości z jazdy osiąga zenit.

Dojeżdżam do przejścia granicznego w miejscowości Hrebenne. Stawiam motocykl dość blisko budki granicznej ze szlabanem dla aut i w tym momencie pojawia się pogranicznik, pytając czemu tu stoję i co zmierzam. Niestety nie pozwala zrobić mi zdjęcia, ale poleca niewielką cerkiew tuż za zakrętem. Nie myśląc długo jadę ją zobaczyć, bowiem miejsca polecone przez lokalnych ludzi są zawsze najpiękniejsze. Warto trzymać się tej zasady, która u tym razem nie zawiodła.

W środku jestem sam, pan opiekujący się tym miejscem opowiada mi jej historię i w pewnym momencie mówi, że choć jest to cerkiew grekokatolicka, a ksiądz przyjeżdża aż z Przemyśla odprawić mszę, to jest wynajmowana również na mszę rzymskokatolickie z powodu małej liczby ludzi. Piękny przykład kooperacji, pokazujący, że dwie wiary mogą ze sobą współistnieć w zgodzie.

Połykam kolejne kilometry w pięknych okolicznościach przyrody i widząc wysoką wieżę widokową zatrzymuję się jeszcze przy niej. Doskonałe miejsce na posilenie się wyjątkowymi kanapkami przygotowanymi przez Piotra. Wyjątkowymi, bowiem Piotr włożył w nie wyjątkowo serca i składników – masło, rukola, szynka, ser, cebula, musztarda Dijon. Gdy skończyłem się posilać podjeżdża Zdzichu – motocyklista z Krakowa, który minął to miejsce, jednak zawrócił. Okazuje się, że wyznaje podobne standardy podróżowania, jak ja – boczne drogi, podziwianie krajobrazów, zwiedzanie Polski. Rozmawiamy dłuższą chwilę, wspólnie wchodzimy na wieżę, a następnie rozstajemy się. On ma 5 minut do zarezerwowanego noclegu, a ja jeszcze 100 km do Marka, u którego śpię.

Dojeżdżam wczesnym wieczorem. Na motocykl czeka już garaż, a na mnie grill. Marek i Kasia pochodzą ze Śląska i przenieśli się na Lubelszczyznę. Mieszkają w cudownym miejscu, gdzie spokój przenika wszystko wkoło. Oboje jeżdżą na motocyklach i wręcz fanatycznie poświęcają każdą wolną chwilę na motocykle. Oboje również są członkami Motocyklowego Klubu Strażaków Riders Of Flames. Widać to na każdym kroku – kamizelka klubowa, kubki, ręczniki, gadżety. Pięknie jest patrzeć na ludzi z tak ogromną wspólną pasją. Rozmawiamy do późna wyłącznie o tematach motocyklowych. Kolejny raz okazuje się, że ludzie o tych samych pasjach ciekawi są siebie nawzajem i chętnie opowiadają o swoich przeżyciach.

Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas treści nastawionej jedynie na kliki, która nie wnosi niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Kupno drogiej, motocyklowej tandety jest prestiżowe, konsorcja liczą zyski, a ekologia to ściema!

Czasy się zmieniają i wszystko wokół nas, oprócz jednej rzeczy... Powstają nowe firmy, stare plajtują, marki i znaki towarowe przechodzą z rąk do rąk....

Tak Motofiesta zakończyła lato w Pirenejach! I ty możesz poznać uroki motocyklowej jesieni w Hiszpanii…

Już mamy jesień! Niby to stwierdzenie jest prawdą, ale tylko jeśli chodzi o naszą szerokość geograficzną. W innych miejscach w Europie nadal jest lato!...

Celowo zahamował przed ciężarówką na autostradzie za mozolne wyprzedzanie – zapłacił 2500 złotych mandatu

Proces wyprzedzania się ciągników siodłowych na polskich autostradach to temat mozolny i nudny jak flaki z olejem. Wielu kierowców ma wrażenie, że zdecydowanie szybciej...

Nadchodzi Bimota KB4 – nie mylcie jej z Kawasaki

Model KB4 jest drugim motocyklem, który dołącza do gamy włoskiego producenta po reaktywacji. Pomimo tego, że napędzać go będzie jednostka z Kawasaki Ninja 1000SX...

Jadąc motocyklem zawsze należy mieć kask ochronny, ale jest jeden wyjątek – kiedy nie musimy go zakładać?

Co do słuszności tego przepisu raczej nie możemy mieć żadnych wątpliwości, gdyż kask ochronny w ubiorze motocyklisty jest rzeczą zdecydowanie najważniejszą i pełniącą najważniejszą...