wt., 19 październik 2021

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

-

Po wielu miesiącach przygotowań nadszedł długo wyczekiwany czas wyjazdu. Motocykl został spakowany dzień wcześniej i odstawiony do magazynu firmy w której pracuję, aby spokojnie rano, nie przeszkadzając nikomu, wyjechać spełniać swoje wielkie marzenie o podróży motocyklem dookoła Polski. Wyjazd trochę się opóźnia, ponieważ robię jeszcze kilka zdjęć, nagrywam materiał filmowy (z wyjazdu będzie obszerna relacja filmowa), ale w końcu ruszam.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Drążkiewicz

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Dzień 1 – Częstochowa – Łaziska – Cieszyn – Ustroń – Milówka – Jeleśnia – Czarny Dunajec – Kościelisko – 386 km

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Częstochowa, gdzie mieszkam nie jest oficjalnym miejscem otwarcia wyprawy. Dlatego też wjeżdżam na autostradę A1, aby dość szybko znaleźć się w Łaziskach. To tu obieram kierunek na wschód i trafiam na zaplanowaną skrupulatnie trasę. Korzystam z nawigacji offline, która prowadzi mnie po śladzie wygenerowanym dla każdego dnia.

Pierwsze kilometry przez Śląsk to dobry asfalt, spokojny ruch i co jakiś czas boczne, mało uczęszczane drogi. Pierwsza wąska biegnącą przez sad skłoniła mnie do refleksji, że o takie właśnie miejsca mi chodzi. Jak się miało okazać tego dnia dróg takich było kilka, a prawdziwe wyzwanie czekało na mnie w okolicach Zwardonia.

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Zafascynowany tym, że coraz rzadziej widziałem na swej drodze samochody, nawigacja prowadziła mnie drogami z pięknymi widokami, a ja wewnątrz czułem wielką satysfakcję z przygotowanej trasy. Spokojnie przejechałem przez Ustroń, zakorkowaną Wisłę, przełęcz Kubalonkę i dalej do Zwardonia. Zdawałem sobie oczywiście sprawę, że nie wszystkie drogi będą z idealnym asfaltem i nie wszystkie byłem w stanie sprawdzić przed wyjazdem na Google Maps, bo po prostu nie było ich zdjęć.

Motocyklem dookoła Polski wzdłuż jej granic. Rusza życiowa wyprawa Darka Drążkiewicza…

Jadąc taką niesprawdzoną drogą, pamiętając, że specjalnie prowadziłem ją ręcznie przez ten obszar, napotkałem znak zakaz ruchu w obu kierunkach. Chwila wahania i jadę dalej za sprawą tabliczki – Nie dotyczy mieszkańców osiedla. Myślę więc, że w razie jakiejś kontroli powiem, że jadę do tego osiedla. Droga zrobiła się bardzo wąska, pięła się w górę przez las (o dziwo spotkałem jednego motocyklistę), panowie, którzy zwozili drewno byli mocno zaskoczeni moim widokiem. Ciekawa droga, jednak ja nie lubię łamać przepisów i wjeżdżać pod zakaz. Tu zaufałem nawigacji i z duszą na ramieniu wypatrywałem znaku z drugiej strony tego zamkniętego odcinka. Gdy pojawił się bardzo mi ulżyło.

Kolejny odcinek zaskoczył mnie bardzo, gdyż miał dwa oblicza. Wjazd obok wyciągów w okolicach Zwardonia, droga pnąca się do góry, a na szczycie wzgórza malowniczo usytuowana restauracja. Pomyślałem sobie, że to idealne miejsce na odpoczynek, jednak stracony rano czas kazał jechać dalej. Odprowadziłem jedynie wzrokiem drewniany budynek z pięknym widokiem i rozpocząłem bardzo stromy zjazd. Asfalt pogarszał się z każdym metrem, aż w końcu zostały jego resztki. Do tego drobne kamienie, dziury, piach. Na jednym z zakrętów motocykl prawie się przewrócił przy dohamowaniu do ostrego zakrętu. Już oczami wyobraźni widziałem go leżącego. Pomyślałem, że jak ja go wtedy podniosę. Miało się okazać, że przekonam się o tym w dniu następnym…

Droga o charakterze samochodowego odcinka specjalnego skończyła się, a ja, przez Rajczę i Milówkę, kontynuowałem podróż. Piękna droga przez Koszarawę, a następnie, bardzo lubiana przez mnie trasa, przez Zawoja, prowadziła mnie do celu w Kościelisku. Zrobiłem krótki postój pod Mosornym Groniem, gdzie zatrzymuję się zawsze siadając na ławeczce, aby podziwiać panoramę Babiej Góry. Chętnie wjechałbym wyciągiem krzesełkowym na górę, jednak nie mam czasu. W zimie przyjeżdżam tu na narty i wiem doskonale jak piękny widok jest z góry.

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Do Kościeliska dojeżdżam ok. 19:30. Wita mnie Ola od razu zapraszając na herbatę. Po chwili dołącza do nas Marcin, mąż Oli. Tematom motocyklowym przy kolacji nie ma końca. Dowiaduję się, że Ola pochodzi z Gdańska i przybyła do Zakopanego rozkręcać koleżance pensjonat. Tak wsiąkła w tutejszy klimat, że jest tu już 15 lat, będąc od 13 lat żoną Marcina, górala z krwi i kości. Wspólnie prowadzą dwa biznesy nakierowane na turystów – domek Dziko Hanka i Dziki Offroad (wynajem samochodów terenowych), ale przede wszystkim ich pasją są motocykle. W garażu stoi Honda CBR, Suzuki Marauder i dwa crossy. Pasją też jest poznawanie nowych ludzi i stąd pomysł na wynajem pokoi. Ola jako pierwsza napisała do mnie i zaprosiła bezinteresownie do siebie. Cudowni ludzie, cudowne miejsce, widok z okna na Giewont i Czerwone Wierchy, rodzinna atmosfera, nowa przyjaźń.

Dzień 2 – Kościelisko – Piwniczna Zdrój – Tylicz – Gorlice – Dukla – Komańcza

Szybkie wspólne śniadanie z moimi przemiłymi gospodarzami i zabieram się za montaż kufrów. Wielkie zdziwienie, gdy widzę, że brakuje śruby trzymającej wydech wraz z podkładkami. Zerkam na drugą stronę i tam to samo… To pokłosie wczorajszych dziur! Rozpoczynamy z Olą naprawę, ale nadchodzi potężna burza, która skutecznie przerywa pracę na pół godziny. Od Marcina dostaję klucze, śruby, nakrętki i z asystą Oli, tak Oli, dokonujemy naprawy. Wyjeżdżam w końcu z ponownym dwugodzinnym opóźnieniem. Znowu będę musiał gonić cały dzień, aby dojechać na miejsce noclegu o normalnej godzinie.

Przejeżdżam przez korkujące się Zakopane i dalej w stronę Łysej Polany. Dzisiaj będę jechał przez moje ukochane tereny Pienin, Piwniczną, Żegiestów. Bardzo lubię ten rejon, bo są tu piękne widoki, góry otaczają człowieka z każdej strony, są piękne kręte drogi. Moja ulubiona cześć to ta wzdłuż Popradu.

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Od momentu startu w Kościelisku ciągle jadę skrajem frontu deszczowego, mając zapewniony mały roller coster pogodowy. Raz jadę w stronę pięknego nieba, raz w stronę czarnej chmury burzowej, a innym razem pomiędzy nimi. Tuż przed Rytrem zakładam strój przeciwdeszczowy, bo chmura przede mną wyglda na bardzo złowrogą i już kropi deszcz. Za kilka kilometrów jednak nawigacja odbija z drogi i już jadę całkiem suchą szosą. Wytrzymuję jeszcze 15 minut i ściągam ciuchy deszczowe.

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Robi się znowu ciepło więc zakładam letnią kurtkę motocyklową i jadę dalej znanymi mi drogami. Trasa dla motocyklisty idealna, bowiem pełna zakrętów, a do nawierzchni nie można się przyczepić. Mijam kilka cerkwi, muzea, pola pełne bocianów, a nawigacja kieruje mnie w stronę polsko-słowackiej granicy. Znam tę drogę i jestem mocno zdziwiony, bo wiem, że nie ma nigdzie odbicia po polskiej stronie, aby jechać wzdłuż granicy. Tuż za granicą zatrzymuję się, aby sprawdzić w czym jest problem. Ku mojemu zdziwieniu trasa prowadzi około 18 km przez Słowację. Musiałem nie zauważyć tego przy planowaniu. Szybka analiza co się bardziej opłaca i decyzja, że jadę dalej. A koronawirus? Nie znam przecież regulacji słowackich, co jeżeli złapie mnie jakiś patrol, czy będę musiał mieć kwarantannę. Ciągłe pytania i wypatrywanie za każdym zakrętem słowackiej policji, bądź straży granicznej trochę zmęczyły mnie psychicznie. Odetchnąłem dopiero przekraczając granicę i wjeżdżając do Polski. Udało się bez przygód.

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Pogoda robiła się lepsza, chmury ustąpiły, ale zaczęło wiać. Postanowiłem zmienić kurtkę na tekstylną. Znalazłem miejsce na poboczu z pięknym widokiem przed Czyrną, postawiłem motocykl na bocznej nóżce, która lekko się zapadła w grząski teren. Pomyślałem, że zrobię zdjęcie, podłożę jakiś kamień pod nóżkę i spokojnie się przebiorę. Odszedłem pięć kroków, wyciągnąłem telefon, aby zrobić zdjęcie, a zza pleców dobiegł mnie dźwięk przewracającego się motocykla. Wpadłem w lekką panikę, bo przydarzyło mi się to pierwszy raz, przypomniałem sobie wszystkie filmy o podnoszeniu motocykla. Mój Triumph jest sam w sobie potwornie ciężki, a z kuframi czuć ten ciężar jeszcze bardziej podczas jazdy. Zawsze mam problem, aby wprowadzić go tyłem do garażu, a teraz miałem go podnosić.

Pierwsza próba i nic. Druga, trzecia, czwarta i znowu leży całkiem na boku, bo brakło mi sił. Paliwo wylewa się chyba spod korka. Macham i wołam o pomoc do kierowców, ale z kabin docierają do mnie przyjacielskie uśmiechy i machanie. Nikt nie domyślił się, że potrzebuję pomocy… Kolejna próba na dwa razy i udało się! Chyba adrenalina tak uderzyła mi do krwi, a do tego siła woli pomogła, że postawiłem motocykl do pionu. Cały roztrzęsiony potrzebowałem dobrych kilku minut, aby ochłonąć. Na szczęście zgiął się tylko kierunkowskaz (nie odpadł, działa) i urwało się jedno z mocowań kamery. Kamery były zamontowane na motocyklu po stronie, na którą się przewrócił, ale na szczęście nic się im nie stało.

Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Wracam na trasę i wśród niebieskiego nieba mknę krętymi drogami w stronę Bieszczad. Na miejsce noclegu docieram ok. 20:30. Witany jestem przez właścicieli, którzy po kilku słowach pokazują mi pokój i pytają, czy wszystko mam. Nie wiem co to znaczy, więc pani tłumaczy mi, czy nie jestem głodny. Szczerze mówiąc rano zjadłem śniadanie, Ola zrobiła mi lekki prowiant na drogę, ale de facto prawie cały dzień nic nie jadłem, bo sklepy w niedzielę zamknięte, na bocznych drogach, którymi jadę trudno nawet o stację, nie mówiąc o takiej z hot-dogiem i kawą, a te lokalne, które mijałem były zamknięte. Gospodarze w momencie przynoszą swojskie jajka, ogórki i szczypiorek z działki, chleb, wędlinę, ser, masło.

Śniadanie też dostanę, chociaż nie było tego w śmiesznie niskiej cenie za nocleg. W pakiecie dostaję również ciszę, spokój, brak zasięgu i totalny luz. Uwielbiam takie miejsca! Takich zawsze szukam.
Motocyklem dookoła Polski: Pod zakaz, przez Słowację i pierwsza gleba…

Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas treści nastawionej jedynie na kliki, która nie wnosi niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Honda CRF300 Rally i CRF300L 2021 – najbardziej offroadowe w klasie adventure? [test, dane techniczne, cena, porównanie]

Do naszej redakcji trafiły na testy dwie Hondy CRF300 w dwóch różnych wersjach - L lżejszego enduro oraz cięższej, wyprawowej Rally. Jak sprawdziły się...

Benelli TRK702 i TRK702X praktycznie potwierdzone – większe motocykle adventure wyposażone będą w zupełnie nową jednostkę

Benelli wprowadzając model TRK502X trafiło w dziesiątkę. Motocykl fantastycznie sprzedaje się przede wszystkim we Włoszech, ale również w całej Europie. Włosko-chiński producent złożył właśnie...

Latający motocykl na XI Kociewskim Rajdzie Enduro – o włos od tragedii [VIDEO]

W przypadku każdego sportu widzowie i obserwatorzy próbują oglądać zawody z możliwe jak najbliższej odległości, która bardzo często jest niebezpieczna. Chęć bycia w samym...

Yezdi, odrodzona marka… znajomy motocykl?

W ostatnich latach, Mahindra przywróciła do życia flagową markę naszych południowych sąsiadów – Jawę. Hindusi nie spoczywają na laurach i wskrzeszają Yezdi i brytyjskie...

Kask otwarty nie tylko do miasta – test Schubert M1 PRO

Lubię kaski otwarte. Choć zapewniają niższy poziom bezpieczeństwa, niż integralne i szczękowe, to jednak w letnie, upalne dni pozwalają jeździć bardziej komfortowo, dają lepszą...