Langosz na do widzenia
Następnego dnia rano jedziemy do Sibenika w Chorwacji. Ostatnia droga między bośniackimi górami i za granicą wjeżdżamy na autostradę. Niekończące się chorwackie tunele robią wrażenie. Autostrady są męczące i niestety płatne, ale pozwalają zaoszczędzić sporo czasu.
[sam id=”11″ codes=”true”]
W Sibeniku rozbijamy się na campingu i idziemy nad tak bardzo wyczekiwane morze. Hania troszkę boi się jeżowców, ale w końcu się przełamuje – tej przejrzystej wodzie nie da się oprzeć. Wieczorem jedziemy coś zjeść i zobaczyć miasto. Ceny w Chorwacji przerażają!
Następny dzień to już typowy powrót do domu. Autostrada do Zagrzebia, tam camping przy hostelu. Panuje tam świetna atmosfera, spotykamy także dwie dziewczyny z Polski, które wybierają się stopem dalej do Albanii i Serbii więc trochę gadamy i wspominamy swoje przygody.
Znowu pakowanie i jazda w kierunku Budapesztu. Rozbijamy namiot i idziemy pozwiedzać dobrze nam znane miasto. Wreszcie zjadam tak zachwalanego przez Hanię langosza, czyli placek drożdżowo – ziemniaczany z dodatkami. Jest przepyszny! Później spotykamy się ze znajomymi, którzy jadą stopem do Iranu. Pijemy winko i wracamy na camping. W nocy jakaś pani zwraca nam uwagę, że rozmawiamy, a potem jakiemuś panu że chrapie.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Z Budapesztu jedziemy prosto do Krakowa. Nie możemy już usiedzieć na motocyklu. Kilometry przez Słowację ciągną się i ciągną, a my jesteśmy coraz bardziej zmęczeni. W końcu Polska! Szybki hot-dog na stacji i ruszamy do domu. Na zakopiance mamy jeszcze niemiłą sytuację z panią, która prawie w nas wjeżdża i… jesteśmy w DOMU!
Za nami ponad 4500 kilometrów i mnóstwo wspomnień. Mój dzielny Bandit dał radę bez problemu. Przednia opona już prawie nie ma bieżnika. Trzeba sprzęt dobrze wyszorować, bo zasłużył na to w stu procentach. Dziękujemy też firmom Bushmen i Motorismo oraz Navigator Festiwal. Jednak najbardziej dziękuję Hani, która ze mną wytrzymała i w ogóle wytrzymała jazdę z tyłu – miała tam mało miejsca, a kanapa nie jest za wygodna).
Mała i Duży w Podróży
Serdecznie dziękujemy firmie Motorismo, dzięki której Hania pojechała w nowej kurtce Adrenaline, a ja w nowym kasku HJC RPH i firmie Bushmen za nóż, miski, multitoola, campingową deskę do krojenia, apteczkę, sztućce i wieczna zapałkę.
Zapraszamy na naszego bloga, gdzie dowiecie się więcej na temat najciekawszych miejsc na pokonanej przez nas trasie.
W dwie osoby nie jest tak smutno jak samemu, a wiem że podróżowanie na motocyklu nie jest jakąś jej wielką pasją. Chociaż po cichu wierzę, że złapała zajawkę bo nawet się mnie pytała czy dałaby radę sama jeździć. A w domu tak dziwnie wstać rano i nie myśleć ile się będzie jechało. Czas poczytać troszkę o wojnie w Jugosławii, która bardzo nas zainteresowała i pomyśleć trochę nad tym co widzieliśmy. Jesteśmy pewni że na pewno wrócimy jeszcze w te strony.


Super wyprawa. Oby kolejne były również tak udane :)
Zastanawia mnie jednak te 60 euro za wjazd do Kosowa… Za co az tyle??
Mnie zastanawia gdzie w sierpniu można dostać pokój za 20 zł z wlączonym ogrzewaniem :D
To 60 Euro to nie żarty. Tyle sobie liczą, i podobno po przekroczeniu granicy niema już odwrotu. Chcieliśmy zobaczyć jak to wszystko tam wygląda, no ale 120 Euro (2 osoby) to trochę jednak za dużo.
Pokój był, ogrzewanie też było jak się kaloryfery włączyło :D I miła Pani dawała herbatkę ;) Żyć nie umierać.
Nie no, Kosowa sobię nie podaruje :/ Pozostaje ograniczyć głupie zachcianki z postawić w kuchni puszkę z napisem ,,Kosowo” :D