czw, 24 Cze 2021

Trzydniowy wyjazd motocyklowy z Warszawy – gdzie pojechać, co zobaczyć i jakie punkty odwiedzić? Majówka z Suzuki V-Strom 650 i 1050

-

Na łamach naszego portalu staramy się wam pokazać ciekawe miejsca motocyklowe w Polsce. Sam często szukałem inspiracji w Internecie i posiłkowałem się trasami innych użytkowników jednośladów. Wobec tego postanowiliśmy sukcesywnie pokazywać wam krótkie trasy i odkrywać naszą przepiękną Polskę. Pomogło nam w tym Suzuki, wraz z modelami V-Strom 650 XT Travel Pack oraz 1050 XT Travel Pack.

Z racji tego, że motocykle odbieraliśmy z Warszawy, stała się ona punktem startowym dla naszego wyjazdu. Pierwotny, plan zagranicznej majówki legł w gruzach, a to za sprawą problemów z przekraczaniem granic. Doszliśmy do wniosku, że tak naprawdę nic nie tracimy, a przed nami otwierają się drzwi i możliwość bliższego poznania naszego pięknego kraju. Przestudiowaliśmy mapę i wytyczyliśmy trasę, która oczywiście i tak została w praktyce zmodyfikowana. No tak, czy pamięta ktoś kiedy ostatni raz na majówkę była fajna pogoda? No właśnie…

Startujemy z Warszawy i…

…zatrzymujemy się już po niespełna 26 km od naszego punktu startowego, którym był Salon Suzuki przy ulicy Połczyńskiej 10 w Warszawie. Naszym pierwszym miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić wybierając się w jakąkolwiek podróż na zachód od stolicy, jest Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach. Idea powstania tego miejsca jest bardzo ciekawa i powstała na początku lat 70. Wprowadzona wówczas akcja “Posesja” sprawiła, że właściciele aut uszkodzonych, nieużywanych, przedwojennych i wielu innych, które stały nieużywane na wielu podwórkach, zostali karani wysokimi mandatami. Oddanie takiego pojazdu na złom wiązało się z komplikacjami w postaci przymusu rozebrania go na niemalże części pierwsze. W tym czasie narodził się pomysł, aby powstało to miejsce. To właśnie możliwość zakupu lub przechowania samochodu, motocykla lub traktora za symboliczną złotówkę sprawiło, że zbiory zaczęły szybko się powiększać. Obecnie znajduje się w nich niemalże 300 różnych pojazdów – najstarszym jest amerykański traktor TITAN z 1895 roku, ciężarówką natomiast Mercedes z 1913 roku, a samochodem osobowym Fiat z 1919 roku. Wśród eksponatów są również motocykle, rowery, autobusy, czołgi, wózki dziecięce, a także samoloty. Muszę przyznać, że zrobiło to na mnie ogromne wrażenie tym bardziej wtedy, gdy dowiedziałem się, że praktycznie 80% pojazdów jest na chodzie i są regularnie odpalane. Jedziemy dalej.

A Kopernik to naprawdę nie żyje?

Musieliśmy to sprawdzić, ale również posmakować prawdziwych, toruńskich pierników. Z Otrębusów startujemy na Staromiejski Rynek w Toruniu, do którego prowadzi nas autostrada A1. Po przejechaniu ponad 215 KM i niecałych trzech godzinach jazdy, wita nas przepiękna starówka, na której zgromadzili się lokalni motocykliści. Po chwili rozmowy parkujemy nasze motocykle i pieszo udajemy się pod pomnik Mikołaja Kopernika oraz Ratusz Miejski. Muszę przyznać, że to naprawdę jedno z piękniejszych polskich, zabytkowych miast. Przemierzającym je tłumom towarzyszą grający uliczni artyści, a otwarte restauracje na wynos, szczególnie te posiadające w swojej ofercie pierniki, cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Miejsce warte odwiedzenia, zwiedzenia, a przede wszystkim zjedzenia.

Czas nas goni – kierunek północ!

Piękna pogoda i uśmiechające się do nas Słońce sprawiło, że odpuściliśmy jeden punkt na naszej trasie. Za wszelką cenę chcieliśmy dotrzeć nad polskie morze do chyba najpiękniejszego miejsca, którym był klif w Mechelinkach. Podróż autostradą była nieco nudząca, dlatego w trakcie krótkiego postoju musieliśmy wspomóc się pyszną kawą. Ta, pita w towarzystwie motocykla zawsze smakuje niewiarygodnie dobrze. Do miejsca docieramy chwilę po godzinie 17, mijając ogromne i jakże piękne nawet z perspektywy obwodnicy trójmiasto. We wspomnianych Mechelinkach Kępa Oksywska schodzi do Zatoki Puckiej tworząc malowniczy klif o wysokości 20-30 m. Ciągnie się on od Mechelinek poprzez Babie Doły do Gdyni-Oksywia. To doskonały punkt widokowy, z którego pięknie rozprzestrzenia się widok na Zatokę Gdańską, a także Wybrzeże Helskie. Co ważne, dojedziemy tam bez problemu motocyklem, chociaż ostatnie 200m będziemy zmuszeni pokonać po delikatnym szutrze. Nie mniej jednak jest to tego warte, tym bardziej, że na głównej ulicy, która praktycznie prowadzi do klifu znajduje się całe centrum miasta, gdzie zjemy pyszną rybką.

Czas na nocleg – wybieramy Rewę

Ze względu na panującą pandemię wybór był niezwykle trudny, nawet biorąc pod uwagę fakt, że podróżowaliśmy służbowo. Za namową przyjezdnych udaliśmy się do oddalonej o 3 km Rewy, w której niemalże mieliśmy pewny nocleg. Tak przynajmniej twierdzili lokalsi i nie mylili się. Plan wyszedł całkiem fajnie i racząc się pięknym zachodem Słońca, ustalaliśmy plan na następny dzień. Jak zwykle wszystko zależało od pogody, a cel był niezbyt odległy – Hel. Patrząc jednak na 100% opady deszczu i silny wiatr, zmuszeni byliśmy zmodyfikować nasz wyjazd i kierować się powoli w stronę stolicy. Rewa to piękne miasto tuż przy samym brzegu i znajduje się pomiędzy Gdynią, a Puckiem. Znana jest nie tylko z rybołówstwa, ale również mocno wiejących wiatrów, które sprzyjają sportom wodnym.

Symbol wybuchu II Wojny Światowej – Westerplatte

Korzystając z nieco pochmurnego poranka i braku deszczu obieramy niezwykle ważny punkt na naszej trasie, tym bardziej, że odwiedzaliśmy go 2 maja, czyli w Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Westerplatte to uformowany półwysep w Gdańsku, przy ujściu martwej Wisły do Zatoki Gdańskiej, który uznawany jest za symbol wybuchu II Wojny Światowej za sprawą ataku niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein. Warto tutaj być i na własne oczy zobaczyć niesamowicie trafiający do wszystkich Polaków napis – “Nigdy więcej wojny”. Spacerując z biało-czerwoną flagą w dłoni, żegnamy się z wybrzeżem. Cześć i chwała bohaterom!

Suzuki V-Strom 1050 XT 2020 – nowy stary, dobry znajomy… [test, dane techniczne, opinia, wady, zalety]

PS Wybierając się na Westerplatte motocyklem nie korzystajcie z trasy, którą zaproponuje wam mapa. Zdecydowanie bardziej się nieco natrudzić i przejechać tunelem. Podobno tamta droga jest znacznie lepsza.

Jaka pogoda, taka miejscówka, czyli depresja

W coraz to mocniejszych opadach deszczu ruszamy drogą S7 w kierunku Elbląga. Tam planujemy zjeść obiad, ale przede wszystkim ogrzać się po niesamowitej ulewie oraz wiejącym wietrze. A to wszystko w akompaniamencie temperatury na poziomie 6*C. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Z racji pogody staraliśmy się zawieźć na depresję nieco humoru, którego przez warunki atmosferyczne również nam powoli brakowało. O ile trasa była atrakcyjna, to wszystko inne działało przeciwko nam. Dobrze, że motocykle z nami fajnie współpracowały. Po średnim obiedzie udaliśmy się w miejsce, o którym jest niemalże każda lekcja przyrody w podstawówce – Raczkach Elbląskich. Znajduje się w niej najniższy punkt w Polsce – 1,8 m p.p.m. Jaka pogoda, takie miejsce…

Ostróda, czyli brama Mazur

Na dzisiejszy nocleg mamy do przejechania jeszcze niespełna 80 km. Ochoczo ruszmy w dół, bo temperatura znacznie spada poniżej zera i chociaż początkowo chcemy uniknąć S7, to wracamy na nią z powrotem za sprawą ulewnego deszczu. Szkoda.. Chociaż Ostróda jest piękna, to nie wita nas muzyką disco-polo, a śniegiem. Całe szczęście rano nie ma po nim śladu i wybieramy się na naszych Suzuki nad jezioro Drwęckie. Możemy w nim również pozwiedzać całe mnóstwo zabytków – od budowli ochronnych, przez zespoły koszarowe, a na obiektach sakralnych kończąc. Dużo tego, dlatego warto tutaj zajechać. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Olsztynek, a w nim największe zaskoczenie

Studiując mapę trafiłem na muzeum, które nie do końca interesuje mnie tematycznie. Wziąłem pod uwagę fakt, że chcę zwiedzać i poznawać historię, tradycję i kulturę najróżniejszych regionów Polski i nie mogę go ominąć. Wobec tego pojechaliśmy do Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku, który na naszej trasie okazał się jednym z najciekawszych punktów. Po pierwsze cena – 8 złotych, po drugie duży parking, a po trzecie budynki w fantastycznym stanie i świetnie zachowane lub odrestaurowane. Z przyjemnością zwiedziliśmy cały teren, poznając cechy budownictwa Warmii i Mazur. Znajdują się na nim chałupy z Powiśla, Warmii, Mazur, Sambii i Małej Litwy. Ale było fajnie!

A jak głód to czas na Ogniem i Piecem – kierunek Nidzica

Z narastającym głodem ruszamy jeszcze nieco na południe, aby za kilkadziesiąt kilometrów zatrzymać się na obiad w Nidzicy. Oczywiście prawdziwym pretekstem to wyboru tego miasta był gotycki zamek. Jego budowa rozpoczęła się w 1370 roku, a już w 1409 rezydował w nim krzyżacki prokurator. Mieli rozmach! Kawał budynku postawiony w tak krótkim czasie i to na dodatek na wzniesieniu… Aktualnie zamek służy  za miejskie centrum biznesu, kultury i rozrywki. Mieści się w nim: Muzeum Ziemi Nidzickiej z ekspozycją etnograficzno-historyczną, Nidzicki Ośrodek Kultury, Bractwo Rycerskie Komturii Nidzickiej, Galeria Autorska Hieronima Surpskiego, pracownia rzeźby i biblioteka miejska. Działa tutaj również hotel oraz restauracja. Wstęp na przedzamcze jest bezpłatny, jednakże za wejściówkę do muzeum będziemy musieli zapłacić. Tak czy inaczej było warto, a my korzystając z braku turystów i ogólnego chaosu wjechaliśmy prawie na sam dziedziniec na naszych rumakach Suzuki.

To już jest koniec…

No i niestety to już ostatni punkt na naszej trasie. Później było już tylko gorzej. Remonty, budowy, światła i ronda. Cieszył fakt, że zarówno V-Strom 650, jak i duży 1050 były niesamowicie uniwersalnymi motocyklami, które fantastycznie spisały się w tak różnorodnej trasie. Jadąc tymi motocyklami mieliśmy możliwość zjechania z dróg asfaltowych i pozwolić sobie na nieco szutrów i błota. Wszystkie z tych punktów dostępne są bez problemu na jednośladach i jadąc tą trasą, każdy dobierze odpowiedni rodzaj drogi dla siebie. Jeżeli lubicie połykać kilometry autostradą to nie ma problemu, czeka na was mnóstwo nowych dróg ekspresowych. Jeżeli macie czas i ochotę zwiedzać okoliczne wioski, to bez problemu będziecie podążać wzdłuż głównych arterii, zachwycając się urokami lokalnych wiosek. Cała trasa jest prosta i przyjemna. Liczba kilometrów nie zmęczy nie tylko was, ale także ewentualnie drugiej połówki. Bez problemu poradzicie sobie z nią rezerwując dwa noclegi, biesiadując przy ognisku do późnych godzin wieczornych i bez względu na typ motocykla. A jeżeli macie do dyspozycji tak fajne motocykle jak my, to już w ogóle będziecie zadowoleni. Dzięki Suzuki!

Długość trasy: około 950 km

Liczba dni: 3

Liczba noclegów: 2

Motocykle: Suzuki V-Strom 650 XT Travel Pack i Suzuki V-Strom 1050 XT Travel Pack

Odwiedzone punkty:  Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach, rynek Staromiejski w Toruniu, klif w Mechelinku, Rewa, Westerplatte, Raczki Elbląskie, Ostróda, Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku, Zamek w Nidzicy

Poziom trudności w 5 stopniowej skali: 2/5

Wiktor jeździł w:

Kask: Schubert C4 PRO

Kombinezon: Rukka StrechDry i StrechAir

Buty: Rainers 999 GP

Hubert jeździł w:

Kask: Schubert C4 PRO

Kombinezon: Seca Arrakis II Titanium

Rękawice: Seca Turismo III

Buty: Seca Outsider III

 

 

 

Wiktor Seredyński
Od najmłodszych lat jest miłośnikiem dwóch kółek, a co lepsze, początkowo zamiast za dziewczynami, oglądał się za przejeżdżającymi motocyklami. Ta choroba została mu po dziś dzień i nie ma ochoty się z niej leczyć. Fan garażowych posiedzeń i dłubania przy motocyklach przy akompaniamencie Dire Straits. Po godzinach amatorsko toruje i często podróżuje motocyklem, szczególnie upodobał sobie wyjazdy pod namiot. Aktualnie na trzecim roku studiów dziennikarstwa w Katowicach. Zapalony fan MotoGP i Marqueza. Plany na przyszłość wiąże z motocyklami – i prywatnie, i w pracy.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Dlaczego rowerzyści nie dostają mandatów? Czy pouczenie jest lepsze od kary?

380 pouczeń, 140 mandatów i 24 wnioski do sądu - to statystyki przedstawiające pracę stołecznej Straży Miejskiej względem rowerzystów. Skąd taka wysoka liczba pouczeń?...

Ducatisti, zapraszamy na Red Track Academy! Wielkie święto Ducati już 26 czerwca na Torze Jastrząb

Zbliża się wielkie wydarzenie dla wszystkich Ducatisti! Już 26 czerwca na Torze Jastrząb odbędzie się całodniowy trening torowy, gdzie wraz z innymi właścicielami motocykli...

Alex Harvill, amerykański śmiałek zginął podczas próby bicia rekordu świata

28-letni kaskader zginął w amerykańskim stanie Waszyngton, po rozbiciu się podczas próby pobicia rekordu świata w najdłuższym skoku motocyklem z rampy. Alex Harvill zginął...

Przetestuj w piątek, na Torze Jastrząb, jeden z 13 topowych motocykli pięciu różnych marek!

Już w najbliższy piątek, 25 czerwca zapraszamy na pierwszy w tym roku Track Day, organizowany przez Liberty Motors we współpracy z zespołem JC Group,...

Pościgów ciąg dalszy – 15-latek uciekał motocyklem bez kasku, uprawnień i z zakazem prowadzenia pojazdów

To już jest prawdziwa kumulacja, która zaważyć może w dużej mierze o przyszłości 15-latka. W tak młodym wieku podpadł funkcjonariuszom policji już drugi raz....