Polskie kombatanckie opowieści o walce w kilku podejściach o prawo do kierowania pojazdami (a czasem i o godność) mogą zblednąć przy doniesieniach z reszty świata. Pewna uparta Koreanka bardzo potrzebowała auta do pracy zawodowej. Na zdobycie uprawnień potrzebowała kilku lat i… 960 prób.
Jeśli handlujesz warzywami, owocami i innymi darami wspomaganej natury, to wiesz, że latanie ze skrzynkami pieszo, z wózkiem lub rowerem jest mało efektywne, za to bardzo męczące. Taki właśnie zawód wykonuje pani Cha Sa-soon z Korei Południowej, która w pewnym momencie przytomnie stwierdziła, że bez auta ani rusz. Rozpoczęła więc proces zdobywania prawa jazdy, by móc w pełni legalnie wozić swój towar.

Historia jakich wiele, która po kilku tygodniach powinna się zakończyć z wymarzonym blankietem w dłoni. Niestety proces zdobywania prawa jazdy zajął tej 69-letniej dziś pani „nieco więcej” niż innym. Po raz pierwszy przystąpiła do egzaminów w kwietniu 2005 roku i przez trzy lata robiła to pięć razy w tygodniu. Pięć-razy-w-tygodniu! Po tym okresie jej zapał nieco zmalał, ale nie zgasł. Pojawiała się w ośrodku szkoleniowym dwa razy w tygodniu. Aż w końcu zdała. Za 960 razem!
Pracownicy szkoły jazdy pożegnali swoją wierną kursantkę bukietem kwiatów. Jak twierdzą, widząc jej upór nie mieli odwagi powiedzieć jej, żeby dała sobie spokój. Pani Cha Sa-soon stała się w Korei bardzo popularna, wystąpiła nawet w reklamie jednego z modeli Hyundaia, a koncern podarował jej auto na własność. A ty, jak długo byłbyś w stanie walczyć o swoje marzenia?
