GSX-S 1000

Motocykle z typoszeregu GSX-S zaprezentowano w ubiegłym roku. Bazą dla tego modelu był supersport GSX-R1000. GSX-S 1000 występuje w dwóch wersjach: jako naked i sportowy turystyk. Nam do gustu przypada najbardziej ta druga wersja. Motocykl doskonale sprawdza się podczas karkołomnych ewolucji na torze – mimo sporej pojemności i nieprawdopodobnie żywiołowego charakteru bez żadnego problemu daje się prowadzić między pachołkami i po ciasnych ósemkach.
W trasie przeszkadzają sportowe nastawy zawieszenia – na większych wybojach motocykl skacze i trzęsie niemiłosiernie. Na szczęście zarówno z przodu, jak i z tyłu producent przewidział możliwość regulacji.
Szczegółowy test z podróży GSX-S1000F opublikujemy już wkrótce na portalu, w ubiegłym roku jeździliśmy wersją bez owiewek. Nasz test znajdziecie tutaj: link.
DL650XT V-Strom

Tegoroczna odsłona popularnego enduraka średniej klasy została delikatnie przypudrowana – dodano kilka stylistycznych poprawek, właściwie trudno nazwać to nawet ewolucją. Motocykl jest doskonale znany, w ubiegłym roku testowaliśmy go w drodze. Moje wrażenia z tegorocznych jazd? Mały Sztormiak jest jak dorosły koń – silny, niezawodny i piękny. Brakuje mu jednak ikry, odrobiny szaleństwa, która powinna być przecież nieodłącznym elementem każdego motocykla.
I kiedy pierwsza generacja sprawiała wrażenie przypakowanego osiedlowego macho, obecny V-Strom wygląda trochę jak narysowany przez wrażliwego młodzieńca w rurkach, który zdmuchuje opadającą mu na okulary grzywkę siedząc nad kubkiem karmelowego latte. Wizerunek ten ratuje nienaganne prowadzenie i dzielność terenowa, która pozwala dotrzeć w miejsca surowo zagrożone mandatem od leśników.


























Co do v-stroma… może brakuje mu szaleństwa w wyglądzie, ale nie w jeździe.